"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

26 Maj 2007

Największym naszym przyjacielem, ale też i wrogiem, są nasze niekontrolowane myśli. My tylko wypuszczamy je w odpowiednim kierunku a one już same albo nas uszczęśliwiają, albo też   niszczą. Myśli ukierunkowane emocją najczęściej działają destrukcyjnie, budując w wyobraźni obraz naszego nieszczęścia, niezawinionej krzywdy, tak pieczołowicie później pielęgnowany. Po jakimś czasie nie wiemy już co było tego przyczyną i gdzie leży prawda, ale to nam i tak do niczego nie jest potrzebne, bo my przecież wiemy najlepiej i już. Oczywiście uważamy wtedy, że w życiu spotykają nas same nieszczęścia. Takie myśli drążą nas mózg jak rdza. Wszelkie negatywne emocje bardzo subiektywnie ukierunkowują tok naszego myślenia, dlatego powinniśmy unikać ich w dyskusjach, a przede wszystkim przy podejmowaniu jakichkolwiek decyzji.

Jak i jeżeli tak to w jaki sposób, może się to odbić na naszych relacjach w sferze uczuć?

16 Maj 2007

Na jednym z zaprzyjaźnionych blogów znalazłem bardzo ciekawą wypowiedź na temat miłości, które spotykają nas w życiu. Miłości mniej lub bardziej burzliwych, kończących się często łzami i rozstaniem. Zwieńczeniem tego było pytanie; ..czy można powiedzieć, że któraś z tych miłości nie jest prawdziwa? 
W potocznym tego słowa znaczeniu, oczywiście każda z nich jest prawdziwa, pod warunkiem, że uczucia były szczere. Jednak próbując odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest dla nas miłość pisana przez duże "M", należałoby znaleźć odpowiedź na inne z kolei pytanie, a mianowicie czego oczekujemy od niej, od miłości na całe życie, biorąc poprawki na przeciwności losu, kłopoty dnia codziennego i rutynę w związku, od której tak trudno uciec? Przecież nie można tylko patrzeć sobie w oczy przez całe życie?

05 Maj 2007
Ostatnio usłyszałem, że rozum zabija uczucia, a uczucia gubią rozum. Kurcze, w takim razie  co wybrać? Czy nie można kochać rozumnie? Czy jedno i drugie zawsze musi się nawzajem wykluczać? Mówią, że gdy kochamy kierując się jednocześnie rozumiem, to nie jest to pełna miłość, bo odnajdujemy w tym jakiś nieprzyjemny chłód. Czy szaleństwo miłości można więc kontrolować? Wydaje mi się, że z trudem ale tak. Bo inaczej bardzo łatwo można skręcić sobie kark. Niektórzy twierdzą, że warto ryzykować, bo chociaż potem może to boleć, to jednak to co przeżyli to ich, i nikt im tego nie odbierze. Takie swoiste Carpe Diem. Uważam, że jest to podejście minimalistyczne  z dużą dozą wkalkulowanego masochizmu. Bardzo lubimy litować się nad sobą skręcając się jednocześnie z żalu za minionym, chociaż przyniosło nam tak wielkie rozczarowanie. Zastanawiałem się skąd to się bierze?
30 Kwi 2007

Zastanawiam się dlaczego tak jest, że często nie potrafimy spokojnie wysłuchać cudzych opinii i zastanowić się czy przypadkiem nie jesteśmy w błędzie? Dlaczego nie chcemy zrozumieć tego, że nie ma ludzi nieomylnych i że nie jest wstydem ani pogwałceniem naszych ambicji ewentualne skorygowanie swoich poglądów czy ocen? Czy cudze doświadczenia nie są nam w ogóle potrzebne, bo my i tak wiemy najlepiej? Przecież niezobowiązujące i rozsądne korzystanie z nich jest jedną z niepisanych największych mądrości ludzkich. Dlaczego więc tak często nie chcemy z tych doświadczeń korzystać? Fakt, nie wszystkie z nich dadzą się przełożyć na naszą sytuację, poza tym w szczegółach też bardzo się różnią. Tym niemniej wysłuchanie może, chociaż oczywiście nie musi, bardzo pomóc nam w rozwiązaniu naszych problemów. Dlaczego tak wiele musimy w życiu zepsuć, by wreszcie dojść do wniosku że już skądś to przecież znamy? Czy naprawdę dostaliśmy rozum tylko po to, aby zrozumieć jak bardzo jesteśmy głupi? Czy koniecznie musimy za każdym razem bardzo boleśnie wyważać otwarte już wcześniej przez kogoś drzwi?

28 Kwi 2007

Kurcze blade ale numer. "Ktoś" na swoim blogu wezwał mnie do odważnego pokazania siebie w niekoniecznie krzywym zwierciadle. Podejmuję rzuconą mi rękawicę i z własnej, nieprzymuszonej woli (?) po raz pierwszy jednym tchem, w mojej historii wyznaję co następuje, a więc: