"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

poniedziałek, 12 listopad 2018 11:32

Pytania i wątpliwości.....

Jak to jest z mniej lub bardziej osobistymi kontaktami w internecie, z naszymi rozmowami? Czy powinniśmy spokojnie rozmawiać z kim chcemy i jak chcemy, bo przecież to tylko wirtual? Czy też może powinniśmy takie kontakty traktować jak część zdarzeń w naszym życiu, zdarzeń istotnych, działających na nasze myśli, uczucia, emocje i pozostawiających tam swoje ślady? Dlaczego staramy się ukryć niektóre nasze spotkania wirtualne przed naszymi partnerami? Czy dlatego, że się ich boimy, czy tylko dla świętego spokoju ( to nasza wersja)? Dlaczego jest taki wielki brak zaufania w tej materii? Uważamy, że wszystko jest OK, jednak nasze drugie połowy mają co do tego wątpliwości. Jak to z tym jest?

Może ktoś mi szerzej wyjaśni, czy jest to tylko zabawa, czy trochę inna, chociaż czasami bezlitośnie brzemienna w skutkach, gra w życie? A jeżeli tak, to gdzie jest jej granica i czy jest możliwa do uchwycenia? Pytań jest wiele, ale może chociaż na niektóre z nich ktoś z Was pomoże mi znaleźć odpowiedź. Patrząc na to z jednego punktu widzenia dość łatwo ją znaleźć, ale patrząc na to szerzej odpowiedź wydaje się niemożliwa, bo zawsze znajdzie się jakieś ... ALE. Ciekawi mnie czy takie kontakty coś w Waszym życiu zmieniły? A jeżeli tak, to czy były to dobre zdarzenia, czy może nie? ...

niedziela, 28 październik 2018 22:58

Jacy są mężczyźni........

To ciekawe, jak bardzo często, opierając się na stereotypach, chcemy znaleźć uniwersalne rozwiązanie do naszych problemów i oczekiwań. W bardziej lub mniej burzliwej dyskusji, możemy tylko odpowiedzieć sobie na pytanie – jacy to przeciętnie bywają mężczyźni. Przeciętnie, bo oglądani pod kątem średniej statystycznej, a nie jakim jest ten lub inny konkretny mężczyzna naprawdę. Moim zdaniem, zakładając sobie konkretne oczekiwania musimy świadomie dążyć do ich realizacji, ale nie oczekiwać spełnienia ich na zasadzie pobożnych życzeń. Dużo łatwiej można znaleźć odpowiedź na pytanie czego w nas nie lubią inni ludzie, co będzie nam przeszkadzało w rozwijaniu założonego wcześniej związku. Czego nie powinniśmy robić, czy też jak nie powinniśmy postępować, aby nasze wzajemne relacje były zdrowe i ciepłe, aby cementowały nasz związek a nie rozbijały go.

Ujmę to tak. Mężczyźni podobnie do kobiet, są jacy są, bardzo różni i tylko od kobiet zależy jakiego z nich sobie wybiorą. Nic tu nie da wysłuchiwanie ogólnej opinii czy jak kto woli średniej statystycznej. O minusach i plusach nie będę tu pisać, bo w związkach, w dużej części, pomijając indywidualne charaktery, większość mężczyzn jest taka, jakimi ich potem uformują partnerki prowokując lub narzucając im swoje humory, wymogi i oczekiwania lub też zupełnie niepotrzebnie przesadnie nadskakując i rozpieszczając. Podobnie jest i w drugą stronę, tyle, że to nie jest już tak widoczne.

piątek, 26 październik 2018 17:18

Cogito ergo sum...Przypowieść leniwego filozofa

...myślę, więc jestem...” ....czyli.....przypowieści leniwego filozofa....

Poszedłem któregoś dnia do starego drzewa aby jak zwykle porozmawiać z mieszkającym w dziupli, leniwym filozofem. Zastałem go szykującego się do poobiedniej drzemki.

- Mistrzu – spytałem - czy możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie?

Zapytany popatrzył się na mnie i po chwili odrzekł:

- Jedno powiadasz? Dobrze więc, pytaj.

