"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Mój punkt widzenia ... z życia brane

Mój punkt widzenia ... z życia brane (459)

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie? Pytanie, wbrew pozorom, nie bezzasadne. I chociaż znamy siebie od zawsze to jednak bardzo mało lub nawet wcale nie zauważamy naszych wad. Owszem, mówimy o nich czasami ale zawsze w kontekście „ jakiego mnie panie stworzyłeś takiego mnie masz". I jeżeli już ktoś nas nie akceptuje to już jego strata, jego problem, bo powinien nas polubić czy też pokochać takimi jakimi jesteśmy. Tłumaczymy, że każdy człowiek ma wady i zalety, ważnym jest tylko to czego w nim jest więcej, o wadze gatunkowej jednych i drugich już z reguły nie pamiętamy. Akceptujemy siebie i już.

Problem zaczyna się w momencie gdy zaczynamy oceniać innych. Najpierw wyławiamy tylko to czego oczekujemy a potem pieczołowicie obraz ten pielęgnujemy rozczarowując się gdy coś nas zaczyna uwierać, gdy zaczynamy poznawać tego kogoś bliżej, dokładniej.  I to też nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, iż bardzo często zachowania tej drugiej strony są konsekwencją naszego postępowania wobec nich, stawiania ich przed koniecznością wyboru lub nawet obrony przed naszymi zachowaniami, emocjami. Zaraz usłyszę głosy, że to dotyczy obu stron. Oczywiście że tak, tylko odpowiadanie w ten sposób jest już próbą rozmydlenia problemu, oczekiwania tego że ta druga strona spróbuje nas zrozumieć. A my? My wspaniałomyślnie pozwolimy kochać się i już. No cóż, jest to nagminnie przez nas  popełniany błąd. Ale przecież my jesteśmy tak kochający, tak bezradni, tak niewiele oczekujemy, tylko odrobiny ciepła, miłości i zrozumienia ( to też nie cała prawda). Z tą odrobiną to niezupełnie tak, a poza tym nie odpychajmy naszymi humorkami, zachowaniami, naszymi wymogami. W momentach rozżalenia nie zauważamy co dobrego ta osoba dla nas robi, bo jest to przecież rzeczą normalną, jak powietrze. Czegoś jednak nie otrzymaliśmy i to nas już boli niemiłosiernie, narasta do rangi problemu przesłaniając wszystko inne. Wiem, że trudno stać się takim ideałem a wręcz jest to niemożliwe ale próbujmy zmieniać się  a jeżeli już nie to nie dziwmy się, że po jakimś kolejnym wybuchu nie zawsze uzasadnionego żalu lub złości, ta druga strona jeszcze w następnym i kolejnym dniu nie może dojść do siebie i ciągle widzi ten zburzony przez nas obraz.

Pamiętajmy, że najpierw trzeba coś dać aby potem coś dostać. Dając siebie nie tylko dajemy swoje ciało ale również, a nawet przede wszystkim swój charakter a to już jest najczęściej niezła doza pokrzywy ukrytej wśród puchu. Od nas i tylko od nas zależy jak bardzo będzie ona szkodzić w naszym związku.  Miłość polega na dawaniu a nie na braniu i to dotyczy obu stron. Jest to podstawowy warunek aby ciepło i wzajemne zrozumienie trwało długo. Zaznaczam jeszcze raz, to co piszę dotyczy wszystkich bez wyjątku, którym zależy na budowaniu zdrowych związków. Popatrzmy na siebie z boku, czy gdyby ktoś inny tak zachowywał się jak my to jak podeszlibyśmy do tego, jak byśmy go ocenili?

I nie ma tu tłumaczenia, że my to co innego. Nie, my jesteśmy tacy sami jak inni i podlegamy takim samym prawom i ocenom. Jeżeli tego nie zrobimy to nie dziwmy się później że ktoś, na kim nam bardzo zależy, po pewnym czasie zmienia o nas zdanie na gorsze.

Potraktujmy siebie jak zainfekowany program komputerowy, który aby dobrze działał, najpierw trzeba antywirusowym programem przejrzeć a potem wyleczyć. W końcu musimy, tworząc wspólnie system rodzinny, zrobić wszystko aby atmosfera była ciepła, pełna zrozumienia, miłości i, co niemniej ważne, zabezpieczona przed złymi wpływami z zewnątrz.

 Dla jasności dodam, że jest to tylko jeden z podstawowych warunków w rozwiązywaniu naszych problemów. Jeden z wielu, ale o tym innym razem.

A co zrobić jeżeli dajemy siebie, pracujemy nad sobą, nad swoją zmianą a w efekcie jesteśmy tylko wykorzystywani i nie dostajemy nic? Cóż, odpowiedzi nie muszę dawać bo ciśnie się sama na usta. No chyba, że jesteśmy tak bardzo zauroczeni iż nie dopuszczamy nawet myśli o zmianie partnera. Ale to już jest zupełnie inna bajka.

09 Lut 2020

Cierpienie człowieka jest integralnie związane z jego życiem. Bardzo często jest ono wytworem naszych wyobraźni opartych na naszych subiektywnych przeżyciach. Spróbuj zabrać człowiekowi wyobraźnię a pozbawisz go większości powodów do cierpienia. Nasza świadomość rozbudzająca wyobraźnię, jest już sama w sobie dla wielu z nas, stanem powodującym to bolesne uczucie. Powoduje bowiem nieprzewidywalne stany stresowe, buduje często wyimaginowane zagrożenia, tworzy nierealny świat wizji nieszczęścia, w którym nagle, w jednej chwili rozpada się, wymyślona przez nas, iluzoryczna bajka potocznie nazywana miłością. Taki stan rzeczy tworzy z nas masochistów cierpiących oczywiście najczęściej na własną prośbę. Jednak konia z rzędem temu, do kogo ta prawda dotrze. Ja to już poznałem, ale przyznam się, że do końca tego jeszcze nie rozumiem. Dlatego cierpię podobnie do wielu innych, często głupio i zupełnie bez sensu. Tak mi przynajmniej tłumaczą koledzy mówiąc, obejrzyj się i tylko wybierz. Ja jednak nie chcę się oglądać, co wcale nie znaczy, że chcę cierpieć. Widocznie tkwi we mnie jakiś głupi upór. Niektórzy twierdzą, że skłonność do przewlekłego cierpienia odróżnia nas od świata zwierząt. Ja jednak mógłbym z takim twierdzeniem dyskutować. Chociaż coś jednak w tym chyba jest na rzeczy. Kończę, aby nie zmuszać do cierpienia czytających.

29 Lis 2019

Nasze marzenia, nasze plany ubarwiają nam życie, powodują że chce się żyć mając w perspektywie nawet dalekosiężnej, jakieś wydarzenia, do realizacji których uparcie dążymy. I nie jest to nasze następne, czasami nudne, monotonne, niewiele mówiące kolejne pięć minut. Moim zdaniem najważniejszy jest pierwszy krok zrobiony we właściwą stronę i pilnowanie każdego następnego, który za każdym razem jest kolejnym pierwszym a więc kontrolowanym, aby nie zejść z właściwej drogi. Zaprzątanie sobie głowy planami wybiegającymi w przyszłość nie jest niepotrzebnym zaśmiecaniem ale wytyczaniem sobie celu, wybieraniem go. Systematyczne skupianie się na wszystkich kolejnych pięciu minutach naszego życia jest bardzo precyzyjnym podejściem do tego co przeżywamy, do realizacji naszych zamierzeń. Może każde z osobna jest niesamowicie nudne, szare, ale zsumowane daje nam w efekcie realizację, często naszych marzeń. W trakcie malowania obrazu każda kolejna kolorowa plamka jest tylko zwykłym, nic nie znaczącym punktem na płótnie, ale wszystkie one wzięte razem dają nam coś cudownego, niezapomnianego. Podobnie jest z naszym życiem i kolejnymi jego pięcioma minutami. Każda wyjęta z kontekstu jest byle jaka, ale zebrane razem dają cudowny efekt. Warto marzyć, warto śnić aby móc potem wybrać to do czego chcemy dążyć, co chcemy osiągnąć. Do wprowadzania korekt, zmusi nas życie ale i tak coś z tego marzenia zawsze zostanie, a to już nie jest szara bierność. Naszą przyszłość kształtuje nie najbliższe pięć minut, ale wszystkie one razem zsumowane.

