"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

19 Sie 2016

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to tu chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak.

Każdy z nas jest odrębnym, innym, mniej lub bardziej zamkniętym światem, z bardzo skomplikowanym życiem wewnętrznym. Różnimy się od siebie jak odciski dwóch palców. I jednych i drugich, identycznych, po prostu nie ma. Patrząc na drugiego człowieka musimy to koniecznie sobie uświadomić. Pozornie jesteśmy sobie podobni, ale tylko pozornie. Proponuję zapisać jako punkt pierwszy taką konstatację.

Człowiek jest zamkniętą, umowną, kulą wypełnioną wulkanem emocji, potrzeb, zahamowań, myśli, odczuć itp. tworzącym bardzo skomplikowany system wewnętrznego współistnienia i wzajemnego oddziaływania na siebie i otoczenie.

14 Sie 2016

Zastanawiam się, dlaczego człowiek tak mało wie o swojej samotności. Dlaczego ja, zawsze znaczy tylko ja a on znaczy tylko on i zawsze oba te znaczenia są mniej lub bardziej konfliktowe. Bardzo głęboko w naszej psychice pojęcie my, jest pojęciem matematycznym a nie emocjonalnym, mówiącym o ilości a nie o jedności, nie dającym pewności bezpieczeństwa. Podejście emocjonalne zdarza się nawet często ale jest ono chwilowe i nie wytrzymuje presji upływu czasu. A może jest to wewnętrzna, psychiczna obrona przed całkowitą rezygnacją, zwariowaniem, nie wiem. Ale faktem jest że jesteśmy totalnie wewnętrznie samotni i zupełnie zdani na siebie... Tak naprawdę, to cały świat jest wypełniony samotnymi istnieniami, budującymi rodziny tylko po to aby przetrwał gatunek. Ludźmi, w gruncie rzeczy mniej lub bardziej samotnymi od początku do końca, od narodzin do śmierci. Najpierw w dzieciństwie. Zamknięci w swoich małych wirtualnych, dziecięcych światach, których nikt albo nie chce albo nie potrafi zrozumieć. Skłóceni wewnętrznie z dorosłym otoczeniem mającym zupełnie inne kanony wartości, miłości i piękna. Z absolutną wiarą, że tak musi być, dogmatycznie wierzący w prawdy życia, ufający bezgranicznie innym, zamykający się coraz bardziej w sobie. Potem, w wieku dorastania, z pełną świadomością, że nikt tak do końca ich nie rozumie, zbuntowani lub też zupełnie zrezygnowani i pogodzeni z istniejącym porządkiem rzeczy ale zawsze samotni, zamknięci mniej lub bardziej w sobie.

10 Sie 2016

Pewnego dnia, gdy obudziłem się rano tzn. ok. godziny 11,00 zauważyłem moją szarą komóreczkę pilnie się mnie przyglądającą. Po chwili, gdy nic nie mówiła, zapytałem ją:

- Co takiego się stało że tak mi się przyglądasz? -

Przez moment jeszcze się tylko uśmiechała i po chwili odrzekła:

- Od pewnego czasu przyglądam się tobie i widzę wielki wysiłek na twojej twarzy. Przyznaj się, co takiego głupiego przyszło ci do głowy? -

- Nic, nic. Śniło mi się tylko, że ….że…-

- Nie jąkaj się tylko mów mi całą prawdę – przerwała mi już nieco zdenerwowana – zanim będę musiała to później odkręcać. No więc? –

Muszę szczerze przyznać że traktuje mnie ona tak jak pani Dulska swojego małżonka Felicjana. Jednak, jak dotąd, muszę szczerze przyznać nie wyszło mi to jeszcze na złe.

- Otóż – zacząłem nieśmiało – jak przed chwilą mówiłem, śniło się mi że staram się doradzić jakiejś dziewczynie jak powinna dobierać sobie chłopaka na męża.

- I co? – spytała, moja szara przyjaciółka - udało się ci? – i nie czekając na moją odpowiedź dodała: - to ja teraz im to teraz dokładnie wyjaśnię. -

I nie czekając na to co ja mógłbym mieć do powiedzenia zaczęła swój wywód:

- Kochane , nie dajcie się ponieść zmysłom a przynajmniej nie za bardzo. Wierzcie mi, zęby na tym zjadłam.

