"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Przychodzi kiedyś taki czas, gdy człowiek patrząc wstecz zaczyna oceniać swoje dotychczasowe życie. Wtedy bardzo często nagle zauważa, jak wiele w nim zmarnował przyjmując bierną, lub egoistycznie subiektywną postawę. Moim zdaniem od losu dostajemy tylko pewne możliwości, surogaty, delikatnie podkreślone propozycje, które potem, z mniejszym lub większym trudem, sami musimy odpowiednio uformować i wstawić do naszego życia. Bowiem jest ono swoistą drogą przetrwania i kto nie chce lub nie potrafi wysilić się, ten najczęściej przegrywa. Pozostaje wtedy tylko łudzić się, że może kiedyś los uśmiechnie i do niego. Dopóki jednak stawiamy pytania i szukamy na nie obiektywnych odpowiedzi, dopóty pojawiają się w naszym życiu nowe możliwości, nowe rozwiązania, nowe szanse na zmianę tego, co było złe i stworzenie nowej, lepszej drogi lub naprawę tej już istniejącej, aby częściej na naszych twarzach gościł uśmiech a jak najrzadziej łzy.

Można to ująć tak. Nasze życie składa się z chwil, godzin, dni i lat. Chwile tworzą godziny, te tworzą dni a dni tworzą miesiące i lata. Każdą z tych chwil, może oprócz snu, nieustannie tworzymy sami, otwieramy i zamykamy. Następne zaś doklejamy do poprzednich. I tak do końca naszego życia używamy ich jak cegiełek do stworzenia własnego „domu”, własnego miejsca na ziemi. Miejsca wśród ludzi i z ludźmi, tymi bliskim i dalszymi z naszego otoczenia. Każdy błąd polegający na złym skonstruowaniu takiej „cegiełki”, pozostawia niebezpieczną skazę na murze tego „domu”, tworzy jego słaby punkt grożący zawaleniem. Dlatego warto o tym pamiętać i budować go ze świadomością , że każdy następny dzień to od początku tworzony kolejny istotny element naszego życia. Za każdym bowiem razem jest on troszeczkę inny i nigdy nie wiemy, co może się zdarzyć, jakie mogą być późniejsze skutki, konsekwencje, gdy stanie się on słabym elementem w naszej konstrukcji.

Dla przykładu. To że jesteśmy z kimś, wcale nie znaczy, że możemy od niego tylko wymagać. Wcześniej czy później pozycja żądaniowa, wymusi na drugiej stronie reakcję samoobronną. Pojawią się wtedy złe emocje, a uczucia powoli zaczną schodzić na dalszy plan, zaś po jakimś czasie wręcz przestaną istnieć. Zacznie wtedy wyrastać mur milczenia i wzajemnego żalu, powodowanego najczęściej już mało istotnymi zdarzeniami, na które kiedyś w ogóle nie zwrócilibyśmy nawet najmniejszej uwagi. Jednak teraz każdy powód jest już dobry, bo drąży nas zapiekły wirus wzajemnych pretensji, złości, a w bardzo wielu przypadkach, wręcz nienawiści. I jakby na to nie patrzeć odbije się to w końcu na związku toksyczną czkawką.

Jakie jest więc z tego wyjście? Wydaje mi się, że może to być w miarę proste, chociaż wprowadzenie jego w życie będzie wymagać już niemałego wysiłku.

Bardzo dużo piszemy i dyskutujemy na różnych portalach na temat miłości szczęśliwej, nieszczęśliwej, spełnionej i nie spełnionej ... etc. Nazywamy i przyklejamy do niej różne przymiotniki, różne emocje. Sądząc po wypowiedziach dochodzę do wniosku, że praktycznie wszyscy wiemy czym ona jest. W związku z czym mam pytanie – czy ktoś podejmie próbę określenia jej definicji, która zadowoliłaby innych i pozwoliłaby nam na postawienie w przyszłości prawidłowej diagnozy gdy zaczynają w naszych brzuszkach rozrabiać przysłowiowe motylki, czy to jest już miłość czy tylko pożądanie, zauroczenie, fascynacja?

Może szukanie odpowiedzi na to pytanie pozwoli nam uzmysłowić sobie wreszcie, że nasze szczere, czasami nawet emocjonalne wręcz opinie w tym temacie, budujemy na własnych, najczęściej bardzo różniących się w szczegółach naszych osobowościach, przeżyciach, doświadczeniach. Że pomimo tego, iż są one oczywiście szczere i słuszne gdy mówimy o nas samych, to w życiu innych mogą się zupełnie nie sprawdzić.

Oczywiście wiem, że na tym właśnie polega dyskusja, na różnicy zdań, na porównywaniu różnych doświadczeń ..itd. Jest tylko małe „ale”, a mianowicie, gdy rozmawiamy z innymi najczęściej nie staramy się popatrzeć na problem najpierw ich oczami. A szkoda, bo podejrzewam, że wtedy rozmowy nasze wyglądałyby zupełnie inaczej. Spróbujmy kiedyś ożywić w ten sposób martwe, często suche, hasłowe wypowiedzi a dopiero potem stwierdzać co zrobilibyśmy będąc na ich miejscu, ale po uwzględnieniu różniących nas szczegółów.

Hasłowe wypowiedzi najczęściej mówią, że coś nas boli i to bardzo, ale co i w jaki sposób, tego już nie wiemy. Często czytam... zdradził mnie mąż, czy też zdradziła mnie żona ... TAK NAPRAWDĘ DLA NAS JEST I CZY W OGÓLE DA SIĘ JĄ ZDEFINIOWAĆ?

Spróbuję odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Otóż, moim zdaniem, w wielkim skrócie prawdziwa, szczera miłość jest odnajdywaniem własnego szczęścia w szczęściu drugiego człowieka.

Tak uważam, a jak to Wy widzicie? Napiszcie proszę.

1/ Nikomu nie pomaga a wręcz przeciwnie, dodatkowo dołuje go, gdy ktoś porównuje jego „nieszczęście” do innych na świecie ( a inni mają jeszcze gorzej). W ten sposób wytyka się mu jego małostkowość. Zawsze znajdzie się coś, co jest gorsze od tego co nas spotkało. Każdy z nas, w takich sytuacjach, zwierza się komuś ze swoich kłopotów, ze swoich przeżyć. Każdy też ma inną odporność psychiczną i fizyczną, a więc również inaczej wszystko przeżywa. Tego się nie da porównać chociaż nazwać można tak samo. Jednym słowem każdy z nas jest odrębnym światem kierującym się własnymi gradacjami ważności, dobra i zła, delikatności i odporności. I tak, moim zdaniem, powinniśmy siebie nawzajem traktować.

2/ Takie zachowanie po tzw. „odzyskaniu wolności” ( ładnie brzmi chociaż jakże często mija się z prawdą), mamy praktycznie od dziecka. No może tego większego dziecka. Najpierw cieszymy się, bo wreszcie możemy robić co chcemy, jednak po jakimś czasie zaczynamy dochodzić do wniosku, że zachłyśnięcie się swobodą od bliskich osób, smakuje tylko przez krótki czas.

Zaczynamy wtedy powoli tęsknić za utraconym domem, za rodziną, za tym kimś. Powoli też zaczynamy rozumieć, że wszystko jest dobre, ale z umiarem, że nawet przypalona grochówka podawana przez osobę kochaną, której już nie ma obok, staje się w naszej wyobraźni najpyszniejszą zupą na świecie.

Zastanawiałem się co mógłbym napisać i nic mi nie przychodziło do głowy. Postanowiłem więc coś wymyślić, coś absurdalnego, absolutnie hipotetycznego.  A więc do rzeczy.

Przyjmijmy, że jest ktoś, kto ma kłopoty z ustawieniem sobie życia. W związku z tym żyje praktycznie z dnia na dzień. Buduje więc  sobie kolejne dni, miesiące, lata tak, aby jakoś w tej pogmatwanej i drapieżnej szarzyźnie przetrwać a następnie by ewentualnie później o niektórych z nich, szczególnie tych gorszych, zapomnieć.  Powstaje teraz pytanie. Czy może się to, chociaż w jakimś małym procencie, udać?

Moim zdaniem to się nie uda, ponieważ można wiele „wykasować” ze swoich pamięci, jednak samotność tkwiąca w nas, nie pozwoli nam na zupełne tego wyczyszczenie. Z naszego życia nie da się usunąć przeżytych lat ani nawet małych chwil. Można tylko czasami przestawić je głębiej w naszych magazynach pamięci, na jakiś czas odbarwić emocjonalnie. Bywa też tak, że coś w nas nagle umiera i przestaje nam dokuczać na co dzień. Jednak tylko na co dzień, ponieważ czkawka nastrojów i wspomnień zanurzona w codziennej szarzyźnie życia, co jakiś czas powraca i to najczęściej w najtrudniejszych dla nas momentach.

Taka sytuacja jest straszna, przynajmniej jak na moją wyobraźnię. Czy może więc być jakaś na to rada?

Rada to chyba nie, ponieważ każdy zgodnie z własnymi oczekiwaniami i możliwościami powinien sam tworzyć swoje drogi życiowe. Mogę jednak powiedzieć co ja zrobiłbym będąc w takiej sytuacji, a więc w sytuacji wielkiej ufności do innych a jednocześnie braku przystosowania do panujących zwyczajów i warunków. Starałbym się, powtarzam i podkreślam starałbym się, nie powielać błędów na których już się sparzyłem. Oczywiście w przypadku pozostałych, tych mniejszych, zawsze można wiele zmienić wprowadzając do ich szczegółów poprawki. Jeżeli się to uda mogą okazać się bowiem tym czymś, czego właśnie szukałem. Mogą, co wcale nie oznacza, że muszą. Jednak zawsze będzie to jakieś wyjście z dotykającego mnie bolesnego impasu, jakaś próba ustawienia sobie życia tak, aby ono nie uwierało mnie na co dzień. Jednym słowem aby spełniło moje wobec niego oczekiwania.

Nie da się bowiem niczego tak do końca wymazać z naszych pamięci, z naszych emocji, z naszych może już wypłowiałych, uczuć. Co jakiś czas wróci do nas nostalgia szczególnie dotycząca tych miłych chwil i zakręci się w naszym oku łezka. Dlatego warto najpierw dobrze się zastanowić, zanim zadecydujemy o czymś, czego nie jesteśmy zbyt pewni, co może nawet jest piękne i urokliwe dziś, ale jutro może okazać się naszym horrorem. Bardzo często bowiem budujemy nasze wizje na napotykanych złudzeniach, których jest pełno wokół, na których praktycznie stoi dzisiaj cały świat. A rachunki za to możemy później płacić przegranym życiem a nierzadko też wręcz poniżeniem.

Dlatego warto zastanowić się już dziś aby nie żyć ani chwilą, ani też dla wspomnianej chwili i nie poniżać się ani nie pozwolić na poniżanie siebie, na utratę własnej godności i szacunku do samych siebie. Żyjmy tak, jakbyśmy postrzegali innych, do których mamy wielki szacunek. Jednym słowem szanujmy siebie, jeżeli chcemy aby nas szanowano. Życie wtedy stanie się może przez jakiś czas nawet trochę trudniejsze jednak na pewno później już bardziej kolorowe i radośniejsze, bo przełamywanie rzeczy trudnych i pozornie niemożliwych uczy nas tego jak zdobywać to, co wcześniej mieściło się tylko w sferze naszych marzeń.

Czego z całego serca wszystkim życzę - Koszmarek

A może macie własne rozwiązania tego problemu? Piszcie proszę, może dzięki nim zmienię własne zdanie w tej kwestii? Bardzo bym tego chciał.

 .