"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

piątek, 04 maj 2018 15:59

Stare kino.....

 

Żyć tylko wspomnieniami to jak być w wiecznej śpiączce.

Każdy z nas ma swoje stare kino. Od czasu do czasu zachodzimy do niego i zależnie od wyboru czy nastroju oglądamy odłożone na półkę mniej lub bardziej zakurzone filmy wspomnień cofając w ten sposób szybko mijający czas. Archiwa tych materiałów odłożone na półki z czasem starzeją się, o niektórych nawet coraz częściej zapominamy. Gdy więc po jakimś czasie staramy się do nich wrócić i zdejmujemy z tych mocno zakurzonych półek to okazuje się, że jakość ich często jest już trudna do dokładnego odtworzenia. Pojawiają się wtedy różne wątpliwości dotyczące wielu istotnych szczegółów.

Nierzadko zdarza się, że oglądając coś, co kiedyś budziło w nas subiektywnie negatywne emocje, dzisiaj postrzegamy w zupełnie innym, często wręcz nawet pozytywnym świetle. Dziwmy się wtedy, że daliśmy się ponieść naszemu EGO, że nie potrafiliśmy popatrzeć na to innym, spokojnym wzrokiem i nie krzywdzić w ten sposób kogoś, a w skutkach również i siebie.

Bywają też wspomnienia piękne, pozwalające nam na przeżywanie nostalgii ciepłej, przenoszące nas do czasów minionych dające w ten sposób chwile cichej radości nierzadko przyprawione łezką w oku. Wydaje mi się, że przede wszystkim zależy to od naszych wrażliwości i subtelności a nie od słabości, jak to niektórzy twierdzą.

poniedziałek, 30 kwiecień 2018 20:00

Razem ale osobno .......

Stereotyp mówiący, że mężczyzna to zawsze małe dziecko i chce tylko brać jest delikatnie mówiąc równie krzywdzący jak i nieprawdziwy. Posługując się takimi i podobnymi stereotypami najczęściej wytyczacie sobie drogę w złym kierunku, popełniacie błędy a potem wylewając morza łez szukacie odpowiedzi dlaczego tak się stało?

Nie twierdzę, że tak nie bywa. Owszem, zdarza się i to nawet nierzadko. Jednak na Waszym miejscu byłbym bardzo ostrożny w ferowaniu w takiej formie opinii szczególnie wtedy, gdy chcecie komuś pomóc w poszukiwaniu rozwiązania problemu. Jak wiadomo wina prawie zawsze leży gdzieś pomiędzy a nie tylko po jednej stronie.

Ja skierowałbym się raczej na wzajemne zachowania wobec siebie i tam szukałbym przyczyny. Ludzi poznaje się przez całe życie zależnie od sytuacji i otoczenia, przemijających lat, codziennych problemów z którymi muszą sobie jakoś radzić ...itd. Jesteśmy „stałozmienni” w naszych upodobaniach, odpornościach na niepowodzenia, w oczekiwaniach na nasze małe szczęścia często dyktowane „chwilą”. Skąd jednak możemy wiedzieć co się z nami dzieje, w jakim stopniu i w którym momencie zmieniamy się jeżeli nie potrafimy albo też nie chcemy, w miarę uczciwie i szczerze wyartykułować tego z siebie? Zamiast potraktować siebie nawzajem jak powierników naszych stale zmieniających się ukrytych słabości, oczekiwań, naszych drażliwości z ewentualnym, oczywiście w miarę możliwości wyjaśnieniem tego czyli pokazaniem jak bardzo jest to dla nas ważne, my zamykamy się w sobie, błędnie uważając że jeżeli kocha to powinien się domyślić i już. Uważam, że życie jest za krótkie aby marnować je na takie doświadczenia.

Moim zdaniem jednym z największych i najczęstszych popełnianych przez nas błędów jest ucieczka od szczerych, spokojnych, otwartych i koniecznie niewymuszonych rozmów otwierających nas wobec siebie nawzajem. My się jednak nie otwieramy, my zamykamy się w sobie tłumacząc to potem problemami dnia codziennego, tempem życia i czort wie jeszcze czym tylko dlatego, że życie zaczyna nas w jakimś sensie uwierać i męczyć. Tak przynajmniej to sobie tłumaczymy. Najczęściej umiemy tylko głośno narzekać a radości, szczególnie te wspólnie trafione, zdarzają się nam coraz rzadziej. Milczenie i wszelkie niedopowiedzenia oddalają zaś wzajemne, niewymuszone, szczere rozmowy zbliżają. Należy je jednak bardzo delikatnie prowokować i to w chwilach gdy jesteśmy nawzajem w miarę wyciszeni najlepiej zaczynając od tematu, który może w jakiś sposób kusić. W każdym przypadku zależnie od sytuacji może on być zupełnie inny.

