"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek.PL - Artykuły filtrowane wg daty: maj 2018

Jak oceniamy innych? Oczywiście kierujemy się własnymi doświadczeniami a przede wszystkim własnymi charakterami i wszystkim, co one zawierają. Oceniamy więc ludzi, szczególnie tych bliższych, w sposób w jaki byśmy się zachowali w ich sytuacjach. A więc najczęściej wystawiamy własny obraz w takich momentach i przypinamy go do nich. Potem już nasza wyobraźnia dokleja wszystko, co jej na myśl przychodzi a więc często również to, co nas by w takich momentach najbardziej zabolało. Po krótkim czasie zamykamy to wszystko w sobie stwierdzając, że tak właśnie było i już. Ewentualnym argumentem jest fakt, że przecież jest to logiczne. Nie bierzemy tylko pod uwagę faktu, że takie postrzeganie jest bardzo jednostronne, subiektywne, że nasza prawda polega tylko w olbrzymiej większości na domysłach i do tego opartych na nas wartościach naszego charakteru a nie na faktach.

Dużo się dzieje w ostatnich czasach, a głównie dużo zła. I to przede wszystkim ze strony sfer politycznych, w czym każda frakcja ma swój bardzo czytelny, olbrzymi udział. Spróbujmy więc przeanalizować, co mogłoby temu narodowemu armagedonowi, przynajmniej w jakiejś części, zaradzić? Chociaż nie jest to najszczęśliwsze określenie, bo jak znam życie, to chyba nie da się tak łatwo tego zrobić. Jednak pogdybać i pomarzyć można. No cóż, zacznijmy więc od konkretnego przykładu.

Ostatnio często słyszymy na przykład takie stwierdzenie, a dokładniej płomienne wyzwanie, do biednego narodu wprowadzanego w niepodważalną euforię partyjnych racji, wygłaszane przez premiera czy też innych polityków (tu cytuję po literkach) –„ musimy zacisnąć pasa”.

Tu nasuwa się na usta pytanie. My, to znaczy kto? My zwykłe „mrówki”, „robole” z tego mrowiska czy również oni, a więc ci, którzy nami kierują? Bo w tej sytuacji „my” – oznacza dla mnie wszyscy, w odpowiednim, proporcjonalnym stopniu ( czytaj procencie zależnym od uzyskiwanych dochodów) a nie od ponoszenia takich samych materialnych kosztów jakie ponoszą i ci najbiedniejsi usiłujący jakoś przeżyć przy konkretnym wzroście cen i ci, bawiący się polityką, zarabiający w porównaniu do całej reszty narodu, krocie. Nie oszukujmy się. Pan polityk rzucający hasło „musimy” konsekwencje tego odczuwa inaczej niż reszta jego wyborców. Brzmi niby tak samo, ale jest zupełnie czymś innym, bo w tym konkretnym przypadku jest to tylko marnym ułamkiem tego, co przeżywa zwykły „śmieć” zatrudniony na tak właśnie określanej umowie.

Prawdziwy przyjaciel w życiu, bez względu na płeć, to ktoś, kto potrafi patrzeć na nas bezinteresownie, kto chociaż może nie zawsze będzie mógł nam pomóc to jednak wysłucha nas ze zrozumieniem a przynajmniej chęcią zrozumienia. Czasami jest naszym spowiednikiem a czasami kołem ratunkowym. Czujemy się w jego obecności dziwnie bezpieczni. Musimy tylko pamiętać, że powinniśmy też być kimś podobnym w stosunku do niego. Często też określamy w ten sposób ludzi miłych, z którymi okazjonalnie czujemy się dobrze. Są to ci, których lubimy nawet bardzo, którym, oczywiście naszym zdaniem, możemy zaufać. Powinniśmy to jednak robić dość rozsądnie. Takich ludzi możemy bowiem spotkać dużo częściej, jednak już o prawdziwych przyjaciół jest już dużo trudniej.

Prawdziwa przyjaźń jest uczuciem podobnym do prawdziwej miłości tyle, że zupełnie pozbawiona erotyczności i związanym z nią prawem do wyłączności. No może nie do końca tak jest, ale z grubsza biorąc jest to coś podobnego. I jedno i drugie jest poza tym dużo bardziej odporne na wszelkie zawirowania. Dlatego też pozbawiona tych cech prawdziwa, serdeczna przyjaźń bardzo rzadko staje na naszej drodze.

Czy więc jest możliwa? Uważam że tak, musimy tylko dobrze trafić na tę drugą, równie przyjazną nam połówkę i nie pozwolić jej odejść. Ludzi bardzo serdecznych jest wokół nas wcale nie mało, tyle że nie obnoszą się z tym. Wiem bo zdarzyło się to i dla mnie. Warto się rozglądać, szukać i otwierać na nich. Może się nagle okazać, że życie ma inną barwę i smak że wcale nie musi być takie szare jak się to nam wcześniej wydawało. I nieważna tu jest płeć ani wiek. Takie ograniczenia nie grają tu żadnej roli. Życzę powodzenia i trzeźwych ocen, bo jest to bardzo ważne. Przyjaźń podobnie jak miłość sprawdza się w napotykających nas trudnych sytuacjach. Czy jest to absolutną prawdą, tego nie wiem? Jednak wydaje mi się, że tak i moim zdaniem naprawdę warto spróbować aby to sprawdzić i dać sobie szansę.

Każdy ma własne życie za które kiedyś los go rozliczy. To fakt, i nic mi do tego co robią inni i dlaczego, ale gdy poruszamy temat na forum publicznym to uważam, że mam prawo wypowiedzieć również własne zdanie. Jakże często mylimy to, co podsuwa nam nasza wyobraźnia budując wirtualnie mniej lub bardziej cudowne wizje, z fizycznymi realiami naszego życia. I to, co jest wspaniałym wirtualnym przeżyciem przy późniejszym spotkaniu w realu, w zderzeniu ze smutną rzeczywistością, z naszą często bardzo upierdliwą fizycznością, nagle się nie sprawdza, staje w bolesnym wręcz konflikcie. Potem mówimy, że ten czy też ta, z internetu to cudowne objawienie w przeciwieństwie do naszego partnera czy partnerki. Błąd polega na tym, że obraz naszego życia, w olbrzymiej większości, budujemy na emocjach a nie na spokojnych, obiektywnych faktach. Jakby do tego nie podchodzić to wszystkie napotykane fakty przepuszczamy przez naszą emocjonalną maszynkę wyolbrzymiając w jedną lub w drugą stronę.

Podobne zdarzenie spotkało kiedyś również mnie i tak jak wielu z was, osobiście to przeżyłem. A więc na początku okres pełnej euforii, później naturalną koleją rzeczy zacząłem mylić fikcję z prawdą i własną fantazję porównywać z realiami codziennego życia oczywiście na niekorzyść tego ostatniego. Skutek wiadomy. Mogę więc teraz pisać, co prawda tylko subiektywnie, jednak opierając się na jakichś konkretach i skutkach. Oczywiście, że nie wszystko musi tak samo się rozwijać i podobnie kończyć. Jednak istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że właśnie tak będzie.

 

Żyć tylko wspomnieniami to jak być w wiecznej śpiączce.

Każdy z nas ma swoje stare kino. Od czasu do czasu zachodzimy do niego i zależnie od wyboru czy nastroju oglądamy odłożone na półkę mniej lub bardziej zakurzone filmy wspomnień cofając w ten sposób szybko mijający czas. Archiwa tych materiałów odłożone na półki z czasem starzeją się, o niektórych nawet coraz częściej zapominamy. Gdy więc po jakimś czasie staramy się do nich wrócić i zdejmujemy z tych mocno zakurzonych półek to okazuje się, że jakość ich często jest już trudna do dokładnego odtworzenia. Pojawiają się wtedy różne wątpliwości dotyczące wielu istotnych szczegółów.

Nierzadko zdarza się, że oglądając coś, co kiedyś budziło w nas subiektywnie negatywne emocje, dzisiaj postrzegamy w zupełnie innym, często wręcz nawet pozytywnym świetle. Dziwmy się wtedy, że daliśmy się ponieść naszemu EGO, że nie potrafiliśmy popatrzeć na to innym, spokojnym wzrokiem i nie krzywdzić w ten sposób kogoś, a w skutkach również i siebie.

Bywają też wspomnienia piękne, pozwalające nam na przeżywanie nostalgii ciepłej, przenoszące nas do czasów minionych dające w ten sposób chwile cichej radości nierzadko przyprawione łezką w oku. Wydaje mi się, że przede wszystkim zależy to od naszych wrażliwości i subtelności a nie od słabości, jak to niektórzy twierdzą.