"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Nasze błędy, nasze rozterki......

Opublikowano 21 listopad 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Powinniśmy sobie wreszcie uświadomić fakt, że nasi partnerzy nie są naszymi służącymi, nie są przedmiotami, których przyszłym losem nikt nie musi się przejmować. Często ludzie kierowani zauroczeniem czy fascynacją nie zdają sobie nawet sprawy, albo też nie chcą o tym myśleć, co przyniesie nieunikniony upływ czasu ich partnerom/-kom. Są sprawy, które przy odrobinie dobrej woli można z wielką dozą prawdopodobieństwa jednak przewidzieć. Ale na to trzeba jednak trochę czasu i niestety, naprawdę kochać.

To jest bardzo podobne do leczenia wielu groźnych chorób. Wtedy lepsza jest bolesna ale skuteczna operacja niż powolne niszczenie całego organizmu. Oczywiście nie wszystkiego należy się bać i nie od wszystkiego uciekać, ale są sprawy, których nie można jednak nie zauważyć. Wtedy właśnie powinno się dobrze wszystko przemyśleć, a więc czy bardziej kochamy siebie, własne uczucia, zaspokojenie własnych potrzeb i oczekiwań, pomimo świadomości tego, co jest praktycznie nieuniknione, co stworzy duże zagrożenie dla uczuć i bezpieczeństwa kochanej osoby, czy też naprawdę kochamy ją, tę właśnie osobę.

Odpowiedzi są proste. Albo usuniemy owe zagrożenia podejmując konkretną, często bardzo bolesną decyzję, albo tego nie robimy, świadomie decydując w ten sposób o czyjejś przyszłości. W takich sytuacjach powiedzenie – lepiej późno niż wcale, daje jej jeszcze jakieś szanse. Nie ma to jednak zastosowania w sytuacji, w której obie strony, stosując zasadę Carpe Diem, chcą przeżywać każdy kolejny dzień tak, jakby to miał być ostatni dzień w ich życiu, traktując nieuchronność zdarzeń jak przeznaczenie. Można i tak, ale to jest już wybór każdego z nas.

Kiedyś nawet możemy czegoś takiego żałować, bo coś nam uciekło, coś straciliśmy. Możemy nawet myśleć, że to wszystko nie miało sensu. Jednak są później chwile, w których udaje się nam popatrzeć na to z innej, tej drugiej strony. Wtedy już nie wydaje się to tak bardzo oczywistym naszym błędem. Zresztą, jak sama doskonale wiesz nic nie jest tylko czarne lub białe. Olbrzymia większość zdarzeń jest w bardzo różnych odcieniach szarości, a więc również ma wiele różnych twarzy, zależnie pod jakim kątem na to patrzymy.

Komentarze: 11

  •   Latoja

    Do Koszmarka

    Jeśli znajdę problem wart tego by się nad nim pochylić, czemu nie?
    Na szczęście jestem już na takim etapie poznania siebie, że nie potrzebuję dowartościowania, znam swoje mocne i słabe strony, taka świadomość pozwala uniezależnić się od oceny z zewnątrz.
    Pozdrawiam.

  • do Latoi

    Wspaniale rozumiesz ludzi. Może wstawisz jakiś problem problem i doradzisz jak go rozwiązać. Naprawdę, daje to dużo satysfakcji. Pomagając innym pomożesz sobie. Chociażby dowartościowaniem siebie samej. Gorąco zapraszam.....

  • Do Nick....

    Wielkie dzięki za dobre słowa. Jeżeli chociaż troszeczkę udało się mi Tobie pomóc to jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwy. Gdybym mógł pomóc Ci jeszcze kiedyś to daj znać a postaram się zrobić wszystko aby spełnić Twoje oczekiwania. Nie wiem czy potrafię ale spróbuję. Tak czy inaczej dziękuję jeszcze raz i życzę Ci spełnienia marzeń. Mam nadzieję że zrealizujesz je już niedługo.
    Pozdrawiam cieplutko.

  •   Latoja

    Do Nockaalanie

    Życie uczy nas weryfikować poglądy na wiele spraw, całe się uczymy, całe się zmieniamy, pod każdym względem. Każdy z nas ma własne doświadczenia, które te zmiany kierunkują, tworzą nas na nowo tak a nie inaczej.

    Masz rację, nieznajomości własnej psychiki nie możemy nazwać błędem, ale tylko w młodzieńczej fazie naszego życia. Błędem natomiast jest wchodzenie w związek znając własne ograniczenia i lęki, sądząc, że jakoś to będzie, że miłość wszystko przezwycięży. To tak, jak wierzyć, że ktoś dla nas, z miłości, przezwycięży nałóg. Tak nie jest, chociażby dlatego, że musi to zrobić najpierw dla siebie.

