"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

30 Sty 2018

Bardzo łatwo zatracić granice pomiędzy karierą a rodziną. A tak naprawdę, na szczęście dotyczy to nielicznej ilości kobiet. Oczywiście są takie kobiety, które mają inne predyspozycje i szukają samorealizacji w świecie biznesu czy chociażby np. wojsku, straży pożarnej, sportach ekstremalnych, policji itd. Dlaczego wymieniłem właśnie te dziedziny? Chciałem zaznaczyć w ten sposób inność zamiłowań czy też pragnień od powszechnie spotykanych. Biznes to troszeczkę coś innego, tym niemniej też nie to w czym przeciętne kobiety mogą się czuć dobrze. Jest to świat drapieżny, zakłamany, podstępny, świat twardej walki o rynek. I nie to jest tu jeszcze najważniejsze. W życiu nie ma nic za darmo. Powszechnie wiadomo, że pracując w biznesie trzeba mu poświęcać dużo więcej czasu i uwagi niż w normalnej pracy i dodając do tego jeszcze stałe napięcie nerwowe, mamy już powolne wykańczanie psychicznie. Bardzo częstym efektem tego oczywiście jest brak czasu dla własnej rodziny, nierzadko nawet ucieczka od jej stworzenia. Poza tym codzienne zmęczenie, niewspółmiernie większe niż zmęczenie każdą inną pracą, nie pozwala na wykrzesanie z siebie tej ilości ciepła czy chociażby zainteresowania bliskimi, jaką kobieta może i powinna dać. I chociaż życie współczesne zmusza je do większego angażowania się  w zdobywanie pieniędzy, to jednak, moim zdaniem, poza nielicznymi wyjątkami, tzw. kariera zawodowa /nie mylić z pracą / wypacza ich charaktery, ich subtelność, tę bardzo kobiecą delikatną niepewność, może świadomą a może nie, tego nie wiem, to chyba wiedzą tylko same kobiety. Kobieta nie ma nadmiernego zapasu sił i czasu, w związku z czym nie może swobodnie nim dysponować nie krzywdząc przy tym własnej rodziny i siebie samej. Nieciekawa jest rola kobiet we współczesnym świecie, jednak uważam, że każda powinna być świadoma priorytetów jakie sobie sama ustawia. Bo zawsze jest coś za coś, to tylko kwestia własnego wyboru, najlepiej świadomego, bo ponoszone później koszta mogą niestety być kiedyś bardzo bolesne.

21 Sty 2018

Spotykamy się na co dzień z określeniem specyficznego zachowania młodzieży  określanym mianem buntu pokoleniowego. Jest to zjawisko cykliczne, powtarzające się w każdym kolejnym pokoleniu, które było, jest i będzie, czy to się nam podoba czy też nie. Zawsze podchodziłem do tego dość obojętnie. Tłumaczyłem to sobie kolejnym dopustem bożym polegającym na konflikcie skostniałych stereotypów zbudowanych na podstawie doświadczenia nabytego, odpowiednio zaklasyfikowanego przez tzw. pokolenie ludzi dojrzałych z beztroskimi szaleństwami wieku młodości, dla którego każdy powód do tego jest dobry, które wszystko ma, jak to mówią, gdziesik. I nawet chyba coś w tym jest na rzeczy, tylko oczywiście nie koniecznie z takich powodów, bo zauważcie sami. Każde następne pokolenie coś zmienia, usprawnia, modyfikuje, niektóre sprawy przewraca do góry nogami, tworzy nowe poglądy i normy zachowań. Nie można jednak tego zrobić bez przeprowadzenia generalnych porządków. Dzięki temu to co jeszcze kilkadziesiąt a nawet kilkanaście lat temu było normą dzisiaj może stać się anachronicznym zabytkiem mającym wartość tylko emocjonalną, muzealną ale nie praktyczną. Zacząłem zastanawiać się skąd się to bierze, co jest tego przyczyną? Popatrzmy na to z boku.

Aby nie trwać w stagnacji trzeba co jakiś czas łamać ustalone stereotypy, budować i wchodzić na nowe tory, sprawdzając czy nie da się czegoś zamienić czymś nowszym, lepszym, co pozostawi nasz ślad w kolejnej zmiennej rzeczywistości i wniesie coś świeżego zanim, z czasem oczywiście, stanie się kolejnym stereotypem, kolejną zaszłością. W ten sposób zamyka się koło małej historii. Pozostaje bliźniacza powtarzalność sytuacji. Jakie to dziwne, bo najpierw ktoś się buntuje, aby po jakimś czasie będąc już po drugiej stronie barykady przeżywać to znowu jeszcze raz, tym razem jednak już z własnymi dziećmi jako przeciwnikami.

Aby jednak to się stało potrzebne jest kolejne młode pokolenie, które buntując się przeciw zastanym normom najpierw je odrzuci, by potem tworząc nowe rozwiązania niektóre z nich uznać za słuszne, niektóre zaś wcześniej skorygować, zanim je zaakceptuje na nowo. Do tego wszystkiego doda jeszcze własne, na tę chwilę rewolucyjnie innowacyjne. To jest właśnie, bardzo ogólnie ujmując, klasyczny mechanizm postępu w pełnym tego słowa znaczeniu. I dotyczy to każdej dziedziny życia. 

16 Sty 2018

Od pewnego czasu obserwuję to, co dzieje się w naszym kraju i z przerażeniem dochodzę do wniosku, że nasze niesamowicie aktywne grupy polityczne zaczyna opanowywać jakiś amok. Walka o głosy wyborców, o zaistnienie za wszelką cenę w mediach i na arenie politycznej niejako wymusza na nich zupełnie paranoidalne pociągnięcia. W programie „Co z tą Polską?” prowadzonym przez T. Lisa nie wytrzymał nerwowo nawet tak bardzo opanowany prof. Bartoszewski i użył domyślnie w stosunku do jednego z czołowych, naszych polityków takich określeń jak: nabzdyczony, nadęty i jeszcze kilku innych niemniej dosadnych. To już zmusza do myślenia. Zacząłem więc analizować zdarzenia z ostatniego okresu i nie powiem, że miałem jakiekolwiek powody do uspokojenia swoich podejrzeń. Wręcz przeciwnie. Weźmy na przykład wkręcanie religii do polityki.

Od dawna wiadomo, że polityka jest jednym z największych bagien w którym aby przeżyć, trzeba być niezłym dyplomatą. A tych u nas niestety dzisiaj brak. Religia zaś i jej zasady, to sprawa sumienia każdego z nas, sprawa naszej wiary. Dostaliśmy od Stwórcy wolną wolę i rozum po to, aby rozróżniać co jest dobre a co złe by potem korygować nasze zachowania, poglądy, podejmowane decyzje. I oto nagle zjawia się „ Silna Grupa pod Wezwaniem”, która chce nas ubezwłasnowolnić i zmusić do takiego postępowania jak chcą oni, twierdząc, że opierają się na słowach głów kościoła, na kanonach prawd wiary i że w ten sposób wszystkich nas hurtem uszczęśliwią, bo jesteśmy ślepymi i głupimi jawnogrzesznikami. Poza tym nie zwracają wcale uwagi na to, że w naszym kraju żyją również ludzie innych wiar. Nie spytam już o demokrację, bo to temat do zupełnie innych rozważań.

Swego czasu w trakcie rozmowy o ochronie życia od momentu poczęcia jeden z polityków przed kamerą telewizyjną na zadane mu pytanie:   - "U kobiety w ciąży, z tego powodu nastąpiło nagłe zagrożenie życia. Jak powinien postąpić lekarz, kogo według pana powinien ratować?" odpowiedział bez chwili zastanowienia: -  " powinien ratować płód" - koniec cytatu. 

11 Sty 2018

Jakże często wypowiadamy się na różne tematy w tym również a może przede wszystkim , dotyczące ocen innych ludzi. Nie znając szczegółów  wystawiamy prawie natychmiast nasze opinie. Potem twierdzimy, że nasze przemyślenia są obiektywne i dotyczą tylko naszych wrażeń. Jednak w momencie gdy przekazujemy je w formie oceny przynajmniej jednej osobie, przestają już być prywatnymi ocenami. Stają się wtedy naszym szufladkowaniem ocenianych. Wiem, nie jesteśmy doskonali, jednak zakładając, że potrafimy myśleć, a tak nam się przynajmniej wydaje, to bez wcześniejszego, dokładnego poznania całej sprawy nie wypowiadajmy ich za szybko. Najczęściej w takich sytuacjach malując barwnie czyjś obraz, podchodzimy do niego emocjonalnie i sztampowo. Rozumiem, taki właśnie mamy  odruch. Emocje i powszechnie panująca kulturowa  ocena zachowań, nie zawsze mieszcząca się  w obowiązujących zwyczajowych regułach, czynią nas takimi a nie innymi. Podejrzewam tylko, że dotyczy to w mniejszym lub większych stopniu, praktycznie prawie wszystkich.

