"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

czwartek, 02 listopad 2017 15:48

Demokracja, wolność słowa a kultura...

Z pewnego punktu widzenia mamy ciekawe czasy. No bo jak można nazwać wszystkie sprzeczności którymi nas dzisiaj się karmi? Jak daleko możemy posunąć się szermując wolnością słowa i przekazu? Przecież wolność słowa jest jednym ze składników demokracji. Gdzie w takim razie leży jej granica? Jak ma się do tego przykładowo, publikowanie karykatur Mahometa czy też Papieża? Czy jest to  wolność konstytucyjna, należna wszystkim jak psu kość, czy też zwykły brak kultury i poszanowania cudzych przekonań i wierzeń, depcząc ich świętości religijne? Mnóstwo pytań ciśnie się na usta. Powie zaraz ktoś, że uogólniam. Tak, to prawda, ale robię to po to, abyśmy sami powoli mogli dojść do szczegółów, do wyznaczenia pewnych norm, które powinny nas ograniczać w pędzie do nieograniczonej wolności, aby nie doszło do anarchii obyczajowej, zbyt daleko posuniętej swobody, która zatrze delikatną granicę pomiędzy tym co można, a tym co zaczyna dzielić ludzi na wrogie sobie obozy. Ja mam na ten temat własne zdanie, bynajmniej nie odosobnione i nazwałbym to może mniej delikatnie ale za to dosadniej, niestety, jest to określenie nie parlamentarne w związku z czym przemilczę.

                                      

Ciekawe, że można też w niektórych przypadkach odnaleźć tu również znamiona nie najlepiej  ukrywanego nacjonalizmu i prowokacji. No bo pomyślcie, czy sam fakt istnienia terrorystów zagrażających w jakiś sposób pokojowi na świecie, może tłumaczyć podburzanie do nienawiści wobec wszystkich islamistów nawet jeżeli dotyczy to radykalnych odłamów religijnych? Nie wszyscy z nich są terrorystami, bo jest to przecież tylko mały procent tych ludzi. Fakt, dotykający nas boleśnie, ale czy dlatego można obrażać wszystkich wierzących bez wyjątku? Podkreślam jeszcze raz, chodzi mi o bezkarność swobodnego obrażania tego co jest dla pewnych grup świętością, bo w sytuacjach zagrożenia publicznego pewne restrykcje wobec tych grup są oczywiście bezdyskusyjne. Zaraz usłyszę, że nikt tu nikogo nie podburza, a przynajmniej nie było to wcale jego zamiarem, i że jest to tylko wyrażenie sprzeciwu przeciwko dławieniu wolności należnej. Może i tak, tylko jakie wywołuje to skutki, poza tym jakie są tego konsekwencje polityczne? Czy tak trudno to przewidzieć? Coraz częściej zatracamy subtelną granicę pomiędzy (zakazem) nie mogę, a (kulturą) nie powinienem. I zrozumiałbym nawet to, gdyby nie delikatny problem braku tej małej psychicznej blokady przed przekroczeniem ogólnie uznawanych norm współżycia między ludźmi, poszanowania ich przekonań, zasad i wierzeń. Ciekawe, że sami tego pragniemy, ale niestety, najczęściej tylko w jednym kierunku, do siebie. 

sobota, 01 lipiec 2017 14:27

Jak się szybko nie zestarzeć?....

Ostatnio wiele rozmawiałem na tematy młodości i starzenia się. Poznałem wiele różnych racji, wiele punktów widzenia i odczuwania tego zjawiska. Muszę powiedzieć, że namieszało mi to nieźle w głowie. No bo albo się jest młodym, albo się jest starym. No może jeszcze coś tam po środku. Tym niemniej już samo przejście w tzw. dorosłość, przyjmowanie pewnych kanonów że coś nam już nie wypada, jest też formą starzenia się. W takim razie kiedy kończy się młodość a zaczyna się powolny proces starzenia? Nie mogąc rozwiązać tego problemu zwróciłem się z tym pytaniem do mojej szarej komóreczki. I wiecie co? Lepiej żebym tego nigdy nie robił. Nawtykała mi od idiotów, imbecyli i były to te łagodniejsze określenia, bo innych tu już z powodów cenzury administratora, nie przytoczę. I na koniec podsumowała to wszystko w ten sposób:

-Czy ty /tu wypikane/ nie masz innych problemów? Jeżeli tak to chyba jesteś najszczęśliwszym, co jest zupełnie niemożliwe, albo też najgłupszym człowiekiem na świecie. Najszczęśliwszym, bo oprócz tego nie masz nic co mogłoby przykuć twoją uwagę, co mogłoby ciebie zdołować, w co nie wierzę bo wiem, ewentualnie najgłupszym, bo poddajesz się niczym nie uzasadnionej dominacji błahego problemu nie zauważając wokół większych, ważniejszych. I to mi do ciebie pasuje.

Muszę powiedzieć, że nie tego po niej się spodziewałem. Jednak po chwili gdy zauważyłem jej dziwnie niesymetryczną z jednej strony buzię, zrozumiałem. Ból zęba tłumaczy wszystko. Poszukałem więc czegoś, co kiedyś kupiłem w aptece na usunięcie takiej dolegliwości i z naparstkiem wody podałem cierpiącej.

Aby spokojnie odczekać na zadziałanie położyłem się i zatopiłem w myślach. Po jakimś czasie poczułem lekkie szturchnięcie. Otworzyłem oczy. Przede mną stał mój mały szary potworek ale tym razem już się uśmiechał. Wyglądało to tak dziwnie, że parsknąłem śmiechem. Uważacie ze nie powinienem? No dobrze, to wyobraźcie sobie tego stworka na krótkich, krzywych, chudziutkich nóżkach z niewielkim tułowiem za to dużą główką i odstającymi nienaturalnie uszkami pomiędzy którymi zamiast dwóch oczek było tylko jedno, bo drugie znikło pod wielką opuchlizną. I toto wytrąca was z ciepłych marzeń i jeszcze się krzywo uśmiecha. Wiem, to nieładnie śmiać się z cudzego nieszczęścia, ale chyba rozumiecie, taki widok może albo przerazić, albo rozśmieszyć. U mnie było właśnie to drugie.

-Co tak ciebie ubawiło? – zapytała nie zmieszana. I nie czekając na moją odpowiedź ciągnęła dalej:

Zastanawiałem się długo jakie miejsce w naszym życiu mają nasze tęsknoty? A w ogóle co to jest tęsknota? Czy jest zjawiskiem pozytywnym czy negatywnym? A może zupełnie obojętnym i my, spokojnie być może potrafilibyśmy się bez niej obejść? Pytań jest wiele. Podejrzewam, że odpowiedzi, tak jak z miłością, jest też tyle ilu jest ludzi. Spróbujmy jednak, chociażby w małej części, jakoś to ugryźć.

Na początku zajrzałem do Encyklopedii Powszechnej. I tu zaskoczenie. Encyklopedia milczy tak, jak gdyby tęsknota była czymś tak rzadkim, że nie warto o niej wspominać. W wielu innych wydawnictwach również brak informacji. Dopiero w Słowniku Poprawnej Polszczyzny jest coś niecoś na ten temat, co prawda mówi się tu tylko o składni i znaczeniu, ale zawsze to coś. No cóż, nie pozostawało mi nic innego niż zwrócenie się z tym problemem do mojej małej szarej komóreczki z prośbą, aby mi wyjaśniła czy to jest tylko nasza emocja, czy może już jakieś uczucie? A może i jedno i drugie? A tak z innej strony. Czasami jakoś dziwnie do tego ustosunkowujemy się patrząc na kogoś, kto jest smutny, popadający niekiedy nawet w depresję, bo tęskni za kimś, za czymś, za domem rodzinnym, ojczyzną, spokojem czy chociażby za tym co było i minęło już dawno a do czego można wrócić tylko we wspomnieniach...etc. Nie chcąc jednak zdenerwować mojej jedynaczki zmęczonej ciężką pracą ( tak ostatnio twierdzi, chociaż ja nie wiem czym mogła się tak zmęczyć?) spróbowałem małej prowokacji, oczywiście w celu zwrócenia na siebie jej uwagi. Położyłem się więc w moim małym pokoiku na tapczanie, otworzyłem szeroko okno, wpuściłem świeże powietrze i czekałem na to, co się stanie.

Na dłuższą metę wiadomo, przeziębienie, katar, może grypa, ale z doświadczenia wiem, że moje maleństwo jest na niskie temperatury mniej odporne ode mnie. I nie myliłem się. Po kilku minutach coś się zaczęło nerwowo poruszać na półce z książkami i na poduszkę leżącą obok mnie wyskoczyła ze zmierzwionym włosem i szaleństwem w oczkach, trzęsąca się z chłodu znajoma mi istotka. Pukając nerwowo mnie w czoło wrzasnęła piskliwym głosikiem:

środa, 07 czerwiec 2017 14:02

Matematyka i ....... życie

O moim wykształceniu wolę nie pisać, zresztą jest to nieistotne. Z zamiłowania jestem „matematykiem” z wielkim szacunkiem do języka polskiego. W dzieciństwie interesowała mnie bardzo logiczność wywodów starych filozofów. Właśnie to później odnalazłem w matematyce. Moja stara, kochana nauczycielka tego przedmiotu w technikum, która zasypiała spokojnie na klasówkach i pozwalała posługiwać się w trakcie pisania książkami twierdziła, że nie warto zaśmiecać wszystkimi formułkami i wzorami sobie głowy. Powinno się jednak wiedzieć gdzie i w jakich w książkach można je odnaleźć. Przekładając to na język dzisiejszy i porównując do komputera, to według Jej teorii, w naszych głowach powinny znajdować się, oprócz najczęściej używanych mądrości, przede wszystkim skróty, linki do informacji zamkniętych w odpowiednich wydawnictwach. Oczywiście wszystkich tych informacji powinno się wcześniej pilnie uczyć, aby wiedzieć w jaki sposób je, w odpowiednim momencie w życiu, wykorzystać. Wszystkiego i tak nie da się zapamiętać, a więc zaśmiecanie pamięci próbą skomasowania ich wszystkich w naszej głowie jest bezsensowne.

Jestem Jej wdzięczny za to, że nauczyła mnie logiki analitycznego, matematycznego myślenia. Każdy problem w życiu można rozłożyć na czynniki pierwsze, wyeliminować rzeczy nie istotne i odnaleźć jego słaby punkt. Takie podejście do tematu pozwala na ominięcie naszych negatywnych emocji i ustalenie słabych punktów, które należy usunąć. Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie nauczymy się podchodzić do naszego życia jak lekarz do chorego pacjenta, który aby usunąć skutek stara się odnaleźć przyczynę choroby i zlikwidować ją. On nie chodzi wściekły z tego powodu spisując nas na straty. Sięga do swojej pamięci, nierzadko też do książek i analizując objawy szuka przyczyn.

niedziela, 28 maj 2017 15:22

Kubuś Puchatek i ..... uogólnienia.

Nawet się nie spodziewałem, że w takim dniu jak dziś, przyjdą do mnie moi mali przyjaciele. Zafundowałem sobie dzień odpoczynku, cudownego rozleniwienia, słodkiego nieróbstwa i wspaniałego nie myślenia, a tu niespodzianka. Błogi spokój przerwało pukanie do drzwi, a potem, zanim zdążyłem powiedzieć ..proszę ... stanęło przede mną czworo moich pluszowych przyjaciół.

Kubuś Puchatek, Prosiaczek, Kłapouchy i Tygrysek, bo o nich tu mowa, przyszli abym pomógł im znaleźć odpowiedzi na wiele pytań ....dlaczego?

Pierwszy Puchatek, wchodząc popatrzył na mnie z nadzieją w oczkach, i spytał: 
- czy kupiłeś może miodku? Jestem taaaaki głodny.... i pokazał łapką na swój okrąglutki brzuszek.

Na co odezwał się Kłapouchy:
- Ty zawsze myślisz tylko o jednym, a ja chcę wiedzieć dlaczego....

Tu z kolei przerwał mu piskliwym głosikiem Prosiaczek:
- to ja, to ja, to ja - krzyczał śmiesznie podskakując.


- Co to ty.. to ty - wtrącił się Tygrysek - To właśnie ja jako najjedyńszy Tygrysek powinienem zapytać, tylko chwilutka, o co to ja miałem ciebie zapytowywać? Nie wiem, ale - dodał rozglądając się wokół – widzę, że masz za małoduży pokój i nie ma gdzie nas wszystkich szpilnąć.

Kubuś Puchatek, który po chwilowym buszowaniu w mojej kuchni wszedł do pokoju, uciszył całe towarzystwo mówiąc:
- dajcie spokój, bo Koszmarek w końcu się zdenerwuje i wrócimy do siebie z niczym.

- No nie...odpowiedziałem spokojnie, - widzę, że macie jakiś wielki problem. Chciałbym bardzo wam pomóc, ale jestem okrutnie zmęczony. Ale, ale - zawołałem - widząc zbierających się do wyjścia przyjaciół - nie tak szybko, zaraz poproszę moją szarą komóreczkę i ta pomoże wam znaleźć klucz do waszych problemów.  

Odwróciłem się aby ją obudzić, bo myślałem, że śpi jak zawsze a tu stoi na moim biurku przy klawiaturze moje maleństwo, patrzy na mnie groźnie i nerwowo przytupuje nóżką.

- W co ty chcesz mnie wrobić? –zapytała - co mam im wytłumaczyć? Skąd wiesz, że potrafię to zrobić?

- Wiem , wiem - odpowiedziałem mrugając porozumiewawczo -.na pewno potrafisz i zrobisz to lepiej niż ja.

Ciągnąc dalej wątek konieczności wzajemnego zrozumienia w związku, poruszę ten temat z trochę innej strony. Jak myślicie, jak długo dwoje ludzi będzie sobie nawzajem „na siłę” ustępować, gdy nie wyjęte drzazgi wzajemnych pretensji bolą coraz bardziej? Na ile starczy im „środków przeciwbólowych” usuwających chwilowo skutek? Przecież w pewnym momencie znowu dzban goryczy się przeleje i zacznie się kolejna apokalipsa.

Popatrzmy jeszcze raz i postarajmy się przeanalizować, czym faktycznie jest bliski związek dwojga ludzi? Najczęściej jest to podjęcie emocjonalnej, niczym albo może prawie niczym, nie uzasadnionej decyzji, o przetrwaniu razem reszty życia. Jest to więc usiłowanie zespolenia dwóch światów, wypełnionych na dzień dobry bardzo różnymi charakterami, w których jak w obracających się kalejdoskopach przewalają się różne emocje związane z kolejno napotykanymi zdarzeniami. W pewnych momentach, gdy nagromadzi się ich więcej, zaczynają pojawiać się punkty zapalne, czekające tylko na odpowiednią chwilę aby wybuchnąć i wylać nagromadzoną lawę na najbliższą osobę. Czy w takich sytuacjach można mówić o próbie budowania kochającej się rodziny, czy może tylko o uporczywym trwaniu dalej ze świadomością, że tak naprawdę to się jest na skraju przepaści? Chyba jednak to drugie.

Wizja niezbyt pociągająca. Jednak uważam, iż posiadając świadomość zagrożenia jakie niesie ze sobą życie a do tego pewnej dozie dobrej woli, można systematycznie, wspólnie rozładowywać gromadzone, narastające w nas napięcia. To pozwala nie tylko na wyciszenia wewnętrzne ale również, co niemniej ważne, na budowanie mostu porozumienia i wzajemnego zaufania. Zaczynamy wtedy nagle sobie uświadamiać co w nas dla naszych partnerów, na dłuższą metę jest nie do przyjęcia. Pozostaje już tylko albo wyjaśniać, albo też delikatnie „negocjować” aby cokolwiek z tego móc w sobie jeszcze pozostawić, oczywiście jeżeli jest to w jakiś sposób dla nas dość ważne lub wygodne, albo też najzwyczajniej zakasać rękawy i zmieniać się. I nie będzie to żadną dulszczyzną, bo druga połowa musi zrobić dokładnie tak samo. Inaczej do końca owej „wspólnoty” pozostaniemy dwoma oddzielnymi, zamkniętymi światami, które z każdym kolejnym dniem, coraz trudniej będzie otworzyć. A wiadomo, że dwa rożne, drażliwe na swoich punktach emocjonalne wulkany, zamknięte w czterech ścianach  na dłuższą metę nie wróżą niczego dobrego.

sobota, 22 kwiecień 2017 19:24

Samo życie czyli .....

Jakże często patrzymy na ludzi posługując się utartymi stereotypami. Jeżeli uczuciowy związek kobiety z mężczyzną to oparty na prawdziwej, szczerej miłości, w której to uczucie jest oczywiście prawdziwe i szczere a jakichkolwiek poświęceń po prostu nie ma. Bo w miłości nikt się nie poświęca tylko wszystko co robi czyni z prawdziwą radością dawania tego kochanej osobie, uszczęśliwiania jej. Takie, w naszych wyobrażeniach, są dłuższe lub krótsze, okresy spełniania naszych uczuć. Oczywiście kiedyś one przemijają a my dojrzewamy. Wtedy coś się kończy i zaczyna się mniej lub bardziej smutna codzienność.

Moim zdaniem nie można tego tak ujmować. Człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną, bardziej niż to by się mogło nam wydawać. Charaktery, a w nich wszelkie zachowania i odruchy, w każdym z nas, różnią się bardzo. To co nas fizycznie bardzo często zbliża do siebie to przede wszystkim biologiczny odruch przetrwania gatunku. I nie należy tego mylić z prawdziwą, bezinteresowną miłością. W tym okresie organizm nasz zostaje pobudzany hormonami a w nich testosteronem /u mężczyzn/ i endorfinami zwanymi inaczej hormonami szczęścia. Ten euforyczny okres w naszym życiu najczęściej nazywamy błędnie właśnie miłością. Uważam, że tak wcale nie jest. Miłość przychodzi dopiero dużo później, gdy zaczynamy wspólnie zmagać się z życiem, z jego problemami. Dopiero wtedy możemy sprawdzić nasze charaktery, ich ewentualne toksyczności. 

sobota, 15 kwiecień 2017 11:52

Stary filozof i ........

"...myślę, więc jestem..."....czyli....przypowieści leniwego filozofa....

Któregoś dnia, idąc po wodę do strumienia spotkałem, chociaż trudno to nazwać spotkaniem, właściwie to potknąłem się o śpiącego pod krzewem leniwego filozofa. Spoza krzewu wystawały tylko stopy i one właśnie były powodem całego zdarzenia.

Wybudzony ze słodkiego, sennego niebytu staruszek usiadł, przetarł zaspane, prawie niewidoczne spod spadających na twarz długich siwych włosów, oczy. Po czym, wielce zdziwiony zapytał:

- A w czym to przeszkadzały ci moje nogi, że musiałeś właśnie o nie się potknąć?

- Mistrzu – odpowiedziałem – przepraszam, ale byłem tak zamyślony, że nie zauważyłem wystających zza krzewu twoich sandałów. Poza tym, nigdy wcześniej ich tu nie było a tę ścieżkę znam już na pamięć, mogłem więc pozwolić sobie na luksus zamyślenia na pustej ścieżce. Wszak właśnie tutaj sam często przemyśliwujesz dochodząc do zaskakujących, niecodziennych wniosków?

Starzec widocznie rozbudził się już zupełnie, bo popatrzył na mnie dobrotliwie, potem podrapał się w głowę, westchnął i rzekł:

 – Przepraszam ciebie, ale gdy kładłem się moje nogi nie wystawały spoza krzewu. Widocznie stało się to gdy spałem. Zwrócę im na to uwagę - zażartował. Ale mówiłeś coś o swoim głębokim zamyśleniu? Powiedz więc, co ciebie gnębi, a może uda mi się pomóc w rozwiązaniu twoich problemów?

Widzisz – zacząłem – mam pewne wątpliwości. Moi dwaj przyjaciele, twierdzą, iż moja żona nie odzywa się do nich, ponieważ ich inteligencja przewyższa granice jej pojmowania i oceny rzeczywistości. Startowali przecież w olimpiadzie krasomówczej i zajęli czołowe miejsca. To jak to jest? Mówiłeś kiedyś, że moja żona jest mądrą kobietą. Powiedz w takim razie, dlaczego oni tak twierdzą? Nie próbuję wdawać się z nimi w dysputy, ponieważ mam dużo pracy i jeszcze więcej wątpliwości w tematach przez nich poruszanych, zaś za mało czasu aby móc go poświęcić na analizowanie tego, co mnie bezpośrednio nie dotyczy.