"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

piątek, 29 czerwiec 2018 19:22

Samotność i przyjaźń.......

Nie wszyscy potrafią np. wyżalić się do lustra czy tylko wypłakać w poduszkę. Ludzie, którzy czują się bardzo samotnie w tłumie otaczających ich innych ludzi, czy chociażby swoich bliskich (często zresztą tylko z racji pokrewieństwa), usiłują za wszelką cenę wykrzyczeć to z siebie. Nierzadko ekranem ich wynurzeń są strony internetowe. Jest to forma pokazania światu „ zobacz, jestem... zobacz jak mi jest źle” i wcale nie zawsze musi się to łączyć ze świadomą ekshibicją własnego nieszczęścia. Robią to niejako podświadomie, szukając chociażby chwilowej bliskości, usiłują w ten sposób zwrócić na siebie uwagę innych. Wiek tu rzadko gra jakąś rolę, chociaż oczywiście zdarza się to również ludziom starszym. Oni w większości, szczególnie w dzisiejszych czasach, czują się odsunięci, nie otrzymują ciepła tak bardzo im potrzebnego. Ja to nazywam, że są odstawieni na boczny tor.

Przyjaźń, to przede wszystkim pokrewieństwo dusz oraz podświadoma potrzeba wzajemnego oczekiwania i niesienia pomocy w chwilach trudnych, i chociażby właśnie dlatego nie da się jej wypracować. Ona musi zaistnieć sama. Jest to forma specyficznego, pozbawionego erotyki, uczucia, które w momentach potrzeby zaczyna żyć naszymi radościami i smutkami, naszymi szczęściami i nieszczęściami, problemami, kłopotami. Żyje uczestnicząc w nich bezpośrednio, uzupełniając nas i podtrzymując nas na duchu. Przyjaźń, podobnie do miłości, niesie jednak w sobie dużą odpowiedzialność, bo jest naszą łodzią ratunkową, bez której w trudnych chwilach ciężko byłoby nam utrzymać się na powierzchni życia. I co ciekawe, w przyjaźni, w przeciwieństwie do miłości, nie występuje również prawo wyłączności.

niedziela, 17 czerwiec 2018 11:50

Zachód słońca ....... ( wspomnieniowo )

To był męczący dzień. Załatwianie pilnych spraw odkładanych, o ironio, z dnia na dzień, zajęło ci wiele cennego czasu. Wracasz do domu zmęczona. Wchodzisz, zdejmujesz kurtkę i   odruchowo zaglądasz do lodówki. Wyjmujesz  z niej coś leżącego tam od kilku dni na zmrożonym talerzyku. Stawiasz na stole. Próbując połapać rozbiegane jeszcze myśli, siadasz ciężko na krześle i trzymając w ręku to coś, co nawet nie przypomina niczego zjadliwego, próbujesz zaspokoić swój głód. Woda na herbatę w czajniku z gwizdkiem dopiero się grzeje. Odkładasz więc nadgryziony kawałek i zatapiasz się w myślach. Coś jak sen wkrada się w ciebie i zaczyna unosić gdzieś w przestrzeni. Stajesz się dziwnie lekka.  Znika zmęczenie. Najpierw bardzo chaotycznie pojawiają się różne wspomnienia. Wybierasz z nich to jedno, które często wraca do ciebie jak powracająca fala. Wspomnienie z nad jeziora, we wczesnojesiennej oprawie zachodzącego słońca.

Jest cicho, tylko ty i lekko poruszający liście drzew wiatr. Słońce zaczyna chylić się nad horyzontem. Wokół otacza ciebie, dobiegający z różnych stron, jeszcze trwający, ale cichnący coraz bardziej, leśny gwar. Słyszysz go wewnętrznie całą sobą. Narkotyczny, delikatny zapach dopełnia obrazu. Jesteś lekko oszołomiona, odurzona. Stoisz nad brzegiem jeziora. Fale delikatnie muskają twoje bose stopy lekko łaskocząc. Rozmarzyłaś się. Jest tak spokojnie. Wydaje się, że świat poza tobą nie istnieje, że jest w tobie, a ty w nim. Wyciszasz się, zapominasz o wszystkim, co pozostało gdzieś tam daleko. To wszystko teraz tak naprawdę nie istnieje. Jesteś tylko ty i ten niesamowity, monumentalny spokój wokół, wypełniający i zespalający ze sobą. 