Najbardziej drażliwym tematem jest człowiek,  jego życie i ocena tego wszystkiego przez innych. Nie wiem, czy zdarzyło się wam ocenianie kogoś na podstawie pierwszego wrażenia, na podstawie skrótowych, lakonicznych informacji. O samej formie opisywania późniejszych własnych wrażeń już nie wspomnę. Nierzadko bowiem są one pozbawione jakichkolwiek zasad dobrego wychowania. To wszystko różni nas i dzieli na myślących, w tym kulturalnych i pozostałych.

Na co dzień przyzwyczajeni jesteśmy do kierowania się panującymi zwyczajowymi regułami. Generalnie biorąc jest to sprawdzona norma. Pod jednym wszak warunkiem, że zależnie od okoliczności przepuszczamy je przez pozbawiony emocji filtr obiektywności, a nie tylko akceptując je dlatego, że my tak to widzimy, tak odczuwamy a więc uważamy, że musi to być bezsprzecznie obiektywną prawdą. Owszem, „prawdą” jest, ale naszą,   bardzo subiektywną. Takie podejście do sprawy jest bardzo często powodem do kłótni, do wzajemnych antagonizmów. Później życie pozostawia w nas niesmak, poczucie niezasłużonej krzywdy i wielki żal, że to ludzie nas nie lubią.

Każdy z nas żyje według własnych, wyuczonych lub nabytych zasad, najczęściej z powodu wrodzonego lenistwa i egoizmu bezkrytycznie poddając się im budujemy w ten sposób własne gradacje oceny dobra i zła. Do życia podchodzimy więc bardzo subiektywnie i takie też są nasze wygłaszane później oceny. Powoduje to ustawianie siebie w roli oskarżyciela, sędziego i kata jednocześnie. A jak jest faktycznie? Odpowiedzcie sobie sami.   

06 Sty 2018

Usiłując zrozumieć osobowość ludzkiej natury, w tym oczywiście również jej kwieciście pokręconej kobiecej części, dochodziłem do różnych niesamowitych, często zaskakujących odkryć. Najczęściej wyważałem przy tym otwarte drzwi. Otwarte może dla innych, ale jak się okazuje nie dla mnie. Wiem, że nie wystawiam sobie w ten sposób dobrego świadectwa. Nie przejmuję się tym jednak za bardzo i dalej z wielkim uporem staram się wierzyć szkiełku i oku, którymi to precjozami posługuje się moja jedyna, mała, szara komóreczka. Co z tego wynikło spróbuję podsumować w krótkim opowiadaniu jak to moim zdaniem kiedyś powstał stwór zwany człowiekiem i co z tego wynikło.

Pewnego dnia Stwórca Wszechrzeczy utrudzony nieco dokonaną pracą nad tworzeniem szczęśliwości zwanej światem usiadł w cieniu rajskiego drzewa aby odpocząć. Zastanowił się przez chwilę nad tym, jakiego dokonał dzieła, podrapał się w głowę, rozejrzał się dookoła i nagle dotarło do niego, że atmosfera jest jakaś dziwna. Zauważył mianowicie, że wszystkie zwierzęta przyglądały mu się pilnie. Pierwszy odezwał się osioł i z nie najmądrzejszą miną zadał, jak na osła, całkiem niegłupie pytanie:

- Panie, czy będziesz jak dotąd dbał i pilnował nas stale tworząc jednocześnie coraz to nowsze egzemplarze, gdy te już się nieco zniszczą?

Zastanowił się Stwórca nad przedstawionym dylematem:

- No jasne, przecież dotąd to było proste, muszę jednak znaleźć jakiś sposób, który wyręczy mnie w samodzielnym już kopiowaniu tego, co stworzyłem.

Pomyślał, pomyślał i zmieniając nieco to i owo stworzył kopię tego co już było. Tchnął w nie dar dawania życia i cieszenia się kolejnym potomstwem.

- No tak, ale doglądać tego zwierzyńca codziennie to chyba już nie wytrzymam (pomyślał). Muszę wynaleźć coś nowego. Coś, co będzie miało rozum dzięki któremu będzie mogło zarządzać moją ziemską  trzodą. 


