"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

piątek, 04 wrzesień 2015 18:07

Na własną prośbę.... czyli jacy jesteśmy

Jeżeli chcesz znaleźć w człowieku zło, znajdziesz je. Jeżeli chcesz znaleźć dobro, też je znajdziesz. To wszystko zależy tylko od tego czego szukasz lub inaczej, co chcesz znaleźć. I dotyczy to nie tylko postrzegania człowieka ale wszystkiego co nas otacza. Wszystkiemu możemy nadać, w naszej wyobraźni, cechy zła lub dobra. To jest tylko nasz wybór a nie obiektywna ocena stanu rzeczy. Szukajmy i odnajdujmy w ludziach dobro i starajmy się bazować na tych cechach podkreślając je w sobie nawzajem, omijając jak mielizny te ciemniejsze nasze strony. Pod jednym jednak warunkiem, że waga dobrych cech przeważa nad ciemną stroną naszych charakterów. Nie jest to łatwe, ale na pewno, możliwe. Dotyczy to również piękna, a dokładniej , urody. Widząc na przykład kogoś, na pierwszy rzut oka oceniamy, biorąc pod uwagę urodę fizyczną, jako brzydkiego. Poznając go głębiej, jego charakter, poziom intelektualny, wrażliwość widzimy go jako urokliwego a nawet pięknego. Bywa też odwrotnie. Uroda fizyczna jest czymś do czego można z czasem się przyzwyczaić, może nam spowszednieć. Uroda wewnętrzna jest klimatem w którym się obracamy, w którym musimy się odnaleźć. Klimat ten tworzą nasze charaktery a nie wyglądy, chociaż te ostatnie również nie są bez znaczenia. Jednak kolorytu i ciepła w ich odbiorze zawsze dodają charaktery.

I jeszcze jedno. Wszystko co nas otacza ma pośrednio jakiś wpływ na nas, na nasze samopoczucie, na nasze postrzeganie życia i zdarzeń a to przede wszystkim dzięki naszemu pozytywnemu lub negatywnemu spojrzeniu. Podchodzimy do tego bardzo różnie. Beznamiętnie lub też emocjonalnie, widząc w tym przedsmak czegoś co spotka nas za chwilę, coś miłego lub odwrotnie, coś nieprzyjemnego. Taka wizja odbiera nam, lub też dodaje sił do walki z przeciwnościami losu. Wszelkie otaczające nas przedmioty, tak naprawdę same w sobie nie mają żadnego wpływu na późniejsze zdarzenia, ale my nadając im podświadomie magiczne znaczenia i święcie wierząc, że napotykając je musi się coś konkretnego zdarzyć, przyznajemy im takie możliwości, coś, co można z góry przewidzieć chociaż trudno to precyzyjnie określić. Właśnie przez takie postrzeganie otoczenia ma ono na nas, na naszą psychikę duży wpływ. Powiecie, że przeczę sam sobie. Przyznając im taką rolę ustawiamy się niejako w odpowiednim kierunku do naszego życia, do tego w jakim nastroju i z jakim nastawieniem podejdziemy do przeszłych wydarzeń. Od nas tylko zależy jak je posegregujemy.

piątek, 28 sierpień 2015 09:02

Myślę - i co z tego wynika ...

„..myślę, więc jestem..” - (Kartezjusz XVII w.)

Spróbuję przenieść to na nasze dziś. Czy to, co tworzymy w sobie, nasze myśli pozwalają nam zaliczać się do grona tych, w którym - jestem , znaczy coś więcej niż istnieję.

Będę próbował znaleźć potwierdzenie tego faktu ale czy mi się to uda. Nie wiem.. Spróbuję udowodnić sobie, że spostrzeżenia ludzi żyjących w innej cywilizacji, można spokojnie przenieść w czasy nam współczesne, że te prawdy nie deaktualizują się wraz z upływem czasu, rozwojem cywilizacji.

