"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

środa, 09 listopad 2005 15:13

Temat z radia

W audycji czterech pór roku programu pierwszego Polskiego Radia usłyszałem dzisiaj temat dnia rzucony w eter do tzw. dyskusji, a mianowicie ...

Jakie pytania powinniśmy zadać naszym partnerom przed podjęciem decyzji o wejściu z nim (lub z nią) w związek małżeński aby potem móc spokojnie wypowiedzieć swoje sakramentalne TAK?
poniedziałek, 17 październik 2005 22:38

Mój punkt widzenia ... forum

Właśnie otworzyliśmy nasze forum dyskusyjne i za to jestem Wam bardzo wdzięczny. Chyba jednak nie zlikwiduję tej strony.

Przytaczam tu kilka różnych wypowiedzi, kilka różnych punktów widzenia i moim zdaniem, każdy z nich zawiera dużą dozę racji a chociaż różnią się w szczegółach to dotykają tego samego szerszego problemu, dwojga ludzi w związku, temperatury ich zachowań, oczekiwań, wzajemnych uczuć. Nie chcę ich komentować powiem tylko jedno, zaintrygowały mnie bardzo właśnie różnymi spojrzenieniami. Potwierdziły, że do tej samej sprawy można mieć wiele różnych rozwiązań i wszystkie one mogą wypełniać nasze życie zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Pewnym jest jedno, że to co może pomóc jednemu, drugiemu może zaszkodzić, ale to już jest kwestią wyboru drogi którą kroczymy, naszego wyczucia sytuacji i subtelności. Przejdźmy jednak do rzeczy.

niedziela, 16 październik 2005 18:02

Mój punkt widzenia ... z życia brane 1

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. I tak ilu ludzi tyle zdań. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie?
poniedziałek, 23 maj 2005 10:54

Życie we dwoje ( z 15.01.2005)

Powtórnie zamieszczam artykuł z dnia 15 stycznia 2005. Uważam, że w tym momencie warto zastanowić się nad tym jeszcze raz, a znając niechęć do wracania wstecz, przytaczam go w całości. 

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to tu chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak.

środa, 18 maj 2005 10:35

Odpowiedź dla Ani "J" .... 2

Aniu, w naszej dyskusji spróbuję odpowiedzieć Ci, w sposób jak ja to widzę, na kolejne pytania .... dlaczego dwoje kochających się ludzi i mających dzieci w pewnym momencie rozstają się, chociaz miała to być miłość na dobre i złe, przecież tak bardzo byli sobą oczarowani, zakochani, owładnięci pożądaniem. Po pierwsze i najważniejsze ... Miłość jest zjawiskiem żywym, pulsującym. Jest ogniem który nas rozpala, ogrzewa w różnych okresach życia, w różnym stopniu pozwalając na utrzymanie w nas koniecznej odpowiedniej temperatury uczuć. Właśnie dlatego wymaga od nas ustawicznego pielęgnowania jej. Inaczej też to wygląda w wieku dojrzałym a inaczej w wieku młodym. Rozumiem, że stawiane przez Ciebie pytania dotyczą drugiego wariantu.

czwartek, 26 maj 2005 00:08

Jacy jesteśmy ... (Asellus)

Artykuł ten został wprowadzony do Koszmarkowego Forum w 2005.03.01. Autorem jego jest Asellus. Zamieszczam go tutaj, ponieważ bardzo obrazowo pokazuje naszą niedoskonałość od wewnątrz, jednocześnie próbując podpowiadać jak sobie z tym można poradzić i jak to traktować. Naprawdę ciekawe, polecam. .................... 

Nie ma tu jeszcze żadnych postów?.... Czyżbyśmy nie mieli problemów? A może nie lubimy o nich opowiadać? To może działać tez na zasadzie "wywoływania wilka z lasu". Obawiamy się aby nie sprowadzać na siebie tego co i tak jest nieuniknione, poprzez zabobony i starobabcine mądrości. Ale do rzeczy.

Prawda jest taka, że łatwiej nam wyrazić emocje związane z przyjemnymi chwilami w naszym życiu. No chyba że ktoś jest maniakalnym dręczycielem i odnajduje rozkosz w opowiadaniu swym potencjalnym ofiarom o wszystkich nieszczęściach, które przytrafiły mu się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Znam takie przypadki i szanuję je, bo też muszą być ale nie stanowią większości w moich „naukowych" badaniach. proszę nie mylić tego z przyjaźnią, zjawiskiem przecudnym, w którym smarkanie w cudzy rękaw jest jak najbardziej dozwolone.

wtorek, 17 maj 2005 13:03

Odpowiedź dla Ani "J".....

