"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

26 Sie 2018

Ciekawi mnie co powie kobieta o mężczyźnie, który ma łzy w oczach? No właściwie to dobrze wiem, jest to widok dość żałosny. Taki facet chyba nie jest wymarzonym mężczyzną? Ktoś musi być silny i nie poddawać się ciepłym uczuciom aż do tego stopnia. Kobieta natomiast ma ten luksus, że może sobie na to pozwolić. Niestety, mężczyzna powinien być w związku tą twardą ostoją. Kurcze blade, w takim razie ja niestety już chyba nie jestem w takim rozumieniu mężczyzną . Dla przykładu pozwalam sobie na rozklejanie się w trakcie słuchania romantycznych piosenek, a to przecież przeczy wszelkim kanonom bycia przysłowiowym mężczyzną. To kim w końcu jestem? Mężczyźni mnie nie interesują, nie budzą we mnie żadnych emocji oprócz czasami, tej aby przywalić któremuś za chamstwo.

A jak to Wy postrzegacie ?

04 Sie 2018

Wieczne posądzanie o coś co nie miało miejsca. Rzucanie w siebie słowami, które przede wszystkim mają boleć, psychicznie zabijać. Wymyślanie argumentów nieprawdziwych, nie mających żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, ważne aby tylko dobrze, a więc ostro brzmiały, aby mocno zabolały. Czy to może być, albo inaczej, czy to jest zdrowym rozładowaniem narastających w związku konfliktów? A tak przecież przynajmniej twierdzą niektórzy znani psycholodzy. Rozumiem, że jest to sposób na rozładowanie naszego skumulowanego napięcia nerwowego, że jest to dla nas rodzaj naszego odreagowania. Jednak czy taki sposób nie jest jednocześnie tworzeniem nowych , kolejnych pokładów złych emocji w kimś, do kogo to wszystko kierujemy? Czy przypadkiem w ten sposób nie tworzymy samonakręcającej się spirali wzajemnej niechęci a z czasem i nienawiści? Przypomina mi to gorący garnek, który musimy gdzieś przenieść. I zamiast pomyśleć chwilę nad tym, jak to zrobić bezboleśnie a więc np. wziąć szmatkę aby nie poparzyć sobie rąk, z uporem staramy się przekazywać go sobie nawzajem. W ten sposób może i doniesiemy nieszczęsny garnek tam gdzie trzeba, ale przy tym oboje poparzymy sobie ręce. Taka jest nasza mądrość życiowa, przykre.

19 Lip 2018

Uroda potrafi wyróżnić kogoś z otoczenia i o to właśnie chodzi. Ktoś przecież powinien zwrócić na siebie uwagę drugiej osoby aby w niej rozbudzić chęć bliższego poznania. Właściwe poznawanie powinno nastąpić dopiero później. Niestety, najczęściej właśnie wtedy już zaślepieni zauroczeniem nie zwracamy uwagi na to, co najważniejsze w owym człowieku. Na jego charakter, osobowość, na jego przywary czy przyzwyczajenia. Najczęściej widzimy tylko ciało, które, o zgrozo, z oczywistych powodów z czasem się starzeje. W ten sposób gubimy w tym obrazie to, co może nas kiedyś zaskoczyć i boleśnie dotknąć lub naprawdę uszczęśliwić. Mam na myśli nasze psychiczne wnętrze.

Dla przykładu, piękno oczu płynące ze smutnego spojrzenia starego człowieka a już starej kobiety w szczególności, jest czymś nie do opisania. Tyle w nich ciepła, dobroci, tyle nie do końca ukrytej nostalgii, swoistego zażenowania i żalu, że coś właśnie minęło. To niesamowite, gdy człowiek sobie nagle uprzytomni, że ta starsza osoba była przecież kiedyś młodą, piękną, wesołą dziewczyną czy też sprawnym i przystojnym chłopakiem? Dopiero wtedy zauważamy pędzący obok nas czas i dochodzimy do wniosku, że przemijanie wycisza, zmusza nas do refleksji, do zauważenia w innym człowieku właśnie tego uroku. Bo to właśnie pozostaje, chociaż ciało zmieniając się, więdnie i przemija. W życiu nie jest najważniejsze to co piękne dla oczu, tylko to co dobre, wartościowe, co może dać nam radość albo może również nieść w sobie nieszczęście, jakiś wspólny dramat. Wcześniej czy później zrozumiemy, że właśnie zalety charakteru są tym, co daje owo szczęście i najważniejsze, nie starzeje się i nie przemija.