01 Maj 2019

Kiedy Bóg tworzył kobietę, pracował do późna szóstego dnia.

Przechodził obok anioł i zapytał: Dlaczego poświęcasz tyle czasu właśnie temu dziełu?

A Pan odpowiedział:

Czy zauważyłeś wszystkie szczegóły,

jakie muszę uwzględnić, żeby ją ukształtować?"

Musi być zmywalna, choć nie zrobiona z plastyku, mieć więcej niż 200 ruchomych części, które mają być wymienialne i musi ona funkcjonować

na wszelkiego rodzaju pożywieniu;

musi być zdolna objąć kilkoro dzieci na raz, przytulić tak, by uzdrowić co jest do uzdrowienia

od stłuczonego kolana do złamanego serca,

a to wszystko musi zrobić

tylko dwiema rękami.

Anioł był pod wrażeniem.

Tylko dwiema rękami niemożliwe!

I to jest model standardowy?!

To zbyt wiele pracy jak na jeden dzień Jutro dokończysz.

Nie będę czekać do jutra powiedział Pan.

Jestem już tak bliski ukończenia tego dzieła.

Stanie się najmilsze mojemu sercu.

Ona sama siebie leczy, kiedy zachoruje

i potrafi pracować 18 godzin dziennie.

Anioł podszedł bliżej i dotknął kobiety.

Ale uczyniłeś ją taką miękką, Panie.

Jest miękka powiedział Pan.

Lecz uczyniłem ją także silną.

Nie wyobrażasz sobie nawet, co potrafi znieść

i ile pokonać.

Czy ona potrafi myśleć?" zapytał anioł.

Pan odpowiedział:

Nie tylko potrafi ona myśleć, ale potrafi przekonywać i pertraktować.

Anioł dotknął policzka kobiety

Panie, zdaje się, że to dzieło przecieka!

Zbyt dużo nałożyłeś ciężarów.

Ona nie przecieka To łza poprawił Pan anioła. 

Łza? A co to takiego? zapytał anioł.

Pan odpowiedział:

Łzy są jej sposobem wyrażania smutku, wątpliwości, miłości, samotności, cierpienia

i dumy.

To zrobiło duże wrażenie na aniele.

Panie, jesteś geniuszem.

Pomyślałeś o wszystkim. Kobieta jest naprawdę

cudowna!

Rzeczywiście jest!

Kobieta posiada siłę, która zadziwia mężczyznę. Potrafi ona radzić sobie

z kłopotami i dźwigać ciężkie brzemię.

Ma w sobie szczęście, miłość i przekonania.

Uśmiecha się, gdy chce jej się krzyczeć. Śpiewa, gdy chce jej się płakać,

płacze, gdy jest szczęśliwa

i śmieje się, gdy się boi. 

Walczy o to, w co wierzy.

Sprzeciwia się niesprawiedliwości.

Nie akceptuje nie jako odpowiedzi,

kiedy widzi lepsze rozwiązanie.

Daje z siebie wszystko,

żeby jej rodzinie dobrze się wiodło.

Zabiera swoją przyjaciółkę do lekarza,

kiedy się o nią martwi.

Jej miłość jest bezwarunkowa. 

