"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Kilka słów wyjaśnienia

Opublikowano 26 marzec 2019 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

1/ Nikomu nie pomaga a wręcz przeciwnie, dodatkowo dołuje go, gdy ktoś porównuje jego „nieszczęście” do innych na świecie ( a inni mają jeszcze gorzej). W ten sposób wytyka się mu jego małostkowość. Zawsze znajdzie się coś, co jest gorsze od tego co nas spotkało. Każdy z nas, w takich sytuacjach, zwierza się komuś ze swoich kłopotów, ze swoich przeżyć. Każdy też ma inną odporność psychiczną i fizyczną, a więc również inaczej wszystko przeżywa. Tego się nie da porównać chociaż nazwać można tak samo. Jednym słowem każdy z nas jest odrębnym światem kierującym się własnymi gradacjami ważności, dobra i zła, delikatności i odporności. I tak, moim zdaniem, powinniśmy siebie nawzajem traktować.

2/ Takie zachowanie po tzw. „odzyskaniu wolności” ( ładnie brzmi chociaż jakże często mija się z prawdą), mamy praktycznie od dziecka. No może tego większego dziecka. Najpierw cieszymy się, bo wreszcie możemy robić co chcemy, jednak po jakimś czasie zaczynamy dochodzić do wniosku, że zachłyśnięcie się swobodą od bliskich osób, smakuje tylko przez krótki czas.

Zaczynamy wtedy powoli tęsknić za utraconym domem, za rodziną, za tym kimś. Powoli też zaczynamy rozumieć, że wszystko jest dobre, ale z umiarem, że nawet przypalona grochówka podawana przez osobę kochaną, której już nie ma obok, staje się w naszej wyobraźni najpyszniejszą zupą na świecie.

Tęsknimy więc za osobą, za jej gderaniem, za tą nieszczęsną przysłowiową przypaloną, niedosoloną zupą, podobnie jak za wieloma innymi sytuacjami związanymi z tamtym okresem. To w nas siedzi i pęcznieje, bo nostalgia, bo wspomnienia, bo samotność gryzie, wreszcie bo, jak pisałem, jesteśmy stworzeniami stadnymi.

                                                      

I nie myślcie, że użalam się nad sobą. Napisałem to tylko po to, aby uzmysłowić innym, że w każdym z nas jest trochę takiego rozkapryszonego dziecka, trochę dobra i trochę przekory, złośliwości, egoizmu czyli tego, z czym trudno się innym pogodzić. Dobrze jest więc w miarę codziennie zauważać to dobro, wtedy łatwiej będzie nam ocenić nasze prawdziwe uczucia w stosunku do bliskich nam osób. Najczęściej bowiem myślimy przede wszystkim emocjami, rozdrażnieni i myślący tylko o tym, co nas „przykrego” właśnie spotkało. Potem wybuch, decyzja i smutne wybudzenie po krótkim szalonym „śnie”.

Oczywiście nie zawsze i nie ze wszystkimi tak bywa. Ale ja to adresuję do tych, którzy jeszcze są razem i jednocześnie za bardzo poddają się swoim emocjom, nie przemęczając przy tym swoich szarych komórek.

Komentarze: 1

Skomentuj

*
*
*