"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Koszmarek

Koszmarek

Kiedy Bóg tworzył kobietę, pracował do późna szóstego dnia.

Przechodził obok anioł i zapytał: Dlaczego poświęcasz tyle czasu właśnie temu dziełu?

A Pan odpowiedział:

Czy zauważyłeś wszystkie szczegóły,

jakie muszę uwzględnić, żeby ją ukształtować?"

Musi być zmywalna, choć nie zrobiona z plastyku, mieć więcej niż 200 ruchomych części, które mają być wymienialne i musi ona funkcjonować

na wszelkiego rodzaju pożywieniu;

musi być zdolna objąć kilkoro dzieci na raz, przytulić tak, by uzdrowić co jest do uzdrowienia

od stłuczonego kolana do złamanego serca,

a to wszystko musi zrobić

tylko dwiema rękami.

Anioł był pod wrażeniem.

Tylko dwiema rękami niemożliwe!

I to jest model standardowy?!

To zbyt wiele pracy jak na jeden dzień Jutro dokończysz.

Nie będę czekać do jutra powiedział Pan.

Jestem już tak bliski ukończenia tego dzieła.

Stanie się najmilsze mojemu sercu.

Ona sama siebie leczy, kiedy zachoruje

i potrafi pracować 18 godzin dziennie.

Anioł podszedł bliżej i dotknął kobiety.

Ale uczyniłeś ją taką miękką, Panie.

Jest miękka powiedział Pan.

Lecz uczyniłem ją także silną.

Nie wyobrażasz sobie nawet, co potrafi znieść

i ile pokonać.

Czy ona potrafi myśleć?" zapytał anioł.

Pan odpowiedział:

Nie tylko potrafi ona myśleć, ale potrafi przekonywać i pertraktować.

Anioł dotknął policzka kobiety

Panie, zdaje się, że to dzieło przecieka!

Zbyt dużo nałożyłeś ciężarów.

Ona nie przecieka To łza poprawił Pan anioła. 

Łza? A co to takiego? zapytał anioł.

Pan odpowiedział:

Łzy są jej sposobem wyrażania smutku, wątpliwości, miłości, samotności, cierpienia

i dumy.

To zrobiło duże wrażenie na aniele.

Panie, jesteś geniuszem.

Pomyślałeś o wszystkim. Kobieta jest naprawdę

cudowna!

Rzeczywiście jest!

Kobieta posiada siłę, która zadziwia mężczyznę. Potrafi ona radzić sobie

z kłopotami i dźwigać ciężkie brzemię.

Ma w sobie szczęście, miłość i przekonania.

Uśmiecha się, gdy chce jej się krzyczeć. Śpiewa, gdy chce jej się płakać,

płacze, gdy jest szczęśliwa

i śmieje się, gdy się boi. 

Walczy o to, w co wierzy.

Sprzeciwia się niesprawiedliwości.

Nie akceptuje nie jako odpowiedzi,

kiedy widzi lepsze rozwiązanie.

Daje z siebie wszystko,

żeby jej rodzinie dobrze się wiodło.

Zabiera swoją przyjaciółkę do lekarza,

kiedy się o nią martwi.

Jej miłość jest bezwarunkowa. 

Płacze, kiedy jej dzieci odnoszą sukces.

Jest szczęśliwa, kiedy wiedzie się jej przyjaciołom.

Cieszy się, kiedy słyszy

o narodzinach czy weselu. 

Boli ją serce, kiedy umiera ktoś z rodziny

lub bliski przyjaciel.

Ale znajduje siłę, by żyć dalej.

Wie, że pocałunek i przytulenie mogą uzdrowić złamane serce. 

Ma tylko jedną wadę

                                     Zapomina, ile jest warta…

 

środa, 01 maj 2019 09:24

Tajemnice naszego pochodzenia.....

No cóż, mógłbym co prawda teraz przypomnieć, że zgodnie z pewną znaną nam powszechnie teorią, pierwsza kobieta została stworzona z żebra Adama, pochodzenie mamy, tak czy inaczej takie samo, a więc która kobieta, w tej kwestii, postponuje ( czyt. obraża) mężczyznę, obraża również siebie, jednak pominę ten fakt i spróbuję inaczej. Wychodząc z tego samego założenia, zabawię się przeprowadzeniem dowodu, że to właśnie kobieta ( a może również, taka wersja też mi odpowiada ) jest tym brakującym elementem pomiędzy małpą a mężczyzną. Kurcze, z jakim bólem serca to robię, tego nikt nie wie, ale niech się dzieje co chce. Spróbuję pójść tym tropem myślenia. A więc do rzeczy.

