"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (439)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

15 Mar 2018

W bardzo wielu współczesnych małżeństwach już od samego początku brak jest szczerych, spokojnych „wieczornych” rozmów o tym, co im w sobie nawzajem przeszkadza, co denerwuje, co lubią a czego nie, czego i w jakich momentach pragną, co chcieliby w sobie zmienić ..itd. Oczekują od drugiej strony aby domyśliła się tego wszystkiego, wyczuła to i zrozumiała. Niestety, efekty takiego podejścia do sprawy najczęściej są bardzo smutne. Gdy jedna strona ( najczęściej kobieta) mając wizję szczęśliwej rodziny skupia się na zaspokajaniu potrzeb partnera i oczekuje aby on dał jej to, czego potrzeba praktycznie każdej kobiecie - ADORACJI.

No cóż, bardzo często mężczyźni podświadomie wiedzą jak należy postępować zdobywając kobietę, szczególnie młodzi, niedoświadczeni. Potem bardzo szybko zapominają o adorowaniu uważając, że „spółka dwojga” została już założona, twierdza zdobyta i w najlepszym przypadku teraz oni mają dbać o bezpieczeństwo w tym materialne, spokój i nie zdradzać. Zapominają, że kobiety powinny być wiecznie adorowane i to bez względu na wiek. Wtedy kobieta pachnie kobiecością, której mężczyzna od niej tak bardzo oczekuje. Niestety, mężczyźni są mniej skomplikowani niż kobiety. Chociaż……

12 Mar 2018

Jedynym moim zamiarem, gdy pisałem ten tekst, było zwrócenie uwagi na niewłaściwe podejście do wychowywania chłopaków a później, już w początkowej fazie związków, również mężczyzn, przez kochające ich kobiety. Oczywiście nie zawsze i nawet być może nie w przeważającej ilości istniejących związków tak bywa, tym niemniej tak właśnie nierzadko się zdarza. A potem, gdy delikwent już się przyzwyczai do takiego podejścia i zaczyna traktować jak coś normalnego, coś co wejdzie mu w nawyk, wtedy ewidentnie pokrzywdzona nagle budzi się z żalem, że on tego nie docenia, nie docenia jej poświęcenia, że nie pomaga w domu ... etc.

W tym wszystkim zależy mi tylko na ukazaniu w jaki sposób sami jesteśmy często winni takiemu a nie innemu biegowi sytuacji i traktowaniu nas przez partnerów. A co gorsza, traktując takie podejście do wychowania, jako prawidłowy model przekazany nam przez naszych rodziców powielamy ich błędy, które nas potem często niemiłosiernie uwierają. Nie marzę nawet o tym aby zapanowały nagle wśród ludzi idealne modele rodzin, chociaż byłoby to oczywiście piękne. Nie jestem utopistą, i zdaję sobie dobrze sprawę z tego, że jesteśmy zbyt masochistyczni aby na co dzień pozbywać się powodów do narzekań. Jednak jeżeli chociaż kilka osób przemyśli to na spokojnie, to może znajdą oni dla siebie jakieś rozwiązania poprawiające klimaty w zakładanych przez nich rodzinach.

11 Mar 2018

Wstałem bardziej zmęczony niż gdy się kładłem. Przyczyna była prozaiczna. Przez prawie pół nocy kłębiły się we mnie różne dziwne myśli. Można je było jednak tak ogólnie zamknąć w próbie zrozumienia otaczającego nas dobra i zła. Były one jednak dość chaotyczne. Trudno je było pozbierać i uporządkować. Postanowiłem więc pójść po pomoc do mojej serdecznej przyjaciółki, szarej komórki.

Łatwo powiedzieć, ale zrobić już dużo trudniej, szczególnie w przypadku tego małego śpiocha. Szukałem jej wszędzie gdzie tylko mogłaby się wcisnąć. A więc wśród książek, w szafie, na tarasie i w wielu, wielu innych miejscach. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. W pewnym jednak momencie, gdy miałem już zrezygnować, moje maleństwo wyjrzało zza komputera i przeciągając się i przecierając jednocześnie zaspane oczka spytało:

- co się stało, czego się tak awanturujesz i nie dajesz mi odespać trudów ciężkiej nocy?

W pierwszej chwili zaniemówiłem jednak za moment, gdy doszedłem do siebie, odparłem spokojnie:

- nie gorączkuj się, mam problem. Nie mogę pozbierać do gromady myśli, które nie dawały mi w nocy spać. A mianowicie … i tu wyłuszczyłem to co dręczyło mnie w nocy. Gdy skończyłem, maleństwo podrapało się w główkę, na moment zamknęło wielkie oczka a potem zaczęło.

- widzisz, nie wiem jak ci to powiedzieć- zaczęło jak prawie zawsze niewinnie - ale są to myśli z którymi męczyłam się prawie pół nocy. Być może robiłam to zbyt emocjonalnie i dlatego nie mogłeś spać. No cóż, przepraszam. Sam temat poruszałam już wielokrotnie wcześniej z naszym starym przyjacielem leniwym filozofem. On mi wiele wyjaśnił, co wcale nie znaczy, że wyjaśnił mi wszystko. No dobrze, ale zacznijmy od początku.

