"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

wtorek, 12 styczeń 2016 14:39

Nasze rady i .... co często z nich wynika?

Rady rodziny i przyjaciół powinniśmy traktować jako ich sposób na rozwiązanie naszych problemów. Ich punkt widzenia, ale wcale niekoniecznie nasz. Problemów, o których wiedzą tylko tyle, ile im przekazaliśmy albo ile sami zaobserwowali najczęściej bardzo subiektywnie, pobieżnie. Mogą bowiem znać je tylko częściowo. Jest to więc ich ocena, podyktowana ich punktem widzenia, ich potrzebami, oczekiwaniami od życia, ich charakterami, ocena wynikająca z ich emocjonalnego podejścia do tematu. Na to powinniśmy brać poprawki.

Absolutnie jest to tylko ich punkt widzenia. Czy słuszny? To już zależy od nas i od tego na ile potrafimy samodzielnie myśleć próbując radzić sobie jakoś w życiu. Bo to my powinniśmy wybrać drogę, która doprowadzi do rozwiązania problemu. A więc czy słuchać rad innych?

Oczywiście tak. Powinniśmy jednak wprowadzić do nich nasze poprawki, bo to my wiemy najlepiej co tak naprawdę nas boli i dlaczego. Czasami jednak uczenie się na własnych błędach jest bardziej skuteczne niż najlepsze rady bliskich. Jednak, próbując jak najmniej zgubić z radości życia wolę, przynajmniej od czasu do czasu, uczyć się na błędach innych. Mniej boli. I chociaż jest to trudniejsze i bardziej ryzykowne. Jednak gdy się uda daje niesamowitą satysfakcję. Naplątałem? Może trochę, tym niemniej warto to przemyśleć..

‑ "Sokrates, zapytany przez ucznia - mistrzu, doradź mi, mam się żenić czy nie - odpowiedział: cokolwiek zrobisz i tak później będziesz tego żałować.."

  Spotkałem się na kilku blogach z podobnym dylematem, tyle że tam dziewczyny nie zastanawiały się czy wyjść za mąż czy nie, chciały tylko uspokoić w sobie swoje wątpliwości dotyczące wyboru kandydata na męża. Wiadomo jednak, że nikt w tej materii nie może skutecznie doradzić. Można wypisywać wiele tzw. "mądrości" opartych na własnych doświadczeniach. Jednak będą to tylko nasze doświadczenia, dotyczące naszego życia, wynikające z konkretnych uwarunkowań dyktowanych najczęściej naszymi charakterami. Ale sam fakt pojawiających się wątpliwości zmuszających do kolejnego zastanowienia, już mówi dobrze o podejściu ich do życia. Ukazuje że nie jest ono podejściem tylko emocjonalnym, wynikającym z samego zauroczenia. Nasuwa się więc pytanie. Czy możemy cokolwiek w tej materii powiedzieć, co mogłoby pomóc innym przynajmniej na tyle, aby w późniejszym podsumowaniu zysków i strat bilans wyszedł na plus? Ano możemy, przynajmniej takie jest moje zdanie. Powinno wystarczyć uświadomienie sobie wagi i późniejszych konsekwencji wynikających z założenia rodziny, gdy nie zdaje się sobie sprawy z tego jakie ktoś ma minusy. Bo że każdy z nas je ma, to oczywiste. Plusy są już z góry naszym zyskiem, jednak zawsze warto wiedzieć czego w sytuacjach ekstremalnych możemy oczekiwać od swojego partnera czy partnerki. Zauważmy, gdybyśmy chcieli zbudować własny dom i musielibyśmy zrobić to sami, to nie zaczynalibyśmy budowy od dachu, aby na nas, w razie niepogody, nie padało, tylko poczynilibyśmy przygotowania w sensie nauczenia się podstaw budowania, wykonania odpowiednich planów odpowiadających naszym oczekiwaniom. Następnie zależnie od możliwości, wybralibyśmy odpowiednie materiały budowlane, by w końcu rozpocząć budowę domu naszych marzeń. Pilnując się pewnych podstawowych reguł, można w ten sposób własnoręcznie postawić dom. I wielu już tak zrobiło. Teraz, jak to przełożyć na, w miarę bezpieczne i prawidłowe, zakładanie przez nas rodziny? Potraktujcie to trochę z przymrużeniem oka.

poniedziałek, 28 grudzień 2015 14:48

Na własną prośbę ... czyli pustka samotności

Dość często, wśród ludzi, którzy w życiu mocno się na kimś zawiedli, spotykam się z takimi określeniami... wszyscy są tacy sami, egoistyczni, fałszywi, dbający tylko o własny interes, nie liczący się z nikim i z niczym. Dla nich reszta ludzi a szczególnie ci bardziej wrażliwi, naiwni, są przedmiotami do wykorzystania, do posługiwania się przy zaspokajaniu własnych potrzeb, własnych interesów.