Technologia nas rozleniwia, tak fizycznie jak również intelektualnie. Poddajemy się temu bezwiednie, zatracając w sobie jasny i klarowny, nasz własny sposób myślenia. Media czynią w naszych umysłach ogromne spustoszenie. Zmuszają nas do biernego odbioru oceny faktów. Natłok wiadomości dramatycznych rozmiękcza ich wagę. Stają się tylko mniej lub bardziej ciekawymi new’sami. Dramat mordowanych ludzi ciekawi nas i zniesmacza ale za chwilę zapominamy o tym i spokojnie idziemy spać. Jest to samoobrona naszej psychiki. Tylko pytanie, po co tyle zła i dlaczego w taki sposób jest nam przekazywane w mediach. Wrzucanie na pierwsze strony rzeczy tragicznych i faszerowanie nimi zamyka nas w naszych wnętrzach bardzo hermetycznie, ubezwrażliwia. To proste, „oglądalność” i „poczytność” mediów jest miernikiem miejsca na rynku . Leży to w ich interesie. Cel uświęca środki. Ktoś powie ... a co ja mogę w tym przypadku zrobić ? Oczywiście niewiele, a właściwie to chyba nic. Ja tylko próbuję nam uświadomić, jak bardzo zmieniają one sposób postrzegania nieprawości, zła i nieszczęścia które zatacza wokół nas coraz większe kręgi. Jak bardzo oddala nas od bliskich nam osób. Nie nawołuję do opamiętania się, nie to mam w swym zamiarze. Chcę tylko sprawdzić czy jeszcze, ja homo sapiens, potrafię samodzielnie, bez jakichkolwiek wpływów zewnętrznych, myśleć w miarę obiektywnie.

Bardzo często w naszych sprawach, naprawdę błahych, dramatyzujemy natomiast w dramatycznych ale innych ludzi, bagatelizujemy problem. Łatwiej bowiem patrzeć na kogoś z boku niż na siebie. Umiemy doskonale oceniać innych kierując się naszym wartościowaniem, naszymi emocjami, nie wiedząc jak oni to odbierają , jakim to jest dla nich dramatem. Wydaje się nam wtedy, podświadomie, że tylko my znamy cała prawdę a inni? Inni to przesadzają, jak zwykle. W takich przypadkach nie myślimy, powielamy tylko nasze wcześniejsze schematy myślowe.

niedziela, 16 sierpień 2015 10:14

Przypowieść leniwego filozofa .....

Któregoś dnia, rozpoczął swoją opowieść leniwy staruszek, otóż któregoś dnia, rozgoryczony że nikt nie chce mnie słuchać, pomyślałem sobie....

Co mam zrobić aby mnie słuchano. Prawie nikt dzisiaj nie zatrzymał się aby mnie posłuchać, tylko jeden pasterz przystanął przez chwilkę ze swoim stadem owiec.

W tym momencie usłyszałem daleki grzmot.... a muszę powiedzieć że niebo tego dnia było bezchmurne .... a potem głos cichy ale mocny powiedział te słowa:

- Popełniasz błąd. Spróbuj dyskutować a nie tylko mówić. Jak również dyskutuj a nie tylko słuchaj innych. Albowiem mądrość tkwi w dyskusji, bo wtedy albo potwierdzasz albo odrzucasz głoszone prawdy.

- No dobrze Panie, ale dlaczego gdy wychodzę na rynek aby głosić prawdy które mi Panie łaskawie objawiłeś (ostatnie dałeś mi wczoraj) i pomimo iż staram się przekrzyczeć tłum handlarzy to nikt mnie nie słucha, chociaż jest ich wielu.

Zapadła głucha cisza.......a po chwili odezwał się głos jak przedtem:

- zapamiętaj to sobie, jeżeli twoja myśl nie została zauważona, to wcale nie znaczy że nie jest potrzebna, bo może być tak, że stoi przed tobą głuchy.

- nie krzycz swoich myśli, mów szeptem, abyś nie był natrętem dla tych którzy nie chcą słuchać albowiem kto zechce, usłyszy szept, a kto nie zechce i krzyku nie usłyszy.

- myśl jest jak ziarno z którego wyrasta chwast lub zboże na chleb. A więc waż dobrze co i do kogo mówisz.

- i na koniec, nie martw się, że przychodzi do ciebie niewielu aby słuchać, ważne że przychodzą.

Zastanowiłem się nad tym co usłyszałem. Gdy nagle, z oddali dobiegł do mnie jeszcze Jego głos w którym wyraźnie słychać było tłumiony śmiech:

- wiesz co, patrząc na ciebie z góry, przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl, nigdy nie siadaj do rozmyślań pod wysokim drzewem, albowiem wrony na pewno tego nie uszanują.

Długo jeszcze potem zastanawiałem się nad tym co chciał przez to powiedzieć. Co mają wrony do moich przemyśleń?

wtorek, 28 lipiec 2015 11:32

My i życie .....

