"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (433)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

08 Cze 2018

Każdy z nas ma własne życie za które los go kiedyś rozliczy. To fakt, i nic mi do tego co robią inni i dlaczego, ale gdy poruszamy temat na forum publicznym to uważam, że mam prawo wypowiedzieć również własne zdanie. Jakże często mylimy to, co podsuwa nam nasza wyobraźnia budując wirtualnie mniej lub bardziej cudowne wizje, z fizycznymi realiami naszego życia. I to, co jest wspaniałym wirtualnym przeżyciem przy późniejszym spotkaniu w realu, w zderzeniu ze smutną rzeczywistością, z naszą często bardzo upierdliwą fizycznością, nagle się nie sprawdza, staje w bolesnym wręcz konflikcie. Potem mówimy, że ten czy też ta, z internetu to cudowne objawienie w przeciwieństwie do naszego partnera czy partnerki. Błąd polega na tym, że obraz naszego życia, w olbrzymiej większości, budujemy na emocjach a nie na spokojnych, obiektywnych faktach. Jakby do tego nie podchodzić to wszystkie napotykane fakty przepuszczamy przez naszą emocjonalną maszynkę wyolbrzymiając w jedną lub w drugą stronę.

Podobne zdarzenie spotkało kiedyś również mnie i tak jak wielu z was, osobiście to przeżyłem. A więc na początku okres pełnej euforii, później naturalną koleją rzeczy zacząłem mylić fikcję z prawdą i własną fantazję porównywać z realiami codziennego życia oczywiście na niekorzyść tego ostatniego. Skutek wiadomy. Mogę więc teraz pisać, co prawda tylko subiektywnie, jednak opierając się na jakichś konkretach i skutkach. Oczywiście, że nie wszystko musi tak samo się rozwijać i podobnie kończyć. Jednak istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że właśnie tak będzie.

07 Cze 2018

Życie stawia przed nami różne wyzwania. Czasem trudno nam wybrać prawidłowe rozwiązania i tworzymy rzeczywistości alternatywne, jedną na własny użytek, drugą prezentowaną na zewnątrz.

Byliśmy kiedyś w związku, który był dla nas cudownym przeżyciem, kochaliśmy i byliśmy szczęśliwi. Całości dopełniał piękny seks i poczucie bycia wspaniałym i spełnionym. Ten związek zakończył się ale wiemy, że nigdy nie przestaniemy pragnąć tamtego ciała, zawsze już będziemy nosić tę osobę w sercu, pobiegniemy jej na ratunek, gdy będzie tego potrzebować.

Jednak życie toczy się dalej, poznajemy inne osoby, także takie na których nam zależy i nie chcielibyśmy ich stracić. Nie ukrywaliśmy niczego i wiedzą one o naszym poprzednim związku, jednak sądzą, że jest on definitywnie skończony a nasze uczucie wygasło. Ponieważ jednak nie jest tak do końca, zdarza nam się zrobić czy powiedzieć coś, co zaburza ten obraz, tę alternatywną rzeczywistość na zewnątrz. Powstaje zgrzyt, który może spowodować utratę osoby, na której nam zależy.

I tu pojawia się pytanie, mówić czy nie mówić?

Często sami mówimy, że dobre relacje można utrzymać i pielęgnować poprzez szczere rozmowy. Dlaczego więc nie stosujemy tej rady we własnym przypadku? Przecież gdybyśmy powiedzieli bliskiej nam osobie, że czasami tęsknimy do czasów tej pięknej miłości i chcemy by tamta osoba to wiedziała, nie stałoby się nic złego. Każdy rozumie, że takich rzeczy się nie zapomina i takie wyznanie nie byłoby odebrane jako zdrada, czy coś w tym rodzaju.

Ale jednak nie mówimy tego, wręcz przeciwnie, wypieramy się, nie chcemy pokazać tej drugiej rzeczywistości, twierdzimy, że jej nie ma. Dlaczego, czego się boimy? Przecież właśnie taka postawa wzbudza podejrzenie o kłamstwo, a tym samym przekonanie, że jednak ta osoba z przeszłości nie jest nam już tak obojętna, jak twierdziliśmy. Taka sytuacja dużo bardziej sprzyja utracie osoby, której stracić nie chcemy, nie wie ona w końcu w co ma wierzyć, która rzeczywistość jest prawdziwa, co z tego co mówimy jest prawdą a co po prostu słowami wypowiadanymi z obawy.

