"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

19 Lip 2018

Uroda potrafi wyróżnić kogoś z otoczenia i o to właśnie chodzi. Ktoś przecież powinien zwrócić na siebie uwagę drugiej osoby aby w niej rozbudzić chęć bliższego poznania. Właściwe poznawanie powinno nastąpić dopiero później. Niestety, najczęściej właśnie wtedy już zaślepieni zauroczeniem nie zwracamy uwagi na to, co najważniejsze w owym człowieku. Na jego charakter, osobowość, na jego przywary czy przyzwyczajenia. Najczęściej widzimy tylko ciało, które, o zgrozo, z oczywistych powodów z czasem się starzeje. W ten sposób gubimy w tym obrazie to, co może nas kiedyś zaskoczyć i boleśnie dotknąć lub naprawdę uszczęśliwić. Mam na myśli nasze psychiczne wnętrze.

Dla przykładu, piękno oczu płynące ze smutnego spojrzenia starego człowieka a już starej kobiety w szczególności, jest czymś nie do opisania. Tyle w nich ciepła, dobroci, tyle nie do końca ukrytej nostalgii, swoistego zażenowania i żalu, że coś właśnie minęło. To niesamowite, gdy człowiek sobie nagle uprzytomni, że ta starsza osoba była przecież kiedyś młodą, piękną, wesołą dziewczyną czy też sprawnym i przystojnym chłopakiem? Dopiero wtedy zauważamy pędzący obok nas czas i dochodzimy do wniosku, że przemijanie wycisza, zmusza nas do refleksji, do zauważenia w innym człowieku właśnie tego uroku. Bo to właśnie pozostaje, chociaż ciało zmieniając się, więdnie i przemija. W życiu nie jest najważniejsze to co piękne dla oczu, tylko to co dobre, wartościowe, co może dać nam radość albo może również nieść w sobie nieszczęście, jakiś wspólny dramat. Wcześniej czy później zrozumiemy, że właśnie zalety charakteru są tym, co daje owo szczęście i najważniejsze, nie starzeje się i nie przemija.

07 Lip 2018

Nasze związki będą takimi, jakimi je stworzymy. Prawdą jest też, że nie jest to zbyt łatwe, przynajmniej na początku. Jest bowiem tylko jedna właściwa droga. A mianowicie za wszelką cenę musimy nauczyć się rozmawiać a nie tylko ufać i wierzyć w to, że jeżeli ktoś nas kocha to się na pewno domyśli, że będzie dobrze, że to się na pewno nam uda. Związek nie jest tylko kwestią samej wiary. To codzienne, zjadanie przysłowiowego „worka soli”. To wspólne przeżycia, te dobre i te złe, to radzenie sobie z nimi, to wzajemnie budowane rozmowy wyjaśniające wszystkie niedopowiedzenia i niejasności, rozmowy nie pozostawiające czasu i miejsca na jakiekolwiek domysły.

Pokrewieństwo dusz to coś zupełnie innego niż pociągająca urokliwość ciał. My jednak, z uporem godnym lepszej sprawy, nie dajemy sobie szans, skupiając się przede wszystkim na tym drugim. Z jednej strony to też jest oczywiście potrzebne, bo tego wymaga od nas matka natura. Moim jednak zdaniem, należy się nam również coś cudownego od życia, a nie tylko samo przeżywanie go byle jak, otaczając się iluzjami.

To tak jak jedzenie. Jest ono podstawą naszego życia ale przecież nie jest jego sensem. Właśnie ten sens pozwalający nam na wzajemne, duchowe spełnienia się w sobie gubimy najczęściej w naszym codziennym zagonieniu, emocjonalnym zacietrzewieniu, a wreszcie w naszej wielkiej, egoistycznej niechęci zrozumienia czegokolwiek i pracy nad sobą. Najpierw trzeba coś zbudować aby potem cieszyć się tym ale pod jednym warunkiem, że dba się o to każdego dnia.

29 Cze 2018

Nie wszyscy potrafią np. wyżalić się do lustra czy tylko wypłakać w poduszkę. Ludzie, którzy czują się bardzo samotnie w tłumie otaczających ich innych ludzi, czy chociażby swoich bliskich (często zresztą tylko z racji pokrewieństwa), usiłują za wszelką cenę wykrzyczeć to z siebie. Nierzadko ekranem ich wynurzeń są strony internetowe. Jest to forma pokazania światu „ zobacz, jestem... zobacz jak mi jest źle” i wcale nie zawsze musi się to łączyć ze świadomą ekshibicją własnego nieszczęścia. Robią to niejako podświadomie, szukając chociażby chwilowej bliskości, usiłują w ten sposób zwrócić na siebie uwagę innych. Wiek tu rzadko gra jakąś rolę, chociaż oczywiście zdarza się to również ludziom starszym. Oni w większości, szczególnie w dzisiejszych czasach, czują się odsunięci, nie otrzymują ciepła tak bardzo im potrzebnego. Ja to nazywam, że są odstawieni na boczny tor.

Przyjaźń, to przede wszystkim pokrewieństwo dusz oraz podświadoma potrzeba wzajemnego oczekiwania i niesienia pomocy w chwilach trudnych, i chociażby właśnie dlatego nie da się jej wypracować. Ona musi zaistnieć sama. Jest to forma specyficznego, pozbawionego erotyki, uczucia, które w momentach potrzeby zaczyna żyć naszymi radościami i smutkami, naszymi szczęściami i nieszczęściami, problemami, kłopotami. Żyje uczestnicząc w nich bezpośrednio, uzupełniając nas i podtrzymując nas na duchu. Przyjaźń, podobnie do miłości, niesie jednak w sobie dużą odpowiedzialność, bo jest naszą łodzią ratunkową, bez której w trudnych chwilach ciężko byłoby nam utrzymać się na powierzchni życia. I co ciekawe, w przyjaźni, w przeciwieństwie do miłości, nie występuje również prawo wyłączności.

17 Cze 2018

To był męczący dzień. Załatwianie pilnych spraw odkładanych, o ironio, z dnia na dzień, zajęło ci wiele cennego czasu. Wracasz do domu zmęczona. Wchodzisz, zdejmujesz kurtkę i   odruchowo zaglądasz do lodówki. Wyjmujesz  z niej coś leżącego tam od kilku dni na zmrożonym talerzyku. Stawiasz na stole. Próbując połapać rozbiegane jeszcze myśli, siadasz ciężko na krześle i trzymając w ręku to coś, co nawet nie przypomina niczego zjadliwego, próbujesz zaspokoić swój głód. Woda na herbatę w czajniku z gwizdkiem dopiero się grzeje. Odkładasz więc nadgryziony kawałek i zatapiasz się w myślach. Coś jak sen wkrada się w ciebie i zaczyna unosić gdzieś w przestrzeni. Stajesz się dziwnie lekka.  Znika zmęczenie. Najpierw bardzo chaotycznie pojawiają się różne wspomnienia. Wybierasz z nich to jedno, które często wraca do ciebie jak powracająca fala. Wspomnienie z nad jeziora, we wczesnojesiennej oprawie zachodzącego słońca.

Jest cicho, tylko ty i lekko poruszający liście drzew wiatr. Słońce zaczyna chylić się nad horyzontem. Wokół otacza ciebie, dobiegający z różnych stron, jeszcze trwający, ale cichnący coraz bardziej, leśny gwar. Słyszysz go wewnętrznie całą sobą. Narkotyczny, delikatny zapach dopełnia obrazu. Jesteś lekko oszołomiona, odurzona. Stoisz nad brzegiem jeziora. Fale delikatnie muskają twoje bose stopy lekko łaskocząc. Rozmarzyłaś się. Jest tak spokojnie. Wydaje się, że świat poza tobą nie istnieje, że jest w tobie, a ty w nim. Wyciszasz się, zapominasz o wszystkim, co pozostało gdzieś tam daleko. To wszystko teraz tak naprawdę nie istnieje. Jesteś tylko ty i ten niesamowity, monumentalny spokój wokół, wypełniający i zespalający ze sobą. 

13 Cze 2018

Nie wiem czy zgodzicie się z tym, ale sprawdza się tu stara prawda - ilu dyskutujących tyle różnych opinii. A co w tym najciekawsze, to fakt, że każdy z nich ma rację. Oczywiście tylko w swoim przypadku, postrzeganą z jego punktu widzenia, podkreślającą podświadomie to, co jest dla niego ważne. Bo najczęściej człowiek akceptuje przede wszystkim siebie i wszystkich do niego podobnych. Do tego zawsze potem można spokojnie dołożyć odpowiednią filozofię, następnie całość przykleić do jakiejś enigmatycznej grupy i kolejny stereotyp gotowy. Dzieje się to na zasadzie – zaakceptujcie mnie przynajmniej w jakiejś części, całą resztę zaakceptuję w sobie już sam. Przyznaję się, że jestem pod tym względem taki sam, ani lepszy ani gorszy. Każdy piszący tutaj wyraża przecież tylko swój subiektywny punkt widzenia, ja również. Nie znając szczegółów sprawy, jej źródeł stwierdzamy tylko to co widzimy a resztę w miarę logicznie dopisujemy aby móc cokolwiek z tego wszystkiego zrozumieć i powiązać w jakąś całość. 

Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że czytający którego spotkała podobna do opisywanej krzywda zaczyna ową wypowiedź kojarzyć na zasadzie pewnika z tym kto ją skrzywdził, zależnie od opcji najczęściej jest to własny partner lub partnerka. Potem uzupełnia obraz szczegółami z własnej przerażonej wyobraźni, bo oczywiście wcześniej były to tylko podejrzenia, które teraz potwierdziły się w czytanych wypowiedziach. Podejrzenia pasują do obrazka a więc nie pozostaje nic innego tylko, jak to kiedyś śpiewał Tadeusz Chyła : - „uciąć mu co trzeba, a głowę przede wszystkim...”. Wydaje mi się jednak, że powinniśmy zwracać większą uwagę na to co mówimy i w jaki sposób to wyrażamy. Bo każde słowo może mieć inne znaczenie gdy zastosuje się je w nie przemyślanej, emocjonalnej formie, lub też wyrwie się z jakiegoś kontekstu.. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdy nie wpływ tego na ludzi, z różnych powodów uwrażliwionych na opisywane przez nas w ten sposób zdarzenia. I to też jest moja refleksja na temat kobiet, ich odbioru napotykanych zdarzeń, wypowiadanych do nich słów, ich wyobraźni i braku odporności na późniejsze wywołane tym wszystkim stresy. Kurcze, pierwszy raz publicznie zaapelowałem również do samego siebie, ciekawostka przyrodnicza.

 

Strona 1 z 91