Już w takim stwierdzeniu jest logiczna sprzeczność, bo jeżeli istnieją ludzie bardziej wrażliwi, ufni, wykorzystywani przez tych świadomie złych to w takim razie nie wszyscy są tacy sami czyli źli. My jednak z uporem godnym lepszej sprawy, bojąc się powtórki dramatu, który nas wcześniej spotkał, wrzucamy resztę świata do jednego worka. Nie próbujmy dzielić ludzi na dobrych i złych, bo też nie wszystko jest tylko czarne i tylko białe. Owszem, jest dość duży odłam takich przypadków, ale to widać już gołym okiem i tych pomijam. Każdy z nas ma w sobie trochę tego, czego niektórzy nie akceptują oceniając negatywnie nasze zachowania np. dążenie do dominacji, nadopiekuńczość, nadwrażliwość emocjonalną, nasze drobne ułomności itd. Z tym jednak można zawsze sobie poradzić pracując nad sobą lub ewentualnie akceptując to w kimś. Jest to sprawą tzw. docierania charakterów.

wtorek, 22 grudzień 2015 19:34

Spacer w deszczu ....

”widzisz pola w lasów toń wtopione,

 mgły płynące ponad szosy rzeką”....

 

..”Myślę więc jestem”... – czy to tylko cytat? I tak i nie, bo jest w nim zawarta podstawowa tajemnica ludzkiego istnienia. Tak przynajmniej to rozumiesz. I właśnie teraz potrzebujesz wyciszenia. Zastanawiasz się co masz zrobić. Bałagan myśli nie daje ci spokoju, rozprasza, denerwuje. Wychodzisz z domu. Idziesz przed siebie powoli, zamyślona właściwie o niczym.

Różne zdarzenia przewijają się w twojej wyobraźni. Zdarzenia zwykłe, codzienne, mniej lub bardziej zapisane w twojej pamięci. Nagle, wśród nich, ukazuje się las. To niesamowite, jak taka wizja może skupić na sobie uwagę. Zupełnie bezwiednie wchodzisz do niego. Niskie trawy z leżącymi wśród nich, na podłożu z mchu, gałązkami tworzą misternie utkany przez naturę, przestrzenny dywan. Idąc, czujesz pod sobą jego puszystość. I jeszcze ten zapach, zapach świerku i żywicznej sosny zmieszany z zapachem gęstego jałowca, narkotyzujący swoją intensywnością. Wszechobecny, wszechogarniający oddech lasu.

W górze słyszysz ptaki. Są wszędzie, przed tobą, nad tobą , za tobą. Wypełniają swoim śpiewem przestrzeń uzupełniając się echonośnym poszumem starego lasu. Niesamowita harmonia dźwięków. Wrażenie nie do opisania ale cudownie kojące.

Nagle coś rozbija twoją wizję. To ty, zamyślona potrąciłaś kogoś przechodzącego obok ulicą. Uśmiechając się głupio, przepraszasz. Nie wiadomo czy ciebie zrozumiał bo tylko wzruszył ramionami , odwrócił się i odszedł. No cóż, wyszło trochę nie tak. Trudno. Rozglądasz się wokół szukając miejsca w którym nikomu byś nie przeszkadzała. Jest, niski murek oddzielający chodnik od trawnika. Siadasz i za chwilę znowu znikasz w swojej czasoprzestrzeni.

niedziela, 20 grudzień 2015 13:23

Czy warto wracać do "starego" związku ?

Uważam, że nie można stawiać pytania w ten sposób. Przede wszystkim dlatego, że jest ono bardzo uogólnione. A jak wiadomo każdy człowiek w szczegółach jest inny, psychiki każdego z nas różnią się jak odciski palców. Natomiast mogę powiedzieć co ja wziąłbym pod uwagę. Przede wszystkim uświadomiłbym sobie, że mężczyźni dojrzewają później od kobiet. A więc przy zbyt wczesnym wejściu w związek małżeński bardzo szybko mogą występować konflikty na tle wcale nie koniecznie racjonalnym. Takie wojny emocjonalne, nie rozwiązywane natychmiast spokojnymi rozmowami, mogą z czasem przeradzać się we wzajemne pretensje, animozje i w efekcie wrogo ustawiać małżonków do siebie nawzajem. Konsekwencją w takich sytuacjach są bardzo często rozwody. Nierzadko zdarza się, że dopiero po definitywnym rozstaniu zaczynamy zauważać i doceniać to co właśnie straciliśmy. Nauczeni takim doświadczeniem patrzymy i oceniamy już innym okiem. Może właśnie takiego wstrząsu niektórym potrzeba i uświadomienia, że na dobre i na złe, to nie frazes ani karny wyrok ale wspomaganie siebie nawzajem w złych momentach życia, bo te są niestety nieuniknione. I wtedy potrzebne jest nam wzajemne zrozumienie, spokój i rozważna, spokojna rozmowa.

