"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Post 20 grudzień 2018 In Mój punkt widzenia ... z życia brane

Razem z Latoją chcemy złożyć wszystkim odwiedzającym nas, życzenia bardzo, bardzo Wesołych Świąt, dużo zdrowia, radości i nieoczekiwanych wspaniałych zmian w życiu, szczęśliwości na co dzień, spotkania na swoich drogach ludzi o pięknych sercach i umysłach, spełnienia tego wszystkiego co kryje się w Waszych najgłębszych marzeniach, mnóstwa spokoju i pewności, że już nic złego się nie może zdarzyć. Będziemy z Wami przy naszym wspólnym wirtualnym stole wigilijnym i łamiąc się wirtualnym opłatkiem ściskamy serdecznie.

Post 19 grudzień 2018 In Mój punkt widzenia ... z życia brane

Czy, i jeżeli tak to na ile, jesteśmy potrzebni innym? Zadałem sobie to pytanie i poczułem się nagle bardzo dziwnie. Zdałem sobie bowiem sprawę, że jesteśmy postrzegani i zapamiętywani na tyle na ile możemy się komuś przydać. Jedni o nas pamiętają krócej inni dłużej, ale zawsze efektem jest powolne oddalanie, osamotnienie. Z przerażeniem, patrząc na siebie, stwierdziłem, że ja również nie odbiegam zbyt wiele od normy, od tego stereotypu. No może w trochę mniejszym stopniu, ale jestem taki sam i podświadomie posługuję się takimi samymi kryteriami oceny.

Myślę, że w jakiejś części jest to efektem sytuacji, czasów które nastąpiły, ale tylko w jakiejś części, bo jednak cała reszta tkwi mocno w nas samych. A może jest to również konsekwencją naszej samoobronnej konstrukcji psychicznej przetrwania za wszelką cenę, istnienia jak najdłużej płynąc oceanem nie zawsze przyjaznego życia? Kompleks tonącego? Może i tak. Może czujemy się podświadomie właśnie takimi pseudopływakami wrzuconymi do wody w której dopiero z konieczności zaczynamy uczyć się pływać jednocześnie ratując siebie przed utonięciem? Jednym udaje się to lepiej, i tych nazwa się ludźmi zaradnymi, szczęśliwcami, innym gorzej, których jest niestety dużo więcej i którym cały czas jest o wiele trudniej utrzymać się na wodzie. Jest i trzecia grupa, najsłabsza, najmniej zaradna. Tym ostatnim jest najgorzej. Często widzimy ich na rogach ulic, wśród innych pozornie podobnych, pod sklepami proszących o kilka groszy lub zbierających złom, makulaturę, butelki czy puszki po piwie. O tej ostatniej grupie czasami tylko mówimy, nie szukając ich towarzystwa. Dlaczego? Bo są całkowicie nie przydatni, takie jest przynajmniej nasze przeświadczenie. A przecież są wśród nich nierzadko ludzie bardzo inteligentni, wykształceni i naprawdę uczciwi, którym życie z różnych powodów, nie podarowało umiejętności korzystania z innych w miarę własnych potrzeb. Ale przecież do czego oni mogą się nam przydać? To smutne.

Czy można przejść przez życie nie wykorzystując innych? Chyba nie, wydaje mi się to absolutnie niemożliwe. Jednak dobrze jest znać umiar i dawać z siebie coś w zamian. Dochodzę jednak do smutnego wniosku, że nie powinniśmy za bardzo przyzwyczajać się do innych ludzi, że dobrze jest ich znać ale liczyć tylko na siebie. To na pewno jest bardziej bezpieczne dla naszej samotności, bo z ludźmi przecież tylko bywamy, jesteśmy pomiędzy nimi, ale tak naprawdę wewnętrznie jesteśmy absolutnie sami zdani tylko na siebie.

I tu znajduję odpowiedź na pytanie postawione na początku. Tak jesteśmy potrzebni innym, podobnie jak inni są potrzebni nam i o tej współzależności starajmy się zawsze pamiętać. Nie miejmy pretensji do kogoś komu w którymś momencie pomogliśmy a on nie odwzajemnił się nam tym samym. Może nie potrafił tego zrobić, może nie mógł a może właśnie w tym momencie sam potrzebował również pomocy? Wiem, dobrze jest tak mówić, ale zadra i tak zostaje wraz z pytaniem, dlaczego? A ja nadal nie wiem dlaczego czuję taki bezwartościowy, nieprzydatny, taki potrzebny tylko na chwilę? Może gdy się zazieleni a słońce rozbudzi popołudniową część dnia odbijając się tęczą barw na kolorowych trawnikach, może wtedy dojdę do wniosku, że wcale tak nie jest i zacznę znowu żyć innym życiem poza czterema ścianami swojego domu. Może wtedy, ale na razie?

Post 05 grudzień 2018 In Mój punkt widzenia ... z życia brane

W jak wielu sytuacjach twierdząc, że dobrze wiemy, zamykamy dyskusję dotyczącą nas i naszych problemów opierając się w ich ocenie na stereotypach, zamiast uświadomić sobie, jaki był nasz wpływ na ich zaistnienie oraz co ważniejsze, jaki będzie ich wpływ na nasze dalsze życie? Kochamy wszelkie uogólnienia. Uważamy bowiem, że w nich możemy „odnaleźć” wiele odpowiedzi na nasze problemy. Stereotypy stały się dla nas swoistą „wykładnią” a szkoda, bo powinny być tylko punktem wyjścia do próby zrozumienia jakiegoś, dotyczącego nas, zagadnienia. I co z tego, że dotyczą statystycznych a więc mocno uśrednionych  wielkości i że w związku z tym podsuwają nam najczęściej błędne rozwiązania? Dziwne, jak bardzo potrafimy być uparci w popełnianiu często kardynalnych błędów?