"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

sobota, 22 kwiecień 2017 19:24

Samo życie czyli .....

Jakże często patrzymy na ludzi posługując się utartymi stereotypami. Jeżeli uczuciowy związek kobiety z mężczyzną to oparty na prawdziwej, szczerej miłości, w której to uczucie jest oczywiście prawdziwe i szczere a jakichkolwiek poświęceń po prostu nie ma. Bo w miłości nikt się nie poświęca tylko wszystko co robi czyni z prawdziwą radością dawania tego kochanej osobie, uszczęśliwiania jej. Takie, w naszych wyobrażeniach, są dłuższe lub krótsze, okresy spełniania naszych uczuć. Oczywiście kiedyś one przemijają a my dojrzewamy. Wtedy coś się kończy i zaczyna się mniej lub bardziej smutna codzienność.

Moim zdaniem nie można tego tak ujmować. Człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną, bardziej niż to by się mogło nam wydawać. Charaktery, a w nich wszelkie zachowania i odruchy, w każdym z nas, różnią się bardzo. To co nas fizycznie bardzo często zbliża do siebie to przede wszystkim biologiczny odruch przetrwania gatunku. I nie należy tego mylić z prawdziwą, bezinteresowną miłością. W tym okresie organizm nasz zostaje pobudzany hormonami a w nich testosteronem /u mężczyzn/ i endorfinami zwanymi inaczej hormonami szczęścia. Ten euforyczny okres w naszym życiu najczęściej nazywamy błędnie właśnie miłością. Uważam, że tak wcale nie jest. Miłość przychodzi dopiero dużo później, gdy zaczynamy wspólnie zmagać się z życiem, z jego problemami. Dopiero wtedy możemy sprawdzić nasze charaktery, ich ewentualne toksyczności. 

sobota, 15 kwiecień 2017 11:52

Stary filozof i ........

"...myślę, więc jestem..."....czyli....przypowieści leniwego filozofa....

Któregoś dnia, idąc po wodę do strumienia spotkałem, chociaż trudno to nazwać spotkaniem, właściwie to potknąłem się o śpiącego pod krzewem leniwego filozofa. Spoza krzewu wystawały tylko stopy i one właśnie były powodem całego zdarzenia.

Wybudzony ze słodkiego, sennego niebytu staruszek usiadł, przetarł zaspane, prawie niewidoczne spod spadających na twarz długich siwych włosów, oczy. Po czym, wielce zdziwiony zapytał:

- A w czym to przeszkadzały ci moje nogi, że musiałeś właśnie o nie się potknąć?

- Mistrzu – odpowiedziałem – przepraszam, ale byłem tak zamyślony, że nie zauważyłem wystających zza krzewu twoich sandałów. Poza tym, nigdy wcześniej ich tu nie było a tę ścieżkę znam już na pamięć, mogłem więc pozwolić sobie na luksus zamyślenia na pustej ścieżce. Wszak właśnie tutaj sam często przemyśliwujesz dochodząc do zaskakujących, niecodziennych wniosków?

Starzec widocznie rozbudził się już zupełnie, bo popatrzył na mnie dobrotliwie, potem podrapał się w głowę, westchnął i rzekł:

 – Przepraszam ciebie, ale gdy kładłem się moje nogi nie wystawały spoza krzewu. Widocznie stało się to gdy spałem. Zwrócę im na to uwagę - zażartował. Ale mówiłeś coś o swoim głębokim zamyśleniu? Powiedz więc, co ciebie gnębi, a może uda mi się pomóc w rozwiązaniu twoich problemów?

Widzisz – zacząłem – mam pewne wątpliwości. Moi dwaj przyjaciele, twierdzą, iż moja żona nie odzywa się do nich, ponieważ ich inteligencja przewyższa granice jej pojmowania i oceny rzeczywistości. Startowali przecież w olimpiadzie krasomówczej i zajęli czołowe miejsca. To jak to jest? Mówiłeś kiedyś, że moja żona jest mądrą kobietą. Powiedz w takim razie, dlaczego oni tak twierdzą? Nie próbuję wdawać się z nimi w dysputy, ponieważ mam dużo pracy i jeszcze więcej wątpliwości w tematach przez nich poruszanych, zaś za mało czasu aby móc go poświęcić na analizowanie tego, co mnie bezpośrednio nie dotyczy. 

Pewnego dnia....zaczyna się jak w bajce ale to, niestety, nie będzie bajka, tylko smutna prawda.

 

Otóż pewnego dnia usiadłem spokojnie do komputera, aby cokolwiek napisać. No wiecie, jakiś post do bloga. Długo zastanawiałem się co można tu sklecić i nagle doszedłem do genialnego, przynajmniej moim zdaniem, wniosku - OPISZĘ SIEBIE. Przecież opisuję kobiety, mężczyzn dlaczego nie mogę w takim razie, opisać siebie jako życiowego przykładu klasycznego wybryku natury, który jednak jakoś sobie radzi i to całkiem nieźle. O ile wiem, „wybryków” pośród nas jest dużo więcej i to różnej maści. Mnogość ich jest nieograniczona, wystarczy poczytać tylko niektóre blogi, nie mówiąc już o życiu. Usiadłem więc do klawiatury. Na początku szło mi nadspodziewanie dobrze, ale po wypisaniu kilkunastu budujących zdań, w których próbowałem ująć istotę sprawy, podkreślając moje pozytywne strony, w miarę uczciwie i dogłębnie, zacząłem zastanawiać się co dalej? No dobrze, opisałem już swoje zalety, trzeba by przejść do tej ciemniejszej strony mojej osobowości. Zacząłem więc mocniej zastanawiać się i ważyć dokładnie każde słowo, każdy przecinek, każdy wykrzyknik. Siedzę więc i myślę, myślę...... W pewnym momencie podrapałem się w głowę, no wiecie, aby pomóc sobie w myśleniu i ..... jak się okazało było to moim kardynalnym błędem. No cóż, stało się, bo tym sposobem obudziłem moją szarą komóreczkę, no wiecie, moje małe maleństwo, które spało sobie cichutko pochrapując w kąciku.

