"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Życie we dwoje

Opublikowano 15 styczeń 2005 Autor: Opublikowano w: Nasze życie
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi, chcących stworzyć udany związek małżeński nie może z tym sobie potem poradzić? Temat rzeka, ale spróbujmy go przynajmniej troszeczkę ugryźć.

Wydaje nam się, że potrafimy określić dość dokładnie siebie i innych. Przecież  jesteśmy tacy skorzy do wystawiania opinii. Jeżeli to prawda, to dlaczego tak trudno nam jest być razem z kimś? Dlaczego po pewnym czasie bycia razem w stałym związku zaczyna się coś zmieniać, psuć?  Pytań można stawiać więcej, ale nie o to mi chodzi. Otóż, zależy mi na tym, abyśmy spróbowali zrozumieć siebie, swoje emocje, potrzeby i uczucia inaczej, nie z pozycji tylko konsumpcyjnej. To jest z pozycji  ... jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz i reszta świata albo mnie akceptuje albo ... żegnam. Niektórzy uważają, że wtedy są sobą. Na pewno, w pewnym sensie tak, ale w złym tego słowa znaczeniu. Nie można narzucać siebie, swoich zachowań i emocji innym bez żadnych  późniejszych konsekwencji. Aby to poznać głębiej, moim zdaniem powinniśmy zacząć od uświadomienia sobie ogromnej złożoności problemu. Ja, w wielkim skrócie, widzę to tak. Każdy z nas jest odrębnym, innym, mniej lub więcej zamkniętym światem, z bardzo złożonym życiem wewnętrznym. Różnimy się od siebie jak odciski dwóch palców. I jednych i drugich, identycznych, po prostu nie ma. Patrząc na drugiego człowieka musimy to koniecznie sobie uświadomić. Pozornie jesteśmy sobie podobni, ale tylko pozornie. Proponuję zapisać jako punkt pierwszy taką konstatację.
 
Człowiek jest zamkniętą, umowną kulą wypełnioną wulkanem emocji, potrzeb, zahamowań, myśli, odczuć itp. tworzącym bardzo skomplikowany system wewnętrznego współistnienia i wzajemnego oddziaływania na siebie i otoczenie
.
 


 
Teraz spróbujmy zrozumieć spotkanie dwóch takich światów, które chcą stworzyć jeden układ planetarny, małżeństwo, ale na równych prawach. Spotykamy się i zaczynamy się poznawać bardzo powierzchownie, bo tylko na tyle na ile chcemy siebie odkryć. Czas w tym nie odgrywa, wbrew pozorom, większej roli. Oba nasze światy są zamknięte. Aby siebie nawzajem zrozumieć musimy się otworzyć. Jak to zrobić? Tu są różne drogi. Ja na pewno nie potrafię dać pełnej odpowiedzi na to pytanie, ale mogę przekazać moje spostrzeżenia, które podsunęły mi pewne rozwiązania.

Otóż, dostaliśmy w darze, w przeciwieństwie do zwierząt, możliwość logicznego myślenia i bogatego tego wyartykułowania. Rozmowa otwierająca nas, nasze potrzeby, nasze wewnętrzne problemy, nasze niespełnione małe marzenia,  bo o to tu chodzi, właśnie rozmowa jest tym kluczem. Kiedy powinniśmy zacząć szczerze rozmawiać ze sobą? To zależy od nas samych, od naszej intuicji, ale na pewno nie od początku poznania. I tu może być już pierwszy ostrzegawczy dzwonek, czy do siebie pasujemy, czy jesteśmy szczerzy ze sobą, bo jeżeli jedna ze stron ucieka od takich rozmów, to albo jeszcze za wcześnie albo nie pasujemy do siebie. Warunkiem jest fakt, że dotyczy to dwojga zakochanych w sobie ludzi, którzy są na razie monotematyczni, ale zauroczeni i chcą spędzić resztę życia ze sobą razem. Bez takich rozmów przed i w trakcie związku, jesteśmy jak dwa konie które ciągną jeden wóz, a sam ten fakt nie czyni z nas małżeństwa. Są to tylko dwa konie w jednym zaprzęgu. Wspólne rozmowy pokazują nasze wnętrza, których inaczej nikt nie zobaczy, nie pozna i nigdy nie będzie wiedział jak naprawdę wyglądamy. Tak jak nie wierzę w miłość do malarstwa dwóch ślepców, tak nie wierzę w miłość dwojga zamkniętych przed sobą ludzi. Jest to wtedy tylko zauroczenie, wzajemne zaspakajanie seksualne, potrzeba siebie nawzajem. Punkt drugi:

 
Powinniśmy odkrywać nawzajem przed sobą nie tylko naszą seksualność zewnętrzną, ale również nasze bogactwo uczuć, nasz obraz ukryty przed światem, naszą intymność, naszą seksualność wewnętrzną, jednocześnie rozkładając ten proces umiejętnie w czasie.
 
Już słyszę zarzuty, że nie każdy ma bogate wnętrze, że odkrywanie się jest niebezpieczne, bo ktoś może okazać się draniem, że tak naprawdę to do końca nie powinno się odkrywać, a poza tym łatwo się mówi, a w życiu ...itd.

Po pierwsze, każdy z nas ma jakieś bogactwo wewnętrznych uczuć, emocji,  swoistych słabości, postrzegania dobra i zła itp. Po drugie, nie twierdzę, że jest to operacja całkowicie bezpieczna, ale czy dlatego nie powinniśmy zaryzykować i z umiarem, bardzo subtelnie odkrywać siebie nawzajem, jeżeli tylko w ten sposób możemy otworzyć te dwa zamknięte przed sobą światy i połączyć je w jeden pulsujący uczuciem związek? Powtarzam to jeszcze raz i podkreślam, róbmy to bardzo subtelnie i z umiarem. Nigdy całkowicie, i nigdy do końca. A może ktoś mnie potrafi przekonać, że pobieżne, powierzchowne poznawanie się, a potem zakładanie związku, jest sposobem bezpieczniejszym? Znamy efekty tego na co dzień. Gwarancji w niczym nie ma i nie będzie, możemy dać sobie taką szansę albo nie. To zależy tylko od nas. Nić porozumienia nawiązana w trakcie takich rozmów potrafi z czasem zamienić nasze współistnienie w związek dusz tworzący wielkie wspólne uczucie. Warunkiem jednak jest, że to uczucie było wcześniej a my je tylko umacniamy. Często też zdarza się, że wyrzucamy z siebie potoki słów, których nikt nie chce słuchać. Dlaczego tak jest? To proste, zanim spróbujemy wejść do mieszkania sprawdźmy czy drzwi są otwarte. W przeciwnym przypadku wyważanie ich na siłę przyniesie tylko więcej szkody, niż pożytku. Punkt trzeci:

 
Rozmowy wynikające z obopólnej potrzeby, przeprowadzane w sprzyjających warunkach i w odpowiednim czasie, mogą umocnić nasz związek pozwalając jednocześnie na lepsze poznanie się i wzajemne zrozumienie.
 
W każdym z nas drzemie chęć poznawania, odkrywania ciągle czegoś nowego. To naturalne, że odkrywając na przykład góry, poznajemy je za każdym razem lepiej, zdobywamy je, wracamy do nich coraz bardziej zauroczeni ich pięknem i tajemnicą. W stałym poznawaniu siebie nawzajem, występuje bardzo podobny mechanizm. Ciągle odkrywamy troszeczkę inną osobę, chociaż tę samą, nabierającą w ten sposób pewnych cech tajemniczości. Paradoks delikatnego odkrywania się, tworzącego coraz większą tajemnicę poznania, nie jest nowy. Możliwość dociekania i poznawania stwarza coraz większe jego horyzonty ale i coraz więcej ukazuje nie odkrytych tajemnic. Człowiek jest przecież zamkniętym światem, którego tak do końca, nikt nigdy nie pozna. Jednym słowem jesteśmy wielkością zmienną. Punkt czwarty:
 
Chociaż zmieniamy się tylko w drobnych szczegółach, jesteśmy wystarczająco zmienni aby nie bać się całkowitego odkrycia przed sobą nawzajem. Nie bądźmy tym kimś, już raz zdobytym, kogo ktoś postawił na półce w domu, rozglądając się jednocześnie za czymś nowym.
 
Spróbujmy stworzyć z dwóch światów jeden wspólny i nie mówmy, że jest to za duże ryzyko, bo tego nigdy nie będziemy wiedzieli dopóty, dopóki nie spróbujemy.
 
Moje przemyślenia i spostrzeżenia są tylko częścią mojej teorii. Czy słusznej? Ja wierzę, że tak. Faktem jest, że potraktowałem je bardzo ogólnikowo, ale przecież dotyczy to tła, tematów bardzo ogólnie ujętych. A tu jednak, jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach. Czy jest to główny warunek udanego związku? Nie, ale jest on jednym z nich, i na pewno bardzo ważnym. Należy  zabierać się do stosowania tego jak do dawkowania silnego lekarstwa, albowiem nie ma takiego leku, który wszystkim chorującym na tę samą chorobę pomoże w jednakowym stopniu, czasami, przy nieumiejętnym stosowaniu albo rozpoznaniu choroby może nawet zaszkodzić. Jednak stosowany z wyczuciem chwili, może pomóc zbudować ciepły, trwały związek, podsycany cały czas tajemnicą wyobraźni. Pozostaje jeszcze pytanie, kiedy powinniśmy rozmawiać? W tym przypadku jest wielka dowolność. Na pewno nie powinniśmy tego robić gdy partner jest pod wpływem jakichś emocji. Nie powinniśmy też takiej rozmowy wymuszać. Ja uważam, że bardzo dobrą porą jest moment gdy leżymy obok siebie, przytuleni. Wtedy można spokojnie, delikatnie prowokować do takich właśnie, wzajemnych zwierzeń. I zapamiętajmy słowa Bolesława Prusa -
 
Doświadczony żeglarz nie walczy z prądem ani z wiatrem, ale pozwala im się unosić w obranym przez siebie kierunku

Ostatnio edytowany: wtorek, 30, październik 2012 18:07

Komentarze: 4

  •   moje imie jest cenne, nie poda
    Link do komentarza moje imie jest cenne, nie poda 10 listopad 2008

    no no. zgadzam się z wami :whistle:
    ale tak wogóle pozdro. :)

  •   klaudia
    Link do komentarza klaudia 10 listopad 2008

    :whistle: ;)

  •   Gość
    Link do komentarza Gość 24 styczeń 2005

    Koszmarku, Twoje refleksje są nad wyraz mądre i głębokie i w zasadzie... mogłabym tylko przytaknąć, kopiując i wklejając tutaj Twój artykuł. Zrobiłeś to bardzo skrupulatnie i niczego nie pominąłeś. Jestem pod wrażeniem :) Pozdrawiam
    R.

  •   Gość
    Link do komentarza Gość 24 styczeń 2005

    Cóż moge powiedzieć? Bardzo mi się podoba Twoja teoria. Wydaje mi się słuszna. Przede wszystkim dlatego, że miałam już pewne doświadczenia, w których takiej szczerej otwartej rozmowy zabrakło. Zabrakło otwarcia się na drugą osobę, artykuowania swoich przeżyć, uczuć i potrzeb... A milczenie zabija nawet najsilniejsze uczucie... moje zabiło. Dziękuję Ci za te mądre życiowo słowa. I za to, że mnie tutaj dziś zaprosiłeś. Przytulam serdecznie :)) Diora

Skomentuj

*
*
*