- Otóż – zacząłem - sąsiad mój bardzo zazdrosny o to, że moja żona jest taka cicha i pracowita, próbuje mnie przekonać, że na pewno ona się zmieni. Zacznie mnie zdradzać, rozleniwi się, zacznie na wszystko narzekać. Mówi, że wszystkie kobiety są takie. Próbuje też udowodnić mi, że już zaczęła się zmieniać, przecież zobacz sam, mówi, powoli traci swoją dawną urodę i na pewno będzie drażliwa i złośliwa. Zobaczysz, zacznie niedługo wydawać twoje pieniądze na coraz to nowe tuniki i ozdoby aby ukryć utratę swojej urody. Czy mam mu uwierzyć, że aż tak bardzo zmieni się moja żona? Przecież mówi tak przekonywująco i powołuje się na wypowiedzi filozofów.

No tak, myślałem że zostanę tutaj publicznie powieszony za głoszenie herezji w temacie ustalonego i wypracowanego przez wieki, wizerunku sytuacji kobiety i mężczyzny w związku lub, że chociażby ktoś mnie przynajmniej utopi za przesadne, jego zdaniem, malowanie pozycji owej kobiety w tymże związku. A tu cisza, Wiem, że olbrzymia większość z nas to wszystko też wie, tylko czy na pewno rozumie? Już słyszę argumenty typu, że takie jest życie i nie ma tu z czego robić problemu, że kobieta to wszystko musi, bo tak została stworzona, że każdy sam, dobrowolnie, wybiera sobie pętlę na własną szyję, że w dzikich, afrykańskich plemionach czy chociażby w krajach wschodu kobiety mają jeszcze gorzej, że ...itd.

wtorek, 16 październik 2018 10:04

Deszcz

Spadł deszcz łez.
Przecisnął się przez firanki rzęs
i spadł.
Małymi, ciężkimi kroplami,
wyrzynając w pamięci
ostrzem swego istnienia
obraz twój.
Jedyny,
którego nie mógł zmyć
deszcz.

środa, 03 październik 2018 12:01

Nasze życie ....

Nasze życie składa się z kilku nakładających się na siebie warstw. Warstwa fizyczna jest na ogół dobrze znana. Dlatego zbyt mocno nie będę się na niej skupiać. Jedno, co powinniśmy jednak wiedzieć, że to co nas fizycznie dotyka ma swoje źródło w innych warstwach, które w nas matka natura zakodowała. I dlatego zanim minie w nas szał młodzieńczych uniesień, powinniśmy zabezpieczyć się i zacząć patrzeć nawzajem na siebie pod kątem wzajemnego zrozumienia, szukania innych wartości, które powinny nam pomóc w przetrwaniu, w założonej wspólnocie a dokładniej które pomogą nam popatrzeć na siebie inaczej niż jak na, co prawda w różnym stopniu, jednak obiekty wzajemnego pożądania.

niedziela, 26 sierpień 2018 09:56

Troszeczkę na temat mężczyzn....

Ciekawi mnie co powie kobieta o mężczyźnie, który ma łzy w oczach? No właściwie to dobrze wiem, jest to widok dość żałosny. Taki facet chyba nie jest wymarzonym mężczyzną? Ktoś musi być silny i nie poddawać się ciepłym uczuciom aż do tego stopnia. Kobieta natomiast ma ten luksus, że może sobie na to pozwolić. Niestety, mężczyzna powinien być w związku tą twardą ostoją. Kurcze blade, w takim razie ja niestety już chyba nie jestem w takim rozumieniu mężczyzną . Dla przykładu pozwalam sobie na rozklejanie się w trakcie słuchania romantycznych piosenek, a to przecież przeczy wszelkim kanonom bycia przysłowiowym mężczyzną. To kim w końcu jestem? Mężczyźni mnie nie interesują, nie budzą we mnie żadnych emocji oprócz czasami, tej aby przywalić któremuś za chamstwo.

A jak to Wy postrzegacie ?

Wieczne posądzanie o coś co nie miało miejsca. Rzucanie w siebie słowami, które przede wszystkim mają boleć, psychicznie zabijać. Wymyślanie argumentów nieprawdziwych, nie mających żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, ważne aby tylko dobrze, a więc ostro brzmiały, aby mocno zabolały. Czy to może być, albo inaczej, czy to jest zdrowym rozładowaniem narastających w związku konfliktów? A tak przecież przynajmniej twierdzą niektórzy znani psycholodzy. Rozumiem, że jest to sposób na rozładowanie naszego skumulowanego napięcia nerwowego, że jest to dla nas rodzaj naszego odreagowania. Jednak czy taki sposób nie jest jednocześnie tworzeniem nowych , kolejnych pokładów złych emocji w kimś, do kogo to wszystko kierujemy? Czy przypadkiem w ten sposób nie tworzymy samonakręcającej się spirali wzajemnej niechęci a z czasem i nienawiści? Przypomina mi to gorący garnek, który musimy gdzieś przenieść. I zamiast pomyśleć chwilę nad tym, jak to zrobić bezboleśnie a więc np. wziąć szmatkę aby nie poparzyć sobie rąk, z uporem staramy się przekazywać go sobie nawzajem. W ten sposób może i doniesiemy nieszczęsny garnek tam gdzie trzeba, ale przy tym oboje poparzymy sobie ręce. Taka jest nasza mądrość życiowa, przykre.

czwartek, 19 lipiec 2018 16:30

Piękno w człowieku...