O innych powodach dotyczących oziębłości uczuciowej w związkach pisałem już w innych komentarzach, a więc nie chcę się tutaj powielać bo i tak rozpisałem się za bardzo. Jednak temat jest zbyt ważny aby zbyć go jakimś lakonicznym stwierdzeniem. Oczywiście jest to tylko mój punkt widzenia i wcale nie zdziwiłbym się gdyby ktoś uważał zupełnie inaczej.

piątek, 20 kwiecień 2018 10:20

Inna bajka.... cd. kobieta pachnie uczuciem

Sam jestem sobie winien. Niebacznie w tekście umieściłem stwierdzenie iż wiem dlaczego kobieta taką jest. Teraz muszę ponieść tego konsekwencję. Oczywiście wydaje mi się tylko że wiem, ale „słowo się rzekło kobyłka u płotu” jak twierdzi stare polskie porzekadło. A więc do rzeczy.

Siłę która stworzyła świat a na nim życie, niektórzy nazywają Matką Naturą, Bogiem czy np. Allahem, ja jednak dalej będę umownie używać określenia Stwórca. Tak więc ów Stwórca tworząc wspomniane wcześniej życie doszedł do wniosku, że powinno być ono podporządkowane pewnej zasadzie a mianowicie, kobieta powinna mieć mnóstwo Jego boskich cech, w związku z czym oczywiście w pewnym sensie być Jego następczynią na ziemi. A że sam cud dawania życia, dotyczy to oczywiście gatunku ludzkiego, otrzymała już po Nim, wymaga posiadania pewnych określonych cech osobistych takich jak między innymi - wrażliwość, zrozumienie, czułość i wielka miłość przede wszystkim do własnego dziecka chociaż nie tylko do własnego, których to cech jej osobowość potrzebuje jak powietrza tworzą one bowiem jej osobowość, jej boskość. Mężczyzna zaś stosownie do swojej roli. z samego założenia nie powinien być zbyt wrażliwym, jednak na swój sposób, oczywiście w pewnych granicach, powinien być jednak czułym i wyrozumiałym. Wynika to z kolei z jego roli polegającej na ochronie własnej rodziny, na zapewnieniu jej godziwych a przede wszystkim bezpiecznych warunków codziennej egzystencji. Jednak życie niesie z sobą mnóstwo niespodzianek. Tego tematu nie chcę tu dziś poruszać, a dotyczy on między innymi ogólnych warunków, które niesie nam tworzone przez nas owo codzienne życie, które sami sobie komplikujemy.

Jest to oczywiście bardzo subiektywny, ogólny zarys mojej oceny kobiet i mężczyzn. Wiem, życie bywa trudne, warunki wychowania oraz bytowania mamy różne i chociaż wszyscy dostaliśmy rozumy aby wprowadzić własne poprawki i przystosować się do nich, jednak nasza świadomość jest prawie w każdym przypadku inna i nie wszyscy przywiązujemy do niej taką samą wagę.

Mam nadzieję że tym razem odezwie się Was więcej, bo jeśli nie, to zamykam Koszmarka i będę miał z nim wreszcie „ święty spokój”.

czwartek, 19 kwiecień 2018 09:47

Kobieta pachnie uczuciem ...

Kobieta pachnie przede wszystkim uczuciem, wrażliwością, zmiennością nastrojów, ale te ostatnie, a dokładnie ich nasilenie zależy już tylko od tego, kto jest obok niej i na ile stara się ją zrozumieć. Poza tym kobieta pachnie słońcem gdy śpi, wiosną gdy się budzi, latem gdy rozkwita i jesienią gdy płacze. Zimą zamyka się w sobie i czeka na kolejne rozbudzenie. Kobieta jest ulotnym cieniem szczęścia, które może nas spotkać. Ulotnym, bo bardzo delikatnym, wrażliwym i czułym. Dlaczego taką jest właściwie już wiem, ale może nie tym razem, bo są to sprawy z innej bajki. Chociaż kobieta bajką nie jest, ale może nią być. Jednak to już zależy od szarych komórek mężczyzny, jego wrażliwości, jego męskiej czułości i spełnienia tego wszystkiego, czego ona od niego oczekuje.