Po pierwsze:

Czy zauważyłyście jak często zwracamy się do was mówiąc: moja małpeczko (sic), myszko, koteczku, czy bardziej zadziornie: tygrysico, lwico, że nie wspomnę już głupiej kozy, czy chociażby poczciwej krówki, której mniej zdrobniałą odmianę jakże często przywodzimy sobie na myśl, gdy jesteśmy z waszego powodu pod wpływem lekkiej emocji. Zresztą, podobnych określeń wy same z wielką przyjemnością używacie w stosunku do innych przedstawicielek tej samej płci.

Po drugie:

Podobnie jak mężczyźni, kobiety mają również silnie rozwinięte niektóre instynkty zwierzęce, a więc: mówi się wściekła, podstępna, fałszywa żmija ( to dotyczy tylko części ich populacji, chociaż gdyby tak dokładnie im się przyjrzeć to wyniki mogłyby okazać się dziwnie zaskakujące). Miłość do błyskotek porównuje się do adekwatnych zachowań sroki (taki ptak z rodziny krukowatych), czy chociażby odwracanie kota ogonem w czym celują

przedstawicielki płci pięknej. A co do polowania, to kobiety od zawsze robią wszystko i jeszcze więcej aby być upolowanymi, może nie przez każdego, to fakt, ale przez kogoś z wybranej grupy myśliwych (prawdopodobnie to są ci, którzy mają kłopoty z myśleniem, dlatego trzeba im koniecznie pomagać, stąd zgryźliwa nazwa - myśliwi).

czwartek, 18 kwiecień 2019 14:53

Jak odbieramy innych?

Jak odbieramy innych? Oczywiście kierujemy się własnymi doświadczeniami a przede wszystkim własnymi charakterami i wszystkim, co one zawierają. Oceniamy więc ludzi, szczególnie tych bliższych, w sposób w jaki byśmy się zachowali w ich sytuacjach. A więc najczęściej wystawiamy własny obraz w takich momentach i przypinamy go do nich. Potem już nasza wyobraźnia dokleja wszystko, co jej na myśl przychodzi a więc często również to, co nas by w takich momentach najbardziej zabolało. Po krótkim czasie zamykamy to wszystko w sobie stwierdzając, że tak właśnie było i już. Ewentualnym argumentem jest fakt, że przecież jest to logiczne. Nie bierzemy tylko pod uwagę faktu, że takie postrzeganie jest bardzo jednostronne, subiektywne, że nasza prawda polega tylko w olbrzymiej większości na domysłach i do tego opartych na nas wartościach naszego charakteru a nie na faktach.

Wieczne posądzanie siebie o coś, co nie miało miejsca. „Rzucanie” w siebie słowami, które przede wszystkim mają boleć, psychicznie zabijać. Wymyślanie argumentów nieprawdziwych, nie mających żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, ważne aby tylko dobrze, a więc ostro brzmiały, aby mocno zabolały. Czy to może być, albo inaczej, czy to jest zdrowym rozładowaniem narastających w związku konfliktów? A tak przecież przynajmniej twierdzą niektórzy znani psycholodzy. Rozumiem, że jest to sposób na rozładowanie naszego skumulowanego napięcia nerwowego, że jest to dla nas rodzaj naszego odreagowania. Jednak czy taki sposób nie jest jednocześnie tworzeniem nowych , kolejnych pokładów złych emocji w kimś, do kogo to wszystko kierujemy? Czy przypadkiem w ten sposób nie tworzymy samonakręcającej się spirali wzajemnej niechęci a z czasem i nienawiści? Przypomina mi to gorący garnek, który musimy gdzieś przenieść. I zamiast pomyśleć chwilę nad tym, jak to zrobić bezboleśnie a więc np. wziąć szmatkę aby nie poparzyć sobie rąk, z uporem staramy się przekazywać go sobie nawzajem. W ten sposób może i doniesiemy nieszczęsny garnek tam gdzie trzeba, ale przy tym oboje poparzymy sobie ręce. Taka jest nasza mądrość życiowa, przykre.

środa, 17 kwiecień 2019 13:15

My i nasze charaktery....

