"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Co zrobić aby życie nasze było piękniejsze niż jest? (powtórka z 2015 r).

Opublikowano 30 marzec 2019 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Przychodzi kiedyś taki czas, gdy człowiek patrząc wstecz zaczyna oceniać swoje dotychczasowe życie. Wtedy bardzo często nagle zauważa, jak wiele w nim zmarnował przyjmując bierną, lub egoistycznie subiektywną postawę. Moim zdaniem od losu dostajemy tylko pewne możliwości, surogaty, delikatnie podkreślone propozycje, które potem, z mniejszym lub większym trudem, sami musimy odpowiednio uformować i wstawić do naszego życia. Bowiem jest ono swoistą drogą przetrwania i kto nie chce lub nie potrafi wysilić się, ten najczęściej przegrywa. Pozostaje wtedy tylko łudzić się, że może kiedyś los uśmiechnie i do niego. Dopóki jednak stawiamy pytania i szukamy na nie obiektywnych odpowiedzi, dopóty pojawiają się w naszym życiu nowe możliwości, nowe rozwiązania, nowe szanse na zmianę tego, co było złe i stworzenie nowej, lepszej drogi lub naprawę tej już istniejącej, aby częściej na naszych twarzach gościł uśmiech a jak najrzadziej łzy.

Można to ująć tak. Nasze życie składa się z chwil, godzin, dni i lat. Chwile tworzą godziny, te tworzą dni a dni tworzą miesiące i lata. Każdą z tych chwil, może oprócz snu, nieustannie tworzymy sami, otwieramy i zamykamy. Następne zaś doklejamy do poprzednich. I tak do końca naszego życia używamy ich jak cegiełek do stworzenia własnego „domu”, własnego miejsca na ziemi. Miejsca wśród ludzi i z ludźmi, tymi bliskim i dalszymi z naszego otoczenia. Każdy błąd polegający na złym skonstruowaniu takiej „cegiełki”, pozostawia niebezpieczną skazę na murze tego „domu”, tworzy jego słaby punkt grożący zawaleniem. Dlatego warto o tym pamiętać i budować go ze świadomością , że każdy następny dzień to od początku tworzony kolejny istotny element naszego życia. Za każdym bowiem razem jest on troszeczkę inny i nigdy nie wiemy, co może się zdarzyć, jakie mogą być późniejsze skutki, konsekwencje, gdy stanie się on słabym elementem w naszej konstrukcji.

Dla przykładu. To że jesteśmy z kimś, wcale nie znaczy, że możemy od niego tylko wymagać. Wcześniej czy później pozycja żądaniowa, wymusi na drugiej stronie reakcję samoobronną. Pojawią się wtedy złe emocje, a uczucia powoli zaczną schodzić na dalszy plan, zaś po jakimś czasie wręcz przestaną istnieć. Zacznie wtedy wyrastać mur milczenia i wzajemnego żalu, powodowanego najczęściej już mało istotnymi zdarzeniami, na które kiedyś w ogóle nie zwrócilibyśmy nawet najmniejszej uwagi. Jednak teraz każdy powód jest już dobry, bo drąży nas zapiekły wirus wzajemnych pretensji, złości, a w bardzo wielu przypadkach, wręcz nienawiści. I jakby na to nie patrzeć odbije się to w końcu na związku toksyczną czkawką.

Jakie jest więc z tego wyjście? Wydaje mi się, że może to być w miarę proste, chociaż wprowadzenie jego w życie będzie wymagać już niemałego wysiłku.

Aby więc nie popaść w rutynę obojętności bezuczuciowego traktowania kogoś obok nas  czyli w monotonię dnia codziennego powinniśmy codziennie jak mantrę powtarzać sobie, że budząc się nie tylko oboje zaczynamy kolejny, nowy dzień, ale i za każdym razem do ostatnich chwil dnia sami tworzymy nowy odcinek, nową, często brzemienną w skutki, część naszego życia, a nie tylko że monotonnie podtrzymujemy jego dalszy ciąg. Musimy zrozumieć, że uczucia powinniśmy, tak jak przepyszny obiad ze słodkim deserem, każdego dnia świadomie tworzyć od nowa i przyprawiać je według własnych upodobań, własnych smaków. Jeżeli więc to zauważymy i wejdziemy w szczegóły, to nagle życie powinno stać się inne, piękniejsze, bo my je właśnie takim a nie innym stworzymy. Na wszystko jednak musimy świadomie zapracować, a więc na własne szczęście również.

Oczywiście można też, twierdząc, że nie jest to takie proste (tak przynajmniej czyni to olbrzymia część ludzi), pójść na łatwiznę, na półśrodki i stwierdzić, że tak przecież żyli nasi przodkowie i jakoś udało się im przejść przez życie bez większych dramatów, że życie zastawia na nas wiele pułapek, że właśnie takie ono jest i już. Oczywiście i samo stwierdzenie „jakoś” i „bez większych dramatów” nie tłumaczy naszego żądaniowego podejścia do własnego życia, bo my przecież, przynajmniej na samym początku, nie chcemy ani tego „jakoś”, a już na pewno żadnych,  nawet najmniejszych, dramatów. A więc jeżeli tak uważamy, to zróbmy wszystko, aby podobne zdarzenia w naszym życiu nie miały szans się zdarzyć. Pilnujmy tego. A poza tym, zauważcie, im coś jest piękniejsze tym trudniejsze do zdobycia. Nic nie przychodzi łatwo, nic.

Nasze życie to żywy organizm rodzący się systematycznie każdego, kolejnego ranka. Traktujmy je więc za każdym razem jak ukochanego, długo oczekiwanego noworodka w rodzinie, którego aby był dla nas kiedyś wsparciem trzeba chronić przed chorobami, wychować, dać mu dużo ciepła, odpowiednio ukształtować i uodpornić na krążące wokół nas jak wirusy, kuszące słabości i pokazać mu gdzie jest jego miejsce w domu i w życiu. Następnego bowiem ranka urodzi się nam kolejny dzień, do którego powinniśmy podejść tak samo. I nie liczmy na to, że KTOŚ to zrobi za nas, że szczęśliwie nas czymś pięknym obdarzy. Bo gdyby tak miało być, to nie byłoby na świecie żadnych nieszczęść, żadnych dramatów. Jeżeli więc chcemy żyć pięknie i spokojnie, to budujmy sobie dom naszych marzeń sami, nie oglądając się na nikogo. Zdaję sobie sprawę, że nie uda się nam, a przynajmniej większości z nas, zrealizować tego w stu procentach. Jednak moim zdaniem warto pracować i przynajmniej co jakiś czas przeżyć coś pięknego, brzemiennego w pozytywne skutki.

I jeszcze jedno. W tym wszystkim jest jednak pewne – ale. Muszą to robić obie strony związku jednocześnie. Bo jakby na to nie patrzeć, jest to już przecież jedno wspólne życie, ich wspólny DOM. Muszą więc zjednoczyć swoje działania w tym kierunku, bo nie da się szybko biec przez życie mając tylko jedną, choćby nawet najzdrowszą i najsilniejszą nogę. Nie jednocząc własnych sił może i ulepią jakąś lepiankę, w której jednak ich teraźniejszość a już na pewno przyszłość będzie wyglądać marnie. I to, w tym wszystkim, jest chyba czymś najtrudniejszym do zrealizowania. Niestety, wszystkim, a przynajmniej olbrzymiej większości z nas, często wydaje się, że dajemy przecież własne ciało, uśmiech i erotyczność tak więc za to wszystko powinniśmy być otoczeni dozgonną miłością i bezgraniczną wdzięcznością. Niestety, jeżeli nie popracujemy nad uświadomieniem sobie własnych wad, własnych słabości, a więc tego wszystkiego czego inni nie tolerują, to w pewnym momencie stanie się ono tak dla nas jak i dla naszego otoczenia, klasyczną puszką Pandory.

Czego ani Wam ani sobie nie życzę. I tym optymistycznym akcentem ....    

PS. A "narzędzie" do tego potrzebne? To oczywiście ROZMOWY, codzienne wieczorne rozmowy podsumowujące ostatnie wydarzenia uświadamiające nam, co takiego zrobiliśmy dobrze ale również i co źle, wpływając w ten sposób na stan wzajemnych emocji. Taki swoisty, wieczorny wspólny „pacierz” uświadamiający i oczyszczający nas z popełnionych błędów. Wierzcie mi, następnego dnia obudzicie się w zupełnie innych, bo cieplejszych, weselszych nastrojach. A to jak zaczynamy każdy kolejny dzień, jest bardzo ważne, bo tworzy się jego fundament, podwalinę uodporniającą nas na zdarzenia z jakimi przyjdzie nam zetknąć się na zewnątrz, które mogą nas spotkać od naszego otoczenia poza naszym domem.

Ostatnio edytowany: sobota, 30 marzec 2019 17:41

Komentarze: 1

  •   Theodoros
    Link do komentarza Theodoros 02 kwiecień 2019

    Niestety o wszystko w życiu trzeba zadbać samemu, na wszystko trzeba sobie zapracować, również na miłość. To wymaga ogromnego wysiłku, ale myślę, że warto. Niestety sam jestem w praktyce strasznym leniem i często po prostu mi się nie chce. Potrafię jednak wziąć się w garść i ostro ruszyć do roboty, co często przynosi dobre efekty. :)

Skomentuj

*
*
*