środa, 13 czerwiec 2018 12:44

My i nasze punkty widzenia....

Nie wiem czy zgodzicie się z tym, ale sprawdza się tu stara prawda - ilu dyskutujących tyle różnych opinii. A co w tym najciekawsze, to fakt, że każdy z nich ma rację. Oczywiście tylko w swoim przypadku, postrzeganą z jego punktu widzenia, podkreślającą podświadomie to, co jest dla niego ważne. Bo najczęściej człowiek akceptuje przede wszystkim siebie i wszystkich do niego podobnych. Do tego zawsze potem można spokojnie dołożyć odpowiednią filozofię, następnie całość przykleić do jakiejś enigmatycznej grupy i kolejny stereotyp gotowy. Dzieje się to na zasadzie – zaakceptujcie mnie przynajmniej w jakiejś części, całą resztę zaakceptuję w sobie już sam. Przyznaję się, że jestem pod tym względem taki sam, ani lepszy ani gorszy. Każdy piszący tutaj wyraża przecież tylko swój subiektywny punkt widzenia, ja również. Nie znając szczegółów sprawy, jej źródeł stwierdzamy tylko to co widzimy a resztę w miarę logicznie dopisujemy aby móc cokolwiek z tego wszystkiego zrozumieć i powiązać w jakąś całość. 

Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że czytający którego spotkała podobna do opisywanej krzywda zaczyna ową wypowiedź kojarzyć na zasadzie pewnika z tym kto ją skrzywdził, zależnie od opcji najczęściej jest to własny partner lub partnerka. Potem uzupełnia obraz szczegółami z własnej przerażonej wyobraźni, bo oczywiście wcześniej były to tylko podejrzenia, które teraz potwierdziły się w czytanych wypowiedziach. Podejrzenia pasują do obrazka a więc nie pozostaje nic innego tylko, jak to kiedyś śpiewał Tadeusz Chyła : - „uciąć mu co trzeba, a głowę przede wszystkim...”. Wydaje mi się jednak, że powinniśmy zwracać większą uwagę na to co mówimy i w jaki sposób to wyrażamy. Bo każde słowo może mieć inne znaczenie gdy zastosuje się je w nie przemyślanej, emocjonalnej formie, lub też wyrwie się z jakiegoś kontekstu.. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdy nie wpływ tego na ludzi, z różnych powodów uwrażliwionych na opisywane przez nas w ten sposób zdarzenia. I to też jest moja refleksja na temat kobiet, ich odbioru napotykanych zdarzeń, wypowiadanych do nich słów, ich wyobraźni i braku odporności na późniejsze wywołane tym wszystkim stresy. Kurcze, pierwszy raz publicznie zaapelowałem również do samego siebie, ciekawostka przyrodnicza.

 

Każdy z nas ma własne życie za które los go kiedyś rozliczy. To fakt, i nic mi do tego co robią inni i dlaczego, ale gdy poruszamy temat na forum publicznym to uważam, że mam prawo wypowiedzieć również własne zdanie. Jakże często mylimy to, co podsuwa nam nasza wyobraźnia budując wirtualnie mniej lub bardziej cudowne wizje, z fizycznymi realiami naszego życia. I to, co jest wspaniałym wirtualnym przeżyciem przy późniejszym spotkaniu w realu, w zderzeniu ze smutną rzeczywistością, z naszą często bardzo upierdliwą fizycznością, nagle się nie sprawdza, staje w bolesnym wręcz konflikcie. Potem mówimy, że ten czy też ta, z internetu to cudowne objawienie w przeciwieństwie do naszego partnera czy partnerki. Błąd polega na tym, że obraz naszego życia, w olbrzymiej większości, budujemy na emocjach a nie na spokojnych, obiektywnych faktach. Jakby do tego nie podchodzić to wszystkie napotykane fakty przepuszczamy przez naszą emocjonalną maszynkę wyolbrzymiając w jedną lub w drugą stronę.

Podobne zdarzenie spotkało kiedyś również mnie i tak jak wielu z was, osobiście to przeżyłem. A więc na początku okres pełnej euforii, później naturalną koleją rzeczy zacząłem mylić fikcję z prawdą i własną fantazję porównywać z realiami codziennego życia oczywiście na niekorzyść tego ostatniego. Skutek wiadomy. Mogę więc teraz pisać, co prawda tylko subiektywnie, jednak opierając się na jakichś konkretach i skutkach. Oczywiście, że nie wszystko musi tak samo się rozwijać i podobnie kończyć. Jednak istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że właśnie tak będzie.

poniedziałek, 28 maj 2018 15:33

Jak oceniamy innych ....

Jak oceniamy innych? Oczywiście kierujemy się własnymi doświadczeniami a przede wszystkim własnymi charakterami i wszystkim, co one zawierają. Oceniamy więc ludzi, szczególnie tych bliższych, w sposób w jaki byśmy się zachowali w ich sytuacjach. A więc najczęściej wystawiamy własny obraz w takich momentach i przypinamy go do nich. Potem już nasza wyobraźnia dokleja wszystko, co jej na myśl przychodzi a więc często również to, co nas by w takich momentach najbardziej zabolało. Po krótkim czasie zamykamy to wszystko w sobie stwierdzając, że tak właśnie było i już. Ewentualnym argumentem jest fakt, że przecież jest to logiczne. Nie bierzemy tylko pod uwagę faktu, że takie postrzeganie jest bardzo jednostronne, subiektywne, że nasza prawda polega tylko w olbrzymiej większości na domysłach i do tego opartych na nas wartościach naszego charakteru a nie na faktach.

niedziela, 27 maj 2018 13:37

Politycy i .... litera tzw. prawa.

Dużo się dzieje w ostatnich czasach, a głównie dużo zła. I to przede wszystkim ze strony sfer politycznych, w czym każda frakcja ma swój bardzo czytelny, olbrzymi udział. Spróbujmy więc przeanalizować, co mogłoby temu narodowemu armagedonowi, przynajmniej w jakiejś części, zaradzić? Chociaż nie jest to najszczęśliwsze określenie, bo jak znam życie, to chyba nie da się tak łatwo tego zrobić. Jednak pogdybać i pomarzyć można. No cóż, zacznijmy więc od konkretnego przykładu.

Ostatnio często słyszymy na przykład takie stwierdzenie, a dokładniej płomienne wyzwanie, do biednego narodu wprowadzanego w niepodważalną euforię partyjnych racji, wygłaszane przez premiera czy też innych polityków (tu cytuję po literkach) –„ musimy zacisnąć pasa”.

Tu nasuwa się na usta pytanie. My, to znaczy kto? My zwykłe „mrówki”, „robole” z tego mrowiska czy również oni, a więc ci, którzy nami kierują? Bo w tej sytuacji „my” – oznacza dla mnie wszyscy, w odpowiednim, proporcjonalnym stopniu ( czytaj procencie zależnym od uzyskiwanych dochodów) a nie od ponoszenia takich samych materialnych kosztów jakie ponoszą i ci najbiedniejsi usiłujący jakoś przeżyć przy konkretnym wzroście cen i ci, bawiący się polityką, zarabiający w porównaniu do całej reszty narodu, krocie. Nie oszukujmy się. Pan polityk rzucający hasło „musimy” konsekwencje tego odczuwa inaczej niż reszta jego wyborców. Brzmi niby tak samo, ale jest zupełnie czymś innym, bo w tym konkretnym przypadku jest to tylko marnym ułamkiem tego, co przeżywa zwykły „śmieć” zatrudniony na tak właśnie określanej umowie.

niedziela, 20 maj 2018 18:30

Prawdziwy przyjaciel w życiu....

Prawdziwy przyjaciel w życiu, bez względu na płeć, to ktoś, kto potrafi patrzeć na nas bezinteresownie, kto chociaż może nie zawsze będzie mógł nam pomóc to jednak wysłucha nas ze zrozumieniem a przynajmniej chęcią zrozumienia. Czasami jest naszym spowiednikiem a czasami kołem ratunkowym. Czujemy się w jego obecności dziwnie bezpieczni. Musimy tylko pamiętać, że powinniśmy też być kimś podobnym w stosunku do niego. Często też określamy w ten sposób ludzi miłych, z którymi okazjonalnie czujemy się dobrze. Są to ci, których lubimy nawet bardzo, którym, oczywiście naszym zdaniem, możemy zaufać. Powinniśmy to jednak robić dość rozsądnie. Takich ludzi możemy bowiem spotkać dużo częściej, jednak już o prawdziwych przyjaciół jest już dużo trudniej.

