"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (450)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

26 Mar 2019

1/ Nikomu nie pomaga a wręcz przeciwnie, dodatkowo dołuje go, gdy ktoś porównuje jego „nieszczęście” do innych na świecie ( a inni mają jeszcze gorzej). W ten sposób wytyka się mu jego małostkowość. Zawsze znajdzie się coś, co jest gorsze od tego co nas spotkało. Każdy z nas, w takich sytuacjach, zwierza się komuś ze swoich kłopotów, ze swoich przeżyć. Każdy też ma inną odporność psychiczną i fizyczną, a więc również inaczej wszystko przeżywa. Tego się nie da porównać chociaż nazwać można tak samo. Jednym słowem każdy z nas jest odrębnym światem kierującym się własnymi gradacjami ważności, dobra i zła, delikatności i odporności. I tak, moim zdaniem, powinniśmy siebie nawzajem traktować.

2/ Takie zachowanie po tzw. „odzyskaniu wolności” ( ładnie brzmi chociaż jakże często mija się z prawdą), mamy praktycznie od dziecka. No może tego większego dziecka. Najpierw cieszymy się, bo wreszcie możemy robić co chcemy, jednak po jakimś czasie zaczynamy dochodzić do wniosku, że zachłyśnięcie się swobodą od bliskich osób, smakuje tylko przez krótki czas.

Zaczynamy wtedy powoli tęsknić za utraconym domem, za rodziną, za tym kimś. Powoli też zaczynamy rozumieć, że wszystko jest dobre, ale z umiarem, że nawet przypalona grochówka podawana przez osobę kochaną, której już nie ma obok, staje się w naszej wyobraźni najpyszniejszą zupą na świecie.

07 Mar 2019

Zastanawiałem się co mógłbym napisać i nic mi nie przychodziło do głowy. Postanowiłem więc coś wymyślić, coś absurdalnego, absolutnie hipotetycznego.  A więc do rzeczy.

Przyjmijmy, że jest ktoś, kto ma kłopoty z ustawieniem sobie życia. W związku z tym żyje praktycznie z dnia na dzień. Buduje więc  sobie kolejne dni, miesiące, lata tak, aby jakoś w tej pogmatwanej i drapieżnej szarzyźnie przetrwać a następnie by ewentualnie później o niektórych z nich, szczególnie tych gorszych, zapomnieć.  Powstaje teraz pytanie. Czy może się to, chociaż w jakimś małym procencie, udać?

Moim zdaniem to się nie uda, ponieważ można wiele „wykasować” ze swoich pamięci, jednak samotność tkwiąca w nas, nie pozwoli nam na zupełne tego wyczyszczenie. Z naszego życia nie da się usunąć przeżytych lat ani nawet małych chwil. Można tylko czasami przestawić je głębiej w naszych magazynach pamięci, na jakiś czas odbarwić emocjonalnie. Bywa też tak, że coś w nas nagle umiera i przestaje nam dokuczać na co dzień. Jednak tylko na co dzień, ponieważ czkawka nastrojów i wspomnień zanurzona w codziennej szarzyźnie życia, co jakiś czas powraca i to najczęściej w najtrudniejszych dla nas momentach.

Taka sytuacja jest straszna, przynajmniej jak na moją wyobraźnię. Czy może więc być jakaś na to rada?

Rada to chyba nie, ponieważ każdy zgodnie z własnymi oczekiwaniami i możliwościami powinien sam tworzyć swoje drogi życiowe. Mogę jednak powiedzieć co ja zrobiłbym będąc w takiej sytuacji, a więc w sytuacji wielkiej ufności do innych a jednocześnie braku przystosowania do panujących zwyczajów i warunków. Starałbym się, powtarzam i podkreślam starałbym się, nie powielać błędów na których już się sparzyłem. Oczywiście w przypadku pozostałych, tych mniejszych, zawsze można wiele zmienić wprowadzając do ich szczegółów poprawki. Jeżeli się to uda mogą okazać się bowiem tym czymś, czego właśnie szukałem. Mogą, co wcale nie oznacza, że muszą. Jednak zawsze będzie to jakieś wyjście z dotykającego mnie bolesnego impasu, jakaś próba ustawienia sobie życia tak, aby ono nie uwierało mnie na co dzień. Jednym słowem aby spełniło moje wobec niego oczekiwania.

Nie da się bowiem niczego tak do końca wymazać z naszych pamięci, z naszych emocji, z naszych może już wypłowiałych, uczuć. Co jakiś czas wróci do nas nostalgia szczególnie dotycząca tych miłych chwil i zakręci się w naszym oku łezka. Dlatego warto najpierw dobrze się zastanowić, zanim zadecydujemy o czymś, czego nie jesteśmy zbyt pewni, co może nawet jest piękne i urokliwe dziś, ale jutro może okazać się naszym horrorem. Bardzo często bowiem budujemy nasze wizje na napotykanych złudzeniach, których jest pełno wokół, na których praktycznie stoi dzisiaj cały świat. A rachunki za to możemy później płacić przegranym życiem a nierzadko też wręcz poniżeniem.

