"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

18 Lut 2019

Czasami, gdy jestem zmęczony, gdy chce mi się na powrót zanurzyć w urokach lat szalonej, wczesnej młodości, nachodzi mnie jakaś dziwna nostalgia. Zaczynam wtedy marzyć przenosząc się do krainy wspomnień. Coś się wtedy we mnie dziwnie zmienia. Oczy stają się mętne, nie przeszkadzają mi żadne odgłosy współczesnego życia dobiegające zza okna. Zapadam się w specyficzny sen. Jak urywki ze znanych filmów przetaczają się w mojej wyobraźni sceny z lat, wtedy niedoceniane, a dzisiaj będące źródłem moich wzruszeń. Coś bardzo melodramatycznego zawisa w powietrzu. Coś, czego chyba nawet nie potrafiłbym dzisiaj dokładnie nazwać.

05 Lut 2019

Kiedyś ktoś wpisywał się w komentarzach właśnie w ten sposób. I nie o to chodzi, że to robi właśnie tak. Oczywiście nie chciałbym aby ten ktoś to zmienił. Nie w tym rzecz, tylko.... właśnie tylko. To spowodowało, że kolejny już dzień chodzi mi po głowie, bez żadnych osobistych wycieczek, piosenka Czerwonych Gitar „Głupia miłość” a dokładnie taki jej wers...”... była to głupia miłość, była to głupia miłość, czemu więc tej miłości tak mi brak..” W tym cytacie kryje się o wiele więcej niż to, co bezpośrednio nam przekazuje. Kryje się duża część prawdy o naszych tęsknotach, zagubieniach, o ogromnej części naszego wewnętrznego i często na własną prośbę pogubionego, JA.

Często jest tak, że nostalgicznie nagle coś nam zaczyna się przewijać w wyobraźni. Powracają wspomnienia, te ważne i te mniej ważne. Oczywiście, z perspektywy czasu wszystko jest ważne, bo dotyczy nas, naszej przeszłości, naszego życia, bo zostawiło w nim jakiś konkretny ślad. To wspomnienia powodują, że stajemy się nagle bardziej rozmarzeni, przenosimy w inny czas, w inną rzeczywistość. I chociaż może nie jest to takie istotne, zaczynamy podświadomie często żałować tego co było a już nie jest. A może tylko tęsknimy do tamtego czasu, tamtego nastroju, tamtego uczucia, tamtej wiary w miłość, bo wtedy świat był piękniejszy a my wierzyliśmy święcie, że wszystko ułoży się po naszej myśli? Może, zaznaczam może, gdyby to wszystko wróciło to być może zachowalibyśmy się dzisiaj podobnie, albo nawet tak samo jak wtedy?

Z perspektywy czasu patrząc, często tamtą miłość nazywamy głupią. Dlaczego? Być może dlatego, że była bardzo naiwna, niedojrzała, zbyt spontaniczna, bo nie potrafiliśmy jej docenić a może nawet zrozumieć? Może i tak. Jednak w tym zawierał się cały ogromny jej urok, którego dzisiaj czujemy wielki niedosyt. Po doświadczeniach jakie podarowało nam życie nagle odczuwamy jakąś uczuciową pustkę. Brak nam tego co było wtedy, tego jak to się wtedy przeżywało, jak się o tym śniło? Może chcemy być jeszcze raz znowu głupi i naiwni, wierzący w spełnienie rzeczy niemożliwych do spełnienia? Co prawda powtarza się to potem w naszym życiu w pewnym sensie cyklicznie, jednak wygląda to już zupełnie inaczej, wyprane z tamtego uroku, bez takiej bezgranicznej wiary w spełnienie, bardziej dojrzałe, bardziej racjonalne.

Nasuwa się teraz pytanie. Czy musimy w naszym życiu coś zniszczyć, żeby i tak niczego się nie nauczyć oprócz nieufności? Mam na myśli oczywiście kolejne lata naszego życia, kolejne pokolenia, kolejnych zawiedzionych wspominających po czasie z łezką w oku i drzazgą w sercu to, co było a nie jest. I co dziwne, najczęściej nie szukających winy w sobie, bo przecież nie w tym rzecz, ale w tęsknocie do .... No właśnie, do czego i dlaczego? Odpowiedź na te pytania pozostawiam Wam, bo wydaje mi się, że dobrze wiecie o co chodzi.

PS. W związku z powyższym przychodzi mi tu na myśl jedynie inny wers, z innej piosenki tym razem Skaldów...” bo nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go...” Tylko jaki to miałoby sens? Jedyna odpowiedź jaka mi się nasuwa w tym momencie to - nasza bezgraniczna głupota.                  

