"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

29 Lip 2007

Spotykamy się na co dzień z określeniem specyficznego zachowania młodzieży  określanym mianem buntu pokoleniowego. Jest to zjawisko cykliczne, powtarzające się w każdym kolejnym pokoleniu, które było, jest i będzie, czy to się nam podoba czy też nie. Zawsze podchodziłem do tego dość obojętnie. Tłumaczyłem to sobie kolejnym dopustem bożym polegającym na konflikcie skostniałych stereotypów zbudowanych na podstawie doświadczenia nabytego, odpowiednio zaklasyfikowanego przez tzw. pokolenie ludzi dojrzałych z beztroskimi szaleństwami wieku młodości, dla którego każdy powód do tego jest dobry, które wszystko ma, jak to mówią, gdziesik. I nawet chyba coś w tym jest na rzeczy, tylko oczywiście nie koniecznie z takich powodów, bo zauważcie sami. Każde następne pokolenie coś zmienia, usprawnia, modyfikuje, niektóre sprawy przewraca do góry nogami, tworzy nowe poglądy i normy zachowań. Nie można jednak tego zrobić bez przeprowadzenia generalnych porządków. Dzięki temu to co jeszcze kilkadziesiąt a nawet kilkanaście lat temu było normą dzisiaj może stać się anachronicznym zabytkiem mającym wartość tylko emocjonalną, muzealną ale nie praktyczną. Zacząłem zastanawiać się skąd się to bierze, co jest tego przyczyną? Popatrzmy na to z boku. 

21 Lip 2007
"...myślę, więc jestem..."....czyli ....przypowieści leniwego filozofa...(archiwalne).
 

Wygrzewałem się spokojnie w cieniu oliwnego drzewa , gdy nadszedł młodzieniec z dwiema kobietami. Stanęli przede mną bez słowa. Spytałem rozbudzony:

- dlaczego burzycie mój spokój, czy jestem wam coś winien?

- Nie - odparł młodzieniec - chciałbym tylko, abyś doradził mi, którą mam wybrać na żonę. Obie są piękne i młode. Obie potrafią dobrze gotować. A przecież mogę wybrać tylko jedną.

- Rozumiem, nakaż więc im aby cokolwiek powiedziały - odrzekłem.

Jedna, zaczęła szybko i dużo mówić, albowiem bardzo chciała być wybraną. Druga milczała jak zaklęta.

- Dlaczego nic nie mówisz, czy nie chcesz aby wybrał właśnie ciebie? - spytałem.

Popatrzyła na mnie spokojnie i po chwili zastanowienia odrzekła:

- Chcę, ale wprzódy spytaj, to ci odpowiem, bo nie wiem co chcesz usłyszeć?

Na pytający wzrok młodzieńca wskazałem palcem na drugą i spokojnie oddałem się na powrót  błogiej drzemce.

Minęło kilka lat. Pewnego dnia gdy chodziłem po drodze tam i z powrotem rozgryzając w myślach nieistniejące problemy, w pewnym momencie ujrzałem tamtego młodzieńca idącego do mnie z wielkim koszem winogron.

- Co się stało - spytałem - czy znowu masz jakiś problem?

- Nie - odrzekł - chcę tylko podziękować ci za to, żeś mi wtedy dobrze doradził. Obie kobiety po latach  straciły urodę z której były tak dumne. Z pierwszą, ożenił się mój sąsiad i dzisiaj ona, nie daje mu spokoju swoim wiecznym narzekaniem. Przychodzi biedak wtedy do mnie aby odpocząć w spokoju. Patrząc na moją żonę zazdrości mi. Jak sam mówi, gdyby jego żona była taką mądrą, kochającą i pracowitą to oddałby wszystko co zdobył przez te lata. Powiedz mistrzu, skąd wiedziałeś, że powinienem właśnie tę wybrać? - spytał.

Odrzekłem na to:

- Uroda przemija, mądrość pozostaje. Pamiętaj, nieraz milczenie jest wymowniejsze od mowy - co powiedziawszy  z lubością zatopiłem ręce w koszu winogron.


Cum tacent, clamant - ( milczenie jest wymowniejsze od mowy ) - Cycero. 

09 Lip 2007
"...myślę, więc jestem...".... czyli....przypowieści leniwego filozofa....(archiwalne)
 

Któregoś dnia - rozpoczął swoją opowieść leniwy staruszek - otóż któregoś dnia, rozgoryczony że nikt nie chce mnie słuchać, pomyślałem sobie.....Panie, co mam zrobić aby mnie słuchano. Prawie nikt dzisiaj nie zatrzymał się aby mnie posłuchać, tylko jeden pasterz przystanął na chwilkę ze swoim stadem owiec.

W tym momencie usłyszałem daleki grzmot, a muszę powiedzieć że niebo tego dnia było bezchmurne. Gdy wszystko ucichło usłyszałem daleki, spokojny ale mocny głos:

- popełniasz błąd. Spróbuj dyskutować a nie tylko mówić. Jak również dyskutuj a nie tylko słuchaj innych. Albowiem mądrość tkwi w dyskusji, bo wtedy albo potwierdzasz albo odrzucasz  głoszone prawdy.

18 Cze 2007

Dzisiaj nie budziłem leniwego staruszka. Niech sobie pośpi, może mu przyśni się coś nowego? Coś, co będzie mógł znowu nam opowiedzieć. Przyjemnie jest patrzeć gdy tak spokojnie śpi. Widocznie nie ma wokół żadnego zagrożenia. A może jest on za bardzo ufny, może go jeszcze nie spotkało nic złego, że tak spokojnie jak dziecko śpi pod swoim drzewem? Nie, wydaje mi się jednak, że staruszek rozmawia we śnie ze Stwórcą Wszystkiego i mam nadzieję, że po takiej rozmowie wróci do nas i znowu nam coś będzie chciał przekazać.

Myśli ciężko zamknąć w sobie, nawet gdy śpimy to też tworzą one jakiś obraz, jakąś wizję którą potem, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, próbujemy wcielić w życie mówiąc, że przyszedł nam do głowy jakiś pomysł. Dziecko to przecież robi od momentu gdy zaczyna, na swój sposób, logicznie myśleć. A kim my jesteśmy, my dorośli ludzie? Odpowiem słowami Simone de Beauvoir'a .. "..kto to jest dorosły człowiek? Dziecko z bagażem lat..." Pominę podtekst płynący z cytatu ale jest tu jeszcze coś na co chciałbym zwrócić uwagę.
11 Cze 2007

...myślę, więc jestem..." ....czyli.....przypowieści leniwego filozofa....

Zapytałem kiedyś leniwego filozofa - powiedz Mistrzu, jaki sens ma wysiłek włożony w  pomaganie innym, przecież patrząc na ogrom nieszczęścia i biedy  nawet nie można zauważyć tego, że cokolwiek się zrobiło? Wszystko tak samo wygląda jak zawsze. Ludzie jak chodzili smutni , tak chodzą. Wokół biedy tyle samo. Przecież nie damy rady uszczęśliwić tylu ludzi, to nie ma zupełnie sensu?
Zapytany pomyślał chwilkę i tak odrzekł, - opowiem ci, zasłyszaną kiedyś w młodości przypowieść. Posłuchaj uważnie.
  ...Nad brzegiem morza stoi staruszek i wrzuca do wody rozgwiazdy, które wyrzuciła fala. Jest ich mnóstwo. Przechodzący obok młody człowiek, obserwując go przez dłuższą chwilę, odezwał się do niego tymi słowy:
- po co to robisz, przecież morze wyrzuciło ich tak wiele, że nigdy nie uda ci się wszystkich wrzucić z powrotem? Przecież to nie ma sensu?

Na co staruszek podnosząc kolejną rozgwiazdę i wrzucając ją do morza, spokojnie odrzekł: - zobacz, dla niej, to ma sens...."

- Tak też jest z naszą pomocą dla innych - kończył swoją opowieść dobrotliwy staruszek - nie patrzmy naszymi oczami czy pomożemy wszystkim, czy nie. Spójrzmy oczami tych, którym chcemy pomóc, a wtedy wszystko nabierze zupełnie innej wartości i sensu.