    Pielęgnuj swoją miłość w sobie, jest ona jedyną wartością na tym świecie, dla której na prawdę warto żyć.

  •   Nickaalenie
    Link do komentarza Nickaalenie 26 listopad 2018

    dobry wieczór...ale ja nic nie rozumiem...nic a nic...staram sie ...ale nie rozumiem...ten swiat pozorów..konsumcji... cynicznego wyrachowania... jest mi obcy ..i nigdy nie bedzzzie bliski.. staram sie zrozumiec....nie oceniam.. juz...i mam ograniczone zaufanie .,, juz...jak mnie nauczyła strona Koszmarka....ale czy aby to jest prawda?zycie zawsze to weryfikuje...i to co mówimy..
    niemniej jednak ,, ni e powiem jak LAtoja ...,że
    błedem jest wchodzenie w związki bez znajomosci psychiki...powiem inaczej ,ze i nasz a psychika sie zmienia w trakcie zycia...ja kochałam. miłoscia czysta ,piękna..i niewinna..i ciesze sie ,ze dane mi to było...wspaniały to był czas...pamietam ja i pamietaja inni.......i z tego sie cieszę ..ogromnie.....i zeby było jasno...kocham nadal....moze troche inaczej juz.....troche z racji lat..troche ..dzieki stronie Koszmarka..no tak samo zycie..kocham i mocniej i dłuzej i więcej....jest serduszek do kochania....i ....kiedy było ..ni e tak jak chciałam...kiedy było zle.... to własnie ...ta strona...mnie uchroniła przed głupimi błedami złych emocji...nie zrobiłam ..głupich błedów z głupiego egoizmu..i za to chwała stronie Koszmarka....i za to ja dziekuję..i KOSZMARKOWI..I TOBIE LATOJA..zarówno Ty jak i KOSZMAREK JESTESCIE MI BLISCY ....razem sie wspaniale uzupełniacie....moim skromnym zdaniem...

  •   Latoja

    Do Koszmarka

    Chyba trochę żle mnie zrozumiałeś. Nigdy nie podchodziłam do życia i związków bez refleksji, na zasadzie: " jakim mnie stworzyłeś..."To podejście jest bardzo wygodne dla tłumaczenia wszystkich swoich błędów i poczynań, trochę jak:"widziały gały..."

    Nie usprawiedliwiam się, wręcz przeciwnie, cały czas żyję w przekonaniu o swojej winie. W trakcie pracy nad sobą uświadomiłam sobie jednak, że w pewnym okresie swojego życia nie mogłam być inna i zachowywać się inaczej. Podobnie było prawdopodobnie z moim partnerem, który był gotów psychicznie tylko do takich a nie innych reakcji.

    Pewne wzorce, matryce, postrzeganie siebie samego, tworzą się w najmłodszym wieku. Ludzie często nie zdają sobie sprawy dlaczego są tacy a nie inni. Zrozumienie tego faktu, przeanalizowanie i wybaczenie rodzicom, których zachowania najczęściej nie są celowe, powoduje, że możemy to już odłożyć na bok i żyć bez tego obciążenia.

  • Do Nickaleznie
    Minęło trochę lat, zaczynam się powoli wypalać. Być może to jest tylko chwilowe, nie wiem. Zmęczenie zaczyna dawać o sobie znać. Dotąd pisanie było rodzajem rozmowy z gośćmi Koszmarka. Ostatnio podtrzymywała mnie w ożywianiu go co jakiś czas Latoja. Ale zdaję sobie sprawę z tego że i dla niej nie jest to takie łatwe. Reasumując - jeżeli nikt nie chce rozmawiać ze mną to ja po prostu zamknę Koszmarka i jak to mówią będzie wilk cały i..... wilk cały. Pozdrawiam cieplutko ..... Koszmarek