Wstało toto powoli, przeciągając się, ziewnęło, wyciągnęło łapki do góry przekręcając śmiesznie główkę i pokazując... jaka to jestem już duża. Potem przetarło oczka i popatrzyło na ekran monitora. Czekałem uśmiechając się, dumny, że tak składnie mi to wszystko dotąd poszło i to bez jej pomocy. Ale nawet nie wiecie w jakim byłem błędzie? To co zaczęło się potem dziać, jest nie do opisania. Obraz końca świata pokazany w najgorszym horrorze, jest tylko drobnym epizodem niewartym uwagi, w porównaniu do tego co było dalej.

 

poniedziałek, 13 marzec 2017 16:57

My i nasze emocje ...

Szukamy w życiu ideałów, no powiedzmy kogoś zbliżonego do ideału. Zastanówmy się jednak, czy my sami, z naszymi skłonnościami, słabościami, przywarami i przyzwyczajeniami, z naszą oceną wartości tego co dobre i złe, możemy być dla kogoś takim ideałem? Czy potrafimy, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja w związku, zmienić to w sobie? Czy szukamy tylko po to, aby zaspokoić nasze EGO, nasze potrzeby czy też po to, aby stworzyć związek, pełen wzajemnego zrozumienia, uczucia, ufności zapewniający spokój i bezpieczeństwo?

Poza tym szukać ideału a dążyć do niego, to są dwie różne sprawy. Ideał to niedościgły uniwersalny wzorzec, jednym słowem anioł, zaś w życiu potrzebny jest ktoś kto oczywiście ma wiele jego cech, ale chodzi też w miarę twardo po ziemi. Każdy człowiek posiada emocje, które musi co jakiś czas uzewnętrznić i chociażby właśnie to nie pozwala nam być prawdziwym ideałem. Jednak zależnie od wzajemnego zrozumienia, od wcześniej przeprowadzanych rozmów możemy owe „wyładowania” zredukować do minimum. Mam tu na myśli towarzyszące temu zjawisku chwilowe zgrzyty, które moim zdaniem są nawet wskazane aby był jakiś punkt odniesienia tego co mamy na co dzień. Odrobina pieprzu i soli dodaje potrawie specyficznego, finezyjnego smaku. Podobnie jak zazdrość, która w małym natężeniu jest czymś nawet dowartościowującym, zaś w dużym staje się trucizną, niszczącą każdy normalny, nawet najpiękniejszy związek.

wtorek, 28 luty 2017 00:10

Manipulanctwo czyli .... ???

Wiadomo, że życie z powodów różniących się  bardzo naszych charakterów jest sztuką kompromisów, bez nich nie da się żyć. A czy kompromis nie jest w taki razie swoistym manipulanctwem tyle, że w obie strony? A flirt, czy to nie kolejne manipulactwo?  A usiłowanie zmiany zachowań partnera, wychowanie dziecka na zasadzie to co ja mówię jest święte, a wreszcie gra miłosna, czym to wszystko jest? Idąc za tropem takiego myślenia to chyba to wszystko jest również manipulanctwem?

Ujmę to inaczej, życie jest odwieczną grą, w której wygrywamy albo przegrywamy. Spokojnie przejść obok, się nie da. Każdy człowiek ma swoje wady i zalety, swoje słabe i mocne punkty. Słabe - do drzwi do jego wnętrza, do jego psychiki a mocne - to klucz do innych drzwi w drugim człowieku. I jeszcze jedno, zaznaczam że jest to tylko mój punkt widzenia.

Machiavellizm to jednostronna interpretacja czyjejś wypowiedzi, czyichś poglądów. Moje spojrzenie jest więc subiektywne, to fakt, ale jestem świadomy i tego nie ukrywam. A nawet gdybym to zrobił, to przecież byłby to tylko jeden, kolejny głos w dyskusji. A co do szacunku do drugiego człowieka, to mam go więcej niż może sam bym tego czasami chciał. Jest to jedna z moich słabości za którą nierzadko muszę słono płacić.

 

sobota, 11 luty 2017 15:48

Walentynki - coś na temat

Pisałem już o tym do znudzenia. Tak naprawdę, to koszmarek jest zapełniony jednym wielkim wątkiem o uczuciach a w tym o miłości, o zaufaniu, o wzajemnym traktowaniu się tak w związkach jak również i w życiu codziennym...etc. Korzystając jednak ze zbliżającego się święta zakochanych spróbujmy jeszcze raz określić co to jest prawdziwa miłość i czym się ona charakteryzuje? Co trzeba świadomie lub podświadomie zrobić aby zmniejszyć do minimum ryzyko jej utraty na naszej drodze życia? Jak twierdzą wszyscy mądrzy tego świata, i co również było wielokrotnie poruszane w różnych wątkach na koszmarkowej stronie, droga do pełnej miłości składa się z wielu etapów. To nie rodzi się ot tak nagle, a więc: