"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Post 11 czerwiec 2017 In Mój punkt widzenia ... z życia brane

Zastanawiałem się długo jakie miejsce w naszym życiu mają nasze tęsknoty? A w ogóle co to jest tęsknota? Czy jest zjawiskiem pozytywnym czy negatywnym? A może zupełnie obojętnym i my, spokojnie być może potrafilibyśmy się bez niej obejść? Pytań jest wiele. Podejrzewam, że odpowiedzi, tak jak z miłością, jest też tyle ilu jest ludzi. Spróbujmy jednak, chociażby w małej części, jakoś to ugryźć.

Na początku zajrzałem do Encyklopedii Powszechnej. I tu zaskoczenie. Encyklopedia milczy tak, jak gdyby tęsknota była czymś tak rzadkim, że nie warto o niej wspominać. W wielu innych wydawnictwach również brak informacji. Dopiero w Słowniku Poprawnej Polszczyzny jest coś niecoś na ten temat, co prawda mówi się tu tylko o składni i znaczeniu, ale zawsze to coś. No cóż, nie pozostawało mi nic innego niż zwrócenie się z tym problemem do mojej małej szarej komóreczki z prośbą, aby mi wyjaśniła czy to jest tylko nasza emocja, czy może już jakieś uczucie? A może i jedno i drugie? A tak z innej strony. Czasami jakoś dziwnie do tego ustosunkowujemy się patrząc na kogoś, kto jest smutny, popadający niekiedy nawet w depresję, bo tęskni za kimś, za czymś, za domem rodzinnym, ojczyzną, spokojem czy chociażby za tym co było i minęło już dawno a do czego można wrócić tylko we wspomnieniach...etc. Nie chcąc jednak zdenerwować mojej jedynaczki zmęczonej ciężką pracą ( tak ostatnio twierdzi, chociaż ja nie wiem czym mogła się tak zmęczyć?) spróbowałem małej prowokacji, oczywiście w celu zwrócenia na siebie jej uwagi. Położyłem się więc w moim małym pokoiku na tapczanie, otworzyłem szeroko okno, wpuściłem świeże powietrze i czekałem na to, co się stanie.

Na dłuższą metę wiadomo, przeziębienie, katar, może grypa, ale z doświadczenia wiem, że moje maleństwo jest na niskie temperatury mniej odporne ode mnie. I nie myliłem się. Po kilku minutach coś się zaczęło nerwowo poruszać na półce z książkami i na poduszkę leżącą obok mnie wyskoczyła ze zmierzwionym włosem i szaleństwem w oczkach, trzęsąca się z chłodu znajoma mi istotka. Pukając nerwowo mnie w czoło wrzasnęła piskliwym głosikiem:

Post 07 czerwiec 2017 In Mój punkt widzenia ... z życia brane

O moim wykształceniu wolę nie pisać, zresztą jest to nieistotne. Z zamiłowania jestem „matematykiem” z wielkim szacunkiem do języka polskiego. W dzieciństwie interesowała mnie bardzo logiczność wywodów starych filozofów. Właśnie to później odnalazłem w matematyce. Moja stara, kochana nauczycielka tego przedmiotu w technikum, która zasypiała spokojnie na klasówkach i pozwalała posługiwać się w trakcie pisania książkami twierdziła, że nie warto zaśmiecać wszystkimi formułkami i wzorami sobie głowy. Powinno się jednak wiedzieć gdzie i w jakich w książkach można je odnaleźć. Przekładając to na język dzisiejszy i porównując do komputera, to według Jej teorii, w naszych głowach powinny znajdować się, oprócz najczęściej używanych mądrości, przede wszystkim skróty, linki do informacji zamkniętych w odpowiednich wydawnictwach. Oczywiście wszystkich tych informacji powinno się wcześniej pilnie uczyć, aby wiedzieć w jaki sposób je, w odpowiednim momencie w życiu, wykorzystać. Wszystkiego i tak nie da się zapamiętać, a więc zaśmiecanie pamięci próbą skomasowania ich wszystkich w naszej głowie jest bezsensowne.

Jestem Jej wdzięczny za to, że nauczyła mnie logiki analitycznego, matematycznego myślenia. Każdy problem w życiu można rozłożyć na czynniki pierwsze, wyeliminować rzeczy nie istotne i odnaleźć jego słaby punkt. Takie podejście do tematu pozwala na ominięcie naszych negatywnych emocji i ustalenie słabych punktów, które należy usunąć. Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie nauczymy się podchodzić do naszego życia jak lekarz do chorego pacjenta, który aby usunąć skutek stara się odnaleźć przyczynę choroby i zlikwidować ją. On nie chodzi wściekły z tego powodu spisując nas na straty. Sięga do swojej pamięci, nierzadko też do książek i analizując objawy szuka przyczyn.