"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

czwartek, 08 marzec 2018 11:38

Kobieta - jaką jest ? - (jak ja to widzę)

 

Święto kobiet, jedno z najpiękniejszych świąt które w ustanowił człowiek, które spowszedniało i tak naprawdę pozostało tylko hasło, echo jego pierwowzoru, jego źródła. No cóż, dobre i to. Może jednak właśnie dlatego przyszła mi do głowy taka dywagacja na ten temat. Chciałbym zrozumieć to, co powinno być dla nas jasne, a nie jest. Może ktoś też pomyśli i zastanowi się dlaczego coś nie układa się mu w życiu. Może ? Spróbujmy. Dajmy sobie szansę na zrozumienie własnych błędów i poprawę temperatury uczuć w związku.

Dziwna jest psychika ludzka. Rozsądek i serce (czytaj uczucia) są w niej odwiecznymi, zagorzałymi przeciwnikami. Aby je pogodzić trzeba zmusić się do nadludzkich wysiłków. I co najdziwniejsze, że potem człowiek nie jest z tego absolutnie zadowolony. Właściwie to stoi w punkcie wyjścia, tyle że tym razem już bez marzeń, bez uniesień, bez tego wszystkiego co daje radość życia. Zastanawiam się teraz czy lepiej żyć na pół gwizdka, czy też być egoistą i z pełną świadomością swoich wad, z którymi nie daje sobie rady, oszukiwać kochaną osobę , że się jest kimś innym, że mają przed sobą świetlaną, cudowną przyszłość, że będzie z nim najszczęśliwszą osobą na ziemi, że ....itd. ..itp.?

Można tu przytaczać wiele bardzo popularnych kłamstw którymi kierowani własnym egoizmem posługujemy się na co dzień. W takich momentach zapala mi się czerwona lampka przy haśle czy potrafimy tak naprawdę szczerze i prawdziwie kogoś kochać? Bo, przynajmniej moim zdaniem, kochać to znaczy pragnąć czyjegoś, a nie swojego, szczęścia. A to jest zasadniczą różnicą od tego co czynimy na co dzień. Mówimy, że kogoś kochamy bez pamięci (tak się to mówi) a chcemy przede wszystkim aby ten ktoś był przy nas, tylko i wyłącznie dla nas i tylko i wyłącznie był nami zainteresowany. Nie potrafimy pojąć, że kobieta to kwiat posiadający boskie cechy przede wszystkim dawania życia, który musi rosnąć w konkretnym środowisku, który trzeba odpowiednio pielęgnować aby cieszyła nas swoim urokiem i wdziękiem. Trzeba ją karmić szczerym, prawdziwym uczuciem. Tak ją stworzyła matka natura i żadne postępy cywilizacyjne tego w kobiecie nie zmienią.

Czy to znaczy, że kobieta jest zupełnie wolnym ptakiem? Oczywiście nie, jednak pomimo naszych zastrzeżeń jest ona tak jak wszyscy człowiekiem w jakimś stopniu wolnym, ale kierującym się pewnymi zasadami, z którymi powinniśmy się, niestety, pogodzić. Oczywiście ona też. Narzuca się teraz kolejne pytanie co to znaczy kobieta prawdziwa czy nie prawdziwa. Otóż, w moim pojęciu kobieta prawdziwa to oprócz płci,  kobieta posiadająca bez domieszki cech męskich takie cechy jak delikatność, subtelność, wrażliwość, czułość, kobieta szukająca uczucia  a nie tylko biologicznego pożądania, oczekująca opieki ze strony mężczyzny, zrozumienia złożoności jej osobowości ...itd. Jakże często przecież owo pożądanie mylimy z uczuciem miłości.

sobota, 03 marzec 2018 13:12

Religia - jak łatwo ją manipulować....

No cóż, zachowujemy się jak mieszkańcy Troi którzy pozwolili wprowadzić do miasta konia trojańskiego z grekami w środku. I to był ich koniec. Czymś takim właśnie są zmuszani do emigracji do nas muzułmanie. Ten exodus islamistów jest wyraźnie zaplanowany i skutecznie realizowany przez ekstremistów muzułmańskich. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło aby takie ilości ludności w tak krótkim czasie całymi rodzinami uciekały z własnych krajów. Jednocześnie doskonale wiemy jaką siłą w tej ukrytej wojnie może być religia. Umiejętnie zastosowana działać może „cuda”. W rękach pazernych władców potrafi ona bardzo skutecznie panować nad ludzkimi umysłami „… co widać, co słychać, co czuć…” – jak śpiewał Kuba Sienkiewicz.

