"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

1/ Nikomu nie pomaga a wręcz przeciwnie, dodatkowo dołuje go, gdy ktoś porównuje jego „nieszczęście” do innych na świecie ( a inni mają jeszcze gorzej). W ten sposób wytyka się mu jego małostkowość. Zawsze znajdzie się coś, co jest gorsze od tego co nas spotkało. Każdy z nas, w takich sytuacjach, zwierza się komuś ze swoich kłopotów, ze swoich przeżyć. Każdy też ma inną odporność psychiczną i fizyczną, a więc również inaczej wszystko przeżywa. Tego się nie da porównać chociaż nazwać można tak samo. Jednym słowem każdy z nas jest odrębnym światem kierującym się własnymi gradacjami ważności, dobra i zła, delikatności i odporności. I tak, moim zdaniem, powinniśmy siebie nawzajem traktować.

2/ Takie zachowanie po tzw. „odzyskaniu wolności” ( ładnie brzmi chociaż jakże często mija się z prawdą), mamy praktycznie od dziecka. No może tego większego dziecka. Najpierw cieszymy się, bo wreszcie możemy robić co chcemy, jednak po jakimś czasie zaczynamy dochodzić do wniosku, że zachłyśnięcie się swobodą od bliskich osób, smakuje tylko przez krótki czas.

Zaczynamy wtedy powoli tęsknić za utraconym domem, za rodziną, za tym kimś. Powoli też zaczynamy rozumieć, że wszystko jest dobre, ale z umiarem, że nawet przypalona grochówka podawana przez osobę kochaną, której już nie ma obok, staje się w naszej wyobraźni najpyszniejszą zupą na świecie.

Zastanawiałem się co mógłbym napisać i nic mi nie przychodziło do głowy. Postanowiłem więc coś wymyślić, coś absurdalnego, absolutnie hipotetycznego.  A więc do rzeczy.

Przyjmijmy, że jest ktoś, kto ma kłopoty z ustawieniem sobie życia. W związku z tym żyje praktycznie z dnia na dzień. Buduje więc  sobie kolejne dni, miesiące, lata tak, aby jakoś w tej pogmatwanej i drapieżnej szarzyźnie przetrwać a następnie by ewentualnie później o niektórych z nich, szczególnie tych gorszych, zapomnieć.  Powstaje teraz pytanie. Czy może się to, chociaż w jakimś małym procencie, udać?

Moim zdaniem to się nie uda, ponieważ można wiele „wykasować” ze swoich pamięci, jednak samotność tkwiąca w nas, nie pozwoli nam na zupełne tego wyczyszczenie. Z naszego życia nie da się usunąć przeżytych lat ani nawet małych chwil. Można tylko czasami przestawić je głębiej w naszych magazynach pamięci, na jakiś czas odbarwić emocjonalnie. Bywa też tak, że coś w nas nagle umiera i przestaje nam dokuczać na co dzień. Jednak tylko na co dzień, ponieważ czkawka nastrojów i wspomnień zanurzona w codziennej szarzyźnie życia, co jakiś czas powraca i to najczęściej w najtrudniejszych dla nas momentach.

Taka sytuacja jest straszna, przynajmniej jak na moją wyobraźnię. Czy może więc być jakaś na to rada?

Rada to chyba nie, ponieważ każdy zgodnie z własnymi oczekiwaniami i możliwościami powinien sam tworzyć swoje drogi życiowe. Mogę jednak powiedzieć co ja zrobiłbym będąc w takiej sytuacji, a więc w sytuacji wielkiej ufności do innych a jednocześnie braku przystosowania do panujących zwyczajów i warunków. Starałbym się, powtarzam i podkreślam starałbym się, nie powielać błędów na których już się sparzyłem. Oczywiście w przypadku pozostałych, tych mniejszych, zawsze można wiele zmienić wprowadzając do ich szczegółów poprawki. Jeżeli się to uda mogą okazać się bowiem tym czymś, czego właśnie szukałem. Mogą, co wcale nie oznacza, że muszą. Jednak zawsze będzie to jakieś wyjście z dotykającego mnie bolesnego impasu, jakaś próba ustawienia sobie życia tak, aby ono nie uwierało mnie na co dzień. Jednym słowem aby spełniło moje wobec niego oczekiwania.

Nie da się bowiem niczego tak do końca wymazać z naszych pamięci, z naszych emocji, z naszych może już wypłowiałych, uczuć. Co jakiś czas wróci do nas nostalgia szczególnie dotycząca tych miłych chwil i zakręci się w naszym oku łezka. Dlatego warto najpierw dobrze się zastanowić, zanim zadecydujemy o czymś, czego nie jesteśmy zbyt pewni, co może nawet jest piękne i urokliwe dziś, ale jutro może okazać się naszym horrorem. Bardzo często bowiem budujemy nasze wizje na napotykanych złudzeniach, których jest pełno wokół, na których praktycznie stoi dzisiaj cały świat. A rachunki za to możemy później płacić przegranym życiem a nierzadko też wręcz poniżeniem.

Dlatego warto zastanowić się już dziś aby nie żyć ani chwilą, ani też dla wspomnianej chwili i nie poniżać się ani nie pozwolić na poniżanie siebie, na utratę własnej godności i szacunku do samych siebie. Żyjmy tak, jakbyśmy postrzegali innych, do których mamy wielki szacunek. Jednym słowem szanujmy siebie, jeżeli chcemy aby nas szanowano. Życie wtedy stanie się może przez jakiś czas nawet trochę trudniejsze jednak na pewno później już bardziej kolorowe i radośniejsze, bo przełamywanie rzeczy trudnych i pozornie niemożliwych uczy nas tego jak zdobywać to, co wcześniej mieściło się tylko w sferze naszych marzeń.

Czego z całego serca wszystkim życzę - Koszmarek

A może macie własne rozwiązania tego problemu? Piszcie proszę, może dzięki nim zmienię własne zdanie w tej kwestii? Bardzo bym tego chciał.

 .