Co może nieść ze sobą, jakie kryje w sobie pułapki, związek między dwojgiem ludzi w trakcie zauroczenia? Bardzo często powtarzamy wtedy słowa "kocham" we wszystkich jego odmianach... „pragnę być z Tobą na zawsze" i jeszcze wiele, wiele innych podobnych, prawie od zawsze. Czy więc to co przeżyłaś, jego uczucie do Ciebie, było nieprawdziwe? Nie wydaje mi się, że tak mogło być, przynajmniej nie na początku. Podejrzewam, że zbyt szybko i za bardzo, odkryłaś się przed nim, a on spokojnie usnął w pewności, że ma to, co wydawało mu się, że chciał mieć i nie musi już dalej Ciebie zdobywać. Spotkania stały się rutynowe, w pewnym sensie spowszedniały. Pewnego rodzaju usypiająca monotonnia uczuciowa. Przecież pierwotną cechą natury ludzkiej, a męskiej przede wszystkim, jest zdobywanie.

niedziela, 15 maj 2005 17:06

O miłości jeszcze raz ....

Być może jest to ostatnia moja notka zamieszczona  na stronie Koszmarka. Uczciwie mówiąc nie widzę sensu dalszego pisania. Tematów jest mnóstwo, to prawda, ale przestało mnie już bawić zapisywanie moich spostrzeżeń gdziekolwiek, a już na pewno na stronie internetowej. Ale do rzeczy.

Dzisiaj chciałbym poruszyć delikatny temat miłości rozumianej potocznie i miłości jako wielkiego uczucia rozumianego przeze mnie ( mam nadzieję, że nie tylko ), specjalnie zaznaczam przeze mnie, aby nie było niejasności w kwestii wykładni, którą moja wizja na pewno nie jest. Tym nie mniej odważę się wypowiedzieć swoje zdanie na ten temat.

A więc jak to wygląda potocznie w dużym skrócie.

niedziela, 01 maj 2005 13:16

Koncert na cztery ręce i ....

„ Nic nie jest proste ...... NIC....." Zacytowałem tu krótkie podsumowanie komentarza do treści artykułu „Na własną prośbę ..." Dlaczego? Bo chcę porozmawiać na ten temat. Problem powtarzający się bardzo często w życiu wielu ludzi. Brzmi tak samo ale szczegóły, za każdym razem, są różne, tak jak różni są ludzie, ich charaktery i potrzeby. Jak różne są w nich subtelności, które z kolei ustalają w naszych podświadomościach granice wytrzymałości, poza którymi wyrasta, jak pokrzywa, wzajemna niechęć. Nie będę tu pisać jak powinniśmy wzajemnie się poznawać zanim podejmiemy decyzję o stworzeniu rodziny, bo jest to temat na oddzielny artykuł. I nie chodzi tu o małżeńską przysięgę, w życiu odgrywa ona rolę tylko hasłową. Spróbuję jednak trochę uprościć drogę do znalezienia odpowiedzi na pytania postawione w komentarzu. Pytania na które odpowiedzieć sobie możemy tylko my we własnych rozważaniach.

piątek, 15 kwiecień 2005 20:48

Zachód słońca .....czyli trochę relaksu

To był męczący dzień. Załatwianie pilnych spraw odkładanych, o ironio, z dnia na dzień, zajęło ci wiele cennego czasu. Wracasz do domu zmęczona. Wchodzisz, zdejmujesz kurtkę i   odruchowo zaglądasz do lodówki. Wyjmujesz  z niej coś leżącego tam od kilku dni na zmrożonym talerzyku. Stawiasz na stole. Próbując połapać rozbiegane jeszcze myśli, siadasz ciężko na krześle i trzymając w ręku to coś, co nawet nie przypomina niczego zjadliwego, próbujesz zaspokoić swój głód. Woda na herbatę w czajniku z gwizdkiem dopiero się grzeje. Odkładasz więc nadgryziony kawałek i zatapiasz się w myślach. Coś jak sen wkrada się w ciebie i zaczyna unosić gdzieś w przestrzeni. Stajesz się dziwnie lekka.  Znika zmęczenie. Najpierw bardzo chaotycznie pojawiają się różne wspomnienia. Wybierasz z nich to jedno, które często wraca do ciebie jak powracająca fala. Wspomnienie z nad jeziora, we wczesnojesiennej oprawie zachodzącego słońca.