Dlatego warto zastanowić się już dziś aby nie żyć ani chwilą, ani też dla wspomnianej chwili i nie poniżać się ani nie pozwolić na poniżanie siebie, na utratę własnej godności i szacunku do samych siebie. Żyjmy tak, jakbyśmy postrzegali innych, do których mamy wielki szacunek. Jednym słowem szanujmy siebie, jeżeli chcemy aby nas szanowano. Życie wtedy stanie się może przez jakiś czas nawet trochę trudniejsze jednak na pewno później już bardziej kolorowe i radośniejsze, bo przełamywanie rzeczy trudnych i pozornie niemożliwych uczy nas tego jak zdobywać to, co wcześniej mieściło się tylko w sferze naszych marzeń.

Czego z całego serca wszystkim życzę - Koszmarek

A może macie własne rozwiązania tego problemu? Piszcie proszę, może dzięki nim zmienię własne zdanie w tej kwestii? Bardzo bym tego chciał.

 .

18 Lut 2019

Czasami, gdy jestem zmęczony, gdy chce mi się na powrót zanurzyć w urokach lat szalonej, wczesnej młodości, nachodzi mnie jakaś dziwna nostalgia. Zaczynam wtedy marzyć przenosząc się do krainy wspomnień. Coś się wtedy we mnie dziwnie zmienia. Oczy stają się mętne, nie przeszkadzają mi żadne odgłosy współczesnego życia dobiegające zza okna. Zapadam się w specyficzny sen. Jak urywki ze znanych filmów przetaczają się w mojej wyobraźni sceny z lat, wtedy niedoceniane, a dzisiaj będące źródłem moich wzruszeń. Coś bardzo melodramatycznego zawisa w powietrzu. Coś, czego chyba nawet nie potrafiłbym dzisiaj dokładnie nazwać.

05 Lut 2019

Kiedyś ktoś wpisywał się w komentarzach właśnie w ten sposób. I nie o to chodzi, że to robi właśnie tak. Oczywiście nie chciałbym aby ten ktoś to zmienił. Nie w tym rzecz, tylko.... właśnie tylko. To spowodowało, że kolejny już dzień chodzi mi po głowie, bez żadnych osobistych wycieczek, piosenka Czerwonych Gitar „Głupia miłość” a dokładnie taki jej wers...”... była to głupia miłość, była to głupia miłość, czemu więc tej miłości tak mi brak..” W tym cytacie kryje się o wiele więcej niż to, co bezpośrednio nam przekazuje. Kryje się duża część prawdy o naszych tęsknotach, zagubieniach, o ogromnej części naszego wewnętrznego i często na własną prośbę pogubionego, JA.

Często jest tak, że nostalgicznie nagle coś nam zaczyna się przewijać w wyobraźni. Powracają wspomnienia, te ważne i te mniej ważne. Oczywiście, z perspektywy czasu wszystko jest ważne, bo dotyczy nas, naszej przeszłości, naszego życia, bo zostawiło w nim jakiś konkretny ślad. To wspomnienia powodują, że stajemy się nagle bardziej rozmarzeni, przenosimy w inny czas, w inną rzeczywistość. I chociaż może nie jest to takie istotne, zaczynamy podświadomie często żałować tego co było a już nie jest. A może tylko tęsknimy do tamtego czasu, tamtego nastroju, tamtego uczucia, tamtej wiary w miłość, bo wtedy świat był piękniejszy a my wierzyliśmy święcie, że wszystko ułoży się po naszej myśli? Może, zaznaczam może, gdyby to wszystko wróciło to być może zachowalibyśmy się dzisiaj podobnie, albo nawet tak samo jak wtedy?

Z perspektywy czasu patrząc, często tamtą miłość nazywamy głupią. Dlaczego? Być może dlatego, że była bardzo naiwna, niedojrzała, zbyt spontaniczna, bo nie potrafiliśmy jej docenić a może nawet zrozumieć? Może i tak. Jednak w tym zawierał się cały ogromny jej urok, którego dzisiaj czujemy wielki niedosyt. Po doświadczeniach jakie podarowało nam życie nagle odczuwamy jakąś uczuciową pustkę. Brak nam tego co było wtedy, tego jak to się wtedy przeżywało, jak się o tym śniło? Może chcemy być jeszcze raz znowu głupi i naiwni, wierzący w spełnienie rzeczy niemożliwych do spełnienia? Co prawda powtarza się to potem w naszym życiu w pewnym sensie cyklicznie, jednak wygląda to już zupełnie inaczej, wyprane z tamtego uroku, bez takiej bezgranicznej wiary w spełnienie, bardziej dojrzałe, bardziej racjonalne.