08 Mar 2018

 

Święto kobiet, jedno z najpiękniejszych świąt które w ustanowił człowiek, które spowszedniało i tak naprawdę pozostało tylko hasło, echo jego pierwowzoru, jego źródła. No cóż, dobre i to. Może jednak właśnie dlatego przyszła mi do głowy taka dywagacja na ten temat. Chciałbym zrozumieć to, co powinno być dla nas jasne, a nie jest. Może ktoś też pomyśli i zastanowi się dlaczego coś nie układa się mu w życiu. Może ? Spróbujmy. Dajmy sobie szansę na zrozumienie własnych błędów i poprawę temperatury uczuć w związku.

Dziwna jest psychika ludzka. Rozsądek i serce (czytaj uczucia) są w niej odwiecznymi, zagorzałymi przeciwnikami. Aby je pogodzić trzeba zmusić się do nadludzkich wysiłków. I co najdziwniejsze, że potem człowiek nie jest z tego absolutnie zadowolony. Właściwie to stoi w punkcie wyjścia, tyle że tym razem już bez marzeń, bez uniesień, bez tego wszystkiego co daje radość życia. Zastanawiam się teraz czy lepiej żyć na pół gwizdka, czy też być egoistą i z pełną świadomością swoich wad, z którymi nie daje sobie rady, oszukiwać kochaną osobę , że się jest kimś innym, że mają przed sobą świetlaną, cudowną przyszłość, że będzie z nim najszczęśliwszą osobą na ziemi, że ....itd. ..itp.?

Można tu przytaczać wiele bardzo popularnych kłamstw którymi kierowani własnym egoizmem posługujemy się na co dzień. W takich momentach zapala mi się czerwona lampka przy haśle czy potrafimy tak naprawdę szczerze i prawdziwie kogoś kochać? Bo, przynajmniej moim zdaniem, kochać to znaczy pragnąć czyjegoś, a nie swojego, szczęścia. A to jest zasadniczą różnicą od tego co czynimy na co dzień. Mówimy, że kogoś kochamy bez pamięci (tak się to mówi) a chcemy przede wszystkim aby ten ktoś był przy nas, tylko i wyłącznie dla nas i tylko i wyłącznie był nami zainteresowany. Nie potrafimy pojąć, że kobieta to kwiat posiadający boskie cechy przede wszystkim dawania życia, który musi rosnąć w konkretnym środowisku, który trzeba odpowiednio pielęgnować aby cieszyła nas swoim urokiem i wdziękiem. Trzeba ją karmić szczerym, prawdziwym uczuciem. Tak ją stworzyła matka natura i żadne postępy cywilizacyjne tego w kobiecie nie zmienią.

Czy to znaczy, że kobieta jest zupełnie wolnym ptakiem? Oczywiście nie, jednak pomimo naszych zastrzeżeń jest ona tak jak wszyscy człowiekiem w jakimś stopniu wolnym, ale kierującym się pewnymi zasadami, z którymi powinniśmy się, niestety, pogodzić. Oczywiście ona też. Narzuca się teraz kolejne pytanie co to znaczy kobieta prawdziwa czy nie prawdziwa. Otóż, w moim pojęciu kobieta prawdziwa to oprócz płci,  kobieta posiadająca bez domieszki cech męskich takie cechy jak delikatność, subtelność, wrażliwość, czułość, kobieta szukająca uczucia  a nie tylko biologicznego pożądania, oczekująca opieki ze strony mężczyzny, zrozumienia złożoności jej osobowości ...itd. Jakże często przecież owo pożądanie mylimy z uczuciem miłości.

03 Mar 2018

No cóż, zachowujemy się jak mieszkańcy Troi którzy pozwolili wprowadzić do miasta konia trojańskiego z grekami w środku. I to był ich koniec. Czymś takim właśnie są zmuszani do emigracji do nas muzułmanie. Ten exodus islamistów jest wyraźnie zaplanowany i skutecznie realizowany przez ekstremistów muzułmańskich. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło aby takie ilości ludności w tak krótkim czasie całymi rodzinami uciekały z własnych krajów. Jednocześnie doskonale wiemy jaką siłą w tej ukrytej wojnie może być religia. Umiejętnie zastosowana działać może „cuda”. W rękach pazernych władców potrafi ona bardzo skutecznie panować nad ludzkimi umysłami „… co widać, co słychać, co czuć…” – jak śpiewał Kuba Sienkiewicz.

Coś takiego było już w wieku XI – XIII. To chrześcijańscy krzyżowcy najeżdżali na kraje muzułmańskie, ale zupełnie inne były tego powody (przynajmniej oficjalnie). Nie jestem przeciwnikiem żadnej religii ani muzułmańskiej ani też żadnej innej. Każdy człowiek ma prawo wierzyć to co chce, co uważa za słuszne. Jest tylko jeden podstawowy warunek, nie może być ona agresywna. W tym przypadku niestety taką ona jest i jej wyznawcy nie zapraszani wyczuwając naszą słabość wciskają się do naszych krajów. Podejrzewam, że w pewnym momencie oddolnie odrodzi się ruch nacjonalistyczny i zacznie się ogólna rzeż. Obym się mylił, ale tego właśnie się bardzo boję….