Nigdy nie odkrywajcie się i nie oddawajcie się zupełnie do końca. Bądźcie zawsze trochę tajemnicze, trochę nieodgadnione. Co pewien czas przypominajcie im o tym swoim zachowaniem. To na co pozwoliłyście wczoraj i przedwczoraj niech stanie się nagle trudne do osiągnięcia,  ale nie niemożliwe, dziś. Musicie być bardzo delikatnie kapryśne i zmienne. Jeżeli zaczyna ich to denerwować i zaczynają się złościć to znaczy że powinnyście zmienić chłopaka, bo to na pewno nie była to jego strony prawdziwa miłość ale..... Są to cechy bardzo kobiecie, sprawdzone od zawsze. Cechy utrzymujące lekki stan podniecenia, napięcia potrzebnego do ciągłej gotowości stanu emocjonalnego w erotycznym życiu mężczyzny. Jednocześnie rozmawiajcie z nimi dużo co pewien czas delikatnie je przekierowując na sferę waszych potrzeb osobistych, mniej lub bardziej intymnych. Róbcie to delikatnie, powoli i koniecznie z dużym wyczuciem. Tak dawkując możecie zmienić wiele, chociaż nie wszystkie jego cechy, które wam nie odpowiadają dopasowując je do swoich potrzeb. Utrzymując ich w delikatnie podniecającej niepewności tworzycie z nich dobry materiał do przetworzenia. Ale koniecznie z wyczuciem bo nie możecie ich ani zniechęcić ani zmienić na kogoś innego niż tych, których pokochałyście. Całkowita szczerość bez granic, całkowite oddanie się od razu zrobi z was bezbronne, poddane panu i władcy istoty. Jest to rozwiązanie fatalne w skutkach. Absolutnym błędem jest wiara w cudowną, bezgraniczną, wielką, obustronną miłość rozbudzoną i podsycaną cały czas przez wzniosłe uczucia. Z reguły jest to bowiem z ich strony tylko pożądanie połączone z zauroczeniem. Też bardzo piękne ale te uczucia są tylko wstępem a nie finałem. Miłość przez  małe „m” spotykacie na swojej drodze codziennie zaś miłość przez duże „M” musicie sobie, niestety, delikatnie wypracować. Natura wyposażyła nas w miłość tę pierwszą, bazującą na zauroczeniu bo tyle tylko potrzeba do spełnienia wymogu zachowania gatunku. 

05 Sie 2016

Wszystko ma swoje miejsce i czas. Co wcale nie znaczy, że powinno się czekać cierpliwie aż to „coś”, co może  zmienić wasze życie w łańcuch pięknych zdarzeń i przeżyć, samo nadejdzie. Oczywiście czasami tak właśnie bywa jednak wcale tak być nie musi. Dziewczyna z natury rzeczy jest kusicielką. To jest w tym wszystkim cudowne i niech tak zostanie. Prowokujcie więc i obserwujcie drzewo jabłoni, (drzewo życia) i pielęgnujcie je swoją czułą obecnością. Ze wszystkich jego kolorowych owoców wybierzcie te, może niekoniecznie najbarwniejsze, ale na pewno najsmaczniejsze i rozkoszujcie się nimi do granic zatracenia. Dobrze wykorzystany czas załagodzi wiele dysonansów, jednak pozbawiony waszej pomocy może też je boleśnie wyostrzyć. Bądźcie więc najlepszymi nauczycielami dla samych siebie. Czasami trzeba być desperatem aby pogodzić serce i rozum.
Takie nauki udało mi się wynieść z mojego życia. Nie są one uniwersalne, ale może cokolwiek z nich stanie się inspiracją do waszego podejścia do życia. Życzę powodzenia....

18 Lip 2016

W którymś momencie napisałem na Koszmarku, że od losu dostajemy tylko surogaty zdarzeń i sytuacji i od nas tylko zależy czy weźmiemy się w garść, popracujemy nad sobą i stworzymy z tego piękne życie, czy też podejdziemy to nich biernie męcząc się, płacząc i stękając, że los nie dał nam szczęścia. Przecież poza drobnymi wyjątkami, nic dobrego nie przychodzi łatwo, nie przychodzi samo. Nad wszystkim trzeba mocno pracować. Zacznijmy traktować swoje życie jak ukochany ogród, w którym hodujemy piękne kwiaty, o które trzeba cały czas dbać i odpowiednio je pielęgnować aby cały czas przynosiły nam radość.

Takie działanie nie jest aż tak bardzo trudne, a już na pewno nie niemożliwe. Dostaliśmy przecież coś tak cudownego, co nazywamy szarymi komórkami. Możemy je wykorzystywać na różny sposób, pomagając sobie, zmieniając życie na przyjazne nam i naszemu otoczeniu ale również możemy posłużyć się nimi inaczej, szkodząc i sobie, i innym. To jest już nasz wybór. Może nie zawsze świadomy ale na pewno nasz. I to jest te 80%, a więc nasz wpływ na nasze życie.

Jednak musimy również pamiętać, że odpowiednio przygotowując nasze dzieci do życia i to już na samym początku kształtowania się ich charakterów powinniśmy uwrażliwić je na pewne zachowania, nauczyć wybierać z życia to co dobre nie krzywdząc przy tym innych. Ktoś kiedyś powiedział – „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. I tak właśnie jest. Jak ukształtujemy naszą młodzież, tak sobie ona później da radę w swoim życiu. Jeżeli wpoimy w nich pewne podstawowe wartości, mam tu na myśli praktyczne wartości życiowe a nie jakiekolwiek ideologie, to później łatwiej im będzie wybrać swoje drogi przy zakładaniu własnych rodzin i wychowywaniu własnych dzieci.