"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

22 Lut 2006
Czy, i jeżeli tak to na ile, jesteśmy potrzebni innym? Zadałem sobie to pytanie i poczułem się nagle bardzo dziwnie. Zdałem sobie bowiem sprawę, że jesteśmy postrzegani i zapamiętywani na tyle na ile możemy się komuś przydać. Jedni o nas pamiętają krócej inni dłużej, ale zawsze efektem jest powolne oddalanie, osamotnienie. Z przerażeniem, patrząc na siebie, stwierdziłem, że ja również nie odbiegam zbyt wiele od tego stereotypu. No może w trochę mniejszym stopniu, ale jestem taki sam i podświadomie posługuję się takimi samymi kryteriami oceny.

10 Lut 2006
W związku powtarzającymi się pytaniami dlaczego tak jest, spróbowałem częściowo tylko odpowiedzieć, bardzo ogólnie i skrótowo, spłycając niestety problem, do ... dlaczego tak bywa? Nie chcąc wstawiać odnośników przytaczam artykuł w całości. Więcej znajdziecie w innych, kolejnych artykułach z ubiegłego roku. Uważam, że warto sobie pewne rzeczy od czasu do czasu przypomnieć. Co jest czego przyczyną i jaki jest nasz w tym udział?
(Przedruk z 24 stycznia 2005)

Zastanawiam się, dlaczego człowiek tak mało wie o swojej samotności. Dlaczego ja, zawsze znaczy tylko ja a on znaczy tylko on i zawsze oba te znaczenia są mniej lub bardziej konfliktowe.
Bardzo głęboko w naszej psychice pojęcie my, jest pojęciem matematycznym a nie emocjonalnym, mówiącym o ilości a nie o jedności, nie dającym pewności bezpieczeństwa. Podejście emocjonalne zdarza się nawet często ale jest ono chwilowe i nie wytrzymuje presji upływu czasu. A może jest to wewnętrzna, psychiczna obrona przed całkowitą rezygnacją, zwariowaniem, nie wiem. Ale faktem jest że jesteśmy totalnie wewnętrznie samotni i zupełnie zdani na siebie...
25 Sty 2006

Na jednym z blogów znalazłem bardzo ciekawy post na temat wolnych związków i związków legalizowanych. Między innymi postawione jest pytanie .. dlaczego coraz częściej ludzie, decydując się żyć razem, nie decydują się na ślub?" i dalej..."Przeciwnicy sformalizowanych związków uparcie głoszą, że dla nich najważniejsze jest samo uczucie, a ceremonia zawarcia ślubu nie gwarantuje im trwałości związku". Post jest naprawdę bardzo interesujący a przytoczone cytaty, chociaż nie oddają w pełni treści jednak mówią o jego klimacie. Zainteresowanych odsyłam na stronę: http://tesknie.blog.onet.pl
Moim zdaniem żadne związki, poza niewielkimi wyjątkami, nie zapewniają takiej trwałości. Ani te sformalizowane, ani wolne.

23 Sty 2006

Aby trochę trochę zmienić klimat postanowiłem wstawiać tu, od czasu do czasu, teksty pisane wcześniej do bloga. Uwazam, ze niosą w sobie odpowiedzi na niektóre powtarzajace się stale pytania. Zaznaczam je uwagą (z archiwum). Jeżeli macie coś przeciwko temu, piszcie. Dopóki jednak nikt nie oponuje zamieszczam pierwszy z nich.

...myślę, więc jestem...".....czyli....przypowieści leniwego filozofa.... (z archiwum)

Poszedłem kiedyś na rynek z myślą, że może trafię na kogoś litościwego kto nacieszy mój brzuch smakowitościami. Nie jadłem od rana i burczało mi strasznie w brzuchu a będąc głodnym źle mi się myśli. Zatrzymałem się tedy przed kramem ze smakowitymi owocami, gdy nagle odezwała się do mnie sprzedająca je piękna dziewczyna.
- Czy jesteś tym, który mieszka na wzgórzu w dziupli starego drzewa i nic nie robi tylko myśli?
Nie wdając się w zbędne wyjaśnienia szybko odparłem:
- Tak to ja, a jeżeli dasz mi kilka z tych owoców to odpowiem ci na jeszcze jedno dowolne pytanie*.
Skinęła głową.

20 Sty 2006

Przychodzi żyd do rabina i mówi:
- Rebe, moja żona chce mnie otruć. Codziennie podaje mi truciznę mówiąc że to lekarstwo które mam wypić. Powiedz mi, co mam zrobić?
Posmutniał mądry rabin, podrapał się w głowę, pomyślał i tak odrzekł:
- Poczekaj aż porozmawiam z twoją żoną. Potem ci odpowiem.
Po kilku dniach żyd spotyka rabina, zaczepia go i pyta:
- No i co, rozmawiałeś?
A rabin na to:
- Słuchaj, wczoraj trzy godziny rozmawiałem z twoją żoną i wiesz co? Wypij ty tę truciznę.