Pozdrawiam serdecznie kobiety, o których na pewno wielu z nas marzy i życzę wszystkim bez wyjątku miłego tygodnia oraz spełnienia najskrytszych marzeń….

poniedziałek, 16 kwiecień 2018 10:17

My i nasze problemy .......

Bardzo rzadko przywiązujemy większą wagę do naszych charakterów, których ciemniejsze strony skrzętnie ukrywamy przed tymi, na których nam bardzo zależy. A to już nie są ciepłe uczucia. Są to najczęściej emocje związane z konkretnymi sytuacjami, zachowaniami, przeżyciami nie zawsze związanymi z naszymi partnerami. I co najdziwniejsze, pomimo tego, że mogą one nie dotyczyć bezpośrednio wspomnianych związków, to jednak najczęściej ich eksplozja, rozładowanie, wybucha wewnątrz, w domu, w rodzinie, niszcząc w ten sposób spokój uczuciowy dwojga, a już na pewno naszych partnerów. Zupełnie bezwiednie wyżywamy się wtedy na naszych najbliższych. Budowanie więc związków opartych tylko na samych uczuciach miłosnych, nawet tych wieloletnich, a więc w jakimś sensie sprawdzonych, jest moim zdaniem błędem. Trzeba wcześniej przeżyć przynajmniej kilka wspólnych burz, które pozwolą nam odkryć chociaż rąbek tajemnicy tej drugiej, ciemniejszej strony charakterów naszych i naszych partnerów. Jest to pewien rodzaj odbrązowienia naszych chodzących ideałów, jakimi wydają się nam nasi kochani partnerzy. Wcześniej lub później okażą się oni bowiem normalnymi ludźmi ze swoimi wadami i zaletami, z cechami które możemy zaakceptować lub nie, a które potrafią sprowadzić nas w bardzo przykry sposób szybko na ziemię. Dotyczy to również, chociaż w dużo mniejszym stopniu, przyjaźni damsko męskiej. Na postawione pytanie mogę odpowiedzieć tylko we własnym imieniu. Oczywiście, że przyjaźń damsko męska naprawdę istnieje i nie jest takim bardzo rzadkim zjawiskiem Chociaż, co czasami może im chodzić po głowach, tego nie wiem. Ważne, aby jednak nie wyszło to poza granice niegroźnych, ukrytych fantazji, aby platoniczne uczucie przyjaźni było dużo ważniejsze i nie spłycane dążeniem do ich realizacji. Takie bowiem zachowanie potrafi często zburzyć zaufanie drugiej strony do nas i owa prawdziwa, szczera przyjaźń może już nigdy nie powrócić.

Przeglądając moje wpisy sprzed lat na Koszmarku odnalazłem tekst z 2011 roku o dziecku. Wydał mi się wart uwagi. W związku z tym wstawiam go po raz kolejny na koszmarkową stronkę i pozostawiam do dyskusji.

Co takiego cudownego jest w dziecku, że tak bardzo nas wzrusza, wywołuje tyle pozytywnych emocji, powoduje, że gotowi jesteśmy oddać wszystko w jego obronie, nawet własne życie? Instynkt macierzyński, rodzicielski? Na pewno też, ale jest tu też coś więcej. W skrócie ująłbym to tak, najpierw rodzi się radość a potem wyrasta z tego duży człowiek. Ta żywa iskierka to mały berbeć potykający się o własne nóżki, śmiejący się z różnych nieznanych nam powodów, machający łapkami sprawiając wrażenie, jak gdyby stale od czegoś się odganiał. Co w nim takiego jest, że budzi w nas tak często głęboko skrywane już uczucia? Spróbujmy popatrzeć na to trochę z boku a troszeczkę, w miarę możliwości naszej wyobraźni, z jego punktu widzenia. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę stworzyć tu psychologicznego portretu malucha, nie mam do tego ani podstaw ani predyspozycji, próbuję tylko zastanowić się, co jest w nim tak urokliwego, tak cudownego?