Coś takiego było już w wieku XI – XIII. To chrześcijańscy krzyżowcy najeżdżali na kraje muzułmańskie, ale zupełnie inne były tego powody (przynajmniej oficjalnie). Nie jestem przeciwnikiem żadnej religii ani muzułmańskiej ani też żadnej innej. Każdy człowiek ma prawo wierzyć to co chce, co uważa za słuszne. Jest tylko jeden podstawowy warunek, nie może być ona agresywna. W tym przypadku niestety taką ona jest i jej wyznawcy nie zapraszani wyczuwając naszą słabość wciskają się do naszych krajów. Podejrzewam, że w pewnym momencie oddolnie odrodzi się ruch nacjonalistyczny i zacznie się ogólna rzeż. Obym się mylił, ale tego właśnie się bardzo boję….

poniedziałek, 26 luty 2018 20:30

Religia .... z drugiej strony lustra

Religia na świecie, oczywiście mocno uogólniając , najczęściej jest tylko narzędziem którym w różny sposób posługują się żądni władzy uzurpatorzy. W ten sposób wymuszają oni bezgraniczne posłuszeństwo wmawiając, że śmierć w imię boga jest bramą do „raju niebieskiego” w którym na każdego z nich czeka, między innymi, mnóstwo cudownych niewiast. W ten sposób strach przed śmiercią praktycznie niwelują do zera, pozostawiając „pewność” przyszłego rajskiego szczęścia. Z tego co wiem to chyba nie ma na świecie takiej religii, która nakazywałaby pozbawiania życia „niewierzących”

poniedziałek, 19 luty 2018 17:37

Jak to z tymi partiami bywa....

Często słyszy się, że ktoś, kto nie poszedł do głosowania, nie powinien narzekać na rząd, bo jest sam sobie winien. Miał możliwość na dołożenie swojego głosu do wyboru innej opcji politycznej, ale tej szansy nie wykorzystał. Wniosek? Jest bierny i powinien dalej siedzieć cicho. Powstaje pytanie. Co mieli zrobić ci, którzy nie znaleźli żadnej uczciwej, ba, w miarę uczciwej partii politycznej na którą mogliby zagłosować i nie mieli w ten sposób też żadnej alternatywy, żadnego wyboru, nawet tego przysłowiowego mniejszego zła? Co w takim przypadku daje pójście do urny wyborczej? Delikatnie mówi się o braku zaufania do polityków, bo to ładniej brzmi, jednak rzeczywistość jest bardziej brutalna. 

Obserwując to co dzieje się wokół nas, gdy rzucane są wielkie, wręcz rewolucyjne hasła i obietnice bez pokrycia, spróbowałem zastanowić się nad znaczeniem jednego ze sztandarowych w polityce określeń, a mianowicie słowa ...sprawiedliwość. Używamy go na co dzień i wydaje się nam, że potrafimy go określić. Ale przecież każdy z nas rozumie je, troszeczkę albo i nie tylko troszeczkę, inaczej. Co innego prawo. Tu przynajmniej wiadomo o co chodzi i np. jedna z Encyklopedii Powszechnych PWN precyzuje to określenie tak, cytuję: „ Prawo - ogół usankcjonowanych przymusem państwowym norm (przepisów), które regulują stosunki między ludźmi w sposób odpowiadający interesom klasy panującej w danym państwie” – koniec cytatu. Podkreśliłbym tu zwrot .... odpowiadający interesom klasy panującej.... No cóż, komuny już nie ma, a więc nie dotyczy to już nas wszystkich. Reszta jest czytelna i jasna. Nic dodać nic ująć, to przynajmniej jest powiedziane wprost, co, komu i dlaczego. Jak jednak do tego ma się sprawiedliwość? Przy takim określeniu prawa muszę powiedzieć, że co najmniej dziwnie, bo ta rozumiana przez nas i ta dyktowana prawem mają się do siebie nijak. A przecież przed prawem powinniśmy być równi, przynajmniej zgodnie z głoszonymi hasłami i co jakiś czas zmienianą konstytucją. A czy tak jest? Czy wszyscy jesteśmy tak samo traktowani? O niespójnych, nieżyciowych, nie sprawdzających się na co dzień normach naszego prawa opierających się właśnie na źle rozumianej wolności demokratycznej, na tym że przestępca ma tyle samo praw ile ma jego ofiara, o tym że jest to określane jako humanitarne, nie będę pisał. Bo zaraz znajdzie się ktoś z elementarnym pytaniem, a skąd wiem że ten ktoś jest przestępcą? Przecież zgodnie z prawem aby to stwierdzić należy najpierw mu to udowodnić. Pragnę więc zaznaczyć, że używając określenia przestępca mam na myśli takiego, o którym bezspornie wiemy że nim jest, zanim któryś z adwokatów, wykorzystując luki prawne, udowodni po raz nie wiem który, że właśnie ofiara jest przestępcą. No bo jak nazwać kogoś kto włamuje się do naszego domu, czy też napada na nas na ulicy? Prawo interpretowane nie powinno być prawem obowiązującym. 