O zewnętrznych walorach każdego z nas wiemy mniej lub więcej, ale o wnętrzu, tym bardzo głębokim, bardzo osobistym nie wiemy prawie nic. Wiemy tylko, że coś takiego jest ale nic poza tym. Najważniejsze jednak, że tego nie rozumiemy. Ktoś powie, wiemy to chyba i rozumiemy. Niestety nie. Rozumieć, to prawie znać genezę powstania, przyczynę, a znając to, mamy już prawie rozwiązanie naszych problemów na pozór nierozwiązywalnych, fakt, często tylko na pozór. Prawie wszystko można rozwiązać, prawie wszystkiemu można wcześniej lub w fazie wstępnej zaradzić, należy tylko znaleźć przyczynę. Zrozumieć, a nie wiedzieć. Wyjaśnijmy sobie jaka jest różnica pomiędzy wiedzieć a rozumieć. Nie chcę nikogo obrażać, ale nie wszyscy to pojmują, tak więc dla porządku ... wiedzieć - to znaczy zostać o tym poinformowanym i zapamiętać treść. Zrozumieć, to najczęściej doświadczyć na sobie samym, czasami wirtualnie w naszej wyobraźni. Powstaje w nas wtedy odruch samoobronny, niezależny od naszej świadomości. Nie powtarzamy tego mechanicznie ale widzimy to, czujemy i w przypadku zagrożenia podświadomie bronimy się przed tym. Tyle gwoli wyjaśnienia.

Wracając do tematu. Nasze życie składa się z natłoku drobnych zdarzeń. Tak drobnych, że nie zawsze nawet zauważalnych, chociaż pozostawiających w naszej psychice wiele rys burzących nasz spokój wewnętrzny odbijających się na naszych  emocjach. Przykład.....Wracając do domu z pracy jesteśmy często wyczerpani, zdenerwowani, zmęczeni lub rozgoryczeni. Bliska nam osoba nie musi znać powodów tego stanu rzeczy, spotyka się więc z naszą niechęcią lub agresją. Jaki tego efekt? Proste. Jeden z wielu kolejnych zgrzytów. Czy nam to cokolwiek rozwiązuje? Nie. Takie seryjne wyładowywanie się na bliskich oddala nas od siebie, tworzy mur coraz większy, coraz trudniejszy do przebycia. Wniosek?  Nie pielęgnujmy w sobie emocji negatywnych, nie kumulujmy ich. Zło wcześniej czy później zawsze stworzy zło. Musimy to sobie wreszcie uświadomić, zrozumieć. Nie wierzę, że nie chcemy być szczęśliwi w stworzonym przez nas związku. Nie niszczmy więc go bezsensownie. Spróbujmy odseparować świat zewnętrzny od naszego intymnego wspólnego świata, niech pozostanie on naszą twierdzą spokoju, miejscem wyciszenia się. Dotyczy to oczywiście obu stron związku.

poniedziałek, 20 lipiec 2015 10:03

Cierpienie człowieka

Cierpienie człowieka jest integralnie związane z jego życiem. Jakże często bywa ono wytworem naszych wyobraźni opartych na subiektywnych przeżyciach. Spróbuj zabrać człowiekowi wyobraźnię a pozbawisz go mnóstwa powodów do cierpienia. Nasza świadomość rozbudzająca wyobraźnię, dla wielu z nas jest już sama w sobie stanem powodującym to bolesne uczucie. Powoduje bowiem cale mnóstwo stanów stresowych i budując wyimaginowane zagrożenia tworzy nierealny świat wizji nieszczęścia, w którym nagle, w jednej chwili rozpada się wymyślona przez nas, iluzoryczna bajka potocznie zwana miłością. Taki stan rzeczy tworzy z nas nieuleczalnych masochistów cierpiących oczywiście najczęściej mniej lub bardziej "na własną prośbę". Jednak konia z rzędem temu, do kogo ta prawda w czas dotrze.

Ja to już poznałem, ale przyznam się, że do końca tego jeszcze nie rozumiem. Dlatego cierpię podobnie do wielu innych, często głupio i zupełnie bez sensu. Tak mi przynajmniej tłumaczą koledzy mówiąc, obejrzyj się i tylko wybierz. Ja jednak nie chcę się oglądać, co wcale nie znaczy, że chcę cierpieć. Widocznie tkwi we mnie jakiś głupi upór. Niektórzy twierdzą, że skłonność do przewlekłego cierpienia odróżnia nas od świata zwierząt. Ja jednak mógłbym z takim twierdzeniem dyskutować. Chociaż coś jednak w tym chyba jest na rzeczy. Kończę, aby aby swoimi "radosnymi" refleksjami nie zmuszać do cierpienia czytających.

Kiedyś ktoś wpisywał się w komentarzach właśnie w ten sposób. I nie o to chodzi, że to robi właśnie tak. Oczywiście nie chciałbym aby ten ktoś to zmienił. Nie w tym rzecz, tylko.... właśnie tylko. To spowodowało, że kolejny już dzień chodzi mi po głowie, bez żadnych osobistych wycieczek, piosenka Czerwonych Gitar „Głupia miłość” a dokładnie taki jej wers...”... była to głupia miłość, była to głupia miłość, czemu więc tej miłości tak mi brak..” W tym cytacie kryje się o wiele więcej niż to, co bezpośrednio nam przekazuje. Kryje się duża część prawdy o naszych tęsknotach, zagubieniach, o ogromnej części naszego wewnętrznego i nierzadko na własną prośbę pogubionego, JA.

Często jest tak, że nostalgicznie nagle coś nam zaczyna się przewijać w wyobraźni. Powracają wspomnienia, te ważne i te mniej ważne. Oczywiście, z perspektywy czasu wszystko jest ważne, bo dotyczy nas, naszej przeszłości, naszego życia, bo owe wspomnienia zostawiły w nim jakiś konkretny ślad. To one powodują, że stajemy się nagle bardziej rozmarzeni, przenosimy w inny czas, w inną rzeczywistość. I chociaż może nie jest to takie istotne, zaczynamy podświadomie często żałować tego co było a już nie jest. A może tylko tęsknimy do tamtego czasu, tamtego nastroju, tamtego uczucia, tamtej wiary w miłość, bo wtedy świat był piękniejszy a my wierzyliśmy święcie, że wszystko ułoży się po naszej myśli? Może, zaznaczam może, gdyby to wszystko wróciło to być może zachowalibyśmy się dzisiaj mniej lub bardziej podobnie, albo nawet tak samo jak wtedy?

No i stało się. Nie, nie, spokojnie, nic tragicznego. Tym niemniej było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, gdy środku nocy /sam już nie wiem czy to był sen czy jawa/ przyszedł do mnie znudzony chyba bezczynnością, na jaką go bezwiednie skazałem, mój przyjaciel ...stary, leniwy filozof. Dla tych, którzy go nie znają dodam, że jest to niesamowicie dobrotliwy staruszek odziany w długą nieco, zniszczona tunikę. Głowę jego pokrywa olbrzymia góra siwych, splątanych ze sobą włosów, ze środka których wynurza się wielki jak burak, okrąglutki czerwony nos. Wąsy, broda i wspomniane już włosy stanowią tutaj jedną tajemniczą całość. I gdyby nie ów wspaniały nos, można by długo dociekać, co to może być. Jego cechą główną jest wielka miłość do spania. W przerwach zaś rozmyśla o zawiłościach żywota ludzkiego, chociaż zdarza się również, że nie tylko. Przy tym twierdzi, że sen pozwala mu trzeźwiej spojrzeć na nurtujące go problemy i ocenić je bez emocji, z pewnego dystansu, na chłodno.

Niejako przeciwieństwem jego, wbrew pozorom, jest moja mała szara komórka, która podświadomie, emocjonalnie przeze mnie nakręcana patrzy na moje problemy trochę cieplej, z nieco innej strony, starając się jednak podchodzić do nich zdroworozsądkowo. Tak więc nastąpiło to, co musiało kiedyś nastąpić, spotkanie dwóch wykładni. Niby każda z nich jest właściwa, jednak zaraz okaże się, że to nie jest zupełnie tak, a przynajmniej nie w każdym przypadku. Często słuchając staruszka, zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że powinienem postępować tak jak on twierdzi. Jednak zdarza się, że po wysłuchaniu drugiej strony tzn. szarej komórki, zaczynam mieć już pewne wątpliwości. Tak czy inaczej spotkanie zapowiadało się dość interesująco. Ja zaś czekając na dalszy bieg wypadków udawałem że śpię.

Staruszek stanął obok. Przyglądał mi się długo, głaszcząc przy tym delikatnie swoją brodę. Wydawało się, że odwróci się i pójdzie sobie tam skąd przyszedł. Gdy nagle niespodziewanie pochylił się i delikatnie podniósł moją powiekę najpierw lewego a potem prawego oka. Zaśmiał się i odezwał się cicho:

- nie udawaj, że śpisz. Przecież widzę, że tylko udajesz. A właściwie to ja nie tyle do ciebie, co do twojej szarej komóreczki. Muszę ci powiedzieć, że lubię z nią dyskutować. W przeciwieństwie do ciebie ma zawsze własne zdanie, którego broni zaciekle. Jej argumenty zmuszają mnie do innego spojrzenia na problem. A jak sam wiesz, rozmyślanie jest jedynym zajęciem, oczywiście oprócz snu, które naprawdę lubię, bo zmusza mnie do innego spojrzenia na roztrząsany przeze mnie problem i nie wymaga wysiłku fizycznego. Mam do ciebie prośbę, obudź delikatnie swoje maleństwo a ja zaczekam tu, na brzegu tapczanu. Tylko proszę, zrób to bardzo subtelnie, bo dobrze wiem, co to znaczy być wybudzanym w środku nocy -