Często zastanawiamy się, co dzieje się z nami po jakimś okresie wspólnego przebywania razem? Co jest powodem, że stajemy się coraz bardziej podejrzliwi, opryskliwi i nie panując nad własnymi nerwami w krótkim okresie psujemy to, co jeszcze niedawno było takie piękne, takie fascynujące, takie kochane, takie bezdyskusyjnie nasze? Potem ze łzami w oczach zwalamy wszystko na tę drugą osobę, nie próbując nawet popatrzeć na siebie z boku i ocenić ile w tym wszystkim jest naszej winy. Wystarczy przecież przeświadczenie o tym, że ktoś nas wcześniej pokochał i zaakceptował. W takim przypadku wina teraz leży tylko po jego stronie. Bardzo często dobre mniemanie o sobie budujemy opierając się na naszych chęciach, a nie dokonaniach, za to bezspornym winowajcą jest, z reguły, ten ktoś drugi. Czym jest w takim przypadku nasza miłość? Podejrzewam, że jest to miłość własna, do siebie, traktująca drugą osobę jak własność, czyli kogoś kto nie może zrobić prawie niczego bez naszej akceptacji, za to musi akceptować nasze frustracje, nasze humory, podporządkowywać się naszym decyzjom czyli po prostu kochać nas i już. Mnie wydaje się, że miłość jest rodzajem dobrowolnego kompromisu, dokonywanego z własnego wyboru a nie z konieczności.

Poświęcanie się kochanej osobie najczęściej doprowadza do chorych sytuacji w których podporządkowanie siebie jest źródłem późniejszych konfliktów wynikających z braku wzajemnego zrozumienia i wielkiego poczucia krzywdy. Owszem, w jakiejś części powinniśmy żyć uszczęśliwianiem tego kogoś jednak przesada, jak we wszystkim, często kończy się tragicznie. Do miłych i dobrych rzeczy można bardzo szybko się przyzwyczaić i po pewnym czasie domagać się ich w różny sposób. Stają się one przysłowiowym powietrzem, którego nagły brak traktujemy jak wielką krzywdę dla nas nie szanując go, bo po prostu jest. Nie zastanawiamy się nawet czy rewanżujemy się tym samym, czy odpłacamy takim samym uczuciem. Najczęściej wystarczy nam przeświadczenie, że jesteśmy razem i dajemy przecież siebie zapominając, że obdarowujemy kogoś również przede wszystkim swoim charakterem, nad którym, niestety, nie bardzo chcemy pracować.

Tak więc codzienne kłopoty często jeszcze zaogniają i tak trudną sytuację. Efekt? Wiadomo, wzajemne żale, kłótnie i oskarżenia o sprawy, tak naprawdę mało istotne, które jednak w tej sytuacji urastają do rangi wielkiego problemu, przerastając możliwości naszego rozumienia. Czy zawsze jest to wina tylko jednej strony? Uważam, że leży ona prawie zawsze po obu stronach, może nie równomiernie je obciąża jednak ktoś w pewnym momencie czegoś nie zauważył lub zlekceważył i nastąpiła reakcja łańcuchowa, zdarzenie potoczyły się innym torem niż z początku zakładano. Obserwujmy więc siebie bacznie z boku, wnosząc poprawki w swoich charakterach, swoich postępowaniach, dopasowując je do wrażliwych punktów drugiej osoby. Osoby na której bardzo nam zależy, z którą chcemy przejść spokojnie przez resztę życia. To nieprawda, że miłość wymaga poświęceń, na pewno jednak wymaga ciągłej pracy nad sobą, ciągłego kontrolowania siebie, a jest to, niestety, bardzo trudne. Wszyscy dobrze o tym wiemy. Czy tylko w tym jest całe zło? Oczywiście nie, jednak na pewno przede wszystkim. Takie jest moje zdanie. A może przesadzam, może tak wcale nie jest? Może zbyt dramatyzuję a życie po prostu takie jest i już? Może skazani jesteśmy na wzajemne niezrozumienia?

 

 

 

niedziela, 07 kwiecień 2019 14:30

Jak układamy sobie często życie .....

Jakże często zdarza się, że patrzymy na życie jak na coś, co za wszelką cenę powinniśmy sobie maksymalnie wygodnie ustawić. Najczęściej nie zastanawiamy się co w ten sposób czyniąc możemy przy okazji stracić. Dla nas wystarczy, że wyobrażamy sobie co możemy zyskać. I nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie pewien wyjątek. A mianowicie, nie powinno być to zdobywane za tzw. wszelką cenę, bo są wartości, które stanowią o naszej wyjątkowości i które nie powinny podlegać takiej handlowej zasadzie a więc w żadnym przypadku nie powinny być tzw. inwestycyjnym elementem przetargowym. Dla przykładu, właśnie czymś takim jest, między innymi, nasza seksualna intymność. Jeżeli jest szczera, to kryje w sobie ogrom uczuć, których nie da się opisać, których nigdzie i za żadne pieniądze, kupić nie można. W przeciwnym przypadku, wystawiamy ową intymność, w pewnym sensie, jako towar na „sprzedaż”. Może nie zawsze i nie koniecznie rozmieniając od razu nasze uczucia na drobne, jednak na pewno zabijając w sobie ich wyjątkowość. Bowiem wypracowana w takich sytuacjach sztuczność i zatapianie się tylko w samej fizyczności jakże często pozostawia w nas na dłuższą metę, wielki niesmak, a z czasem nawet obrzydzenie i żal do samych siebie jak i otoczenia, z jednoczesnym smutnym przeświadczeniem, że jednak to był błąd. 

Zjawisko to dotyczy oczywiście obu płci, jednak z wyraźniejszym wskazaniem na płeć piękną. Takie zjawisko nie jest niczym nowym, znane jest i praktykowane od wieków. Jakże często bogaty, wywodzący się ze znacznego rodu jakiś starzec i biedna ale piękna młoda dziewczyna. Tu przynajmniej było wiadomo o co chodzi. Po pierwsze decyzja rodziców podnosząca ich status w środowisku. I nikt nie zwracał uwagi jak się w tym odnajduje i co myśli przy tym sama zainteresowana. Chociaż i tu bywało różnie. Bardzo często bowiem odbijała ona sobie potem na młodych kochankach. Cóż, takie były czasy, takie były układy, takie były panujące zwyczaje i ówczesne świadomości. Jak się jednak okazuje niewiele się od tamtych czasów zmieniło, przynajmniej w ogólnym podejściu do tego, niejako wstydliwego, tematu.

Jak to więc jest dzisiaj, jak się odnajdujemy w wybranej przez nas, owej przykrej inwestycji życiowej?

Otóż, w takich sytuacjach, w najlepszym przypadku najczęściej pozostaje nam później poczucie solidnego spełniania tego smutnego obowiązku, co oczywiście w skali czasu tylko pogłębiało naszą frustrację i samotność oraz poczucie uczuciowego zagubienia w życiu. Nierzadko też pojawiała się również potem pokusa sprawdzenia się, czy stać nas jeszcze chociażby na cząstkę tego wielkiego, cudownego przeżycia z kimś innym, młodym. Oczywiście wtedy nie kierujemy się już interesownością materialną, tylko chęcią pełnego przeżycia wspomnianego uniesienia, w jego szeroko rozumianej formie, której opisać się do końca nie da. Jednak zawsze, oczywiście poza przyjemnym momentem, odezwie się w naszej świadomości deprymujący punkt odniesienia do naszego codziennego życia, pozostawiając po sobie w efekcie tylko żal i pretensje do siebie i, nie wiadomo dlaczego, do całej reszty świata, a więc również do wszystkich napotkanych po drodze, że życie ułożyło się nam właśnie tak a nie inaczej, jednym słowem ułożyło się źle. A przecież to nie życie nam się samo układa, lecz my sami je sobie, w taki a nie inny sposób, układamy. Ale tego już nie chcemy najzwyczajniej rozumieć. Tak jest po prostu wygodniej i zawsze można zwalić winę na „kogoś” innego. Bo przecież byliśmy tacy niewinni i ufni, tak bardzo „staraliśmy się” aby było jak najlepiej.

Ufność jest bardzo ważna, to niepodważalna prawda, ale jeżeli równocześnie nie pracujemy nad sobą, nad własnym związkiem uczuciowym, nad swoją świadomością życiową, to w pewnym momencie nieubłagany czas pójdzie dalej, a my pozostaniemy w miejscu często ze spleśniałymi i chociaż kiedyś tak pięknymi, jednak dzisiaj już tylko wspomnieniami. To będzie tak, jak z oglądaniem w albumie naszych zdjęć z różnych okresów życia. Ta sama osoba a jednak wizualnie już inna, czasami nawet aż nie chce się wierzyć, że to właśnie my. Wspomnienia są jak ciasta po smacznym obiedzie, są smakowitym akcentem, jednak nie mogą być daniem głównym.

A przecież już na samym początku naszego dorosłego życia, a może nawet i wcześniej, wystarczyłoby  uwierzyć w to, jak bardzo wiele w naszym życiu zależy właśnie od nas samych. W to, że warto poznawać, wybierać i walczyć, zdobywać i tworzyć świat wokół nas, kierując się tym, co dla nas jest ważne, co jest w nim naszym zdaniem, wartościowe. Ktoś kiedyś powiedział: - ” jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”,  ktoś inny nazwał to trochę inaczej: - „każdy jest kowalem własnego losu”. Zaraz usłyszę, że są to banały, które znamy od lat, i że życie je na co dzień bardzo smutno weryfikuje.

Nic dalszego od prawdy. Właśnie w ten sposób obracamy jakże często wiele życiowych mądrości budowanych na doświadczeniach naszych przodków, które mogłyby nas nauczyć jak żyć, jak w tym życiu budować uczuciowy dom, jak pielęgnować związki rodzinne. W jaki sposób eliminować do minimum popełniane przez nas błędy. My jednak wolimy posługiwać się pustymi, rozgrzeszającymi nas, stereotypowymi frazesami w stylu: - „łatwo mówić”. Nie obce jest nam również traktowanie tego wszystkiego, co dla nas jest niewygodne, co zmusza nas do pewnych wyrzeczeń czy wysiłku, określać nieżyciowymi banałami. Nie wiem co za idiota wymyślił taki sposób pielęgnowania naszych egoizmów, naszej ludzkiej głupoty, naszego lenistwa i przerośniętego chciejstwa aby życie samo dawało nam to, o czym marzymy, bo inaczej to po prostu mamy potwornego pecha, czy jak kto woli, nie mamy w nim szczęścia i już. W tak przewrotny sposób najczęściej jednak to sobie tłumaczymy.

Otóż, oczywiście mamy pecha i to potwornego, ale zupełnie w czym innym, mianowicie w naszej ludzkiej, wygodnej często bolesnej w skutkach, głupocie. I nie dotyczy to opisywanych wcześniej naszych intymności, to był tylko przykład !!!!, chociaż oczywiście dość ekstremalny, jednak jakże często spotykany w naszych otoczeniach, tym niemniej tylko przykład, jeden z wielu, które można by tu przytoczyć. Dotyczy to bowiem praktycznie wielu sfer naszego życia. Przede wszystkim powinniśmy szanować siebie i zatrudnić przy tym własne szare komórki. Chcieć to móc, to bardzo ważne aby w to wierzyć. Może nie wszystko nam wyjdzie tak jak byśmy tego chcieli, ale na pewno będzie tego dużo więcej niż gdybyśmy się biernie poddali a potem w miarę cierpliwie odbierali razy od życia. Kiedyś było takie powiedzenie – „gdy wyrzucą ciebie drzwiami, wejdź oknem”. I coś w tym chyba jest. Cierpliwość i upór, szczególnie w tym przypadku, jest świetnym kluczem do zdobycia „rzeczy”, wydawałoby się, niemożliwych.

W przeciwnym przypadku warto by się zastanowić nad tym, ile kosztują nasze złudzenia? Właśnie złudzenia, których w żadnym przypadku nie należy mylić z marzeniami. Złudzenia są bowiem tylko biernym oczekiwaniem tego, że coś się zmieni samo i to tylko dlatego, że my tego naiwnie oczekujemy, że przypisujemy im cudowną moc sprawczą. Marzenia zaś, są wielkimi, pięknymi planami, które angażując wszystkie nasze siły staramy się, a już na pewno powinniśmy to zrobić, aby wprowadzić je w życie, urealnić je.

I jeszcze jedno. Poruszane tu zdarzenie jest tylko jednym z wielu, które można by tu przytoczyć jako przykłady naszych niefrasobliwości życiowych i nie jest żadną wycieczką w niczyją stronę. Jeżeli ktoś jednak poczuje się urażony to przepraszam, nie miałem takiego zamiaru aby komukolwiek sprawić tym przykrość. Piszę to, bo osobiście znam kilka podobnych przypadków, zaznaczam kilka, które chociaż może nie dosłownie, ale można by podciągnąć pod opisywany przykład.

Nie pytajcie tylko czy ja nigdy nie popełniłem żadnych bolesnych błędów? Jak każdy człowiek oczywiście że tak. I zdarzyło mi się to wiele razy. Nieświadomie, ale bardzo egoistycznie podchodząc do życia krzywdziłem tak siebie jak i innych. Jednak później starałem się wyciągać z tego jakieś logiczne wnioski i w miarę możliwości naprawiać to, co zrobiłem źle. Oczywiście jeżeli było to możliwe. Bo niestety, często życie nie dawało mi już takiej szansy. Ale nie o to tu przecież chodzi.

No cóż, ludzka głupota jest niezależna od posiadanego IQ (szczególnie gdy ma się go w nie za wysokim wymiarze) . I tym teoretycznie optymistycznym, chociaż niestety i smutnym akcentem ....itd.

Przychodzi kiedyś taki czas, gdy człowiek patrząc wstecz zaczyna oceniać swoje dotychczasowe życie. Wtedy bardzo często nagle zauważa, jak wiele w nim zmarnował przyjmując bierną, lub egoistycznie subiektywną postawę. Moim zdaniem od losu dostajemy tylko pewne możliwości, surogaty, delikatnie podkreślone propozycje, które potem, z mniejszym lub większym trudem, sami musimy odpowiednio uformować i wstawić do naszego życia. Bowiem jest ono swoistą drogą przetrwania i kto nie chce lub nie potrafi wysilić się, ten najczęściej przegrywa. Pozostaje wtedy tylko łudzić się, że może kiedyś los uśmiechnie i do niego. Dopóki jednak stawiamy pytania i szukamy na nie obiektywnych odpowiedzi, dopóty pojawiają się w naszym życiu nowe możliwości, nowe rozwiązania, nowe szanse na zmianę tego, co było złe i stworzenie nowej, lepszej drogi lub naprawę tej już istniejącej, aby częściej na naszych twarzach gościł uśmiech a jak najrzadziej łzy.

Można to ująć tak. Nasze życie składa się z chwil, godzin, dni i lat. Chwile tworzą godziny, te tworzą dni a dni tworzą miesiące i lata. Każdą z tych chwil, może oprócz snu, nieustannie tworzymy sami, otwieramy i zamykamy. Następne zaś doklejamy do poprzednich. I tak do końca naszego życia używamy ich jak cegiełek do stworzenia własnego „domu”, własnego miejsca na ziemi. Miejsca wśród ludzi i z ludźmi, tymi bliskim i dalszymi z naszego otoczenia. Każdy błąd polegający na złym skonstruowaniu takiej „cegiełki”, pozostawia niebezpieczną skazę na murze tego „domu”, tworzy jego słaby punkt grożący zawaleniem. Dlatego warto o tym pamiętać i budować go ze świadomością , że każdy następny dzień to od początku tworzony kolejny istotny element naszego życia. Za każdym bowiem razem jest on troszeczkę inny i nigdy nie wiemy, co może się zdarzyć, jakie mogą być późniejsze skutki, konsekwencje, gdy stanie się on słabym elementem w naszej konstrukcji.

Dla przykładu. To że jesteśmy z kimś, wcale nie znaczy, że możemy od niego tylko wymagać. Wcześniej czy później pozycja żądaniowa, wymusi na drugiej stronie reakcję samoobronną. Pojawią się wtedy złe emocje, a uczucia powoli zaczną schodzić na dalszy plan, zaś po jakimś czasie wręcz przestaną istnieć. Zacznie wtedy wyrastać mur milczenia i wzajemnego żalu, powodowanego najczęściej już mało istotnymi zdarzeniami, na które kiedyś w ogóle nie zwrócilibyśmy nawet najmniejszej uwagi. Jednak teraz każdy powód jest już dobry, bo drąży nas zapiekły wirus wzajemnych pretensji, złości, a w bardzo wielu przypadkach, wręcz nienawiści. I jakby na to nie patrzeć odbije się to w końcu na związku toksyczną czkawką.

Jakie jest więc z tego wyjście? Wydaje mi się, że może to być w miarę proste, chociaż wprowadzenie jego w życie będzie wymagać już niemałego wysiłku.

Bardzo dużo piszemy i dyskutujemy na różnych portalach na temat miłości szczęśliwej, nieszczęśliwej, spełnionej i nie spełnionej ... etc. Nazywamy i przyklejamy do niej różne przymiotniki, różne emocje. Sądząc po wypowiedziach dochodzę do wniosku, że praktycznie wszyscy wiemy czym ona jest. W związku z czym mam pytanie – czy ktoś podejmie próbę określenia jej definicji, która zadowoliłaby innych i pozwoliłaby nam na postawienie w przyszłości prawidłowej diagnozy gdy zaczynają w naszych brzuszkach rozrabiać przysłowiowe motylki, czy to jest już miłość czy tylko pożądanie, zauroczenie, fascynacja?

Może szukanie odpowiedzi na to pytanie pozwoli nam uzmysłowić sobie wreszcie, że nasze szczere, czasami nawet emocjonalne wręcz opinie w tym temacie, budujemy na własnych, najczęściej bardzo różniących się w szczegółach naszych osobowościach, przeżyciach, doświadczeniach. Że pomimo tego, iż są one oczywiście szczere i słuszne gdy mówimy o nas samych, to w życiu innych mogą się zupełnie nie sprawdzić.

Oczywiście wiem, że na tym właśnie polega dyskusja, na różnicy zdań, na porównywaniu różnych doświadczeń ..itd. Jest tylko małe „ale”, a mianowicie, gdy rozmawiamy z innymi najczęściej nie staramy się popatrzeć na problem najpierw ich oczami. A szkoda, bo podejrzewam, że wtedy rozmowy nasze wyglądałyby zupełnie inaczej. Spróbujmy kiedyś ożywić w ten sposób martwe, często suche, hasłowe wypowiedzi a dopiero potem stwierdzać co zrobilibyśmy będąc na ich miejscu, ale po uwzględnieniu różniących nas szczegółów.

Hasłowe wypowiedzi najczęściej mówią, że coś nas boli i to bardzo, ale co i w jaki sposób, tego już nie wiemy. Często czytam... zdradził mnie mąż, czy też zdradziła mnie żona ... TAK NAPRAWDĘ DLA NAS JEST I CZY W OGÓLE DA SIĘ JĄ ZDEFINIOWAĆ?

Spróbuję odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Otóż, moim zdaniem, w wielkim skrócie prawdziwa, szczera miłość jest odnajdywaniem własnego szczęścia w szczęściu drugiego człowieka.

Tak uważam, a jak to Wy widzicie? Napiszcie proszę.

wtorek, 26 marzec 2019 14:57

Kilka słów wyjaśnienia

1/ Nikomu nie pomaga a wręcz przeciwnie, dodatkowo dołuje go, gdy ktoś porównuje jego „nieszczęście” do innych na świecie ( a inni mają jeszcze gorzej). W ten sposób wytyka się mu jego małostkowość. Zawsze znajdzie się coś, co jest gorsze od tego co nas spotkało. Każdy z nas, w takich sytuacjach, zwierza się komuś ze swoich kłopotów, ze swoich przeżyć. Każdy też ma inną odporność psychiczną i fizyczną, a więc również inaczej wszystko przeżywa. Tego się nie da porównać chociaż nazwać można tak samo. Jednym słowem każdy z nas jest odrębnym światem kierującym się własnymi gradacjami ważności, dobra i zła, delikatności i odporności. I tak, moim zdaniem, powinniśmy siebie nawzajem traktować.

2/ Takie zachowanie po tzw. „odzyskaniu wolności” ( ładnie brzmi chociaż jakże często mija się z prawdą), mamy praktycznie od dziecka. No może tego większego dziecka. Najpierw cieszymy się, bo wreszcie możemy robić co chcemy, jednak po jakimś czasie zaczynamy dochodzić do wniosku, że zachłyśnięcie się swobodą od bliskich osób, smakuje tylko przez krótki czas.

Zaczynamy wtedy powoli tęsknić za utraconym domem, za rodziną, za tym kimś. Powoli też zaczynamy rozumieć, że wszystko jest dobre, ale z umiarem, że nawet przypalona grochówka podawana przez osobę kochaną, której już nie ma obok, staje się w naszej wyobraźni najpyszniejszą zupą na świecie.

czwartek, 07 marzec 2019 14:53

Absurdalna sytuacja ......

