"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

O samotności człowieka, trochę inaczej......

Opublikowano 19 grudzień 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy, i jeżeli tak to na ile, jesteśmy potrzebni innym? Zadałem sobie to pytanie i poczułem się nagle bardzo dziwnie. Zdałem sobie bowiem sprawę, że jesteśmy postrzegani i zapamiętywani na tyle na ile możemy się komuś przydać. Jedni o nas pamiętają krócej inni dłużej, ale zawsze efektem jest powolne oddalanie, osamotnienie. Z przerażeniem, patrząc na siebie, stwierdziłem, że ja również nie odbiegam zbyt wiele od normy, od tego stereotypu. No może w trochę mniejszym stopniu, ale jestem taki sam i podświadomie posługuję się takimi samymi kryteriami oceny.

Myślę, że w jakiejś części jest to efektem sytuacji, czasów które nastąpiły, ale tylko w jakiejś części, bo jednak cała reszta tkwi mocno w nas samych. A może jest to również konsekwencją naszej samoobronnej konstrukcji psychicznej przetrwania za wszelką cenę, istnienia jak najdłużej płynąc oceanem nie zawsze przyjaznego życia? Kompleks tonącego? Może i tak. Może czujemy się podświadomie właśnie takimi pseudopływakami wrzuconymi do wody w której dopiero z konieczności zaczynamy uczyć się pływać jednocześnie ratując siebie przed utonięciem? Jednym udaje się to lepiej, i tych nazwa się ludźmi zaradnymi, szczęśliwcami, innym gorzej, których jest niestety dużo więcej i którym cały czas jest o wiele trudniej utrzymać się na wodzie. Jest i trzecia grupa, najsłabsza, najmniej zaradna. Tym ostatnim jest najgorzej. Często widzimy ich na rogach ulic, wśród innych pozornie podobnych, pod sklepami proszących o kilka groszy lub zbierających złom, makulaturę, butelki czy puszki po piwie. O tej ostatniej grupie czasami tylko mówimy, nie szukając ich towarzystwa. Dlaczego? Bo są całkowicie nie przydatni, takie jest przynajmniej nasze przeświadczenie. A przecież są wśród nich nierzadko ludzie bardzo inteligentni, wykształceni i naprawdę uczciwi, którym życie z różnych powodów, nie podarowało umiejętności korzystania z innych w miarę własnych potrzeb. Ale przecież do czego oni mogą się nam przydać? To smutne.

Czy można przejść przez życie nie wykorzystując innych? Chyba nie, wydaje mi się to absolutnie niemożliwe. Jednak dobrze jest znać umiar i dawać z siebie coś w zamian. Dochodzę jednak do smutnego wniosku, że nie powinniśmy za bardzo przyzwyczajać się do innych ludzi, że dobrze jest ich znać ale liczyć tylko na siebie. To na pewno jest bardziej bezpieczne dla naszej samotności, bo z ludźmi przecież tylko bywamy, jesteśmy pomiędzy nimi, ale tak naprawdę wewnętrznie jesteśmy absolutnie sami zdani tylko na siebie.

I tu znajduję odpowiedź na pytanie postawione na początku. Tak jesteśmy potrzebni innym, podobnie jak inni są potrzebni nam i o tej współzależności starajmy się zawsze pamiętać. Nie miejmy pretensji do kogoś komu w którymś momencie pomogliśmy a on nie odwzajemnił się nam tym samym. Może nie potrafił tego zrobić, może nie mógł a może właśnie w tym momencie sam potrzebował również pomocy? Wiem, dobrze jest tak mówić, ale zadra i tak zostaje wraz z pytaniem, dlaczego? A ja nadal nie wiem dlaczego czuję taki bezwartościowy, nieprzydatny, taki potrzebny tylko na chwilę? Może gdy się zazieleni a słońce rozbudzi popołudniową część dnia odbijając się tęczą barw na kolorowych trawnikach, może wtedy dojdę do wniosku, że wcale tak nie jest i zacznę znowu żyć innym życiem poza czterema ścianami swojego domu. Może wtedy, ale na razie?

Ostatnio edytowany: środa, 19 grudzień 2018 15:42

Komentarze: 2

  • Mam nadzieję że nie pisałaś tego mając na myśli mnie.
    Nie dyskutuję w tym temacie, chociaż napisałem ten tekst. Masz oczywiście rację w tym co piszesz.

  •   Latoja

    Każda relacja międzyludzka, często nieświadomie obciążona jest jakimś rodzajem interesowności. Nawet gdy pomagamy komuś nie oczekując niczego w zamian, to naszym zyskiem jest lepsze samopoczucie.

    Jest jednak rodzaj relacji bardo trudny dla jednej ze stron. Jest to taka sytuacja, kiedy jedna strona wnosi do tej relacji swój czas, zainteresowanie, zaangażowanie, nastawiona jest na zaspakajanie potrzeb drugiej strony, gotowa na wszelką pomoc, ale nie może liczyć na to samo z drugiej strony. W takiej relacji po jakimś czasie budzi się rozczarowanie, poczucie braku wzajemności, potrzeba oddalenia się i ograniczenia swojego zaangażowania. Druga strona czasem nie rozumie o co chodzi, było dobrze a nagle coś zaczyna się psuć. Jeśli nie rozumie, że nie ma w tej relacji równowagi poczuje się urażona, opuszczona bez powodu i zaczyna się złościć. Najczęściej relacja rozpada się, jedna strona nie jest w stanie wyjaśnić o co chodzi tej drugiej, która dotychczas sądziła, że wszystko jest w porządku.

Skomentuj

*
*
*