niedziela, 11 luty 2018 18:47

Moja szara komórka - wpadka

Dawno nie pisałem o mojej jedynaczce, jedynej szarej komórce jaką posiadam. Otóż, nie dalej jak wczoraj, moja milusińska wycięła mi kolejny numer.

A więc wstałem rano, jak zwykle, czyli około godziny dziesiątej i od razu zauważyłem jakąś dziwną lekkość w głowie. Zajrzałem tam i nie mogłem znaleźć mojej jedynaczki. W końcu po długich poszukiwaniach zauważyłem ją śpiącą w kąciku z łapkami pod główką. Wyszedłem więc cichutko, aby nie obudzić śpiącego maleństwa, i spokojnie przeszedłem do codziennych, zwyczajowych porannych czynności. Na razie wszystko w porządku, pomyślałem, okazuje się, że mogę spokojnie dać sobie radę bez niej. Niestety, nie do końca, bo jak mówi porzekadło....gdy rozum śpi, to z człowiekiem dzieją się różne dziwne rzeczy, ze mną też nie było inaczej. Najpierw, nie patrząc na termometr za oknem a sugerując się pięknym słońcem, ubrałem się w koszulkę z krótkim rękawkiem, cienką bluzę i wyszedłem po zakupy. Po kilku minutach zawróciłem i włożyłem coś bardziej ciepłego. W sklepie stwierdziłem, iż pieniądze zostawiłem w domu w bluzie którą właśnie zmieniłem. Musiałem więc tuptać jeszcze raz, tym razem już pieniądze miałem ale zapomniałem znowu zajść do drugiego sklepu po mięso mielone, na kotlety. O tym jaki był mój humor wolę nie pisać bo byłoby to co najmniej nie cenzuralne. W domu zdecydowałem się obudzić „malucha” i poradzić się go co mam dzisiaj ugotować na obiad. Co się dzieje z maluchami których się nagle obudzi nie muszę pisać, wszyscy znamy to dobrze. U mnie było dokładnie tak samo. 

Miłość, w potocznym rozumieniu tego słowa, w dużym skrócie, jest wynikiem naszego zauroczenia kimś. Jest emocjonalną reakcją na obraz który utworzyliśmy w naszej wyobraźni. Obraz zbudowany nie na faktach, bo ich jeszcze nie znamy, ale na tym, czym chcielibyśmy aby był. Jednym słowem na barwnej uczuciowo wizji tego co do tworzonego wizerunku w naszej wyobraźni dokładamy. A więc widzimy przede wszystkim ciało budzące w nas w mniejszym lub większym stopniu pożądanie i zachowanie, będące najczęściej wynikiem tego co wypada, co robi duże wrażenie na innych, co prowadzi do zamierzonego celu, celu realizacji naszego pożądania. O charakterze nie wiemy nic, a przecież to właśnie on jest tu najważniejszy. Będąc głodnym uczucia „miłości” i dążąc do zrealizowania tego stanu za wszelką cenę, dajemy ponieść się emocjom i usypiamy nasz rozsądek, który w różnych sytuacjach próbuje  nieśmiało przestrzec nas przed niewiadomym. W końcu nie bacząc na nic wchodzimy w inny, nieznany zupełnie nam świat. Wchodzimy na krę, o której wiemy tylko tyle, że ma jakąś powierzchnię i pływa. Jednak czy nas uniesie, to już pozostaje w sferze naszych pobożnych życzeń.

Nie wiemy co nas czeka. Jednak ufni, że wszystko będzie jak najlepiej skaczemy z mostu do wody głową w dół. Pogrążamy się wierząc w nasze niespotykane szczęście. Potem budzimy się z bólem serca, łzami w oczach i pytaniem, dlaczego? Dlaczego tak się stało, przecież byliśmy tacy zakochani w sobie nawzajem? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. W tak delikatnej materii jaką jest w szerokim znaczeniu miłość, nie można postępować pochopnie, nieodpowiedzialnie. Powinniśmy umieć odróżnić zauroczenie od miłości. A jakże często przeceniając je mylimy owo zauroczenie twierdząc że to właśnie jest nasza wielka miłość. A przecież to zauroczenie jest niczym innym jak  mijającym z czasem naszym pożądaniem. 

Na Koszmarku staram się prowokować do własnych przemyśleń i do szukania własnych rozwiązań. Staram się przywrócić wiarę, że to jest możliwe trzeba tylko dobrze się zastanowić biorąc pod uwagę wszystkie aspekty sprawy a przede wszystkim szukać źródeł owego zła i potem usuwając je. Forma może rzeczywiście nie najlepsza ale innej nie znam. Czytanie zaś między wierszami jest moim zdaniem podstawą poznawania drugiego człowieka. Każde zdanie, każde słowo ma swoje zabarwienie na które niewielu zwraca uwagę podchodząc do owych wypowiedzi subiektywnie i na swój sposób mechanicznie je odbierając. Wiele z nich niesie w sobie myśli ukryte, nie mówię podtekstowe, bo to zupełnie coś innego. Sposób i forma używania np. przymiotników między innymi mówi o wrażliwości rozmówcy, o jego ukrytych emocjach... etc.

I jeszcze jedno. Dla bardzo wielu z nas rozmowa jest swoistym lekarstwem. Subtelna nić porozumienia wypływa tu z faktu determinacji tego, który chce się odkryć i przyjaznego, wręcz serdecznego podejścia jego rozmówcy do dręczącego go problemu. Takie rozmowy mogą odbywać się nawet w grupach. Jest to zresztą od dawna stosowana w psychologii forma leczenia grupowego. Oczywiście nasze grupowe rozważania na małych forach są trochę inaczej prowadzone, bardziej spontanicznie, ale sama zasada pozostaje taka sama. Umiejętność odkrywania siebie, wyrzucania z siebie własnych małych dramatów, wyzwalanie się z nich i szukanie powodów, które je spowodowały. Takie rozmowy uczą nie zamykania w sobie, co wcale nie znaczy, że trzeba po prostu gadać. Chociaż czasami może również i tak?

