"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

16 Paź 2005

Spotykam się na co dzień z opiniowaniem wszystkiego wokół, zresztą sam nie odbiegam od normy. I tak ilu ludzi tyle zdań. Przecież musimy określić wszystko to co widzimy, uplastyczniając w naszej wyobraźni obraz tego tak jak on wygląda naszym zdaniem. Tak, tylko prawie zawsze, poza niewielkimi wyjątkami, zapominamy potem dodać ... naszym zdaniem, z czego wynika późniejsza powierzchowność naszej oceny, która pozostaje, niestety, podstawą do naszego ustosunkowania się do tej osoby lub zjawiska. Odbieramy to później jak wykładnię czegoś co tak naprawdę może wyglądać zupełnie inaczej. Dodanie tych dwóch słów jest bardzo ważne, ponieważ pozostawia otwarte drzwi do prawdziwego poznania czegoś lub kogoś. Jest to przecież tylko nasze pierwsze wrażenie. Skupmy się teraz na tworzeniu wizerunku człowieka, postrzeganiu go na co dzień, niezależnie od naszych nastrojów i nastawień, od naszych emocji.

Jak oceniamy siebie?
Autor: Koszmarek Opublikowano w: Nasze życie
26 Maj 2005

Artykuł ten został wprowadzony do Koszmarkowego Forum w 2005.03.01. Autorem jego jest Asellus. Zamieszczam go tutaj, ponieważ bardzo obrazowo pokazuje naszą niedoskonałość od wewnątrz, jednocześnie próbując podpowiadać jak sobie z tym można poradzić i jak to traktować. Naprawdę ciekawe, polecam. .................... 

Nie ma tu jeszcze żadnych postów?.... Czyżbyśmy nie mieli problemów? A może nie lubimy o nich opowiadać? To może działać tez na zasadzie "wywoływania wilka z lasu". Obawiamy się aby nie sprowadzać na siebie tego co i tak jest nieuniknione, poprzez zabobony i starobabcine mądrości. Ale do rzeczy.

Prawda jest taka, że łatwiej nam wyrazić emocje związane z przyjemnymi chwilami w naszym życiu. No chyba że ktoś jest maniakalnym dręczycielem i odnajduje rozkosz w opowiadaniu swym potencjalnym ofiarom o wszystkich nieszczęściach, które przytrafiły mu się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Znam takie przypadki i szanuję je, bo też muszą być ale nie stanowią większości w moich „naukowych" badaniach. proszę nie mylić tego z przyjaźnią, zjawiskiem przecudnym, w którym smarkanie w cudzy rękaw jest jak najbardziej dozwolone.

Autor: Koszmarek Opublikowano w: Nasze życie
23 Maj 2005

Powtórnie zamieszczam artykuł z dnia 15 stycznia 2005. Uważam, że w tym momencie warto zastanowić się nad tym jeszcze raz, a znając niechęć do wracania wstecz, przytaczam go w całości. 

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to tu chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak.

Autor: Koszmarek Opublikowano w: Nasze życie
18 Maj 2005

Aniu, w naszej dyskusji spróbuję odpowiedzieć Ci, w sposób jak ja to widzę, na kolejne pytania .... dlaczego dwoje kochających się ludzi i mających dzieci w pewnym momencie rozstają się, chociaz miała to być miłość na dobre i złe, przecież tak bardzo byli sobą oczarowani, zakochani, owładnięci pożądaniem. Po pierwsze i najważniejsze ... Miłość jest zjawiskiem żywym, pulsującym. Jest ogniem który nas rozpala, ogrzewa w różnych okresach życia, w różnym stopniu pozwalając na utrzymanie w nas koniecznej odpowiedniej temperatury uczuć. Właśnie dlatego wymaga od nas ustawicznego pielęgnowania jej. Inaczej też to wygląda w wieku dojrzałym a inaczej w wieku młodym. Rozumiem, że stawiane przez Ciebie pytania dotyczą drugiego wariantu.

Autor: Koszmarek Opublikowano w: Nasze życie
17 Maj 2005

Co może nieść ze sobą, jakie kryje w sobie pułapki, związek między dwojgiem ludzi w trakcie zauroczenia? Bardzo często powtarzamy wtedy słowa "kocham" we wszystkich jego odmianach... „pragnę być z Tobą na zawsze" i jeszcze wiele, wiele innych podobnych, prawie od zawsze. Czy więc to co przeżyłaś, jego uczucie do Ciebie, było nieprawdziwe? Nie wydaje mi się, że tak mogło być, przynajmniej nie na początku. Podejrzewam, że zbyt szybko i za bardzo, odkryłaś się przed nim, a on spokojnie usnął w pewności, że ma to, co wydawało mu się, że chciał mieć i nie musi już dalej Ciebie zdobywać. Spotkania stały się rutynowe, w pewnym sensie spowszedniały. Pewnego rodzaju usypiająca monotonnia uczuciowa. Przecież pierwotną cechą natury ludzkiej, a męskiej przede wszystkim, jest zdobywanie.