Już jako niemowlę, patrząc na nas swoim zaciekawionym, usiłującym coś zrozumieć, spojrzeniem przyciąga naszą uwagę. Wydaje się wtedy, że chce coś nam przekazać, że czeka na jakieś nasze wyjaśnienia, na przyjazny odruch, znak, który potrafi sam zrozumieć, który do niego dotrze. Na wszystkie nasze wysiłki w tym kierunku, próby kontaktu z naszej strony najczęściej reaguje śmiechem, ale innym, takim radosnym, podejrzewam, że jest to jego pierwsza mowa przekazująca radość, potwierdzenie kontaktu. Zachowuje się tak, jak gdyby coś z tego rozumiał. Patrzy na nas wesołymi, okrągłymi oczkami i wykonując dziwny taniec swoimi rączkami, na swój sposób dyskutuje z nami. Czy dyskutuje? Tu można się sprzeczać, ale na pewno wymienia z nami osobliwe dźwięki i swoiste gesty, może jeszcze nie skoordynowane, przypadkowe ale pełne nieukrywanej radości. To jego gaworzenie, przeplatanie krótkim śmiechem, stwarza właśnie ten dziwny, bardzo bliski kontakt. Jest to spotkanie dwóch światów, naszego, którego on pomimo wielkich w tym kierunku wysiłków, niestety, jeszcze nie rozumie i jego malutkiego, szczerego, ufnego, nie znającego jeszcze pojęcia zła, kierującego się intuicją, odruchami. To zaufanie, tkwi w tym maleństwie jeszcze co najmniej przez kilka lat. By w końcu, wraz nabywanym doświadczeniem, ograniczać się najpierw do znanych mu osób, potem tylko do wybranych, aż w końcu..... tu wolę przerwać, bo nie chcę pisać o przykrych i smutnych stronach życia. Wróćmy jednak do malucha.

Co takiego cudownego jest w dziecku, że tak bardzo nas wzrusza, wywołuje tyle pozytywnych emocji, powoduje, że gotowi jesteśmy oddać wszystko w jego obronie, nawet własne życie? Instynkt macierzyński, rodzicielski? Na pewno też, ale jest tu też coś więcej. W skrócie ująłbym to tak, najpierw rodzi się radość a potem wyrasta z tego duży człowiek. Ta żywa iskierka to mały berbeć potykający się o własne nóżki, śmiejący się z różnych nieznanych nam powodów, machający łapkami sprawiając wrażenie, jak gdyby stale od czegoś się odganiał. Co w nim takiego jest, że budzi w nas tak często głęboko skrywane już uczucia? Spróbujmy popatrzeć na to trochę z boku a troszeczkę, w miarę możliwości naszej wyobraźni, z jego punktu widzenia. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę stworzyć tu psychologicznego portretu malucha, nie mam do tego ani podstaw ani predyspozycji, próbuję tylko zastanowić się, co jest w nim tak urokliwego, tak cudownego?

Już jako niemowlę, patrząc na nas swoim zaciekawionym, usiłującym coś zrozumieć, spojrzeniem przyciąga naszą uwagę. Wydaje się wtedy, że chce coś nam przekazać, że czeka na jakieś nasze wyjaśnienia, na przyjazny odruch, znak, który potrafi sam zrozumieć, który do niego dotrze. Na wszystkie nasze wysiłki w tym kierunku, próby kontaktu z naszej strony najczęściej reaguje śmiechem, ale innym, takim radosnym, podejrzewam, że jest to jego pierwsza mowa przekazująca radość, potwierdzenie kontaktu. Zachowuje się tak, jak gdyby coś z tego rozumiał. Patrzy na nas wesołymi, okrągłymi oczkami i wykonując dziwny taniec swoimi rączkami, na swój sposób dyskutuje z nami. Czy dyskutuje? Tu można się sprzeczać, ale na pewno wymienia z nami osobliwe dźwięki i swoiste gesty, może jeszcze nie skoordynowane, przypadkowe ale pełne nieukrywanej radości. To jego gaworzenie, przeplatanie krótkim śmiechem, stwarza właśnie ten dziwny, bardzo bliski kontakt. Jest to spotkanie dwóch światów, naszego, którego on pomimo wielkich w tym kierunku wysiłków, niestety, jeszcze nie rozumie i jego malutkiego, szczerego, ufnego, nie znającego jeszcze pojęcia zła, kierującego się intuicją, odruchami. To zaufanie, tkwi w tym maleństwie jeszcze co najmniej przez kilka lat. By w końcu, wraz nabywanym doświadczeniem, ograniczać się najpierw do znanych mu osób, potem tylko do wybranych, aż w końcu..... tu wolę przerwać, bo nie chcę pisać o przykrych i smutnych stronach życia. Wróćmy jednak do malucha.