28 Maj 2018

Jak oceniamy innych? Oczywiście kierujemy się własnymi doświadczeniami a przede wszystkim własnymi charakterami i wszystkim, co one zawierają. Oceniamy więc ludzi, szczególnie tych bliższych, w sposób w jaki byśmy się zachowali w ich sytuacjach. A więc najczęściej wystawiamy własny obraz w takich momentach i przypinamy go do nich. Potem już nasza wyobraźnia dokleja wszystko, co jej na myśl przychodzi a więc często również to, co nas by w takich momentach najbardziej zabolało. Po krótkim czasie zamykamy to wszystko w sobie stwierdzając, że tak właśnie było i już. Ewentualnym argumentem jest fakt, że przecież jest to logiczne. Nie bierzemy tylko pod uwagę faktu, że takie postrzeganie jest bardzo jednostronne, subiektywne, że nasza prawda polega tylko w olbrzymiej większości na domysłach i do tego opartych na nas wartościach naszego charakteru a nie na faktach.

27 Maj 2018

Dużo się dzieje w ostatnich czasach, a głównie dużo zła. I to przede wszystkim ze strony sfer politycznych, w czym każda frakcja ma swój bardzo czytelny, olbrzymi udział. Spróbujmy więc przeanalizować, co mogłoby temu narodowemu armagedonowi, przynajmniej w jakiejś części, zaradzić? Chociaż nie jest to najszczęśliwsze określenie, bo jak znam życie, to chyba nie da się tak łatwo tego zrobić. Jednak pogdybać i pomarzyć można. No cóż, zacznijmy więc od konkretnego przykładu.

Ostatnio często słyszymy na przykład takie stwierdzenie, a dokładniej płomienne wyzwanie, do biednego narodu wprowadzanego w niepodważalną euforię partyjnych racji, wygłaszane przez premiera czy też innych polityków (tu cytuję po literkach) –„ musimy zacisnąć pasa”.

Tu nasuwa się na usta pytanie. My, to znaczy kto? My zwykłe „mrówki”, „robole” z tego mrowiska czy również oni, a więc ci, którzy nami kierują? Bo w tej sytuacji „my” – oznacza dla mnie wszyscy, w odpowiednim, proporcjonalnym stopniu ( czytaj procencie zależnym od uzyskiwanych dochodów) a nie od ponoszenia takich samych materialnych kosztów jakie ponoszą i ci najbiedniejsi usiłujący jakoś przeżyć przy konkretnym wzroście cen i ci, bawiący się polityką, zarabiający w porównaniu do całej reszty narodu, krocie. Nie oszukujmy się. Pan polityk rzucający hasło „musimy” konsekwencje tego odczuwa inaczej niż reszta jego wyborców. Brzmi niby tak samo, ale jest zupełnie czymś innym, bo w tym konkretnym przypadku jest to tylko marnym ułamkiem tego, co przeżywa zwykły „śmieć” zatrudniony na tak właśnie określanej umowie.

20 Maj 2018

Prawdziwy przyjaciel w życiu, bez względu na płeć, to ktoś, kto potrafi patrzeć na nas bezinteresownie, kto chociaż może nie zawsze będzie mógł nam pomóc to jednak wysłucha nas ze zrozumieniem a przynajmniej chęcią zrozumienia. Czasami jest naszym spowiednikiem a czasami kołem ratunkowym. Czujemy się w jego obecności dziwnie bezpieczni. Musimy tylko pamiętać, że powinniśmy też być kimś podobnym w stosunku do niego. Często też określamy w ten sposób ludzi miłych, z którymi okazjonalnie czujemy się dobrze. Są to ci, których lubimy nawet bardzo, którym, oczywiście naszym zdaniem, możemy zaufać. Powinniśmy to jednak robić dość rozsądnie. Takich ludzi możemy bowiem spotkać dużo częściej, jednak już o prawdziwych przyjaciół jest już dużo trudniej.

Prawdziwa przyjaźń jest uczuciem podobnym do prawdziwej miłości tyle, że zupełnie pozbawiona erotyczności i związanym z nią prawem do wyłączności. No może nie do końca tak jest, ale z grubsza biorąc jest to coś podobnego. I jedno i drugie jest poza tym dużo bardziej odporne na wszelkie zawirowania. Dlatego też pozbawiona tych cech prawdziwa, serdeczna przyjaźń bardzo rzadko staje na naszej drodze.

Czy więc jest możliwa? Uważam że tak, musimy tylko dobrze trafić na tę drugą, równie przyjazną nam połówkę i nie pozwolić jej odejść. Ludzi bardzo serdecznych jest wokół nas wcale nie mało, tyle że nie obnoszą się z tym. Wiem bo zdarzyło się to i dla mnie. Warto się rozglądać, szukać i otwierać na nich. Może się nagle okazać, że życie ma inną barwę i smak że wcale nie musi być takie szare jak się to nam wcześniej wydawało. I nieważna tu jest płeć ani wiek. Takie ograniczenia nie grają tu żadnej roli. Życzę powodzenia i trzeźwych ocen, bo jest to bardzo ważne. Przyjaźń podobnie jak miłość sprawdza się w napotykających nas trudnych sytuacjach. Czy jest to absolutną prawdą, tego nie wiem? Jednak wydaje mi się, że tak i moim zdaniem naprawdę warto spróbować aby to sprawdzić i dać sobie szansę.