"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Kłótnie, sprzeczki, złośliwości, czy jest to dobre rozwiązanie dla naszych problemów?

Opublikowano 04 sierpień 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wieczne posądzanie o coś co nie miało miejsca. Rzucanie w siebie słowami, które przede wszystkim mają boleć, psychicznie zabijać. Wymyślanie argumentów nieprawdziwych, nie mających żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości, ważne aby tylko dobrze, a więc ostro brzmiały, aby mocno zabolały. Czy to może być, albo inaczej, czy to jest zdrowym rozładowaniem narastających w związku konfliktów? A tak przecież przynajmniej twierdzą niektórzy znani psycholodzy. Rozumiem, że jest to sposób na rozładowanie naszego skumulowanego napięcia nerwowego, że jest to dla nas rodzaj naszego odreagowania. Jednak czy taki sposób nie jest jednocześnie tworzeniem nowych , kolejnych pokładów złych emocji w kimś, do kogo to wszystko kierujemy? Czy przypadkiem w ten sposób nie tworzymy samonakręcającej się spirali wzajemnej niechęci a z czasem i nienawiści? Przypomina mi to gorący garnek, który musimy gdzieś przenieść. I zamiast pomyśleć chwilę nad tym, jak to zrobić bezboleśnie a więc np. wziąć szmatkę aby nie poparzyć sobie rąk, z uporem staramy się przekazywać go sobie nawzajem. W ten sposób może i doniesiemy nieszczęsny garnek tam gdzie trzeba, ale przy tym oboje poparzymy sobie ręce. Taka jest nasza mądrość życiowa, przykre.

Komentarze: 5

  •   Latoja

    Myślę, że w przypadku niewierności, czyli jak rozumiem zdrady, sprawa nie jest taka prosta. Zdrada jest złamaniem swoistej przysięgi, jest odtrąceniem drugiej osoby na bardzo newralgicznym poziomie. Cóż, tutaj trudno upatrywać winy w osobie zdradzanej, choć bywa i tak, że zastanawia się ona nad sobą, nad swoim wyglądem, który może zaniedbała. Nie ma jednak żadnego usprawiedliwienia dla osoby zdradzającej. Nie jest to wynik jej wady czy charakteru, jest to wynik dokonania pewnego wyboru, ze świadomością jakie ma konsekwencje.

  • Zgadzam się, ktoś przyłapany przynajmniej raz na kłamstwie nie może być wiarygodny. Tu się zgadzam absolutnie. Zresztą, podobnie jest jak opisane przez Ciebie staranie się ratowania związku i doszukiwanie się winy obu jego stron. Nie powiem, takie postępowanie jest bardzo mądre ale najczęściej gdy mamy do kogoś żal o niewierność, to nie staramy się znaleźć przyczyny tego również w sobie. No bo kto krzywdziłby samego siebie? Cały świat jest winny tylko nie ja. I właśnie tego trzymamy się jak tonący brzytwy. Samo życie!!!!!!

  •   Latoja

    Można to zdanie zinterpretować w drugą stronę ale przecież nie o to chodzi. Często osoba podejrzewana o kłamstwo nie chce się do niego przyznać bo myśli, że pogorszy tym sytuację, a jest zupełnie odwrotnie. Poza tym, jeśli się kogoś raz przyłapie na kłamstwie, trudno póżniej bezkrytycznie wierzyć.
    Jeśli w związku dzieje się żle trzeba pomyśleć dlaczego, co ja robię nie tak, co druga strona robi nie tak, co możemy razem z tym zrobić. Kluczem do rozwiązania każdego problemu jest poznanie jego podłoża, szczere i uczciwe postawienie sprawy. Jeśli się kogoś kocha powinno się dążyć do utrzymania związku, nie pozwolić temu komuś odejść w imię zranionych uczuć czy ambicji. Miłość jest wielka ale nasze ego potrafi ją przerosnąć.

  • cytuję ??...Wypieranie się własnych błędów i nie przyjmowanie do wiadomości pretensji drugiej strony nie pomoże na dłuższą metę cieszyć się dobrym związkiem. ? koniec cytatu. Dziwny wniosek nasuwa się mi w tym momencie. Jeżeli znam chociaż trochę życie to strona podejrzewająca o coś stronę drugą nie da jej szans nawet wtedy gdy ta będzie mówić tylko prawdę. No bo jak można w tej sytuacji komuś udowodnić, że jednak on nie kłamie. Bywa tak właśnie i to nie tak rzadko, prawda?

  •   Latoja

    Myślę, że najlepszym sposobem rozwiązywania konfliktów jest uświadomienie sobie co jest ich podłożem.Krótkie spięcia zdarzają się w najlepszych nawet związkach, bywają wynikiem zmęczenia, nieporozumienia, czy poczuciem niedoceniania. Takie spięcia, wyjaśnione oczywiści, oczyszczają atmosferę w związku. Bywa jednak tak, że ludzie nie rozmawiają ze sobą o swoich problemach, kumulują w sobie jakieś żale do partnera, w rezultacie dochodzi do opisanej przez Ciebie sytuacji. Ale przecież to tylko kulminacja, coś działo się żle przez dłuższy czas. Jeśli znajdziemy podłoże tej narastającej agresji, jeśli zmierzymy się z problemem uczciwie, także w sobie odnajdując winę, wtedy jest szansa, że w przyszłości unikniemy już takich awantur. Podstawą jest jednak uczciwość wobec siebie i partnera. Wypieranie się własnych błędów i nie przyjmowanie do wiadomości pretensji drugiej strony nie pomoże na dłuższą metę cieszyć się dobrym związkiem.

Skomentuj

*
*
*