"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

06 Gru 2006

Niestety, tym razem absolutnie prawdziwe.

Czasami zastanawiam się, dlaczego tak zwane kłopoty przejściowe okresu transformacji, odbijające się na egzystencji olbrzymiej ilości ludzi w Polsce, nie dotykają tak samo dotkliwie naszych polityków, którzy w przeciwieństwie do reszty narodu mają stale waloryzowane wysokie  dochody, bardzo dobrą opiekę zdrowotną czyli w jakimś stopniu zapewniony niezły byt. Nie dotyczą też ich żadne konsekwencje za popełniane błędy, za złożone wcześniejsze niespełnione obietnice. Oczywiście nie mam tu na myśli tych nielicznych, przyłapanych na omijaniu litery prawa, którzy świadomie popełnili przestępstwa a do tego jeszcze byli członkami partii opozycyjnych. Zauważmy dla przykładu, że za skonstruowanie chorego prawa nikt nie odpowiada, chociaż doskonale wiemy, że jest dalekie od powszechnie głoszonej idei, od założeń kryjących się w podstawach jego tworzenia.

27 Lis 2006

Moje opowiadanie, nie zawsze prawdziwe.

Następnego dnia po rozmowie z leniwym staruszkiem, gdy tylko usłyszałem pierwsze pianie koguta siedzącego na płocie u sąsiada a słońce zaczęło budzić wszystko wokół, wstałem, wyszedłem na dwór i przeciągając się popatrzyłem na wielkie drzewo rosnące na brzegu wsi tuż pod lasem. Spał tam w swojej dziupli właśnie ów stary, leniwy filozof. W tym momencie przypomniała mi się jego opowieść, może prawdziwa a może i nie, o spotkaniu ze Stwórcą wszystkiego. Za każdym razem, gdy opowiadał mi o różnych podobnych zdarzeniach, robił to tak przekonywująco, że wydawało mi się to absolutnie prawdziwe. Do dziś miewam jeszcze wiele wątpliwości, prawda to czy ironia starca obserwującego życie? Ale wracając do rzeczy. Otóż, wstałem w miarę wcześnie i po porannym oporządzeniu niewielkiego dobytku w mojej zagrodzie powoli ruszyłem nad rzeczkę przepływającą niedaleko starego dębu. Usiadłem na brzegu zatapiając się w myślach. Przypomniałem sobie ostatnią opowieść staruszka o stworzeniu świata a w tym również człowieka. Pochłonęły mnie obrazy w mojej wyobraźni. Nie wiem ile czasu tak siedziałem, ale musiało to być chyba długo, bo słońce zaczęło się już zbliżać do zenitu. Gdy nagle poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu. Obejrzałem się. Obok a właściwie tuż przede mną stał Ktoś, byłem o tym święcie przekonany a jednak trudno byłoby mi teraz dokładnie opisać to zjawisko, które wtedy widziałem. Była to bowiem półprzezroczysta postać, cała otoczona dziwną mgielną aureolą, od której biło jakieś niesamowite ciepło i przeogromny spokój. W pierwszej chwili wydało mi się, że stoi przede mną stary, leniwy filozof, którego wizerunek widziany na tle bardzo jasnej tarczy słonecznej jawi mi się właśnie w ten dziwny sposób. Jednak po bliższym przyjrzeniu się szybko zauważyłem różnicę. Włosy i broda były też długie, siwe ale w przeciwieństwie do mojego staruszka bardzo uporządkowane, wijące się jak nienaturalnie zakręcone promienie. Oczy, w których odbijało się wszystko jak w zaczarowanym lustrze miały taką głębię, że wydawało się iż można tam wejść i iść, iść, do granic czegoś niewytłumaczalnego. A głos który usłyszałem był  czymś, z czym się nigdy jeszcze wcześniej nie spotkałem, niski, głęboki, a jednocześnie bardzo kojący, delikatny, pulsujący dziwną, niezrozumiałą dla mnie energią. Mówił nie otwierając ust, a jednak słyszałem Go bardzo wyraźnie i dokładnie.

21 Lis 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

Któregoś dnia podszedłem do starego drzewa.  Echem po ścianach wielkiej dziupli odbijało się chrapanie staruszka, aż liście na gałęziach lekko drżały. Zajrzałem Wyglądał cudownie. Góra siwych włosów, splątanych ze sobą ze środka których wynurzał się jak wielki burak, okrąglutki czerwony nos. Wąsy, broda i włosy stanowiły tutaj jedną tajemniczą całość i gdyby nie ów wspaniały nos, można by długo dociekać, co to może być?

W pewnej chwili, usłyszałem kichnięcie i ukazały się dwa oczka, troszeczkę jeszcze przykryte włosami, zaspane dwie źrenice, które patrzą na mnie podejrzliwie, obserwując co robię. Po chwili, jakgdy nic nadzwyczajnego się nie działo,  staruszek powoli usiadł, przetarł miejsce w którym powinny być oczy, bo włosy znowu wszystko mu zakryły i wcale nie zdziwiony spytał:

- Jakie bogi ciebie tutaj sprowadzają, hę?

Zaskoczony trochę pytaniem, zmieszałem się ale po chwili odparłem:- Mistrzu, bardzo lubię twoje opowieści a szczególnie te, w których opowiadasz o swoich spotkaniach ze Stwórcą wszystkiego. Opowiedz mi coś jeszcze, proszę. 