środa, 21 marzec 2018 14:00

Co z tą Polską?

Działania obecnie rządzącej partii są co najmniej dziwne. Jak żadna dotąd, świadomie dzieli naród, podkreślając to wszystko, co nas różni. Podkręcając nasze emocje tworzy z uporem godnym lepszej sprawy, coraz głębsze podziały. Kultura polityczna, to zjawisko będące dzisiaj w zupełnym zaniku, a szkoda. Dąży do rządów autokratycznych. Wcześniej czy później musi to skończyć się ogólnym załamaniem. Żal mi tylko niektórych działaczy z tej partii, którzy starają się zrobić coś dobrego, coś naprawić z tego, czego nie zauważały lub co zepsuły poprzednie rządy. Ze smutkiem twierdzę, że nie widzę, przynajmniej na razie, żadnej partii, która jest czysta, w której nie ma wrzenia emocjonalnego, a coś takiego nie pozwala logicznie i spokojnie myśleć, ani o naprawie w swoim gronie a tym bardziej o naprawie sytuacji kraju. Może nie jestem dobrym obserwatorem, może źle widzę? Być może. Naprawdę chciałbym się mylić. Moim zdaniem chcąc naprawić cokolwiek powinno się naród skonsolidować a nie dzielić. Przecież bez jego pomocy nic nie da się zrobić, poza mało istotnymi drobiazgami. Poza tym ludziom trzeba dać pracę, aby mogli żyć spokojnie i przynosić wymierne korzyści dla skarbu państwa, które to z kolei powinno dbać o służbę zdrowia, szkolnictwo, bezpieczeństwo itd… itp. Wiem, każde zmiany zawsze budzą kontrowersje, bo są kosztowne, bo ktoś widziałby inne priorytety, bo dlaczego tak a dlaczego nie inaczej ...itd. Powinno się wiec przeprowadzać je z wyczuciem, biorąc poprawkę na wrażliwości i poglądy Polaków. Zaraz usłyszę stare, klasycznie polskie Liberum Veto obalające moją tezę i zacietrzewienie staroszlacheckie znowu weźmie górę. Taka jest dzisiaj nasza smutna rzeczywistość. Czy zawsze musimy być skłóceni? Czy naprawdę nie potrafimy od czasu do czasu w ważnych momentach naszego życia odstawić naszych emocji na bok, nie atakować się wściekle i powoli skutecznie odsuwać od kierowania nami ludzi zainteresowanych własnymi korzyściami, nie mających predyspozycji do rządzenia ale za to posiadających wielkie, wiecznie niezaspokojone chęci bycia kimś, wejścia do elit politycznych, ludzi ukierunkowanych własnymi fobiami? Nie atakuję nikogo imiennie, chciałbym tylko aby zaczął dominować umiar i rozsądek. No cóż, pomarzyć można trudno tylko niestety z marzeń żyć.

W bardzo wielu współczesnych małżeństwach już od samego początku brak jest szczerych, spokojnych „wieczornych” rozmów o tym, co im w sobie nawzajem przeszkadza, co denerwuje, co lubią a czego nie, czego i w jakich momentach pragną, co chcieliby w sobie zmienić ..itd. Oczekują od drugiej strony aby domyśliła się tego wszystkiego, wyczuła to i zrozumiała. Niestety, efekty takiego podejścia do sprawy najczęściej są bardzo smutne. Gdy jedna strona ( najczęściej kobieta) mając wizję szczęśliwej rodziny skupia się na zaspokajaniu potrzeb partnera i oczekuje aby on dał jej to, czego potrzeba praktycznie każdej kobiecie - ADORACJI.