Płacze, kiedy jej dzieci odnoszą sukces.

Jest szczęśliwa, kiedy wiedzie się jej przyjaciołom.

Cieszy się, kiedy słyszy

o narodzinach czy weselu. 

Boli ją serce, kiedy umiera ktoś z rodziny

lub bliski przyjaciel.

Ale znajduje siłę, by żyć dalej.

Wie, że pocałunek i przytulenie mogą uzdrowić złamane serce. 

Ma tylko jedną wadę

                                     Zapomina, ile jest warta…

 

01 Maj 2019

No cóż, mógłbym co prawda teraz przypomnieć, że zgodnie z pewną znaną nam powszechnie teorią, pierwsza kobieta została stworzona z żebra Adama, pochodzenie mamy, tak czy inaczej takie samo, a więc która kobieta, w tej kwestii, postponuje ( czyt. obraża) mężczyznę, obraża również siebie, jednak pominę ten fakt i spróbuję inaczej. Wychodząc z tego samego założenia, zabawię się przeprowadzeniem dowodu, że to właśnie kobieta ( a może również, taka wersja też mi odpowiada ) jest tym brakującym elementem pomiędzy małpą a mężczyzną. Kurcze, z jakim bólem serca to robię, tego nikt nie wie, ale niech się dzieje co chce. Spróbuję pójść tym tropem myślenia. A więc do rzeczy.

Po pierwsze:

Czy zauważyłyście jak często zwracamy się do was mówiąc: moja małpeczko (sic), myszko, koteczku, czy bardziej zadziornie: tygrysico, lwico, że nie wspomnę już głupiej kozy, czy chociażby poczciwej krówki, której mniej zdrobniałą odmianę jakże często przywodzimy sobie na myśl, gdy jesteśmy z waszego powodu pod wpływem lekkiej emocji. Zresztą, podobnych określeń wy same z wielką przyjemnością używacie w stosunku do innych przedstawicielek tej samej płci.

Po drugie:

Podobnie jak mężczyźni, kobiety mają również silnie rozwinięte niektóre instynkty zwierzęce, a więc: mówi się wściekła, podstępna, fałszywa żmija ( to dotyczy tylko części ich populacji, chociaż gdyby tak dokładnie im się przyjrzeć to wyniki mogłyby okazać się dziwnie zaskakujące). Miłość do błyskotek porównuje się do adekwatnych zachowań sroki (taki ptak z rodziny krukowatych), czy chociażby odwracanie kota ogonem w czym celują

przedstawicielki płci pięknej. A co do polowania, to kobiety od zawsze robią wszystko i jeszcze więcej aby być upolowanymi, może nie przez każdego, to fakt, ale przez kogoś z wybranej grupy myśliwych (prawdopodobnie to są ci, którzy mają kłopoty z myśleniem, dlatego trzeba im koniecznie pomagać, stąd zgryźliwa nazwa - myśliwi).

18 Kwi 2019

Jak odbieramy innych? Oczywiście kierujemy się własnymi doświadczeniami a przede wszystkim własnymi charakterami i wszystkim, co one zawierają. Oceniamy więc ludzi, szczególnie tych bliższych, w sposób w jaki byśmy się zachowali w ich sytuacjach. A więc najczęściej wystawiamy własny obraz w takich momentach i przypinamy go do nich. Potem już nasza wyobraźnia dokleja wszystko, co jej na myśl przychodzi a więc często również to, co nas by w takich momentach najbardziej zabolało. Po krótkim czasie zamykamy to wszystko w sobie stwierdzając, że tak właśnie było i już. Ewentualnym argumentem jest fakt, że przecież jest to logiczne. Nie bierzemy tylko pod uwagę faktu, że takie postrzeganie jest bardzo jednostronne, subiektywne, że nasza prawda polega tylko w olbrzymiej większości na domysłach i do tego opartych na nas wartościach naszego charakteru a nie na faktach.

Strona 1 z 92