Nasuwa się teraz pytanie. Czy musimy w naszym życiu coś zniszczyć, żeby i tak niczego się nie nauczyć oprócz nieufności? Mam na myśli oczywiście kolejne lata naszego życia, kolejne pokolenia, kolejnych zawiedzionych wspominających po czasie z łezką w oku i drzazgą w sercu to, co było a nie jest. I co dziwne, najczęściej nie szukających winy w sobie, bo przecież nie w tym rzecz, ale w tęsknocie do .... No właśnie, do czego i dlaczego? Odpowiedź na te pytania pozostawiam Wam, bo wydaje mi się, że dobrze wiecie o co chodzi.

PS. W związku z powyższym przychodzi mi tu na myśl jedynie inny wers, z innej piosenki tym razem Skaldów...” bo nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go...” Tylko jaki to miałoby sens? Jedyna odpowiedź jaka mi się nasuwa w tym momencie to - nasza bezgraniczna głupota.                  

16 Sty 2019

Nasuwa się mi pewne określenie problemu jacy jesteśmy, chociaż ujęte bardzo subiektywnie. Bo przecież o to tu właściwie chodzi, o nasz subiektywizm, bo inaczej nie byłoby dyskusji. Ocena obiektywna niewiele w dyskusji mówi o naszych emocjach, ponieważ jest efektem spokojnych, chwilowych przemyśleń, o których już następnego dnia w pogoni za poprawą naszej egzystencji, najczęściej zapominamy. Przecież żyjemy emocjonalnie. Live is brutal. Ja spróbuję popatrzyć na to jednak z drugiej strony, może to uplastyczni trochę obraz całości. Często tak bywa, że jest absolutnie odwrotnie, że właśnie kobieta jest zaabsorbowana swoimi nastrojami, chęciami posiadania czegoś do tego stopnia, że nie zwraca uwagi na podejmowane, być może rzadkie, próby rozmowy, na to, co druga strona jej daje, od jakich problemów ją uwalnia, w czym pomaga i czego oczekuje w zamian. A to przecież też pozostawia jakiś ślad. To też budzi w nas jakieś emocje. I znowu ... life is brutal. Wielokrotnie pisałem, że do rozmów potrzeba wyczucia chwili, sama potrzeba nie wystarczy. Trzeba stworzyć odpowiedni klimat aby otworzyć drugą stronę. Jest to bardzo trudne ale też i chodzi o bardzo ważny moment w życiu, o wzajemne otwarcie się i zrozumienie wspólnych problemów. Rozumiem. Wszyscy jesteśmy jednak ułomni, w takim razie pozostaje tylko przeprowadzić rachunek plusów i minusów, tak w ocenie drugiej strony jak i w samoocenie. Bardzo często własne błędy obie strony widzą jako przypisane do osobowości, błahe lub też jako konsekwencje działań partnerów, zbyt łatwo tłumacząc siebie.

Lista potrzeb i oczekiwań jest zawsze, może nawet ilościowo nie taka wielka, ale na pewno treściwa i na tym najczęściej skupiają się ci, którzy mają żal. Dawanie własnego siebie to i bardzo dużo i niewiele. Dlaczego? Bo do tego doklejony jest charakter z całym wulkanem emocjonalnym, jego przyzwyczajeniami, sposobem postrzegania i oceny wyuczonym wcześniej, dopieszczania własnych, podkreślam własnych marzeń, nad którym wcale nie zawsze chcemy zapanować, a który to może psuć wszystko powoli i dokładnie. Nie piszę tu o marzeniach lecz o charakterze. A potem żal do życia, że ucieka, że gdyby można było cofnąć czas to nie popełnilibyśmy tego błędu po raz drugi, że na początku wyglądało to zupełnie inaczej, a wszystko to najczęściej z punktu widzenia biorcy. Moim zdaniem najpierw powinniśmy docenić a dopiero potem oceniać i dotyczy to obu stron tak jak obraz charakteru jaki wyłania się z wzajemnej , codziennej obserwacji. Wniosek? To nie tylko mężczyźni ani też kobiety mają tyle niesympatycznych cech, te wady mamy, w mniejszym lub większym stopniu, wszyscy. I co prawda na pytanie, co było pierwsze jajko czy kura trudno jest znaleźć prawidłową odpowiedź to jednak na pytanie, co było konsekwencją czego, co jest powodem naszej negatywnej reakcji emocjonalnej, naszego złego samopoczucia, znaleźć taką odpowiedź o wiele łatwiej, oczywiście, jeżeli tylko wykażemy przy tym maksimum dobrej woli i obiektywizmu. Chyba, że nie chcemy znać takiej odpowiedzi przeświadczeni z góry o naszych racjach, o naszej krzywdzie. Wtedy powinniśmy zastanowić się, co dalej, bo życia nie warto marnować, to jedno jest bezdyskusyjnie pewne.

Strona 1 z 90