"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

środa, 04 styczeń 2006 21:31

Poznanie...

Przyszłaś do mnie jak sen,
niepewnie, ulotnie.
Jak ptak w klatce przestraszona,
ciekawością rozbudzona
przewrotnie.
Spróbuj wierzyć w to co pragniesz,
o czym marzysz kwieciście,
wiosennie.
Nie zamykaj się w sobie,
nie przeżywaj wszystkiego
tak dżdżyście,
jesiennie.

środa, 04 styczeń 2006 12:38

Cena blogowania czyli ... uczę się siebie

Prowadzenie bloga daje nam możliwość poznawania innych, interesujących ludzi, szukania odpowiedzi na nurtujące nas pytania, ujawnienia naszego ukrywanego ja oraz znajdowania akceptacji tak bardzo nam potrzebnej na codzień. A jak to wygląda w życiu? Spotykamy się co jakiś czas w inetrnecie aby usiąść przy wirtualnej kawie, wymienić kilka słów, podzielić się problemami, smutkiem lub radością. Niestety, taki obraz zaczyna powoli odchodzić do przeszłości. Teraz coraz trudniej znaleźć spokój na stronach blogowych. Coraz więcej jest tu ludzi nieobliczalnych, traktujących wejście do czyjegoś bloga tak jak odwiedzenie publicznego szaletu.
niedziela, 18 grudzień 2005 14:09

Czasami przychodzą takie myśli

"Człowiek- istota myśląca, wrzucony w nurt życia tworzy iluzoryczną wielkość świata i miotając się w jego bezsensie usiłuje chociaż na chwilę zmienić bieg wydarzeń, aż w końcu zrezygnowany, ginie w oceanie nicości.

Cóż człowiek jest wart,
Kiedy wszystko to co jest,
Co ma tworzyć życia treść
Brzmi jak kiepski, stary żart.
Cóż człowiek jest wart?

Co się dzieje z tą miłością? Dlaczego nie wytrzymuje próby czasu? Dlaczego uczucia wygasają a w zastraszającym tempie rosną negatywne emocje?
Takie pytania stawiamy sobie bardzo często. Jednak niezmiernie rzadko próbujemy odpowiedzieć sobie co jest tego prawdziwą przyczyną zadawalając się "naszą prawdą", prawdą skrajnie subiektywną, naszym sposobem oceniania stanu rzeczy, będąc w jednej osobie prokuratorem, obrońcą i sędzią, obrońcą naszym, bo strona przeciwna nie ma w tym momencie prawa do obrony, ona jest tylko oskarżonym. Oczywiście my dajemy siebie, swoje uczucie przy tym jesteśmy kryształowo czyści, nas trzeba akceptować takimi jakimi jesteśmy ponieważ sami siebie przecież akceptujemy (inni mają większe wady), natomiast ta druga strona jest absolutnie winna, bo zawiodła nas i już. Tak najczęściej interpretujemy zaistniałe fakty rozdmuchując w sobie żal, niepomni związku przyczynowoskutkowego. Spróbujmy to przeanalizować, każdy w sobie. Ja to zrobię, oczywiście też subiektywnie, ale postaram się mocno uogólniając, popatrzeć na to z boku tak jak gdyby to mnie absolutnie nie dotyczyło.
Kiedy zaczyna się gra w życiowego pokera? Piszę tu oczywiście o związku dwojga ludzi.

czwartek, 24 listopad 2005 14:27

Mój punkt widzenia ... jacy jesteśmy?

..myślę, więc jestem.." - (Kartezjusz XVII w.)
Próbuję przenieść to na nasze dziś. Czy to, co tworzymy w sobie, nasze myśli pozwalają nam zaliczać się do grona tych, w którym - jestem , znaczy coś więcej niż istnieję.
Próbuję znaleźć potwierdzenie tego faktu ale czy mi się to uda. Nie wiem.. Próbuję udowodnić sobie, że spostrzeżenia ludzi żyjących w innej epoce, w innej cywilizacji, można spokojnie przenieść w czasy nam współczesne, że te prawdy nie deaktualizują się wraz z upływem czasu, rozwojem cywilizacji.
środa, 09 listopad 2005 15:13

Temat z radia

W audycji czterech pór roku programu pierwszego Polskiego Radia usłyszałem dzisiaj temat dnia rzucony w eter do tzw. dyskusji, a mianowicie ...

Jakie pytania powinniśmy zadać naszym partnerom przed podjęciem decyzji o wejściu z nim (lub z nią) w związek małżeński aby potem móc spokojnie wypowiedzieć swoje sakramentalne TAK?
poniedziałek, 17 październik 2005 22:38

Mój punkt widzenia ... forum

Właśnie otworzyliśmy nasze forum dyskusyjne i za to jestem Wam bardzo wdzięczny. Chyba jednak nie zlikwiduję tej strony.

Przytaczam tu kilka różnych wypowiedzi, kilka różnych punktów widzenia i moim zdaniem, każdy z nich zawiera dużą dozę racji a chociaż różnią się w szczegółach to dotykają tego samego szerszego problemu, dwojga ludzi w związku, temperatury ich zachowań, oczekiwań, wzajemnych uczuć. Nie chcę ich komentować powiem tylko jedno, zaintrygowały mnie bardzo właśnie różnymi spojrzenieniami. Potwierdziły, że do tej samej sprawy można mieć wiele różnych rozwiązań i wszystkie one mogą wypełniać nasze życie zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Pewnym jest jedno, że to co może pomóc jednemu, drugiemu może zaszkodzić, ale to już jest kwestią wyboru drogi którą kroczymy, naszego wyczucia sytuacji i subtelności. Przejdźmy jednak do rzeczy.

niedziela, 16 październik 2005 18:02

Mój punkt widzenia ... z życia brane 1

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. I tak ilu ludzi tyle zdań. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie?
poniedziałek, 23 maj 2005 10:54

Życie we dwoje ( z 15.01.2005)

Powtórnie zamieszczam artykuł z dnia 15 stycznia 2005. Uważam, że w tym momencie warto zastanowić się nad tym jeszcze raz, a znając niechęć do wracania wstecz, przytaczam go w całości. 

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to tu chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak.

środa, 18 maj 2005 10:35

Odpowiedź dla Ani "J" .... 2

Aniu, w naszej dyskusji spróbuję odpowiedzieć Ci, w sposób jak ja to widzę, na kolejne pytania .... dlaczego dwoje kochających się ludzi i mających dzieci w pewnym momencie rozstają się, chociaz miała to być miłość na dobre i złe, przecież tak bardzo byli sobą oczarowani, zakochani, owładnięci pożądaniem. Po pierwsze i najważniejsze ... Miłość jest zjawiskiem żywym, pulsującym. Jest ogniem który nas rozpala, ogrzewa w różnych okresach życia, w różnym stopniu pozwalając na utrzymanie w nas koniecznej odpowiedniej temperatury uczuć. Właśnie dlatego wymaga od nas ustawicznego pielęgnowania jej. Inaczej też to wygląda w wieku dojrzałym a inaczej w wieku młodym. Rozumiem, że stawiane przez Ciebie pytania dotyczą drugiego wariantu.