"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (435)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

13 Mar 2017

Szukamy w życiu ideałów, no powiedzmy kogoś zbliżonego do ideału. Zastanówmy się jednak, czy my sami, z naszymi skłonnościami, słabościami, przywarami i przyzwyczajeniami, z naszą oceną wartości tego co dobre i złe, możemy być dla kogoś takim ideałem? Czy potrafimy, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja w związku, zmienić to w sobie? Czy szukamy tylko po to, aby zaspokoić nasze EGO, nasze potrzeby czy też po to, aby stworzyć związek, pełen wzajemnego zrozumienia, uczucia, ufności zapewniający spokój i bezpieczeństwo?

Poza tym szukać ideału a dążyć do niego, to są dwie różne sprawy. Ideał to niedościgły uniwersalny wzorzec, jednym słowem anioł, zaś w życiu potrzebny jest ktoś kto oczywiście ma wiele jego cech, ale chodzi też w miarę twardo po ziemi. Każdy człowiek posiada emocje, które musi co jakiś czas uzewnętrznić i chociażby właśnie to nie pozwala nam być prawdziwym ideałem. Jednak zależnie od wzajemnego zrozumienia, od wcześniej przeprowadzanych rozmów możemy owe „wyładowania” zredukować do minimum. Mam tu na myśli towarzyszące temu zjawisku chwilowe zgrzyty, które moim zdaniem są nawet wskazane aby był jakiś punkt odniesienia tego co mamy na co dzień. Odrobina pieprzu i soli dodaje potrawie specyficznego, finezyjnego smaku. Podobnie jak zazdrość, która w małym natężeniu jest czymś nawet dowartościowującym, zaś w dużym staje się trucizną, niszczącą każdy normalny, nawet najpiękniejszy związek.

28 Lut 2017

Wiadomo, że życie z powodów różniących się  bardzo naszych charakterów jest sztuką kompromisów, bez nich nie da się żyć. A czy kompromis nie jest w taki razie swoistym manipulanctwem tyle, że w obie strony? A flirt, czy to nie kolejne manipulactwo?  A usiłowanie zmiany zachowań partnera, wychowanie dziecka na zasadzie to co ja mówię jest święte, a wreszcie gra miłosna, czym to wszystko jest? Idąc za tropem takiego myślenia to chyba to wszystko jest również manipulanctwem?

Ujmę to inaczej, życie jest odwieczną grą, w której wygrywamy albo przegrywamy. Spokojnie przejść obok, się nie da. Każdy człowiek ma swoje wady i zalety, swoje słabe i mocne punkty. Słabe - do drzwi do jego wnętrza, do jego psychiki a mocne - to klucz do innych drzwi w drugim człowieku. I jeszcze jedno, zaznaczam że jest to tylko mój punkt widzenia.

Machiavellizm to jednostronna interpretacja czyjejś wypowiedzi, czyichś poglądów. Moje spojrzenie jest więc subiektywne, to fakt, ale jestem świadomy i tego nie ukrywam. A nawet gdybym to zrobił, to przecież byłby to tylko jeden, kolejny głos w dyskusji. A co do szacunku do drugiego człowieka, to mam go więcej niż może sam bym tego czasami chciał. Jest to jedna z moich słabości za którą nierzadko muszę słono płacić.

 

11 Lut 2017

Pisałem już o tym do znudzenia. Tak naprawdę, to koszmarek jest zapełniony jednym wielkim wątkiem o uczuciach a w tym o miłości, o zaufaniu, o wzajemnym traktowaniu się tak w związkach jak również i w życiu codziennym...etc. Korzystając jednak ze zbliżającego się święta zakochanych spróbujmy jeszcze raz określić co to jest prawdziwa miłość i czym się ona charakteryzuje? Co trzeba świadomie lub podświadomie zrobić aby zmniejszyć do minimum ryzyko jej utraty na naszej drodze życia? Jak twierdzą wszyscy mądrzy tego świata, i co również było wielokrotnie poruszane w różnych wątkach na koszmarkowej stronie, droga do pełnej miłości składa się z wielu etapów. To nie rodzi się ot tak nagle, a więc: 

