Nadopiekuńczość kobiet w związku i co z tego wynika......

Opublikowano 17 październik 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

No tak, myślałem że zostanę tutaj publicznie powieszony za głoszenie herezji w temacie ustalonego i wypracowanego przez wieki, wizerunku sytuacji kobiety i mężczyzny w związku lub, że chociażby ktoś mnie przynajmniej utopi za przesadne, jego zdaniem, malowanie pozycji owej kobiety w tymże związku. A tu cisza, Wiem, że olbrzymia większość z nas to wszystko też wie, tylko czy na pewno rozumie? Już słyszę argumenty typu, że takie jest życie i nie ma tu z czego robić problemu, że kobieta to wszystko musi, bo tak została stworzona, że każdy sam, dobrowolnie, wybiera sobie pętlę na własną szyję, że w dzikich, afrykańskich plemionach czy chociażby w krajach wschodu kobiety mają jeszcze gorzej, że ...itd.

Nie chodzi mi tu o gloryfikowanie kobiet, ale o uświadomienie sobie tego, że tak dalej być nie może, a już na pewno nie powinno tak być. Że jeżeli kochamy, to staramy się zrozumieć siebie nawzajem, staramy się nie przeciążać w obowiązkach, że musimy dbać nie tylko o własne dobre samopoczucia ale również naszych partnerów. Powinniśmy to sobie wreszcie uświadomić, że jedno z drugim ma ścisły związek. W przeciwnym przypadku zaczynamy powoli zamykać się we własnych, hermetycznych światach do których, po pewnym czasie, nie wpuszczamy nawet najbliższych nam, że po prostu budujemy w ten sposób własną samotność, a potem rwąc włosy z głowy rozpaczamy, że jest nam źle, bo nikt nas nie rozumie, bo nikt nas nie kocha.

Jeżeli chcemy komuś pokazać, że zależy nam na nim, to nie skaczmy i nie uszczęśliwiajmy go na siłę przez cały czas. Do tego bowiem, bardzo szybko każdy, obdarowany taką dozą nadopiekuńczości szybko się przyzwyczai i stanie się ona dla niego czymś tak normalnym jak powietrze, którym oddycha, stanie się normą w związku. I pamiętajmy o jeszcze jednym, odzwyczaić się potem od tego jest bardzo trudno.

Koszmarek

Ostatnie wpisy autora Koszmarek

do góry