"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (441)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

05 Gru 2018

W jak wielu sytuacjach twierdząc, że dobrze wiemy, zamykamy dyskusję dotyczącą nas i naszych problemów opierając się w ich ocenie na stereotypach, zamiast uświadomić sobie, jaki był nasz wpływ na ich zaistnienie oraz co ważniejsze, jaki będzie ich wpływ na nasze dalsze życie? Kochamy wszelkie uogólnienia. Uważamy bowiem, że w nich możemy „odnaleźć” wiele odpowiedzi na nasze problemy. Stereotypy stały się dla nas swoistą „wykładnią” a szkoda, bo powinny być tylko punktem wyjścia do próby zrozumienia jakiegoś, dotyczącego nas, zagadnienia. I co z tego, że dotyczą statystycznych a więc mocno uśrednionych  wielkości i że w związku z tym podsuwają nam najczęściej błędne rozwiązania? Dziwne, jak bardzo potrafimy być uparci w popełnianiu często kardynalnych błędów?

21 Lis 2018

Powinniśmy sobie wreszcie uświadomić fakt, że nasi partnerzy nie są naszymi służącymi, nie są przedmiotami, których przyszłym losem nikt nie musi się przejmować. Często ludzie kierowani zauroczeniem czy fascynacją nie zdają sobie nawet sprawy, albo też nie chcą o tym myśleć, co przyniesie nieunikniony upływ czasu ich partnerom/-kom. Są sprawy, które przy odrobinie dobrej woli można z wielką dozą prawdopodobieństwa jednak przewidzieć. Ale na to trzeba jednak trochę czasu i niestety, naprawdę kochać.

To jest bardzo podobne do leczenia wielu groźnych chorób. Wtedy lepsza jest bolesna ale skuteczna operacja niż powolne niszczenie całego organizmu. Oczywiście nie wszystkiego należy się bać i nie od wszystkiego uciekać, ale są sprawy, których nie można jednak nie zauważyć. Wtedy właśnie powinno się dobrze wszystko przemyśleć, a więc czy bardziej kochamy siebie, własne uczucia, zaspokojenie własnych potrzeb i oczekiwań, pomimo świadomości tego, co jest praktycznie nieuniknione, co stworzy duże zagrożenie dla uczuć i bezpieczeństwa kochanej osoby, czy też naprawdę kochamy ją, tę właśnie osobę.

12 Lis 2018

Jak to jest z mniej lub bardziej osobistymi kontaktami w internecie, z naszymi rozmowami? Czy powinniśmy spokojnie rozmawiać z kim chcemy i jak chcemy, bo przecież to tylko wirtual? Czy też może powinniśmy takie kontakty traktować jak część zdarzeń w naszym życiu, zdarzeń istotnych, działających na nasze myśli, uczucia, emocje i pozostawiających tam swoje ślady? Dlaczego staramy się ukryć niektóre nasze spotkania wirtualne przed naszymi partnerami? Czy dlatego, że się ich boimy, czy tylko dla świętego spokoju ( to nasza wersja)? Dlaczego jest taki wielki brak zaufania w tej materii? Uważamy, że wszystko jest OK, jednak nasze drugie połowy mają co do tego wątpliwości. Jak to z tym jest?

Może ktoś mi szerzej wyjaśni, czy jest to tylko zabawa, czy trochę inna, chociaż czasami bezlitośnie brzemienna w skutkach, gra w życie? A jeżeli tak, to gdzie jest jej granica i czy jest możliwa do uchwycenia? Pytań jest wiele, ale może chociaż na niektóre z nich ktoś z Was pomoże mi znaleźć odpowiedź. Patrząc na to z jednego punktu widzenia dość łatwo ją znaleźć, ale patrząc na to szerzej odpowiedź wydaje się niemożliwa, bo zawsze znajdzie się jakieś ... ALE. Ciekawi mnie czy takie kontakty coś w Waszym życiu zmieniły? A jeżeli tak, to czy były to dobre zdarzenia, czy może nie? ...

28 Paź 2018

To ciekawe, jak bardzo często, opierając się na stereotypach, chcemy znaleźć uniwersalne rozwiązanie do naszych problemów i oczekiwań. W bardziej lub mniej burzliwej dyskusji, możemy tylko odpowiedzieć sobie na pytanie – jacy to przeciętnie bywają mężczyźni. Przeciętnie, bo oglądani pod kątem średniej statystycznej, a nie jakim jest ten lub inny konkretny mężczyzna naprawdę. Moim zdaniem, zakładając sobie konkretne oczekiwania musimy świadomie dążyć do ich realizacji, ale nie oczekiwać spełnienia ich na zasadzie pobożnych życzeń. Dużo łatwiej można znaleźć odpowiedź na pytanie czego w nas nie lubią inni ludzie, co będzie nam przeszkadzało w rozwijaniu założonego wcześniej związku. Czego nie powinniśmy robić, czy też jak nie powinniśmy postępować, aby nasze wzajemne relacje były zdrowe i ciepłe, aby cementowały nasz związek a nie rozbijały go.

Ujmę to tak. Mężczyźni podobnie do kobiet, są jacy są, bardzo różni i tylko od kobiet zależy jakiego z nich sobie wybiorą. Nic tu nie da wysłuchiwanie ogólnej opinii czy jak kto woli średniej statystycznej. O minusach i plusach nie będę tu pisać, bo w związkach, w dużej części, pomijając indywidualne charaktery, większość mężczyzn jest taka, jakimi ich potem uformują partnerki prowokując lub narzucając im swoje humory, wymogi i oczekiwania lub też zupełnie niepotrzebnie przesadnie nadskakując i rozpieszczając. Podobnie jest i w drugą stronę, tyle, że to nie jest już tak widoczne.

26 Paź 2018

...myślę, więc jestem...” ....czyli.....przypowieści leniwego filozofa....

Poszedłem któregoś dnia do starego drzewa aby jak zwykle porozmawiać z mieszkającym w dziupli, leniwym filozofem. Zastałem go szykującego się do poobiedniej drzemki.

- Mistrzu – spytałem - czy możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie?

Zapytany popatrzył się na mnie i po chwili odrzekł:

- Jedno powiadasz? Dobrze więc, pytaj.

- Otóż – zacząłem - sąsiad mój bardzo zazdrosny o to, że moja żona jest taka cicha i pracowita, próbuje mnie przekonać, że na pewno ona się zmieni. Zacznie mnie zdradzać, rozleniwi się, zacznie na wszystko narzekać. Mówi, że wszystkie kobiety są takie. Próbuje też udowodnić mi, że już zaczęła się zmieniać, przecież zobacz sam, mówi, powoli traci swoją dawną urodę i na pewno będzie drażliwa i złośliwa. Zobaczysz, zacznie niedługo wydawać twoje pieniądze na coraz to nowe tuniki i ozdoby aby ukryć utratę swojej urody. Czy mam mu uwierzyć, że aż tak bardzo zmieni się moja żona? Przecież mówi tak przekonywująco i powołuje się na wypowiedzi filozofów.

Strona 1 z 89