"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

poniedziałek, 23 maj 2005 10:54

Życie we dwoje ( z 15.01.2005)

Powtórnie zamieszczam artykuł z dnia 15 stycznia 2005. Uważam, że w tym momencie warto zastanowić się nad tym jeszcze raz, a znając niechęć do wracania wstecz, przytaczam go w całości. 

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to tu chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak.

środa, 18 maj 2005 10:35

Odpowiedź dla Ani "J" .... 2

Aniu, w naszej dyskusji spróbuję odpowiedzieć Ci, w sposób jak ja to widzę, na kolejne pytania .... dlaczego dwoje kochających się ludzi i mających dzieci w pewnym momencie rozstają się, chociaz miała to być miłość na dobre i złe, przecież tak bardzo byli sobą oczarowani, zakochani, owładnięci pożądaniem. Po pierwsze i najważniejsze ... Miłość jest zjawiskiem żywym, pulsującym. Jest ogniem który nas rozpala, ogrzewa w różnych okresach życia, w różnym stopniu pozwalając na utrzymanie w nas koniecznej odpowiedniej temperatury uczuć. Właśnie dlatego wymaga od nas ustawicznego pielęgnowania jej. Inaczej też to wygląda w wieku dojrzałym a inaczej w wieku młodym. Rozumiem, że stawiane przez Ciebie pytania dotyczą drugiego wariantu.

czwartek, 26 maj 2005 00:08

Jacy jesteśmy ... (Asellus)

Artykuł ten został wprowadzony do Koszmarkowego Forum w 2005.03.01. Autorem jego jest Asellus. Zamieszczam go tutaj, ponieważ bardzo obrazowo pokazuje naszą niedoskonałość od wewnątrz, jednocześnie próbując podpowiadać jak sobie z tym można poradzić i jak to traktować. Naprawdę ciekawe, polecam. .................... 

Nie ma tu jeszcze żadnych postów?.... Czyżbyśmy nie mieli problemów? A może nie lubimy o nich opowiadać? To może działać tez na zasadzie "wywoływania wilka z lasu". Obawiamy się aby nie sprowadzać na siebie tego co i tak jest nieuniknione, poprzez zabobony i starobabcine mądrości. Ale do rzeczy.

Prawda jest taka, że łatwiej nam wyrazić emocje związane z przyjemnymi chwilami w naszym życiu. No chyba że ktoś jest maniakalnym dręczycielem i odnajduje rozkosz w opowiadaniu swym potencjalnym ofiarom o wszystkich nieszczęściach, które przytrafiły mu się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Znam takie przypadki i szanuję je, bo też muszą być ale nie stanowią większości w moich „naukowych" badaniach. proszę nie mylić tego z przyjaźnią, zjawiskiem przecudnym, w którym smarkanie w cudzy rękaw jest jak najbardziej dozwolone.

wtorek, 17 maj 2005 13:03

Odpowiedź dla Ani "J".....

Co może nieść ze sobą, jakie kryje w sobie pułapki, związek między dwojgiem ludzi w trakcie zauroczenia? Bardzo często powtarzamy wtedy słowa "kocham" we wszystkich jego odmianach... „pragnę być z Tobą na zawsze" i jeszcze wiele, wiele innych podobnych, prawie od zawsze. Czy więc to co przeżyłaś, jego uczucie do Ciebie, było nieprawdziwe? Nie wydaje mi się, że tak mogło być, przynajmniej nie na początku. Podejrzewam, że zbyt szybko i za bardzo, odkryłaś się przed nim, a on spokojnie usnął w pewności, że ma to, co wydawało mu się, że chciał mieć i nie musi już dalej Ciebie zdobywać. Spotkania stały się rutynowe, w pewnym sensie spowszedniały. Pewnego rodzaju usypiająca monotonnia uczuciowa. Przecież pierwotną cechą natury ludzkiej, a męskiej przede wszystkim, jest zdobywanie.

niedziela, 15 maj 2005 17:06

O miłości jeszcze raz ....

Być może jest to ostatnia moja notka zamieszczona  na stronie Koszmarka. Uczciwie mówiąc nie widzę sensu dalszego pisania. Tematów jest mnóstwo, to prawda, ale przestało mnie już bawić zapisywanie moich spostrzeżeń gdziekolwiek, a już na pewno na stronie internetowej. Ale do rzeczy.

Dzisiaj chciałbym poruszyć delikatny temat miłości rozumianej potocznie i miłości jako wielkiego uczucia rozumianego przeze mnie ( mam nadzieję, że nie tylko ), specjalnie zaznaczam przeze mnie, aby nie było niejasności w kwestii wykładni, którą moja wizja na pewno nie jest. Tym nie mniej odważę się wypowiedzieć swoje zdanie na ten temat.