Zastanawiałem się co mógłbym napisać i nic mi nie przychodziło do głowy. Postanowiłem więc coś wymyślić, coś absurdalnego, absolutnie hipotetycznego.  A więc do rzeczy.

Przyjmijmy, że jest ktoś, kto ma kłopoty z ustawieniem sobie życia. W związku z tym żyje praktycznie z dnia na dzień. Buduje więc  sobie kolejne dni, miesiące, lata tak, aby jakoś w tej pogmatwanej i drapieżnej szarzyźnie przetrwać a następnie by ewentualnie później o niektórych z nich, szczególnie tych gorszych, zapomnieć.  Powstaje teraz pytanie. Czy może się to, chociaż w jakimś małym procencie, udać?

Moim zdaniem to się nie uda, ponieważ można wiele „wykasować” ze swoich pamięci, jednak samotność tkwiąca w nas, nie pozwoli nam na zupełne tego wyczyszczenie. Z naszego życia nie da się usunąć przeżytych lat ani nawet małych chwil. Można tylko czasami przestawić je głębiej w naszych magazynach pamięci, na jakiś czas odbarwić emocjonalnie. Bywa też tak, że coś w nas nagle umiera i przestaje nam dokuczać na co dzień. Jednak tylko na co dzień, ponieważ czkawka nastrojów i wspomnień zanurzona w codziennej szarzyźnie życia, co jakiś czas powraca i to najczęściej w najtrudniejszych dla nas momentach.

Taka sytuacja jest straszna, przynajmniej jak na moją wyobraźnię. Czy może więc być jakaś na to rada?

Rada to chyba nie, ponieważ każdy zgodnie z własnymi oczekiwaniami i możliwościami powinien sam tworzyć swoje drogi życiowe. Mogę jednak powiedzieć co ja zrobiłbym będąc w takiej sytuacji, a więc w sytuacji wielkiej ufności do innych a jednocześnie braku przystosowania do panujących zwyczajów i warunków. Starałbym się, powtarzam i podkreślam starałbym się, nie powielać błędów na których już się sparzyłem. Oczywiście w przypadku pozostałych, tych mniejszych, zawsze można wiele zmienić wprowadzając do ich szczegółów poprawki. Jeżeli się to uda mogą okazać się bowiem tym czymś, czego właśnie szukałem. Mogą, co wcale nie oznacza, że muszą. Jednak zawsze będzie to jakieś wyjście z dotykającego mnie bolesnego impasu, jakaś próba ustawienia sobie życia tak, aby ono nie uwierało mnie na co dzień. Jednym słowem aby spełniło moje wobec niego oczekiwania.

Nie da się bowiem niczego tak do końca wymazać z naszych pamięci, z naszych emocji, z naszych może już wypłowiałych, uczuć. Co jakiś czas wróci do nas nostalgia szczególnie dotycząca tych miłych chwil i zakręci się w naszym oku łezka. Dlatego warto najpierw dobrze się zastanowić, zanim zadecydujemy o czymś, czego nie jesteśmy zbyt pewni, co może nawet jest piękne i urokliwe dziś, ale jutro może okazać się naszym horrorem. Bardzo często bowiem budujemy nasze wizje na napotykanych złudzeniach, których jest pełno wokół, na których praktycznie stoi dzisiaj cały świat. A rachunki za to możemy później płacić przegranym życiem a nierzadko też wręcz poniżeniem.

Dlatego warto zastanowić się już dziś aby nie żyć ani chwilą, ani też dla wspomnianej chwili i nie poniżać się ani nie pozwolić na poniżanie siebie, na utratę własnej godności i szacunku do samych siebie. Żyjmy tak, jakbyśmy postrzegali innych, do których mamy wielki szacunek. Jednym słowem szanujmy siebie, jeżeli chcemy aby nas szanowano. Życie wtedy stanie się może przez jakiś czas nawet trochę trudniejsze jednak na pewno później już bardziej kolorowe i radośniejsze, bo przełamywanie rzeczy trudnych i pozornie niemożliwych uczy nas tego jak zdobywać to, co wcześniej mieściło się tylko w sferze naszych marzeń.

Czego z całego serca wszystkim życzę - Koszmarek

A może macie własne rozwiązania tego problemu? Piszcie proszę, może dzięki nim zmienię własne zdanie w tej kwestii? Bardzo bym tego chciał.

 .

Strona 1 z 69