No cóż, bardzo często mężczyźni podświadomie wiedzą jak należy postępować zdobywając kobietę, szczególnie młodzi, niedoświadczeni. Potem bardzo szybko zapominają o adorowaniu uważając, że „spółka dwojga” została już założona, twierdza zdobyta i w najlepszym przypadku teraz oni mają dbać o bezpieczeństwo w tym materialne, spokój i nie zdradzać. Zapominają, że kobiety powinny być wiecznie adorowane i to bez względu na wiek. Wtedy kobieta pachnie kobiecością, której mężczyzna od niej tak bardzo oczekuje. Niestety, mężczyźni są mniej skomplikowani niż kobiety. Chociaż……

poniedziałek, 12 marzec 2018 15:14

Czy jesteśmy winni temu że jest jak jest ......

Jedynym moim zamiarem, gdy pisałem ten tekst, było zwrócenie uwagi na niewłaściwe podejście do wychowywania chłopaków a później, już w początkowej fazie związków, również mężczyzn, przez kochające ich kobiety. Oczywiście nie zawsze i nawet być może nie w przeważającej ilości istniejących związków tak bywa, tym niemniej tak właśnie nierzadko się zdarza. A potem, gdy delikwent już się przyzwyczai do takiego podejścia i zaczyna traktować jak coś normalnego, coś co wejdzie mu w nawyk, wtedy ewidentnie pokrzywdzona nagle budzi się z żalem, że on tego nie docenia, nie docenia jej poświęcenia, że nie pomaga w domu ... etc.

W tym wszystkim zależy mi tylko na ukazaniu w jaki sposób sami jesteśmy często winni takiemu a nie innemu biegowi sytuacji i traktowaniu nas przez partnerów. A co gorsza, traktując takie podejście do wychowania, jako prawidłowy model przekazany nam przez naszych rodziców powielamy ich błędy, które nas potem często niemiłosiernie uwierają. Nie marzę nawet o tym aby zapanowały nagle wśród ludzi idealne modele rodzin, chociaż byłoby to oczywiście piękne. Nie jestem utopistą, i zdaję sobie dobrze sprawę z tego, że jesteśmy zbyt masochistyczni aby na co dzień pozbywać się powodów do narzekań. Jednak jeżeli chociaż kilka osób przemyśli to na spokojnie, to może znajdą oni dla siebie jakieś rozwiązania poprawiające klimaty w zakładanych przez nich rodzinach.

Wstałem bardziej zmęczony niż gdy się kładłem. Przyczyna była prozaiczna. Przez prawie pół nocy kłębiły się we mnie różne dziwne myśli. Można je było jednak tak ogólnie zamknąć w próbie zrozumienia otaczającego nas dobra i zła. Były one jednak dość chaotyczne. Trudno je było pozbierać i uporządkować. Postanowiłem więc pójść po pomoc do mojej serdecznej przyjaciółki, szarej komórki.

Łatwo powiedzieć, ale zrobić już dużo trudniej, szczególnie w przypadku tego małego śpiocha. Szukałem jej wszędzie gdzie tylko mogłaby się wcisnąć. A więc wśród książek, w szafie, na tarasie i w wielu, wielu innych miejscach. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. W pewnym jednak momencie, gdy miałem już zrezygnować, moje maleństwo wyjrzało zza komputera i przeciągając się i przecierając jednocześnie zaspane oczka spytało:

- co się stało, czego się tak awanturujesz i nie dajesz mi odespać trudów ciężkiej nocy?

W pierwszej chwili zaniemówiłem jednak za moment, gdy doszedłem do siebie, odparłem spokojnie:

- nie gorączkuj się, mam problem. Nie mogę pozbierać do gromady myśli, które nie dawały mi w nocy spać. A mianowicie … i tu wyłuszczyłem to co dręczyło mnie w nocy. Gdy skończyłem, maleństwo podrapało się w główkę, na moment zamknęło wielkie oczka a potem zaczęło.

- widzisz, nie wiem jak ci to powiedzieć- zaczęło jak prawie zawsze niewinnie - ale są to myśli z którymi męczyłam się prawie pół nocy. Być może robiłam to zbyt emocjonalnie i dlatego nie mogłeś spać. No cóż, przepraszam. Sam temat poruszałam już wielokrotnie wcześniej z naszym starym przyjacielem leniwym filozofem. On mi wiele wyjaśnił, co wcale nie znaczy, że wyjaśnił mi wszystko. No dobrze, ale zacznijmy od początku.