16 Sty 2019

Nasuwa się mi pewne określenie problemu jacy jesteśmy, chociaż ujęte bardzo subiektywnie. Bo przecież o to tu właściwie chodzi, o nasz subiektywizm, bo inaczej nie byłoby dyskusji. Ocena obiektywna niewiele w dyskusji mówi o naszych emocjach, ponieważ jest efektem spokojnych, chwilowych przemyśleń, o których już następnego dnia w pogoni za poprawą naszej egzystencji, najczęściej zapominamy. Przecież żyjemy emocjonalnie. Live is brutal. Ja spróbuję popatrzyć na to jednak z drugiej strony, może to uplastyczni trochę obraz całości. Często tak bywa, że jest absolutnie odwrotnie, że właśnie kobieta jest zaabsorbowana swoimi nastrojami, chęciami posiadania czegoś do tego stopnia, że nie zwraca uwagi na podejmowane, być może rzadkie, próby rozmowy, na to, co druga strona jej daje, od jakich problemów ją uwalnia, w czym pomaga i czego oczekuje w zamian. A to przecież też pozostawia jakiś ślad. To też budzi w nas jakieś emocje. I znowu ... life is brutal. Wielokrotnie pisałem, że do rozmów potrzeba wyczucia chwili, sama potrzeba nie wystarczy. Trzeba stworzyć odpowiedni klimat aby otworzyć drugą stronę. Jest to bardzo trudne ale też i chodzi o bardzo ważny moment w życiu, o wzajemne otwarcie się i zrozumienie wspólnych problemów. Rozumiem. Wszyscy jesteśmy jednak ułomni, w takim razie pozostaje tylko przeprowadzić rachunek plusów i minusów, tak w ocenie drugiej strony jak i w samoocenie. Bardzo często własne błędy obie strony widzą jako przypisane do osobowości, błahe lub też jako konsekwencje działań partnerów, zbyt łatwo tłumacząc siebie.

Lista potrzeb i oczekiwań jest zawsze, może nawet ilościowo nie taka wielka, ale na pewno treściwa i na tym najczęściej skupiają się ci, którzy mają żal. Dawanie własnego siebie to i bardzo dużo i niewiele. Dlaczego? Bo do tego doklejony jest charakter z całym wulkanem emocjonalnym, jego przyzwyczajeniami, sposobem postrzegania i oceny wyuczonym wcześniej, dopieszczania własnych, podkreślam własnych marzeń, nad którym wcale nie zawsze chcemy zapanować, a który to może psuć wszystko powoli i dokładnie. Nie piszę tu o marzeniach lecz o charakterze. A potem żal do życia, że ucieka, że gdyby można było cofnąć czas to nie popełnilibyśmy tego błędu po raz drugi, że na początku wyglądało to zupełnie inaczej, a wszystko to najczęściej z punktu widzenia biorcy. Moim zdaniem najpierw powinniśmy docenić a dopiero potem oceniać i dotyczy to obu stron tak jak obraz charakteru jaki wyłania się z wzajemnej , codziennej obserwacji. Wniosek? To nie tylko mężczyźni ani też kobiety mają tyle niesympatycznych cech, te wady mamy, w mniejszym lub większym stopniu, wszyscy. I co prawda na pytanie, co było pierwsze jajko czy kura trudno jest znaleźć prawidłową odpowiedź to jednak na pytanie, co było konsekwencją czego, co jest powodem naszej negatywnej reakcji emocjonalnej, naszego złego samopoczucia, znaleźć taką odpowiedź o wiele łatwiej, oczywiście, jeżeli tylko wykażemy przy tym maksimum dobrej woli i obiektywizmu. Chyba, że nie chcemy znać takiej odpowiedzi przeświadczeni z góry o naszych racjach, o naszej krzywdzie. Wtedy powinniśmy zastanowić się, co dalej, bo życia nie warto marnować, to jedno jest bezdyskusyjnie pewne.

05 Sty 2019

Najpierw spróbujmy dokładniej określić uczucie miłości, nie mylmy go z zauroczeniem lub pożądaniem. Nie zagłębiając się w szczegóły, bo u różnych ludzi bywają one zupełnie różne, Miłość cechuje się absolutnym zaufaniem do drugiej osoby, bezwzględną chęcią bycia z tą osobą na dobre i na złe, znajdowaniem własnej radości w jej szczęściu.

Praktycznie, jest to udane wcielenie się, zespolenie obu dusz w jedności i wtedy jedno żyje szczęściem i problemami drugiego, przeżywa je tak samo i cierpi podobnie z tym jednak że z powodu pewnego dystansu ma trochę większą odporność na ból i trochę trzeźwiej myśli ponieważ przejmuje wszystko pośrednio, wtórnie. Łatwiej wtedy ograniczyć własne emocje które przeszkadzają spokojnie spojrzeć na problem. Tyle w dużym skrócie. Spróbujmy skupić się na jednym warunku. Jest nim zaufanie. Nie wyobrażam sobie dwojga ludzi darzących się miłością ale, właśnie, bez wzajemnego zaufania. Nie jest to wtedy uczucie szczere, bo jeżeli kocham to ufam bardziej niż sobie i zrobię wszystko aby utwierdzić drugą stronę w przekonaniu że kocham, stąd kocham znaczy - ufam.

A jak się ma do tego zazdrość, mówmy o zazdrości przez duże "Z".

01 Sty 2019

Internet jest przedłużeniem naszej wyobraźni, miejscem w którym mogą spokojnie krążyć nasze myśli, jest tym wspaniałym *kimś*, który spokojnie wysłucha nas nie przerywając w pół słowa, nie oceniając naszego wyglądu, wieku, statusu społecznego, wykształcenia etc. To wysłuchanie jest nam potrzebne jak powietrze. Jedynym warunkiem jest chęć szczerego wypowiedzenia się i posługiwanie się w miarę strawną treścią. Często pomaga to czytającym w rozwiązywaniu czy też w zrozumieniu własnych problemów. Uważam, że właściwy człowiek siedzi w środku nas a ciało jest tylko ubraniem, kombinezonem, kolczugą. Prawdziwego człowieka można podświadomie wyczuć ale nie zobaczyć. Ciało się nie uczy, ciało się tylko z czasem zużywa, starzeje w przeciwieństwie do człowieka, który z upływem czasu uczy się, nabywa doświadczenia.

Prawdą jest, że u różnych osobników różnie to bywa ale sam fakt jest niezaprzeczalny. Szukając wartości drugiego człowieka szukamy jego wnętrza a nie ciała, które jest zmienne w czasie, iluzorycznie piękne przemijającym urokiem. I tutaj właśnie internet, który pozbawia nas naszej cielesności, nie fałszuje naszego obrazu pod warunkiem, że tego nie robimy rozmyślnie sami, kreując wirtualnie nasz wizerunek. Ale to już niestety ryzyko, które powinno być wcześniej wkalkulowane. Chociaż uważam, że o wiele większe ryzyko występuje przy poznawaniu się fizycznym, ponieważ łatwiej jest oszukać oczy zauroczając swoim wyglądem, nie zawsze szczerym zachowaniem, niż w świecie wirtualnym bazując tylko na rozmowach umysłów. A co dalej?

Intuicja powinna dyktować nam dalszy sposób postępowania, bo dobry wstęp już został zrobiony. Na pewno nie powinniśmy skakać do wody na głowę, nie upewniając przedtem się na ile jest głęboka. Pozostaje drugi , bardzo trudny etap poznawania fizyczności człowieka. Trudny, bo mamy już jego utworzony wcześniej w naszej wyobraźni wirtualny obraz, bo poznaliśmy przez, mam nadzieję, dość długi okres jego wnętrze a przynajmniej jego część, jego zalety, słabości i wady. Oczywiście też nie wszystkie, bo cechy te dokładniej poznaje się dopiero po latach wspólnego pożycia. Tym nie mniej takie rzeczy możemy spokojnie wyczytać, często pomiędzy wierszami, z wirtualnie przekazywanych nam treści. Tego nie da się skrzętnie przez dłuższy czas ukrywać, nie da się zupełnie panować nad sobą emocjonalnie, chyba że rozmowa z kimś polega na wymianie monosylabowej. W trakcie wirtualnego poznawania się nic nam nie grozi natomiast przy poznawaniu fizycznym musimy zachować koniecznie bezpieczny dystans, ograniczony stopień zaufania, reszta to już wspomniana wcześniej intuicja przy nakładaniu fizycznej korekty.

A co się dzieje jeżeli nie oczekujemy poznania fizycznego? No cóż, pozostaje nam wiele wspaniałych wirtualnych przyjaźni, które niejednokrotnie pomagają w przetrwaniu trudnych chwil, w rozwiązywaniu naszych problemów w ucieczce od samotności czy chociażby w wypełnianiu naszego życia różnego rodzaju złudzeniami. Przyjaźni, które często dzielą z nami smutki i radości i pozwalają nam zapomnieć że czas ucieka, że nawet lustro czasami marszczy się dziwnie i matowieje na nasz widok, że jesteśmy z różnych względów często już nie akceptowani przez otoczenie.

Taki jest, bardzo ogólnikowo ujęty, mój bardzo subiektywny punkt widzenia, a jak Wy to widzicie?