A więc jak to wygląda potocznie w dużym skrócie.

niedziela, 01 maj 2005 13:16

Koncert na cztery ręce i ....

„ Nic nie jest proste ...... NIC....." Zacytowałem tu krótkie podsumowanie komentarza do treści artykułu „Na własną prośbę ..." Dlaczego? Bo chcę porozmawiać na ten temat. Problem powtarzający się bardzo często w życiu wielu ludzi. Brzmi tak samo ale szczegóły, za każdym razem, są różne, tak jak różni są ludzie, ich charaktery i potrzeby. Jak różne są w nich subtelności, które z kolei ustalają w naszych podświadomościach granice wytrzymałości, poza którymi wyrasta, jak pokrzywa, wzajemna niechęć. Nie będę tu pisać jak powinniśmy wzajemnie się poznawać zanim podejmiemy decyzję o stworzeniu rodziny, bo jest to temat na oddzielny artykuł. I nie chodzi tu o małżeńską przysięgę, w życiu odgrywa ona rolę tylko hasłową. Spróbuję jednak trochę uprościć drogę do znalezienia odpowiedzi na pytania postawione w komentarzu. Pytania na które odpowiedzieć sobie możemy tylko my we własnych rozważaniach.

piątek, 15 kwiecień 2005 20:48

Zachód słońca .....czyli trochę relaksu

To był męczący dzień. Załatwianie pilnych spraw odkładanych, o ironio, z dnia na dzień, zajęło ci wiele cennego czasu. Wracasz do domu zmęczona. Wchodzisz, zdejmujesz kurtkę i   odruchowo zaglądasz do lodówki. Wyjmujesz  z niej coś leżącego tam od kilku dni na zmrożonym talerzyku. Stawiasz na stole. Próbując połapać rozbiegane jeszcze myśli, siadasz ciężko na krześle i trzymając w ręku to coś, co nawet nie przypomina niczego zjadliwego, próbujesz zaspokoić swój głód. Woda na herbatę w czajniku z gwizdkiem dopiero się grzeje. Odkładasz więc nadgryziony kawałek i zatapiasz się w myślach. Coś jak sen wkrada się w ciebie i zaczyna unosić gdzieś w przestrzeni. Stajesz się dziwnie lekka.  Znika zmęczenie. Najpierw bardzo chaotycznie pojawiają się różne wspomnienia. Wybierasz z nich to jedno, które często wraca do ciebie jak powracająca fala. Wspomnienie z nad jeziora, we wczesnojesiennej oprawie zachodzącego słońca.

poniedziałek, 24 styczeń 2005 21:03

Samotność w samotności


Zastanawiam się, dlaczego człowiek tak mało wie o swojej samotności. Dlaczego ja, zawsze znaczy tylko ja a on znaczy tylko on i zawsze oba te znaczenia są mniej lub bardziej konfliktowe.

Bardzo głęboko w naszej psychice pojęcie my, jest pojęciem matematycznym a nie emocjonalnym, mówiącym o ilości a nie o jedności, nie dającym pewności bezpieczeństwa. Podejście emocjonalne zdarza się nawet często ale jest ono chwilowe i nie wytrzymuje presji upływu czasu. A może jest to wewnętrzna, psychiczna obrona przed całkowitą rezygnacją, zwariowaniem, nie wiem. Ale faktem jest że jesteśmy totalnie wewnętrznie samotni i zupełnie zdani na siebie...


poniedziałek, 24 styczeń 2005 21:02

Miłość a zazdrość


Najpierw spróbujmy dokładniej określić uczucie miłości, nie mylmy go z zauroczeniem lub pożądaniem.Nie zagłębiając się w szczegóły, bo u różnych ludzi bywają one zupełnie różne, Miłość cechuje się absolutnym zaufaniem do drugiej osoby, bezwzględną chęcią bycia z tą osobą na dobre i na złe, znajdowaniem własnej radości w jej szczęściu.

poniedziałek, 24 styczeń 2005 21:00

Kobieta - jaką jest...


Kobiety według mnie, w swojej podstawowej postaci, są apoteozą miłości. Ale jak wszystko na świecie, one też są różne. Niektóre są kobietami tylko z racji swojej płci . Cóż, jak się okazuje, natura i tutaj nie zawsze bywa doskonała. Jednak dla mnie, kobieta ma w sobie coś boskiego. Daje życie, potem je kształtuje, nie zważając na ponoszone przy tym straty, przesuwając jednocześnie swoje potrzeby, swoje niespełnione marzenia na dalszy plan.