Długo się zastanawiał, wreszcie odrzekł:

- Dobrze, ale tym razem będzie to długa opowieść. Muszę bowiem wszystko ci wyłuszczyć dokładnie, bo nie było to zwyczajne spotkanie.

Poczem rozsiadł się wygodnie i tak zaczął.:

04 Lis 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

No i stało się. Spadł śnieg. Dla niektórych, szczególnie dla dzieci, brzmi to fajnie, ale. Właśnie to ale. Niby zapowiadany dużo wcześniej. Nie powinien więc być dla nikogo żadnym zaskoczeniem, jednak drogowców zaskoczył i to całkowicie. Mnóstwo stłuczek na ulicach, korki, ślisko, czyli uliczne lodowisko, a za miastem to już lepiej nie pisać. Horror. Kilometrowe kolejki samochodowe, pojazdy w rowach, TIR-y stojące w poprzek drogi .. itd. I jak tu cieszyć się z tego, że za oknem śnieg a nie plucha? No właśnie, a'propos cieszyć się. Na zaprzyjaźnionym blogu spotkałem się z pytaniem, na które wielu z nas bardzo często odpowiada negatywnie. Czy jesteśmy szczęśliwi, czy tylko czasami nam się to zdarza? Pytanie trochę rozszerzyłem, ale to i tak wynikało z zamieszczonej treści. No cóż, wydawało mi się, że wystarczy tylko spokojnie pomyśleć i odpowiedź znajdzie się sama. Nie było to jednak takie proste. Brałem pod uwagę różne powody i już miałem gotową odpowiedź, że oczywiście tak, że tak w ogóle to jesteśmy szczęśliwi, bo słońce, przyroda, budzi w nas ciepłe emocje, uczucia miłosne, bo zdobywamy nowe doświadczenia, które pomagają nam lepiej żyć, bo mamy wielu przyjaciół, życie nie jest monotonne i tylko czasami dopada nas smutek, z którym jednak po jakimś czasie spokojnie dajemy sobie radę. By po paru minutach, stawiając sobie bezsensowne pytanie, po co człowiek w ogóle żyje,  dojść do zupełnie odwrotnego wniosku, że to wszystko tak naprawdę właściwie nie ma sensu. Przecież z naszych własnych doświadczeń wynika jasno, że istniejemy tylko przez jakiś czas, w którym spotykają nas kłopoty, problemy, nieszczęścia, niepowodzenia, choroby. Potem rodziny, dzieci i nowe obowiązki i kolejne kłopoty z tym związane, brak porozumienia. Dołująca, ogólna niemoc. I wreszcie starość. Plącze się taki nikomu nie potrzebny niedołężny człowiek po domu, denerwuje swoją niesprawnością, niezaradnością tak jakbyśmy nie mieli i bez niego mnóstwa własnych problemów. Usiłuje zająć nasz drogocenny czas swoja osobą, swoimi nieistotnymi dla nas kłopotami i nie rozumie tego, że właśnie nie możemy dać sobie rady sami ze sobą. To prawda czasami jego niewielka emerytura pomaga trochę podreperować nasz skromny budżet domowy, ale to chyba jedyny pożytek z niego w dzisiejszej naszej nerwowej rzeczywistości. Kurcze, ale dzikie myśli. Taka przyszłość? Sam się przestraszyłem.

23 Paź 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

Kilka dni temu odwiedziłem moich bardzo dobrych znajomych. Jak zwykle w takich sytuacjach, rozmawialiśmy o różnych sprawach. Trochę o życiu, trochę o komputerze, o nieszczęsnej polityce jednym słowem o wszystkim, co doskwiera, co przeszkadza lub też, czym możemy się pochwalić. W pewnym momencie do naszej rozmowy włączyła się bardzo młoda osoba, dokładniej ich córka. Nazwijmy ją A. Po usłyszeniu kilku jej opinii o dzisiejszej rzeczywistości, o problemach młodzieży moja jedynaczka, szara komóreczka, z zaciekawieniem zaczęła się najpierw dokładniej przysłuchiwać i obserować mnie w jaki sposób bardzo nieporadnie próbuję pokazać, że też mam coś do powiedzenia na te tematy a potem, nie mogąc znieść mojej indolencji, puknęła mnie w głowę, że aż echo poszło, i wycedziła przez zęby:... Lepiej siedź cicho, bo już zaczynam się wstydzić za ciebie. Absolutnie nie mogę pozwolić abyś mnie w oczach innych tak kompromitował...

Co rzekłszy, maleństwo jak gdyby nic wdrapało się na moje kolana, usiadło wygodnie, przypatrzyło się rozmówczyni, uśmiechnęło się szeroko potem podrapało się w główkę i machając łapką co miało oznaczać .... teraz ja, teraz ja .. przejęło ode mnie pałeczkę w dalszej dyskusji. Obserwowałem ją z boku i muszę powiedzieć uczciwie, dawno nie widziałem mojego malucha w takich opałach. Dwoiło się i troiło, przewartościowywało swoje prawdy, przestawiało na półkach wiedzę o życiu, między innymi o tzw. buncie każdego młodego pokolenia, korygując ją pod wpływem bardzo logicznych, spokojnych i rzeczowych wypowiedzi A.