"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

16 Wrz 2016

Pokazanie naszych emocji jest rodzajem szaleństwa tanecznego, w pewnym sensie wybuchem na który nie zawsze i nie wszędzie możemy sobie pozwolić., a w pracy to już na pewno nie. Ukrywanie siebie przed innymi powodowane jest różnymi względami. Po pierwsze, nie możemy się obnażać publicznie przed innymi, niewielu by to doceniło. Po drugie, nasze wewnętrzne JA jest wielkością bardzo wrażliwą i stale zmienną, musimy je więc ukrywać przed innymi, bo tworzy nasz wirtualny, bardzo osobisty świat, do którego zawsze możemy schować się, gdy czujemy jakieś zagrożenie. A takie sytuacje zdarzają się i to wcale nie rzadko. No i oczywiście musimy je pilnie obserwować, aby postępujące zmiany nie podążały w niewłaściwym kierunku. I po trzecie, życie jest przygodą w której bierzemy czynny udział dopasowując się do obowiązujących reguł gry. Sheakspeare kiedyś napisał, życie jest sceną a my jesteśmy tylko aktorami na niej / dosłownie: ..świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają/. Trudno grać nie ubierając się w cudze szaty, gdy nasze nie pasują do narzuconego scenariusza. A ten też się stale zmienia. Z panującym stereotypem dotyczącym mężczyzn nie do końca mogę się zgodzić, bo mężczyzna jest też normalnym /no może nie zawsze/ człowiekiem. Ma swoje lepsze i gorsze chwile, tyle, że może nie tak często roztkliwia się jak kobiety. Ale to już są indywidualne cechy każdego charakteru. Poza tym, przynajmniej moim zdaniem, mężczyzna to nie płeć, to charakter. 

12 Wrz 2016

Dlaczego dwoje kochających się ludzi i mających dzieci w pewnym momencie rozstają się, chociaż miała to być miłość na dobre i złe, przecież tak bardzo byli sobą oczarowani, zakochani, owładnięci pożądaniem?

Po pierwsze i najważniejsze ... Miłość jest zjawiskiem żywym, wiecznie pulsującym. Jest ogniem który nas rozpala, ogrzewa w różnych okresach życia, w różnym stopniu pozwalając na utrzymanie w nas koniecznej odpowiedniej temperatury uczuć. Właśnie dlatego wymaga od nas ustawicznego pielęgnowania jej. Inaczej też to wygląda w wieku dojrzałym a inaczej w wieku młodym.

Otóż, dwoje ludzi w apogeum miłosnego uniesienia, ja to nazywam wzajemnego zauroczenia, a okres ten potrafi być wcale nie krótki zależnie od wrażliwości obojga, przysięgają sobie miłość na dobre i złe do końca świata. Przy tym robią to naprawdę szczerze wierząc, że tak będzie zawsze, że nic tego nie może zmienić. Zakładają wspólny dom, planowo, czasami nie planowo, powiększają rodzinę i zaczynają popadać powoli w rutynę. Po pewnym czasie zaczynają traktować to, o co wcześniej tak zabiegali, jako obowiązek małżeński który im się po prostu należy, który też z tego samego powodu, muszą spełnić. Przestają o cokolwiek zabiegać. Zdarza się, że delikatnie coś sobie, z mniej lub bardziej kąśliwym podtekstem, w trakcie rozmów powiedzą widząc zawsze winę pogarszającego się stanu rzeczy oczywiście w drugiej stronie, rzadziej w obojgu. Wieczorem kładą się we wspólnym łóżku, o które kiedyś tak bardzo zabiegali a teraz ich już bardziej dzieli niż łączy. Dlaczego? Bo nie muszą wcale zabiegać o swoje względy. No, ewentualnie o w miarę dobry nastrój ale to zupełnie inna bajka. Pozostała już tylko tolerancja i wzajemny szacunek, oczywiście w tym lepszym wariancie, ze względu na siebie, na to co przeżyli, na dzieci, na ..... itd. Dołóżmy jeszcze różne stany zdenerwowania po powrotach z pracy, rozłożone nierównomiernie i sytuacje z tym związane, gdy jedna strona oczekuje zrozumienia drugiej strony, która też w jakiś sposób nie może sobie poradzić ze swoimi emocjami będącymi efektem stresowego życia. Praca, pieniądze, zdrowie, niepewność jutra powodują zmęczenie psychiczne, rozstrój nerwowy. Zaczyna się wszystko to co pięknie budowali wierząc, że im to wyjdzie na pewno lub też, że jakoś to będzie, najpierw stygnąć, powszednieć a potem powoli pękać i walić. Zaczynają oddalać się od siebie.

Jak, w takim razie, przerwać ten tworzący się horror? Czy jest to możliwe?