Prawdziwa przyjaźń jest uczuciem podobnym do prawdziwej miłości tyle, że zupełnie pozbawiona erotyczności i związanym z nią prawem do wyłączności. No może nie do końca tak jest, ale z grubsza biorąc jest to coś podobnego. I jedno i drugie jest poza tym dużo bardziej odporne na wszelkie zawirowania. Dlatego też pozbawiona tych cech prawdziwa, serdeczna przyjaźń bardzo rzadko staje na naszej drodze.

Czy więc jest możliwa? Uważam że tak, musimy tylko dobrze trafić na tę drugą, równie przyjazną nam połówkę i nie pozwolić jej odejść. Ludzi bardzo serdecznych jest wokół nas wcale nie mało, tyle że nie obnoszą się z tym. Wiem bo zdarzyło się to i dla mnie. Warto się rozglądać, szukać i otwierać na nich. Może się nagle okazać, że życie ma inną barwę i smak że wcale nie musi być takie szare jak się to nam wcześniej wydawało. I nieważna tu jest płeć ani wiek. Takie ograniczenia nie grają tu żadnej roli. Życzę powodzenia i trzeźwych ocen, bo jest to bardzo ważne. Przyjaźń podobnie jak miłość sprawdza się w napotykających nas trudnych sytuacjach. Czy jest to absolutną prawdą, tego nie wiem? Jednak wydaje mi się, że tak i moim zdaniem naprawdę warto spróbować aby to sprawdzić i dać sobie szansę.

czwartek, 10 maj 2018 09:09

My i nasze ... EGO

Każdy ma własne życie za które kiedyś los go rozliczy. To fakt, i nic mi do tego co robią inni i dlaczego, ale gdy poruszamy temat na forum publicznym to uważam, że mam prawo wypowiedzieć również własne zdanie. Jakże często mylimy to, co podsuwa nam nasza wyobraźnia budując wirtualnie mniej lub bardziej cudowne wizje, z fizycznymi realiami naszego życia. I to, co jest wspaniałym wirtualnym przeżyciem przy późniejszym spotkaniu w realu, w zderzeniu ze smutną rzeczywistością, z naszą często bardzo upierdliwą fizycznością, nagle się nie sprawdza, staje w bolesnym wręcz konflikcie. Potem mówimy, że ten czy też ta, z internetu to cudowne objawienie w przeciwieństwie do naszego partnera czy partnerki. Błąd polega na tym, że obraz naszego życia, w olbrzymiej większości, budujemy na emocjach a nie na spokojnych, obiektywnych faktach. Jakby do tego nie podchodzić to wszystkie napotykane fakty przepuszczamy przez naszą emocjonalną maszynkę wyolbrzymiając w jedną lub w drugą stronę.

Podobne zdarzenie spotkało kiedyś również mnie i tak jak wielu z was, osobiście to przeżyłem. A więc na początku okres pełnej euforii, później naturalną koleją rzeczy zacząłem mylić fikcję z prawdą i własną fantazję porównywać z realiami codziennego życia oczywiście na niekorzyść tego ostatniego. Skutek wiadomy. Mogę więc teraz pisać, co prawda tylko subiektywnie, jednak opierając się na jakichś konkretach i skutkach. Oczywiście, że nie wszystko musi tak samo się rozwijać i podobnie kończyć. Jednak istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że właśnie tak będzie.

piątek, 04 maj 2018 15:59

Stare kino.....

 

Żyć tylko wspomnieniami to jak być w wiecznej śpiączce.

Każdy z nas ma swoje stare kino. Od czasu do czasu zachodzimy do niego i zależnie od wyboru czy nastroju oglądamy odłożone na półkę mniej lub bardziej zakurzone filmy wspomnień cofając w ten sposób szybko mijający czas. Archiwa tych materiałów odłożone na półki z czasem starzeją się, o niektórych nawet coraz częściej zapominamy. Gdy więc po jakimś czasie staramy się do nich wrócić i zdejmujemy z tych mocno zakurzonych półek to okazuje się, że jakość ich często jest już trudna do dokładnego odtworzenia. Pojawiają się wtedy różne wątpliwości dotyczące wielu istotnych szczegółów.

