"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

25 Wrz 2007
My i nasze maski na co dzień, to tylko wstęp do prawdziwego spojrzenia na siebie we wspólnym związku po to, aby na stałe zmienić niektóre swoje odruchy i przyzwyczajenia, dopasowując je do jedynej, tym razem kochanej osoby. Dlaczego jednak na co dzień, nakładając maski robimy to bez bólu zmieniając się tylko pozornie, ale na tyle skutecznie, że świat nam zaczyna wierzyć? Przecież szacunek do kogoś dyktuje nam również jakieś zachowania, na które w tym momencie możemy nie mieć żadnej ochoty. To są przecież  również maski, ale moim zdaniem, są one już tym razem pozytywnym tego stanu zjawiskiem. Tłumaczymy to wszystko sobie tym, że jest to nam potrzebne tak jak powietrze do oddychania, bo sytuacja, bo okoliczności, bo interes, bo ludzie powinni o nas dobrze mówić....itd. 
15 Wrz 2007

"...myślę, więc jestem...".....czyli....przypowieści leniwego filozofa....

Dawno nie zaglądałem do starego, leniwego filozofa. Postanowiłem więc do niego zajrzeć. Sprawdzić jak radzi sobie ze swoją samotnością i przy okazji wyjaśnić problem, który nurtuje mojego znajomego. Poszedłem więc nad rzekę gdzie często przebywał po długich rozmyślaniach. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Spotkałem staruszka piorącego swoją tunikę. Robił to powoli i dokładnie, najwyraźniej precyzja jego myślenia nie była jedyną jego zaletą. Usiadłem obok starając się nie przeszkadzać mu w tak pożytecznym zajęciu. Na niewiele to się jednak zdało, ponieważ on zauważywszy mnie wykręcił to co prał, rozwiesił na pobliskiej gałęzi, podszedł do mnie i zadał sakramentalne pytanie:

- Co ciebie do mnie sprowadza? Długo nie przychodziłeś. Myślałem już, że może znalazłeś sobie kogoś innego do zwierzeń?

Nie - odpowiedziałem - nikt inny nie potrafi tak jak ty spokojnie wysłuchać i dobrze doradzić jak należy podejść do własnych problemów, aby ich nie pogorszyć a wręcz przeciwnie, w miarę pozytywnie rozwiązać.

Staruszek popatrzył na mnie wzrokiem, w którym błyskały dziwne ogniki:

- Jestem za stary lis aby dać się złapać na lep twoich pochlebstw. Mów o co ci chodzi? Może uda mi się coś na to wymyślić? Chociaż nie jest to tak do końca pewne, jednak spróbować mogę.

06 Wrz 2007

"...myślę, więc jestem..." ....czyli.....przypowieści leniwego filozofa....(archiwalne) 

Spytałem kiedyś leniwego filozofa....Mistrzu, powiedz mi, dlaczego jesteś sam. Czy nie mogłeś kiedyś znaleźć sobie żony, przyjaciół? Czy aż tak bardzo nie lubisz ludzi?

Staruszek popatrzył na mnie i tak odrzekł:

...Kiedyś, gdy byłem jeszcze bardzo młody,  w grocie za miastem mieszkał stary człowiek. Pustelnik. Żył samotnie, unikając ludzi. Pewnego dnia spotkaliśmy się nad potokiem. Przyglądałem mu się przez chwilkę. Niczym nie różnił się od innych, no może tylko bardzo zniszczoną tuniką, proszącą w wielu miejscach o igłę z nitką. Po jakimś czasie przełamałem swoją nieśmiałość i spytałem tak jak ty mnie dzisiaj, na co on mi odpowiedział tak:

21 Sie 2007

"...myślę, więc jestem..." ....czyli.....przypowieści leniwego filozofa....(archiwalne)

Poszedłem któregoś dnia do starego drzewa aby jak zwykle porozmawiać z  mieszkającym w dziupli, leniwym filozofem. Zastałem go szykującego się do poobiedniej drzemki.

- Mistrzu - spytałem - czy możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie? - Zapytany popatrzył się na mnie i po chwili odrzekł: - Jedno powiadasz? Dobrze, więc pytaj.

- Otóż - zacząłem - sąsiad mój bardzo zazdrosny o to, że moja żona jest taka oszczędna w słowach i do tego bardzo pracowita. Próbuje mnie przekonać, że na pewno niedługo się zmieni. Twierdzi, że zacznie mnie zdradzać, rozleniwi się, zacznie na wszystko narzekać. Mówi, że wszystkie kobiety są takie, bo to tylko jest kwestią czasu. Próbuje też udowodnić mi, że już zaczęła się zmieniać, przecież zobacz sam - mówi -  powoli traci swoją dawną urodę i na pewno będzie drażliwa i złośliwa. Zobaczysz, niedługo zacznie wydawać twoje pieniądze na coraz to nowe tuniki i ozdoby aby ukryć utratę swojej urody. Czy mam mu uwierzyć, że aż tak bardzo się ona zmieni? Dla mnie jest nadal tak samo piękna jak przedtem, ma w sobie tyle ciepła, tyle spokoju. Potrafi podtrzymać mnie na duchu w chwilach trudnych. Jednak sąsiad mówi to tak przekonywująco i powołuje się na wypowiedzi filozofów.

Mistrz zamyślił się przez chwilę a potem odrzekł.

- Mówiłem ci już kiedyś, uroda przemija a mądrość pozostaje. Tak więc nie martw się o swoją żonę i nie zwracaj uwagi na to, że sąsiad mówi dużo i przekonywująco, albowiem dar mowy dany  jest wszystkim, nielicznym zaś mądrość umysłu - i na koniec dodał: - nie można powiedzieć nic niedorzecznego, czego by już jakiś filozof nie twierdził.

Co powiedziawszy spokojnie ułożył się w cieniu.

02 Sie 2007

"...myślę, więc jestem..."....czyli....przypowieści leniwego filozofa.... (archiwalne)

Któregoś dnia, idąc po wodę do strumienia spotkałem, chociaż trudno to nazwać spotkaniem, właściwie to potknąłem się o śpiącego pod krzewem leniwego filozofa. Spoza krzewu wystawały tylko stopy i one właśnie były powodem całego zdarzenia.

Wybudzony ze słodkiego, sennego niebytu staruszek usiadł, przetarł zaspane, prawie niewidoczne spod spadających na twarz długich siwych włosów, oczy. Po czym, wielce zdziwiony zapytał:

- A w czym to przeszkadzały ci moje nogi, że musiałeś właśnie o nie się potknąć?

- Mistrzu - odpowiedziałem - przepraszam, ale byłem tak zamyślony, że nie zauważyłem wystających zza krzewu twoich sandałów. Poza tym, nigdy wcześniej ich tu nie było a tę ścieżkę znam już na pamięć, mogłem więc pozwolić sobie na luksus zamyślenia na pustej ścieżce. Wszak właśnie tutaj sam często przemyśliwujesz dochodząc do zaskakujących, niecodziennych wniosków?

Starzec widocznie rozbudził się już zupełnie, bo popatrzył na mnie dobrotliwie, potem podrapał się w głowę, westchnął i rzekł: