"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

Pewnego dnia....zaczyna się jak w bajce ale to, niestety, nie będzie bajka, tylko smutna prawda.

 

Otóż pewnego dnia usiadłem spokojnie do komputera, aby cokolwiek napisać. No wiecie, jakiś post do bloga. Długo zastanawiałem się co można tu sklecić i nagle doszedłem do genialnego, przynajmniej moim zdaniem, wniosku - OPISZĘ SIEBIE. Przecież opisuję kobiety, mężczyzn dlaczego nie mogę w takim razie, opisać siebie jako życiowego przykładu klasycznego wybryku natury, który jednak jakoś sobie radzi i to całkiem nieźle. O ile wiem, „wybryków” pośród nas jest dużo więcej i to różnej maści. Mnogość ich jest nieograniczona, wystarczy poczytać tylko niektóre blogi, nie mówiąc już o życiu. Usiadłem więc do klawiatury. Na początku szło mi nadspodziewanie dobrze, ale po wypisaniu kilkunastu budujących zdań, w których próbowałem ująć istotę sprawy, podkreślając moje pozytywne strony, w miarę uczciwie i dogłębnie, zacząłem zastanawiać się co dalej? No dobrze, opisałem już swoje zalety, trzeba by przejść do tej ciemniejszej strony mojej osobowości. Zacząłem więc mocniej zastanawiać się i ważyć dokładnie każde słowo, każdy przecinek, każdy wykrzyknik. Siedzę więc i myślę, myślę...... W pewnym momencie podrapałem się w głowę, no wiecie, aby pomóc sobie w myśleniu i ..... jak się okazało było to moim kardynalnym błędem. No cóż, stało się, bo tym sposobem obudziłem moją szarą komóreczkę, no wiecie, moje małe maleństwo, które spało sobie cichutko pochrapując w kąciku.

Wstało toto powoli, przeciągając się, ziewnęło, wyciągnęło łapki do góry przekręcając śmiesznie główkę i pokazując... jaka to jestem już duża. Potem przetarło oczka i popatrzyło na ekran monitora. Czekałem uśmiechając się, dumny, że tak składnie mi to wszystko dotąd poszło i to bez jej pomocy. Ale nawet nie wiecie w jakim byłem błędzie? To co zaczęło się potem dziać, jest nie do opisania. Obraz końca świata pokazany w najgorszym horrorze, jest tylko drobnym epizodem niewartym uwagi, w porównaniu do tego co było dalej.

 

poniedziałek, 13 marzec 2017 16:57

My i nasze emocje ...

Szukamy w życiu ideałów, no powiedzmy kogoś zbliżonego do ideału. Zastanówmy się jednak, czy my sami, z naszymi skłonnościami, słabościami, przywarami i przyzwyczajeniami, z naszą oceną wartości tego co dobre i złe, możemy być dla kogoś takim ideałem? Czy potrafimy, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja w związku, zmienić to w sobie? Czy szukamy tylko po to, aby zaspokoić nasze EGO, nasze potrzeby czy też po to, aby stworzyć związek, pełen wzajemnego zrozumienia, uczucia, ufności zapewniający spokój i bezpieczeństwo?

Poza tym szukać ideału a dążyć do niego, to są dwie różne sprawy. Ideał to niedościgły uniwersalny wzorzec, jednym słowem anioł, zaś w życiu potrzebny jest ktoś kto oczywiście ma wiele jego cech, ale chodzi też w miarę twardo po ziemi. Każdy człowiek posiada emocje, które musi co jakiś czas uzewnętrznić i chociażby właśnie to nie pozwala nam być prawdziwym ideałem. Jednak zależnie od wzajemnego zrozumienia, od wcześniej przeprowadzanych rozmów możemy owe „wyładowania” zredukować do minimum. Mam tu na myśli towarzyszące temu zjawisku chwilowe zgrzyty, które moim zdaniem są nawet wskazane aby był jakiś punkt odniesienia tego co mamy na co dzień. Odrobina pieprzu i soli dodaje potrawie specyficznego, finezyjnego smaku. Podobnie jak zazdrość, która w małym natężeniu jest czymś nawet dowartościowującym, zaś w dużym staje się trucizną, niszczącą każdy normalny, nawet najpiękniejszy związek.

wtorek, 28 luty 2017 00:10

Manipulanctwo czyli .... ???

Wiadomo, że życie z powodów różniących się  bardzo naszych charakterów jest sztuką kompromisów, bez nich nie da się żyć. A czy kompromis nie jest w taki razie swoistym manipulanctwem tyle, że w obie strony? A flirt, czy to nie kolejne manipulactwo?  A usiłowanie zmiany zachowań partnera, wychowanie dziecka na zasadzie to co ja mówię jest święte, a wreszcie gra miłosna, czym to wszystko jest? Idąc za tropem takiego myślenia to chyba to wszystko jest również manipulanctwem?

Ujmę to inaczej, życie jest odwieczną grą, w której wygrywamy albo przegrywamy. Spokojnie przejść obok, się nie da. Każdy człowiek ma swoje wady i zalety, swoje słabe i mocne punkty. Słabe - do drzwi do jego wnętrza, do jego psychiki a mocne - to klucz do innych drzwi w drugim człowieku. I jeszcze jedno, zaznaczam że jest to tylko mój punkt widzenia.