28 Sie 2016

Co może nieść ze sobą, jakie kryje w sobie pułapki, związek między dwojgiem ludzi w trakcie zauroczenia? Bardzo często powtarzamy wtedy słowa "kocham" we wszystkich jego odmianach... „pragnę być z Tobą na zawsze" i jeszcze wiele, wiele innych podobnych, prawie od zawsze. Czy więc to co przeżyłyście, jego uczucie do Was, były nieprawdziwe? Nie wydaje mi się, żeby tak mogło być, przynajmniej nie na początku. Podejrzewam, że zbyt szybko i za bardzo, odkryłyście się przed nim, a on spokojnie usnął w pewności, że ma to, co wydawało mu się, że chciał mieć i nie musi już dalej Was zdobywać. Spotkania stały się rutynowe, w pewnym sensie spowszedniały. Pewnego rodzaju usypiająca monotonia uczuciowa. Przecież pierwotną cechą kobiecej natury ludzkiej jest kuszenie, a męskiej oczywiście zdobywanie.

Mężczyzna od prawieków był i jest klasycznym „myśliwym” i nic , jak dotąd, się nie zmieniło. Zmieniły się tylko okoliczności, natura pozostała. Wcale nie musi tu chodzić o coraz to nowe twarze, ale o ciągłe zdobywanie kobiety, poznawanie coraz to innego smaku. Ważnym jest aby utwierdzając go w tym, że liczy się tylko on, delikatnie podsycać w nim malutką dozę niepewności. Zmuszać go do ustawicznej walki o Was nie mylcie tego z zazdrością, bo to jest już zupełnie co innego. Przecież lubi to każda kobieta. Nie można tylko dać się wtedy uśpić w pewności, że nie musimy już nic robić. Bezgraniczna wiara, moim zdaniem, dotyczy tylko religii i przeznaczenia. Powiecie, że w takim razie miłość jest tylko grą. Może nie tylko i nie tak dosłownie, ale tak, jest grą tyle że innego rodzaju chociaż tak samo się nazywa. Miłość jest grą uczuć i emocji, dającą i zabierającą spokój. Jedne i drugie muszą być stale mieszane. One przecież w nas pulsują, często nie pozwalając nam spokojnie spać. Absolutne, bezgraniczne oddanie bez pozostawienia sobie niezależności jest zagubieniem własnej osobowości, pozbawieniem się twarzy. Zespolenia dwóch ludzkich światów nie można tworzyć pozbawiając się tak ważnych dla nas cech. Jesteśmy wolnymi ptakami, żyjącymi razem, tworzącymi wspólne gniazda, dbającymi o nie,  pomagającymi sobie nawzajem ale zawsze w pewnym sensie wolnymi, innymi, odrębnymi, mającymi własne myśli, własne zdania.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     

19 Sie 2016

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to tu chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak.

Każdy z nas jest odrębnym, innym, mniej lub bardziej zamkniętym światem, z bardzo skomplikowanym życiem wewnętrznym. Różnimy się od siebie jak odciski dwóch palców. I jednych i drugich, identycznych, po prostu nie ma. Patrząc na drugiego człowieka musimy to koniecznie sobie uświadomić. Pozornie jesteśmy sobie podobni, ale tylko pozornie. Proponuję zapisać jako punkt pierwszy taką konstatację.

Człowiek jest zamkniętą, umowną, kulą wypełnioną wulkanem emocji, potrzeb, zahamowań, myśli, odczuć itp. tworzącym bardzo skomplikowany system wewnętrznego współistnienia i wzajemnego oddziaływania na siebie i otoczenie.

14 Sie 2016

Zastanawiam się, dlaczego człowiek tak mało wie o swojej samotności. Dlaczego ja, zawsze znaczy tylko ja a on znaczy tylko on i zawsze oba te znaczenia są mniej lub bardziej konfliktowe. Bardzo głęboko w naszej psychice pojęcie my, jest pojęciem matematycznym a nie emocjonalnym, mówiącym o ilości a nie o jedności, nie dającym pewności bezpieczeństwa. Podejście emocjonalne zdarza się nawet często ale jest ono chwilowe i nie wytrzymuje presji upływu czasu. A może jest to wewnętrzna, psychiczna obrona przed całkowitą rezygnacją, zwariowaniem, nie wiem. Ale faktem jest że jesteśmy totalnie wewnętrznie samotni i zupełnie zdani na siebie... Tak naprawdę, to cały świat jest wypełniony samotnymi istnieniami, budującymi rodziny tylko po to aby przetrwał gatunek. Ludźmi, w gruncie rzeczy mniej lub bardziej samotnymi od początku do końca, od narodzin do śmierci. Najpierw w dzieciństwie. Zamknięci w swoich małych wirtualnych, dziecięcych światach, których nikt albo nie chce albo nie potrafi zrozumieć. Skłóceni wewnętrznie z dorosłym otoczeniem mającym zupełnie inne kanony wartości, miłości i piękna. Z absolutną wiarą, że tak musi być, dogmatycznie wierzący w prawdy życia, ufający bezgranicznie innym, zamykający się coraz bardziej w sobie. Potem, w wieku dorastania, z pełną świadomością, że nikt tak do końca ich nie rozumie, zbuntowani lub też zupełnie zrezygnowani i pogodzeni z istniejącym porządkiem rzeczy ale zawsze samotni, zamknięci mniej lub bardziej w sobie.