Nierzadko zdarza się, że oglądając coś, co kiedyś budziło w nas subiektywnie negatywne emocje, dzisiaj postrzegamy w zupełnie innym, często wręcz nawet pozytywnym świetle. Dziwmy się wtedy, że daliśmy się ponieść naszemu EGO, że nie potrafiliśmy popatrzeć na to innym, spokojnym wzrokiem i nie krzywdzić w ten sposób kogoś, a w skutkach również i siebie.

Bywają też wspomnienia piękne, pozwalające nam na przeżywanie nostalgii ciepłej, przenoszące nas do czasów minionych dające w ten sposób chwile cichej radości nierzadko przyprawione łezką w oku. Wydaje mi się, że przede wszystkim zależy to od naszych wrażliwości i subtelności a nie od słabości, jak to niektórzy twierdzą.

poniedziałek, 30 kwiecień 2018 20:00

Razem ale osobno .......

Stereotyp mówiący, że mężczyzna to zawsze małe dziecko i chce tylko brać jest delikatnie mówiąc równie krzywdzący jak i nieprawdziwy. Posługując się takimi i podobnymi stereotypami najczęściej wytyczacie sobie drogę w złym kierunku, popełniacie błędy a potem wylewając morza łez szukacie odpowiedzi dlaczego tak się stało?

Nie twierdzę, że tak nie bywa. Owszem, zdarza się i to nawet nierzadko. Jednak na Waszym miejscu byłbym bardzo ostrożny w ferowaniu w takiej formie opinii szczególnie wtedy, gdy chcecie komuś pomóc w poszukiwaniu rozwiązania problemu. Jak wiadomo wina prawie zawsze leży gdzieś pomiędzy a nie tylko po jednej stronie.

Ja skierowałbym się raczej na wzajemne zachowania wobec siebie i tam szukałbym przyczyny. Ludzi poznaje się przez całe życie zależnie od sytuacji i otoczenia, przemijających lat, codziennych problemów z którymi muszą sobie jakoś radzić ...itd. Jesteśmy „stałozmienni” w naszych upodobaniach, odpornościach na niepowodzenia, w oczekiwaniach na nasze małe szczęścia często dyktowane „chwilą”. Skąd jednak możemy wiedzieć co się z nami dzieje, w jakim stopniu i w którym momencie zmieniamy się jeżeli nie potrafimy albo też nie chcemy, w miarę uczciwie i szczerze wyartykułować tego z siebie? Zamiast potraktować siebie nawzajem jak powierników naszych stale zmieniających się ukrytych słabości, oczekiwań, naszych drażliwości z ewentualnym, oczywiście w miarę możliwości wyjaśnieniem tego czyli pokazaniem jak bardzo jest to dla nas ważne, my zamykamy się w sobie, błędnie uważając że jeżeli kocha to powinien się domyślić i już. Uważam, że życie jest za krótkie aby marnować je na takie doświadczenia.

Moim zdaniem jednym z największych i najczęstszych popełnianych przez nas błędów jest ucieczka od szczerych, spokojnych, otwartych i koniecznie niewymuszonych rozmów otwierających nas wobec siebie nawzajem. My się jednak nie otwieramy, my zamykamy się w sobie tłumacząc to potem problemami dnia codziennego, tempem życia i czort wie jeszcze czym tylko dlatego, że życie zaczyna nas w jakimś sensie uwierać i męczyć. Tak przynajmniej to sobie tłumaczymy. Najczęściej umiemy tylko głośno narzekać a radości, szczególnie te wspólnie trafione, zdarzają się nam coraz rzadziej. Milczenie i wszelkie niedopowiedzenia oddalają zaś wzajemne, niewymuszone, szczere rozmowy zbliżają. Należy je jednak bardzo delikatnie prowokować i to w chwilach gdy jesteśmy nawzajem w miarę wyciszeni najlepiej zaczynając od tematu, który może w jakiś sposób kusić. W każdym przypadku zależnie od sytuacji może on być zupełnie inny.

O innych powodach dotyczących oziębłości uczuciowej w związkach pisałem już w innych komentarzach, a więc nie chcę się tutaj powielać bo i tak rozpisałem się za bardzo. Jednak temat jest zbyt ważny aby zbyć go jakimś lakonicznym stwierdzeniem. Oczywiście jest to tylko mój punkt widzenia i wcale nie zdziwiłbym się gdyby ktoś uważał zupełnie inaczej.