wtorek, 15 grudzień 2015 17:41

Stary filozof i niezwykłe spotkanie...

Gdy tylko usłyszałem pierwsze pianie koguta siedzącego na płocie u sąsiada a słońce zaczęło budzić wszystko wokół, wstałem, wyszedłem na dwór i przeciągając się popatrzyłem na wielkie drzewo rosnące na brzegu wsi tuż pod lasem. Spał tam w swojej dziupli stary, leniwy filozof. W tym momencie przypomniała mi się jego opowieść, może prawdziwa a może i nie, o spotkaniu ze Stwórcą wszystkiego. Za każdym razem, gdy opowiadał mi o różnych podobnych zdarzeniach, robił to tak przekonywująco, że wydawało mi się to absolutnie prawdziwe. Do dziś miewam jeszcze wiele wątpliwości, prawda to czy ironia starca obserwującego życie? Ale wracając do rzeczy. Otóż, wstałem w miarę wcześnie i po porannym oporządzeniu niewielkiego dobytku w mojej zagrodzie powoli ruszyłem nad rzeczkę przepływającą niedaleko starego dębu. Usiadłem na brzegu zatapiając się w myślach. Przypomniałem sobie ostatnią opowieść staruszka o stworzeniu świata a w tym również człowieka. Pochłonęły mnie obrazy w mojej wyobraźni. Nie wiem ile czasu tak siedziałem, ale musiało to być chyba długo, bo słońce zaczęło się już zbliżać do zenitu. Gdy nagle poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu. Obejrzałem się. Obok a właściwie tuż przede mną stał Ktoś, byłem o tym święcie przekonany a jednak trudno byłoby mi teraz dokładnie opisać to zjawisko, które wtedy widziałem. Była to bowiem półprzezroczysta postać, cała otoczona dziwną mgielną aureolą, od której biło jakieś niesamowite ciepło i przeogromny spokój. W pierwszej chwili wydało mi się, że stoi przede mną stary, leniwy filozof, którego wizerunek widziany na tle bardzo jasnej tarczy słonecznej jawi mi się właśnie w ten dziwny sposób. Jednak po bliższym przyjrzeniu się szybko zauważyłem różnicę. Włosy i broda były też długie, siwe ale w przeciwieństwie do mojego staruszka bardzo uporządkowane, wijące się jak nienaturalnie zakręcone promienie. Oczy, w których odbijało się wszystko jak w zaczarowanym lustrze miały taką głębię, że wydawało się iż można tam wejść i iść, iść, do granic czegoś niewytłumaczalnego. A głos który usłyszałem był  czymś, z czym się nigdy jeszcze wcześniej nie spotkałem, niski, głęboki, a jednocześnie bardzo kojący, delikatny, pulsujący dziwną, niezrozumiałą dla mnie energią. Mówił nie otwierając ust, a jednak słyszałem Go bardzo wyraźnie i dokładnie.

środa, 02 grudzień 2015 12:28

Miłość w sieci ....

Miłość w sieci jest prawie tak samo możliwa jak miłość w realu. Jednak w sieci niesie w sobie drastycznie większy stopień ryzyka zauroczenia słowami wpadającymi do naszej wyobraźni, a nie w faktyczną, realną osobą, a więc wyglądem, statusem cywilnym czy wiekowym ...itd. Daje ona w ten sposób oczywiście szansę na przeżycie wielkiego, często bardzo iluzorycznego uniesienia dla osób niepełnosprawnych, starych, będących w związkach małżeńskich, szukających przygód.. etc. Jednak za taką radość druga strona w pewnym momencie może zapłacić bolesnym rozczarowaniem. Mówię tu o ryzyku występującym, które oczywiście w jakiejś części może wystąpić również w realu, jednak w tym drugim przypadku mamy możliwość zaakceptowania tego co widzimy lub też nie, zanim jeszcze zafascynujemy się tą osobą.