Jak pomyślał tak uczynił. Zaczął więc tworzyć człowieka. Jak się później okazało był to człowiek - mężczyzna. Jednak jak to bywa z każdym pierwowzorem, nie był on doskonały. Poza tym niemałą „zasługę” w tym dziele miał kręcący się wokół i, jak się później okazało, skutecznie przeszkadzający diabeł. Tak się przymilał, tak zagadywał Mistrza, że Ten zupełnie bezwiednie skopiował niektóre przywary i niedoskonałości z upierdliwego czarta.

Jak się później okazało nienajlepszy gatunek użytego materiału spowodował, że bardzo szybko wypychał mu się zwisający później brzuch, włosy jakoś nie chciały się długo trzymać na głowie, garbił się i myślał tylko o „jednym”, chociaż to też tylko do czasu. Poza tym szybko przestawał dbać o swój wygląd uważając widocznie to za coś bardzo niemęskiego.  Oczywiście nie wszystkie te cechy powtarzały się we wszystkich egzemplarzach. Jednak do dzisiaj na pytanie czym różni się mężczyzna od diabła, znawcy tematu odpowiadają przysięgając na wszystkie świętości, że ten pierwszy jest nieco przystojniejszy od drugiego.

To co Stwórca zrobił dalej było już konsekwencją zrozumienia popełnionego błędu przy tworzeniu owego, wiekopomnego dzieła. Wzorując się więc na tym, czego dokonał wcześniej i chcąc chociaż troszeczkę osłodzić sobie niesympatyczne wrażenie wyglądu owego pierwszego człowieka, postanowił dać sobie możliwość cieszenie się pięknem drugiego, już poprawionego egzemplarza. No i oczywiście obdarzyć ją umiejętnością niesienia cudu dawania życia. Był to bowiem w przeciwieństwie do pierwszego, człowiek – kobieta, w skrócie zwany po prostu kobietą.

Zaczął więc zbierać potrzebne materiały do nowej, skorygowanej już rzeźby. Z wyglądu zdecydował się stworzyć coś, co będzie oprócz zewnętrznego piękna (w zabieganiu o które jego właścicielki przekroczyły później wszelkie możliwe granice zdrowego rozsądku), miało w sobie dużo subtelności, ciepła, coś co potrafi wytrzymać wiele przeciwności losu, co będzie wypełnione cierpliwością i uczuciem. Doszedł bowiem do wniosku, że właśnie te cechy będą jej absolutnie potrzebne do wychowania przyszłego potomstwa. Jednak jak się później okazało, i jedno i drugie (mężczyzna i kobieta) nie potrafili tego ani zrozumieć, ani odpowiednio docenić. Nie wyczuli bowiem do czego co służy.

Kobieta zaczęła więc otaczać partnera nadmierną czułością i nadskakiwaniem myśląc, że ten to doceni. I tu go przeceniła. Mężczyznę zaś dzięki takiemu traktowaniu dopadło totalne rozleniwienie. Efektem tego po jakimś czasie totalnie przestał zwracać uwagę na swoją gołębicę, jak ją wcześniej nazywał, oczekując od niej, oprócz dbania o jego wygody, więcej niż mogła mu w tej sytuacji dać. Nie mogła na przykład dać mu powodów do nowego zauroczenia. No bo jak tu zauroczyć się kimś, kogo znamy od podszewki i kto wcale nie jest dla nas nikim nowym, chociaż również niekoniecznie  jeszcze starym?

W ten sposób w mężczyźnie powstało uczucie zwane zazdrością, w którym „pies ogrodnika” gra jedną z ważniejszych, może nawet głównych ról. U kobiet zaś, takie zachowanie było często wynikiem zatapiania się we własnej, niekontrolowanej wyobraźni, w którą wierzą one bardziej niż w zdrowy rozsądek. Chociaż owego rozsądku w różnym stopniu, nierzadko brak jest bardzo i jednej i drugiej stronie.

W ten właśnie sposób przy czynnym współudziale obu stron został ustanowiony patryarchat, który po wielu różnych burzliwych zmianach panuje jednak do dziś.

Najczęściej popełnianym współczesnym grzechem głównym jest dziwnie przewrotne, bezsensowne myślenie. A mianowicie on myśli, że ona po ślubie się nie zmieni. Ona zaś wierzy, że on po ślubie zmieni się na pewno. Mówi się, że każda wiara czyni cuda. Jednak chyba nie w tym przypadku.