"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

04 Lis 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

No i stało się. Spadł śnieg. Dla niektórych, szczególnie dla dzieci, brzmi to fajnie, ale. Właśnie to ale. Niby zapowiadany dużo wcześniej. Nie powinien więc być dla nikogo żadnym zaskoczeniem, jednak drogowców zaskoczył i to całkowicie. Mnóstwo stłuczek na ulicach, korki, ślisko, czyli uliczne lodowisko, a za miastem to już lepiej nie pisać. Horror. Kilometrowe kolejki samochodowe, pojazdy w rowach, TIR-y stojące w poprzek drogi .. itd. I jak tu cieszyć się z tego, że za oknem śnieg a nie plucha? No właśnie, a'propos cieszyć się. Na zaprzyjaźnionym blogu spotkałem się z pytaniem, na które wielu z nas bardzo często odpowiada negatywnie. Czy jesteśmy szczęśliwi, czy tylko czasami nam się to zdarza? Pytanie trochę rozszerzyłem, ale to i tak wynikało z zamieszczonej treści. No cóż, wydawało mi się, że wystarczy tylko spokojnie pomyśleć i odpowiedź znajdzie się sama. Nie było to jednak takie proste. Brałem pod uwagę różne powody i już miałem gotową odpowiedź, że oczywiście tak, że tak w ogóle to jesteśmy szczęśliwi, bo słońce, przyroda, budzi w nas ciepłe emocje, uczucia miłosne, bo zdobywamy nowe doświadczenia, które pomagają nam lepiej żyć, bo mamy wielu przyjaciół, życie nie jest monotonne i tylko czasami dopada nas smutek, z którym jednak po jakimś czasie spokojnie dajemy sobie radę. By po paru minutach, stawiając sobie bezsensowne pytanie, po co człowiek w ogóle żyje,  dojść do zupełnie odwrotnego wniosku, że to wszystko tak naprawdę właściwie nie ma sensu. Przecież z naszych własnych doświadczeń wynika jasno, że istniejemy tylko przez jakiś czas, w którym spotykają nas kłopoty, problemy, nieszczęścia, niepowodzenia, choroby. Potem rodziny, dzieci i nowe obowiązki i kolejne kłopoty z tym związane, brak porozumienia. Dołująca, ogólna niemoc. I wreszcie starość. Plącze się taki nikomu nie potrzebny niedołężny człowiek po domu, denerwuje swoją niesprawnością, niezaradnością tak jakbyśmy nie mieli i bez niego mnóstwa własnych problemów. Usiłuje zająć nasz drogocenny czas swoja osobą, swoimi nieistotnymi dla nas kłopotami i nie rozumie tego, że właśnie nie możemy dać sobie rady sami ze sobą. To prawda czasami jego niewielka emerytura pomaga trochę podreperować nasz skromny budżet domowy, ale to chyba jedyny pożytek z niego w dzisiejszej naszej nerwowej rzeczywistości. Kurcze, ale dzikie myśli. Taka przyszłość? Sam się przestraszyłem.

23 Paź 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

Kilka dni temu odwiedziłem moich bardzo dobrych znajomych. Jak zwykle w takich sytuacjach, rozmawialiśmy o różnych sprawach. Trochę o życiu, trochę o komputerze, o nieszczęsnej polityce jednym słowem o wszystkim, co doskwiera, co przeszkadza lub też, czym możemy się pochwalić. W pewnym momencie do naszej rozmowy włączyła się bardzo młoda osoba, dokładniej ich córka. Nazwijmy ją A. Po usłyszeniu kilku jej opinii o dzisiejszej rzeczywistości, o problemach młodzieży moja jedynaczka, szara komóreczka, z zaciekawieniem zaczęła się najpierw dokładniej przysłuchiwać i obserować mnie w jaki sposób bardzo nieporadnie próbuję pokazać, że też mam coś do powiedzenia na te tematy a potem, nie mogąc znieść mojej indolencji, puknęła mnie w głowę, że aż echo poszło, i wycedziła przez zęby:... Lepiej siedź cicho, bo już zaczynam się wstydzić za ciebie. Absolutnie nie mogę pozwolić abyś mnie w oczach innych tak kompromitował...

Co rzekłszy, maleństwo jak gdyby nic wdrapało się na moje kolana, usiadło wygodnie, przypatrzyło się rozmówczyni, uśmiechnęło się szeroko potem podrapało się w główkę i machając łapką co miało oznaczać .... teraz ja, teraz ja .. przejęło ode mnie pałeczkę w dalszej dyskusji. Obserwowałem ją z boku i muszę powiedzieć uczciwie, dawno nie widziałem mojego malucha w takich opałach. Dwoiło się i troiło, przewartościowywało swoje prawdy, przestawiało na półkach wiedzę o życiu, między innymi o tzw. buncie każdego młodego pokolenia, korygując ją pod wpływem bardzo logicznych, spokojnych i rzeczowych wypowiedzi A.