Machiavellizm to jednostronna interpretacja czyjejś wypowiedzi, czyichś poglądów. Moje spojrzenie jest więc subiektywne, to fakt, ale jestem świadomy i tego nie ukrywam. A nawet gdybym to zrobił, to przecież byłby to tylko jeden, kolejny głos w dyskusji. A co do szacunku do drugiego człowieka, to mam go więcej niż może sam bym tego czasami chciał. Jest to jedna z moich słabości za którą nierzadko muszę słono płacić.

 

sobota, 11 luty 2017 15:48

Walentynki - coś na temat

Pisałem już o tym do znudzenia. Tak naprawdę, to koszmarek jest zapełniony jednym wielkim wątkiem o uczuciach a w tym o miłości, o zaufaniu, o wzajemnym traktowaniu się tak w związkach jak również i w życiu codziennym...etc. Korzystając jednak ze zbliżającego się święta zakochanych spróbujmy jeszcze raz określić co to jest prawdziwa miłość i czym się ona charakteryzuje? Co trzeba świadomie lub podświadomie zrobić aby zmniejszyć do minimum ryzyko jej utraty na naszej drodze życia? Jak twierdzą wszyscy mądrzy tego świata, i co również było wielokrotnie poruszane w różnych wątkach na koszmarkowej stronie, droga do pełnej miłości składa się z wielu etapów. To nie rodzi się ot tak nagle, a więc: 

Opierając się przede wszystkim na własnych doświadczeniach,, od dłuższego już czasu rozmyślam o różnych naszych ułomnościach. Z większością z nich najzwyczajniej w świecie godzimy się. Czasami robimy to świadomie, czasami nieświadomie  co jednak nie przeszkadza nam godzić się na ich w nas obecność. A gdy już zdarzy się, że nagle boleśnie nas dotkną, to natychmiast usiłujemy dopiąć do nich jakąś wygodną filozofię, tłumaczącą ich istnienie. Najczęściej jest to twierdzenie, że „nikt przecież nie jest doskonały”, że „jakiego mnie panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz” albo chociażby, że „każdy uczy się na własnych błędach”. Oczywiście można tu tworzyć różne teorie. W tworzeniu ich mamy niezaprzeczalnie wielki talent. Napisałem, że każdy się na nich czegoś uczy, a już przynajmniej powinien to zrobić. Czy jednak na pewno tak jest? Czy na pewno każdego z nas, takie zdarzenia czegoś uczą?

I tu zaczynają się schody. Oczywiście,  że w moim twierdzeniu o naszej umiejętności wyciągania właściwych wniosków i wypływającej z nich nauki, jest tylko jakaś część prawdy, ale tylko część i to bardzo niewielka. Jednak nie opierajmy się na niej, bo natychmiast przypiszemy ją bezkrytycznie całkowicie sobie. A to byłoby już dużym nadużyciem. Najczęściej bowiem szukamy jakiegoś winnego naszej sytuacji, a jeżeli już nie znajdujemy takiego to zwalamy wszystko na los, który zupełnie niewiadomo dlaczego tak okrutnie nas w ten sposób doświadczył. Ktoś kiedyś powiedział, że „każdy z nas popełnia błędy, ale tylko głupiec popełnia je dwa razy”. Wychodząc z tego założenia, mogę z czystym sumieniem spokojnie stwierdzić, że świat jest po brzegi zapełniony różnymi głupcami. 

Co się dzieje z tą miłością? Dlaczego nie wytrzymuje próby czasu? Dlaczego uczucia wygasają a w zastraszającym tempie rosną negatywne emocje?
Takie pytania stawiamy sobie bardzo często. Jednak niezmiernie rzadko próbujemy odpowiedzieć sobie co jest tego prawdziwą przyczyną zadawalając się "naszą prawdą", prawdą skrajnie subiektywną, naszym sposobem oceniania stanu rzeczy, będąc w jednej osobie prokuratorem, obrońcą i sędzią, obrońcą naszym, bo strona przeciwna nie ma w tym momencie prawa do obrony, ona jest tylko oskarżonym. Oczywiście my dajemy siebie, swoje uczucie przy tym jesteśmy kryształowo czyści, nas trzeba akceptować takimi jakimi jesteśmy ponieważ sami siebie przecież akceptujemy (inni mają większe wady), natomiast ta druga strona jest absolutnie winna, bo zawiodła nas i już. Tak najczęściej interpretujemy zaistniałe fakty rozdmuchując w sobie żal, niepomni związku przyczynowoskutkowego. Spróbujmy to przeanalizować, każdy w sobie. Ja to zrobię, oczywiście też subiektywnie, ale postaram się mocno uogólniając, popatrzeć na to z boku tak jak gdyby to mnie absolutnie nie dotyczyło.
Kiedy zaczyna się gra w życiowego pokera? Piszę tu oczywiście o związku dwojga ludzi. 

Otóż, już w momencie poznania, pierwszego spotkania. Nie jesteśmy wtedy naturalni, stajemy się aktorami specyficznego spektaklu. Ja to nazywam tańcem łabędzia. Będąc zainteresowanymi drugą osobą budujemy swój wizerunek, często niezupełnie świadomie, odruchowo, bardzo układny. Staramy się zrobić jak najlepsze wrażenie.