07 Lip 2018

Nasze związki będą takimi, jakimi je stworzymy. Prawdą jest też, że nie jest to zbyt łatwe, przynajmniej na początku. Jest bowiem tylko jedna właściwa droga. A mianowicie za wszelką cenę musimy nauczyć się rozmawiać a nie tylko ufać i wierzyć w to, że jeżeli ktoś nas kocha to się na pewno domyśli, że będzie dobrze, że to się na pewno nam uda. Związek nie jest tylko kwestią samej wiary. To codzienne, zjadanie przysłowiowego „worka soli”. To wspólne przeżycia, te dobre i te złe, to radzenie sobie z nimi, to wzajemnie budowane rozmowy wyjaśniające wszystkie niedopowiedzenia i niejasności, rozmowy nie pozostawiające czasu i miejsca na jakiekolwiek domysły.

Pokrewieństwo dusz to coś zupełnie innego niż pociągająca urokliwość ciał. My jednak, z uporem godnym lepszej sprawy, nie dajemy sobie szans, skupiając się przede wszystkim na tym drugim. Z jednej strony to też jest oczywiście potrzebne, bo tego wymaga od nas matka natura. Moim jednak zdaniem, należy się nam również coś cudownego od życia, a nie tylko samo przeżywanie go byle jak, otaczając się iluzjami.

To tak jak jedzenie. Jest ono podstawą naszego życia ale przecież nie jest jego sensem. Właśnie ten sens pozwalający nam na wzajemne, duchowe spełnienia się w sobie gubimy najczęściej w naszym codziennym zagonieniu, emocjonalnym zacietrzewieniu, a wreszcie w naszej wielkiej, egoistycznej niechęci zrozumienia czegokolwiek i pracy nad sobą. Najpierw trzeba coś zbudować aby potem cieszyć się tym ale pod jednym warunkiem, że dba się o to każdego dnia.

29 Cze 2018

Nie wszyscy potrafią np. wyżalić się do lustra czy tylko wypłakać w poduszkę. Ludzie, którzy czują się bardzo samotnie w tłumie otaczających ich innych ludzi, czy chociażby swoich bliskich (często zresztą tylko z racji pokrewieństwa), usiłują za wszelką cenę wykrzyczeć to z siebie. Nierzadko ekranem ich wynurzeń są strony internetowe. Jest to forma pokazania światu „ zobacz, jestem... zobacz jak mi jest źle” i wcale nie zawsze musi się to łączyć ze świadomą ekshibicją własnego nieszczęścia. Robią to niejako podświadomie, szukając chociażby chwilowej bliskości, usiłują w ten sposób zwrócić na siebie uwagę innych. Wiek tu rzadko gra jakąś rolę, chociaż oczywiście zdarza się to również ludziom starszym. Oni w większości, szczególnie w dzisiejszych czasach, czują się odsunięci, nie otrzymują ciepła tak bardzo im potrzebnego. Ja to nazywam, że są odstawieni na boczny tor.

Przyjaźń, to przede wszystkim pokrewieństwo dusz oraz podświadoma potrzeba wzajemnego oczekiwania i niesienia pomocy w chwilach trudnych, i chociażby właśnie dlatego nie da się jej wypracować. Ona musi zaistnieć sama. Jest to forma specyficznego, pozbawionego erotyki, uczucia, które w momentach potrzeby zaczyna żyć naszymi radościami i smutkami, naszymi szczęściami i nieszczęściami, problemami, kłopotami. Żyje uczestnicząc w nich bezpośrednio, uzupełniając nas i podtrzymując nas na duchu. Przyjaźń, podobnie do miłości, niesie jednak w sobie dużą odpowiedzialność, bo jest naszą łodzią ratunkową, bez której w trudnych chwilach ciężko byłoby nam utrzymać się na powierzchni życia. I co ciekawe, w przyjaźni, w przeciwieństwie do miłości, nie występuje również prawo wyłączności.

Strona 1 z 91