Zauroczenie słowami występujące w sieci jest jak zbieranie grzybów przez ślepego, ładnie pachnie to biorę. I jeszcze jedno, ze wszystkich, którzy skaczą na główkę do płytkiej wody nie wszyscy doznają urazów, jednak wielu z nich w różnym stopniu pozostaje na zawsze inwalidami.

Poznawanie się w sieci jest czymś już bardzo naturalnym. Jednak aby pozwolić sobie na coś więcej powinno się najpierw nawzajem poznać w realu. Ryzyko występuje oczywiście w obu przypadkach, jednak, przynajmniej moim zdaniem, w sieci jest dużo większe. Oczywiście w tej sprawie występujące wyjątki potwierdzają jednak tę regułę.

wtorek, 24 listopad 2015 12:44

Przypowieści leniwego filozofa, czyli ....

„...myślę, więc jestem...” ....czyli.....przypowieści leniwego filozofa....

Poszedłem któregoś dnia do starego drzewa aby jak zwykle porozmawiać z mieszkającym w dziupli, leniwym filozofem. Zastałem go szykującego się do poobiedniej drzemki.

- Mistrzu – spytałem - czy możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie?

Zapytany popatrzył się na mnie i po chwili odrzekł:

- Jedno powiadasz? Dobrze więc, pytaj.

- Otóż – zacząłem - sąsiad mój bardzo zazdrosny o to, że moja żona jest taka cicha i pracowita, próbuje mnie przekonać, że na pewno ona się zmieni. Zacznie mnie zdradzać, rozleniwi się, zacznie na wszystko narzekać. Mówi, że wszystkie kobiety są takie. Próbuje też udowodnić mi, że już zaczęła się zmieniać, przecież zobacz sam, powoli traci swoją dawną urodę i na pewno będzie drażliwa i złośliwa. Zobaczysz, zacznie niedługo wydawać twoje pieniądze na coraz to inne, nowe tuniki i ozdoby aby ukryć utratę swojej urody. Czy mam mu uwierzyć, że aż tak bardzo zmieni się moja żona? Przecież mówi tak przekonywująco i powołuje się na wypowiedzi filozofów.

Mistrz zamyślił się przez chwilę a potem odrzekł.

- Mówiłem ci już kiedyś, uroda przemija a mądrość pozostaje. Tak więc nie martw się o swoją żonę i nie zwracaj uwagi na to, że sąsiad mówi dużo i przekonywująco, albowiem dar mowy dany jest wszystkim, nielicznym zaś mądrość umysłu - i na koniec dodał: - nie można powiedzieć nic niedorzecznego, czego by już jakiś filozof nie twierdził.

Co powiedziawszy spokojnie ułożył się w cieniu.

-dar mowy dany jest wszystkim, nielicznym – mądrość umysłu...Sermo datur cunctis, animi sapientia paucis.

nie można powiedzieć nic niedorzecznego, czego by już jakiś filozof nie twierdził....Nihil tam absurde dici potest, quod non iam dicatur ab aliquo philosophorum

piątek, 20 listopad 2015 11:43

Leniwy filozof i .... mania wielkości

Spotkałem kiedyś leniwego filozofa gdy próbował zmierzyć krokami swój cień padający na ziemię. Przyglądałem się mu przez chwilę zdziwiony, ale w końcu nie wytrzymałem.

- Co robisz? – spytałem, oczekując jakiegoś filozoficznego wywodu - przecież tego cienia nigdy nie uda Ci się zmierzyć krokami. Zawsze będzie przed tobą uciekał.

Starzec odwrócił się do mnie, popatrzył smutno i rzekł:

– Widzisz. Staram się zrozumieć pewnych ludzi, którym wydaje się, że są wielcy, bo potrafią dużo mówić i przegadać każdego. Ludzie są zaiste dziwaczni: bardziej cenią swoje mniemania niż rzeczywistość. Zwróć uwagę na niedorzeczność tego co przed chwilą robiłem. A jednak wielu właśnie tak postępuje w swoim życiu i będąc małymi biorą swój duży cień za cechę swojej wielkości.

Przez chwilę zastanowił się i dodał cicho:

- Gdyby ludzie myśleli o tym, co mówią, to nie mówiliby tego, co myślą. Wiesz, dodał jeszcze, i kura ma skrzydła jak orzeł , ale cóż z tego?

- Mistrzu - odrzekłem po chwili - każdemu zdarza się czasami powiedzieć coś głupiego, przecież to nie przestępstwo.

- Masz rację, ale zapamiętaj to sobie, głupie myśli ma każdy, lecz mądry je przemilcza.

W tej sytuacji nie wypadało mi już o nic więcej pytać.