"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

30 Mar 2007

Od pewnego czasu obserwuję to, co dzieje się w naszym kraju i z przerażeniem dochodzę do wniosku, że nasze niesamowicie aktywne grupy polityczne zaczyna opanowywać jakiś amok. Walka o głosy wyborców, o zaistnienie za wszelką cenę w mediach i na arenie politycznej niejako wymusza na nich zupełnie paranoidalne pociągnięcia. W programie "Co z tą Polską?" prowadzonym przez T. Lisa nie wytrzymał nerwowo nawet tak bardzo opanowany prof. Bartoszewski i użył domyślnie w stosunku do jednego z czołowych, naszych polityków takich określeń jak: nabzdyczony, nadęty i jeszcze kilku innych niemniej dosadnych. To już zmusza do myślenia. Zacząłem więc analizować zdarzenia z ostatniego okresu i nie powiem, że miałem jakiekolwiek powody do uspokojenia swoich podejrzeń. Wręcz przeciwnie. Weźmy na przykład wkręcanie religii do polityki.

Od dawna wiadomo, że polityka jest jednym z największych bagien w którym aby przeżyć, trzeba być niezłym dyplomatą. A tych u nas niestety dzisiaj brak. Religia zaś i jej zasady, to sprawa sumienia każdego z nas, sprawa naszej wiary. Dostaliśmy od Stwórcy wolną wolę i rozum po to, aby rozróżniać co jest dobre a co złe by potem korygować nasze zachowania, poglądy, podejmowane decyzje. I oto nagle zjawia się "Silna Grupa pod Wezwaniem", która chce nas ubezwłasnowolnić i zmusić do takiego postępowania jak chcą oni, twierdząc, że opierają się na słowach głów kościoła, na kanonach prawd wiary i że w ten sposób wszystkich nas hurtem uszczęśliwią, bo ich zdaniem jesteśmy ślepymi i głupimi jawnogrzesznikami. Poza tym nie zwracają wcale uwagi na to, że w naszym kraju żyją również ludzie innych wiar. Nie spytam już o demokrację, bo to temat do zupełnie innych rozważań.

24 Mar 2007
Przypisujemy ją biednemu Kalemu, jednak gdyby dobrze się przyjrzeć, to jest to jedna z naszych głównych przywar, praktycznie od zawsze. No bo cóż jest wygodniejszego niż rozgrzeszanie siebie posługując się wygodnym, prywatnym "obiektywizmem" na swój własny użytek? Nagminnie uważamy, że  jesteśmy w stosunku do świata bardzo uczciwi, bardzo spolegliwi, czego niestety nie można powiedzieć o nim w stosunku do nas. I co w tym najdziwniejsze, pomimo tego a może właśnie dlatego, nikt nas nie chce zrozumieć. Takie jest nasze zdanie. Jesteśmy przy tym święcie przekonani, że chociaż nasze postępowanie jest tak uczciwe, tak szczere i tak obiektywne, to przez otoczenie często postrzegane jest opacznie. Stąd prosty wniosek i nasz żal do świata i ludzi zamykający się w stwierdzeniu, nikt nas nie rozumie a świat jest podły. Co do świata, to można by podyskutować, bo taki jakim go my ludzie tworzymy jest faktycznie trudny do zaakceptowania. Jednak pozostały składnik naszego żalu, to już klasyczny syndrom Kalego.
15 Mar 2007
Do napisania tego tekstu sprowokowały mnie niejako media i dwa zaprzyjaźnione blogi. Czytając jakiś czas temu posty na nich zamieszczone doszedłem do wniosku, że uczciwie mówiąc, nic by się nie stało gdybyśmy, od czasu do czasu, spróbowali urealnić swój obraz w wirtualu, pokazać siebie z jakiejś strony. W jakimś stopniu urealnić nasze wizerunki. Oczywiście tworzone bardzo tendencyjnie i subiektywnie, tylko tak jak my chcemy się pokazać, jednak w miarę zgodnie z prawdą. Na ile w tym wszystkim nałożony przez nas makijaż urealni a na ile wykrzywi w drugą stronę nasz obraz to już inna sprawa. Tego nie zawsze da się przewidzieć. Jednak w jakimś stopniu, również zależy to od nas czy napewno będziemy chcieli ujawnić przynajmniej część swojej tzw. twarzy. Kurcze blade, toż to chyba wiwisekcja a już na pewno ekshibicjonizm. No tak, trudno. Wlazłem w to, a więc do rzeczy. Trącę tu bardzo osobistą, delikatną nutkę mojej słabości.
26 Lut 2007

Pewnego dnia spytałem moją szarą komórkę jak to jest z nami, ludźmi? Dlaczego wybierając sobie partnera na resztę życia tak trudno jest nam właściwie trafić? Przecież poznajemy kogoś, kto odpowiada nam fizycznie, jest układny, zaradny i wyznaje nam również miłość na całe życie, budzi nasze zaufanie, czyli wiemy już tyle ile można w tej sytuacji wiedzieć, a więc gdzie jest luka, dlaczego tak wiele jest potem rozczarowań?

Popatrzyła nam mnie z zażenowaniem, pokiwała smutno główką pokazujac jednocześnie na krzesło abym usiadł. Sama wdrapała się na tapczan i ułożyła wygodnie. Nie bardzo wiedząc o co chodzi, z niezbyt mądrą miną czekałem co będzie dalej. Nie trwało to długo, bo po chwili usłyszałem najpierw ciche ale głębokie westchnienie, które bardzo wyraziście wyrażało jej nastawienie do mojego pytania a potem zaczęła swój monolog.

18 Lut 2007

Obracając się od jakiegoś czasu w świecie wirtualnym zauważyłem dziwne zjawisko, które jest czymś normalnym i niejako uzasadnionym w realu, natomiast wydawało mi się, że tutaj nie powinno się znaleźć. Byłem przekonany, że ludzie szukają tu kogoś, z kim mogliby bezpiecznie porozmawiać, wylać z siebie żal, poradzić się, wypłakać lub chociażby najzwyczajniej wygadać i wysłuchać czyjejś opinii na nurtujące ich problemy. I nie mogę powiedzieć, że tak w ogóle się nie zdarza. Jednak, moim zdaniem, w olbrzymiej większości rozmawiając z kimś, bardzo często podświadomie zaczynamy budować w swojej wyobraźni portret rozmówcy, tym barwniejszy im bardziej nas on zaciekawia swoimi wypowiedziami. Nagle zaczyna nas irytować brak jego fizycznych danych tak potrzebnych nam do całości obrazu. A więc, kim jest naprawdę, jak wygląda, ile ma lat, jaki jest jego status społeczny, rodzinny, czym zajmuje się na co dzień itd. itp. Tak, jakby to była najważniejsza informacja, absolutnie niezbędna do zwykłych rozmów na szeroko pojętym, internetowym forum.