Bardzo łatwo zatracić granice pomiędzy karierą a rodziną. A tak naprawdę, na szczęście dotyczy to nielicznej ilości kobiet. Oczywiście są takie kobiety, które mają inne predyspozycje i szukają samorealizacji w świecie biznesu czy chociażby np. wojsku, straży pożarnej, sportach ekstremalnych, policji itd. Dlaczego wymieniłem właśnie te dziedziny? Chciałem zaznaczyć w ten sposób inność zamiłowań czy też pragnień od powszechnie spotykanych. Biznes to troszeczkę coś innego, tym niemniej też nie to w czym przeciętne kobiety mogą się czuć dobrze. Jest to świat drapieżny, zakłamany, podstępny, świat twardej walki o rynek. I nie to jest tu jeszcze najważniejsze. W życiu nie ma nic za darmo. Powszechnie wiadomo, że pracując w biznesie trzeba mu poświęcać dużo więcej czasu i uwagi niż w normalnej pracy i dodając do tego jeszcze stałe napięcie nerwowe, mamy już powolne wykańczanie psychicznie. Bardzo częstym efektem tego oczywiście jest brak czasu dla własnej rodziny, nierzadko nawet ucieczka od jej stworzenia. Poza tym codzienne zmęczenie, niewspółmiernie większe niż zmęczenie każdą inną pracą, nie pozwala na wykrzesanie z siebie tej ilości ciepła czy chociażby zainteresowania bliskimi, jaką kobieta może i powinna dać. I chociaż życie współczesne zmusza je do większego angażowania się  w zdobywanie pieniędzy, to jednak, moim zdaniem, poza nielicznymi wyjątkami, tzw. kariera zawodowa /nie mylić z pracą / wypacza ich charaktery, ich subtelność, tę bardzo kobiecą delikatną niepewność, może świadomą a może nie, tego nie wiem, to chyba wiedzą tylko same kobiety. Kobieta nie ma nadmiernego zapasu sił i czasu, w związku z czym nie może swobodnie nim dysponować nie krzywdząc przy tym własnej rodziny i siebie samej. Nieciekawa jest rola kobiet we współczesnym świecie, jednak uważam, że każda powinna być świadoma priorytetów jakie sobie sama ustawia. Bo zawsze jest coś za coś, to tylko kwestia własnego wyboru, najlepiej świadomego, bo ponoszone później koszta mogą niestety być kiedyś bardzo bolesne.

niedziela, 21 styczeń 2018 16:50

Konflikt pokoleniowy... spojrzenie z boku

Spotykamy się na co dzień z określeniem specyficznego zachowania młodzieży  określanym mianem buntu pokoleniowego. Jest to zjawisko cykliczne, powtarzające się w każdym kolejnym pokoleniu, które było, jest i będzie, czy to się nam podoba czy też nie. Zawsze podchodziłem do tego dość obojętnie. Tłumaczyłem to sobie kolejnym dopustem bożym polegającym na konflikcie skostniałych stereotypów zbudowanych na podstawie doświadczenia nabytego, odpowiednio zaklasyfikowanego przez tzw. pokolenie ludzi dojrzałych z beztroskimi szaleństwami wieku młodości, dla którego każdy powód do tego jest dobry, które wszystko ma, jak to mówią, gdziesik. I nawet chyba coś w tym jest na rzeczy, tylko oczywiście nie koniecznie z takich powodów, bo zauważcie sami. Każde następne pokolenie coś zmienia, usprawnia, modyfikuje, niektóre sprawy przewraca do góry nogami, tworzy nowe poglądy i normy zachowań. Nie można jednak tego zrobić bez przeprowadzenia generalnych porządków. Dzięki temu to co jeszcze kilkadziesiąt a nawet kilkanaście lat temu było normą dzisiaj może stać się anachronicznym zabytkiem mającym wartość tylko emocjonalną, muzealną ale nie praktyczną. Zacząłem zastanawiać się skąd się to bierze, co jest tego przyczyną? Popatrzmy na to z boku.

Aby nie trwać w stagnacji trzeba co jakiś czas łamać ustalone stereotypy, budować i wchodzić na nowe tory, sprawdzając czy nie da się czegoś zamienić czymś nowszym, lepszym, co pozostawi nasz ślad w kolejnej zmiennej rzeczywistości i wniesie coś świeżego zanim, z czasem oczywiście, stanie się kolejnym stereotypem, kolejną zaszłością. W ten sposób zamyka się koło małej historii. Pozostaje bliźniacza powtarzalność sytuacji. Jakie to dziwne, bo najpierw ktoś się buntuje, aby po jakimś czasie będąc już po drugiej stronie barykady przeżywać to znowu jeszcze raz, tym razem jednak już z własnymi dziećmi jako przeciwnikami.

Aby jednak to się stało potrzebne jest kolejne młode pokolenie, które buntując się przeciw zastanym normom najpierw je odrzuci, by potem tworząc nowe rozwiązania niektóre z nich uznać za słuszne, niektóre zaś wcześniej skorygować, zanim je zaakceptuje na nowo. Do tego wszystkiego doda jeszcze własne, na tę chwilę rewolucyjnie innowacyjne. To jest właśnie, bardzo ogólnie ujmując, klasyczny mechanizm postępu w pełnym tego słowa znaczeniu. I dotyczy to każdej dziedziny życia.