Autor: Koszmarek Opublikowano w: Nowości
22 Paź 2006

W najbliższym czasie zmieni się trochę sposób wstawienia komentarza na tej stronie. W związku z ogromną ilością spamu reklamowego /ponad 100 dziennie/, który wciska się na stronkę, dodatkowo zostanie wprowadzony wymóg wpisu kodu ukazującego się za każdym razem, przed wprowadzeniem gotowego komentarza. Z góry przepraszam za kłopot i mam nadzieję, że to nie zniechęci Was do zaglądania na stronę Koszmarka.

14 Paź 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

Chodząc bo blogach oraz czytając komentarze na mojej stronie spotkałem wiele ciekawych wypowiedzi na tematy dotyczące naszych notorycznie popełnianych błędów, czy to w sferze miłosnych uniesień i późniejszych konsekwencji z tego wynikających, czy też chociażby naszych codziennych, zwykłych problemów. Np. kłótni, których powodem często nie jest to co rzucamy sobie nawzajem w oczy ale wcześniejsze, mniej lub bardziej uzasadnione, narastanie agresji powodowanej najczęściej naszą nadpobudliwością lub żalem do całego świata, że coś, że ktoś, że innym to ... a nam nie, lub chociażby, że ktoś nas zawiódł, ktoś, bo my to oczywiście nikogo nigdy nie zawodzimy... itd. Zacząłem zastanawiać się dlaczego tak jest, dlaczego tak trudno nam czegoś się nauczyć. Czegoś, co mogłoby być dowodem na to, że nie dostaliśmy cudownej możliwości rozumowania, za karę. Wiedząc jednak, że sam sobie z tym problemem nie poradzę, postanowiłem zwrócić się o pomoc w rozwikłaniu tego dylematu do mojej jedynaczki, najczęściej chrapiącej spokojnie w jakimś trudno dostępnym kącie. Muszę powiedzieć, że szukałem dość długo, bo jak się okazuje uciekając przed nękającymi ją pytaniami  z mojej strony, schowała się za książki stojące na półce. Tego nie mogłem przewidzieć. W pewnym jednak momencie, prawie zrezygnowany, gdy chciałem już dać jej spokój, usłyszałem dziwne chrapnięcie dobiegajace właśnie z tamtej strony. Bojąc się o całość książek, czy przypadkiem jakaś mysz nie pozwala sobie za wiele i nie nadużywa mojej gościnności, odsunąłem szybko grubą encyklopedię i ...... zobaczyłem moje maleństwo leżące na boczku, z podkurczonymi nóżkami i łapką podłożoną pod główkę. Patrzyłem na nią nieco zdziwiony i z tego wszystkiego prawie zapomniałem już o co mi tak naprawdę chodziło. Niestety, ona, zdenerwowana takim nagłym przebudzeniem, przesłaniając łapką oczka przed wpadającym przez okno rażącym promieniem światła słonecznego warknęła z wyraźną pretensją w głosie:

- o co chodzi? Dlaczego nie dasz mi się spokojnie wyspać? Zawsze muszę być na twoje zawołanie. Uwierz mi,  staje się to już denerwujące. ..

08 Paź 2006

Moje opowiadania, nie zawsze prawdziwe.

Dzisiaj działo się ze mną coś nie tak. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Kręciłem się w kółko ciągle coś gubiąc. Przekładałem różne rzeczy z miejsca na miejsce sam nie wiem po co, zupełnie bez sensu. W pewnym momencie zauważyłem jakąś dziwną lekkość, inną niż przedtem. Okazała się nią, wstyd się przyznać, pustka w mojej głowie. No tak, że też wcześniej o tym nie pomyślałem. Moja szara mała przyjaciółka kolejny raz wystawiła mnie do wiatru. Po pewnym czasie, gdy nie wracała zacząłem się nieco denerwować. Nigdy jeszcze nie zostawiała mnie na tak długo. Zacząłem więc szukać. Nie powiem, że trwało to krótko. Po jakimś czasie, nie mogąc odnaleźć jej w domu wpadłem na dziwny pomysł, aby poszukać jej na stryszku. Właściwie to tam nic nie ma, oczywiście oprócz moich starych książek częściowo nadgryzionych zębem czasu, a może myszy, porozwalanych po kątach. I co? Kurcze, wszystkiego mógłbym się spodziewać tylko nie tego. Zobaczyłem moje maleństwo, a właściwie jej nóżki wystające z gromady książek w kącie tego dziwnego, zapomnianego pomieszczenia. Niepokojąc się o jej stan, zajrzałem powoli w głąb tej sterty. W końcu nawet ona mogła nie wytrzymać takiej dozy kurzu. Co jak co, ale pilnowanie jej jest jedną z moich podstawowych powinności - pomyślałem. Odetchnąłem jednak z ulgą gdy zobaczyłem jak z wypiekami na twarzy, przyklejona noskiem do pożółkłej kartki pożera ją wzrokiem. Było to jakieś wydawnictwo techniczne sprzed lat, a dokładniej artykuł mówiący o wszechświecie i naszej roli w degradacji środowiska naturalnego na ziemi.