  • do Latoi.....
    Takie jest Twoje zdanie, rozumiem. Dopasowujesz swój charakter do biegu zdarzeń w swoim życiu. Wyznajesz popularną zasadę stwierdzającą cytuję: "jaką mnie Panie Boże stworzyłeś, taką mnie masz". Jest w tym pewna doza racji, jednak świadomość część winy naszego postępowania wobec innych ludzi pozostaje w nas jeszcze długo. Popatrz na podany przez Ciebie przykład. Poczucie współwiny tkwiło w Tobie niestety bardzo długo. (Współwiny, bo w związku dwojga ludzi wszystko jest konsekwencją tego, co zdarzyło się wśród nich wcześniej ). A zależnie od wielkości łączącego ich uczucia zdarza się naprawdę dużo. I tu popełniamy pierwszy, wielki błąd. Wielokrotnie, z różnych powodów nie traktujemy ich poważnie. Przyjmujemy je bardziej lub mniej wygodnie i przechodzimy nad tym do porządku dziennego.
    Każdy człowiek posiada jakieś wady, popełnia mniejsze lub większe błędy, które stają się powodami coraz większej ilości rys na pięknym obrazie ich związku. Gdy jest ich mało to daje się jeszcze jakoś je ukryć. Gorzej jest gdy powoli zaczyna już brakować dla nich miejsca na lustrze życia i to co w nim widzimy to tylko łzy powoli spływające po odbiciu porysowanej, oglądanej twarzy.
    To nie prawda, że jakimi zostaliśmy stworzeni, wychowani przez najbliższe nam otoczenie, takimi pozostaniemy do końca życia. Posiadamy przecież jeszcze dar, który nazwano rozumem i to właśnie dzięki niemu powinniśmy dopasować się do siebie nawzajem, co nie jest jednoznaczne z bezkrytycznym poddaniem się dominacji błędów naszych partnerów/ -ek. Zasada ta bowiem dotyczy tak samo obu stron związku.
    Powodem napisania tego postu nie jest to, czego się domyślasz, chociaż tak chyba myślałbym i ja będąc na Twoim miejscu.

  •   Latoja

    Do Nickaleznie

    Nie wiem co masz na myśli ale na pewno nie jest tak, że ja wszystko rozumiem. Pierwsza część komentarza do Koszmarka może być trochę niezrozumiała, dotyczy Jego osobistego życia, które trochę znam.
    Co do mnie, nauczyłam się przyglądać sobie, jak obserwator, z boku, bez udziału. Tak widzi się lepiej. A może to wszystko nie tak, może wydumałam sobie takie wytłumaczenie, żeby nie mieć już dłużej poczucia winy. Nie wiem...na prawdę.

    Koszmarek już myślał o zamknięciu strony ale dla niego ona też jest rodzajem nałogu, chciałby wszystkim wytłumaczyć to, co wie się dopiero z czasem, po latach. Niestety człowiek to taka dziwna istota, że wszystko musi sprawdzić sam, przeżyć sam, nic na słowo. Mam jednak nadzieję, że na razie z tego nałogu nie zrezygnuje, chociażby dlatego, że Ty jesteś i czytasz.

  •   Nickaleznie
    Link do komentarza Nickaleznie 24 listopad 2018

    no cóz....Latoja rozumie ...ja niestety nic a nic...odpowiadałam tylko ...na twierdzenie Koszmarka co do zamkniecia .... strony...ze to mój nałog..odwiedzanie tej strony itd.... teraz powiem inaczej ..moze nie nałog...ale jakaks taka wewnetrzna potrzeba...no ale jesli...autor Koszmarka sie wypalił to zrozumiem ...i jakos bed e zyc dalej.. zyłam kiedys bez odwiedzania tej strony i bede zyc dalej...pozdrawiam i zycze duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzo z drowia

  •   Latoja

    Wydaje mi się, że wiem o czym myślisz pisząc ten tekst. Nie chcę być osobą oceniającą cudze wybory, dlatego i tu wstrzymam się od komentarza, choć jest on różny od Twojej narracji zdarzeń. Może dlatego, że widzę z daleka, z perspektywy, chłodnym okiem i z zupełnie innego punktu widzenia.

    Ale ja nie o tym.

    Twój tekst przypomniał mi o pewnej refleksji, do której doszłam dawno temu. Naszym największym błędem jest wchodzenie w związki bez znajomości własnej psychiki, bez wiedzy, czy potrafimy temu związkowi sprostać.
    Od zawsze winiłam się za brak powodzenia mojego związku. Sądziłam, że gdybym miała odwagę pójść inną drogą, drogą mojego partnera, z własnym mieszkaniem i z własnym życiem, to może wszystko potoczyłoby się inaczej. Gdybym nie pociągnęła go ze sobą, w ramiona mojej rodziny, na moich warunkach, zabierając mu możliwość decydowania o sobie, to może wszystko byłoby inaczej.
    Pewnie tak, pewnie byłoby inaczej ale czy lepiej?

    Uświadomiłam sobie niedawno, że nigdzie nie mogło być lepiej bo nigdzie nie czułabym się dość dobra, dość ładna, dość wartościowa. Moje kompleksy poszłyby za mną nawet na koniec świata, gdzie koniec końców, zrujnowałabym tak czy inaczej życie swoje i swojego partnera.

    Zbyt często mamy pretensje do partnerów, do losu, do całego świata, tylko nie do siebie.
    Nie ma już we mnie poczucia winy, jest zrozumienie. Dziś wiem, że nie mogłam być inna, byłam tylko taka, jaką potrafiłam być, ze swoimi kompleksami, ograniczeniami, lękami. Sądziłam, że kontrolując wszystko jestem w stanie kontrolować uczucia....O ja głupia.

Skomentuj

*
*
*