"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (437)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

17 Paź 2018

No tak, myślałem że zostanę tutaj publicznie powieszony za głoszenie herezji w temacie ustalonego i wypracowanego przez wieki, wizerunku sytuacji kobiety i mężczyzny w związku lub, że chociażby ktoś mnie przynajmniej utopi za przesadne, jego zdaniem, malowanie pozycji owej kobiety w tymże związku. A tu cisza, Wiem, że olbrzymia większość z nas to wszystko też wie, tylko czy na pewno rozumie? Już słyszę argumenty typu, że takie jest życie i nie ma tu z czego robić problemu, że kobieta to wszystko musi, bo tak została stworzona, że każdy sam, dobrowolnie, wybiera sobie pętlę na własną szyję, że w dzikich, afrykańskich plemionach czy chociażby w krajach wschodu kobiety mają jeszcze gorzej, że ...itd.

03 Paź 2018

Nasze życie składa się z kilku nakładających się na siebie warstw. Warstwa fizyczna jest na ogół dobrze znana. Dlatego zbyt mocno nie będę się na niej skupiać. Jedno, co powinniśmy jednak wiedzieć, że to co nas fizycznie dotyka ma swoje źródło w innych warstwach, które w nas matka natura zakodowała. I dlatego zanim minie w nas szał młodzieńczych uniesień, powinniśmy zabezpieczyć się i zacząć patrzeć nawzajem na siebie pod kątem wzajemnego zrozumienia, szukania innych wartości, które powinny nam pomóc w przetrwaniu, w założonej wspólnocie a dokładniej które pomogą nam popatrzeć na siebie inaczej niż jak na, co prawda w różnym stopniu, jednak obiekty wzajemnego pożądania.

26 Sie 2018

Ciekawi mnie co powie kobieta o mężczyźnie, który ma łzy w oczach? No właściwie to dobrze wiem, jest to widok dość żałosny. Taki facet chyba nie jest wymarzonym mężczyzną? Ktoś musi być silny i nie poddawać się ciepłym uczuciom aż do tego stopnia. Kobieta natomiast ma ten luksus, że może sobie na to pozwolić. Niestety, mężczyzna powinien być w związku tą twardą ostoją. Kurcze blade, w takim razie ja niestety już chyba nie jestem w takim rozumieniu mężczyzną . Dla przykładu pozwalam sobie na rozklejanie się w trakcie słuchania romantycznych piosenek, a to przecież przeczy wszelkim kanonom bycia przysłowiowym mężczyzną. To kim w końcu jestem? Mężczyźni mnie nie interesują, nie budzą we mnie żadnych emocji oprócz czasami, tej aby przywalić któremuś za chamstwo.

A jak to Wy postrzegacie ?

04 Sie 2018

Wieczne posądzanie o coś co nie miało miejsca. Rzucanie w siebie słowami, które przede wszystkim mają boleć, psychicznie zabijać. Wymyślanie argumentów nieprawdziwych, nie mających żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, ważne aby tylko dobrze, a więc ostro brzmiały, aby mocno zabolały. Czy to może być, albo inaczej, czy to jest zdrowym rozładowaniem narastających w związku konfliktów? A tak przecież przynajmniej twierdzą niektórzy znani psycholodzy. Rozumiem, że jest to sposób na rozładowanie naszego skumulowanego napięcia nerwowego, że jest to dla nas rodzaj naszego odreagowania. Jednak czy taki sposób nie jest jednocześnie tworzeniem nowych , kolejnych pokładów złych emocji w kimś, do kogo to wszystko kierujemy? Czy przypadkiem w ten sposób nie tworzymy samonakręcającej się spirali wzajemnej niechęci a z czasem i nienawiści? Przypomina mi to gorący garnek, który musimy gdzieś przenieść. I zamiast pomyśleć chwilę nad tym, jak to zrobić bezboleśnie a więc np. wziąć szmatkę aby nie poparzyć sobie rąk, z uporem staramy się przekazywać go sobie nawzajem. W ten sposób może i doniesiemy nieszczęsny garnek tam gdzie trzeba, ale przy tym oboje poparzymy sobie ręce. Taka jest nasza mądrość życiowa, przykre.

19 Lip 2018

Uroda potrafi wyróżnić kogoś z otoczenia i o to właśnie chodzi. Ktoś przecież powinien zwrócić na siebie uwagę drugiej osoby aby w niej rozbudzić chęć bliższego poznania. Właściwe poznawanie powinno nastąpić dopiero później. Niestety, najczęściej właśnie wtedy już zaślepieni zauroczeniem nie zwracamy uwagi na to, co najważniejsze w owym człowieku. Na jego charakter, osobowość, na jego przywary czy przyzwyczajenia. Najczęściej widzimy tylko ciało, które, o zgrozo, z oczywistych powodów z czasem się starzeje. W ten sposób gubimy w tym obrazie to, co może nas kiedyś zaskoczyć i boleśnie dotknąć lub naprawdę uszczęśliwić. Mam na myśli nasze psychiczne wnętrze.

Dla przykładu, piękno oczu płynące ze smutnego spojrzenia starego człowieka a już starej kobiety w szczególności, jest czymś nie do opisania. Tyle w nich ciepła, dobroci, tyle nie do końca ukrytej nostalgii, swoistego zażenowania i żalu, że coś właśnie minęło. To niesamowite, gdy człowiek sobie nagle uprzytomni, że ta starsza osoba była przecież kiedyś młodą, piękną, wesołą dziewczyną czy też sprawnym i przystojnym chłopakiem? Dopiero wtedy zauważamy pędzący obok nas czas i dochodzimy do wniosku, że przemijanie wycisza, zmusza nas do refleksji, do zauważenia w innym człowieku właśnie tego uroku. Bo to właśnie pozostaje, chociaż ciało zmieniając się, więdnie i przemija. W życiu nie jest najważniejsze to co piękne dla oczu, tylko to co dobre, wartościowe, co może dać nam radość albo może również nieść w sobie nieszczęście, jakiś wspólny dramat. Wcześniej czy później zrozumiemy, że właśnie zalety charakteru są tym, co daje owo szczęście i najważniejsze, nie starzeje się i nie przemija.

Strona 1 z 88