19 Sty 2017

Opierając się przede wszystkim na własnych doświadczeniach,, od dłuższego już czasu rozmyślam o różnych naszych ułomnościach. Z większością z nich najzwyczajniej w świecie godzimy się. Czasami robimy to świadomie, czasami nieświadomie  co jednak nie przeszkadza nam godzić się na ich w nas obecność. A gdy już zdarzy się, że nagle boleśnie nas dotkną, to natychmiast usiłujemy dopiąć do nich jakąś wygodną filozofię, tłumaczącą ich istnienie. Najczęściej jest to twierdzenie, że „nikt przecież nie jest doskonały”, że „jakiego mnie panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz” albo chociażby, że „każdy uczy się na własnych błędach”. Oczywiście można tu tworzyć różne teorie. W tworzeniu ich mamy niezaprzeczalnie wielki talent. Napisałem, że każdy się na nich czegoś uczy, a już przynajmniej powinien to zrobić. Czy jednak na pewno tak jest? Czy na pewno każdego z nas, takie zdarzenia czegoś uczą?

I tu zaczynają się schody. Oczywiście,  że w moim twierdzeniu o naszej umiejętności wyciągania właściwych wniosków i wypływającej z nich nauki, jest tylko jakaś część prawdy, ale tylko część i to bardzo niewielka. Jednak nie opierajmy się na niej, bo natychmiast przypiszemy ją bezkrytycznie całkowicie sobie. A to byłoby już dużym nadużyciem. Najczęściej bowiem szukamy jakiegoś winnego naszej sytuacji, a jeżeli już nie znajdujemy takiego to zwalamy wszystko na los, który zupełnie niewiadomo dlaczego tak okrutnie nas w ten sposób doświadczył. Ktoś kiedyś powiedział, że „każdy z nas popełnia błędy, ale tylko głupiec popełnia je dwa razy”. Wychodząc z tego założenia, mogę z czystym sumieniem spokojnie stwierdzić, że świat jest po brzegi zapełniony różnymi głupcami. 

13 Sty 2017

Co się dzieje z tą miłością? Dlaczego nie wytrzymuje próby czasu? Dlaczego uczucia wygasają a w zastraszającym tempie rosną negatywne emocje?
Takie pytania stawiamy sobie bardzo często. Jednak niezmiernie rzadko próbujemy odpowiedzieć sobie co jest tego prawdziwą przyczyną zadawalając się "naszą prawdą", prawdą skrajnie subiektywną, naszym sposobem oceniania stanu rzeczy, będąc w jednej osobie prokuratorem, obrońcą i sędzią, obrońcą naszym, bo strona przeciwna nie ma w tym momencie prawa do obrony, ona jest tylko oskarżonym. Oczywiście my dajemy siebie, swoje uczucie przy tym jesteśmy kryształowo czyści, nas trzeba akceptować takimi jakimi jesteśmy ponieważ sami siebie przecież akceptujemy (inni mają większe wady), natomiast ta druga strona jest absolutnie winna, bo zawiodła nas i już. Tak najczęściej interpretujemy zaistniałe fakty rozdmuchując w sobie żal, niepomni związku przyczynowoskutkowego. Spróbujmy to przeanalizować, każdy w sobie. Ja to zrobię, oczywiście też subiektywnie, ale postaram się mocno uogólniając, popatrzeć na to z boku tak jak gdyby to mnie absolutnie nie dotyczyło.
Kiedy zaczyna się gra w życiowego pokera? Piszę tu oczywiście o związku dwojga ludzi. 

Otóż, już w momencie poznania, pierwszego spotkania. Nie jesteśmy wtedy naturalni, stajemy się aktorami specyficznego spektaklu. Ja to nazywam tańcem łabędzia. Będąc zainteresowanymi drugą osobą budujemy swój wizerunek, często niezupełnie świadomie, odruchowo, bardzo układny. Staramy się zrobić jak najlepsze wrażenie.