Uroda potrafi wyróżnić kogoś z otoczenia i o to właśnie chodzi. Ktoś przecież powinien zwrócić na siebie uwagę drugiej osoby aby w niej rozbudzić chęć bliższego poznania. Właściwe poznawanie powinno nastąpić dopiero później. Niestety, najczęściej właśnie wtedy już zaślepieni zauroczeniem nie zwracamy uwagi na to, co najważniejsze w owym człowieku. Na jego charakter, osobowość, na jego przywary czy przyzwyczajenia. Najczęściej widzimy tylko ciało, które, o zgrozo, z oczywistych powodów z czasem się starzeje. W ten sposób gubimy w tym obrazie to, co może nas kiedyś zaskoczyć i boleśnie dotknąć lub naprawdę uszczęśliwić. Mam na myśli nasze psychiczne wnętrze.

Dla przykładu, piękno oczu płynące ze smutnego spojrzenia starego człowieka a już starej kobiety w szczególności, jest czymś nie do opisania. Tyle w nich ciepła, dobroci, tyle nie do końca ukrytej nostalgii, swoistego zażenowania i żalu, że coś właśnie minęło. To niesamowite, gdy człowiek sobie nagle uprzytomni, że ta starsza osoba była przecież kiedyś młodą, piękną, wesołą dziewczyną czy też sprawnym i przystojnym chłopakiem? Dopiero wtedy zauważamy pędzący obok nas czas i dochodzimy do wniosku, że przemijanie wycisza, zmusza nas do refleksji, do zauważenia w innym człowieku właśnie tego uroku. Bo to właśnie pozostaje, chociaż ciało zmieniając się, więdnie i przemija. W życiu nie jest najważniejsze to co piękne dla oczu, tylko to co dobre, wartościowe, co może dać nam radość albo może również nieść w sobie nieszczęście, jakiś wspólny dramat. Wcześniej czy później zrozumiemy, że właśnie zalety charakteru są tym, co daje owo szczęście i najważniejsze, nie starzeje się i nie przemija.

Nasze związki będą takimi, jakimi je stworzymy. Prawdą jest też, że nie jest to zbyt łatwe, przynajmniej na początku. Jest bowiem tylko jedna właściwa droga. A mianowicie za wszelką cenę musimy nauczyć się rozmawiać a nie tylko ufać i wierzyć w to, że jeżeli ktoś nas kocha to się na pewno domyśli, że będzie dobrze, że to się na pewno nam uda. Związek nie jest tylko kwestią samej wiary. To codzienne, zjadanie przysłowiowego „worka soli”. To wspólne przeżycia, te dobre i te złe, to radzenie sobie z nimi, to wzajemnie budowane rozmowy wyjaśniające wszystkie niedopowiedzenia i niejasności, rozmowy nie pozostawiające czasu i miejsca na jakiekolwiek domysły.

Pokrewieństwo dusz to coś zupełnie innego niż pociągająca urokliwość ciał. My jednak, z uporem godnym lepszej sprawy, nie dajemy sobie szans, skupiając się przede wszystkim na tym drugim. Z jednej strony to też jest oczywiście potrzebne, bo tego wymaga od nas matka natura. Moim jednak zdaniem, należy się nam również coś cudownego od życia, a nie tylko samo przeżywanie go byle jak, otaczając się iluzjami.

To tak jak jedzenie. Jest ono podstawą naszego życia ale przecież nie jest jego sensem. Właśnie ten sens pozwalający nam na wzajemne, duchowe spełnienia się w sobie gubimy najczęściej w naszym codziennym zagonieniu, emocjonalnym zacietrzewieniu, a wreszcie w naszej wielkiej, egoistycznej niechęci zrozumienia czegokolwiek i pracy nad sobą. Najpierw trzeba coś zbudować aby potem cieszyć się tym ale pod jednym warunkiem, że dba się o to każdego dnia.

Strona 1 z 67