"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Zachód słońca ....... ( wspomnieniowo )

Opublikowano 17 czerwiec 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

To był męczący dzień. Załatwianie pilnych spraw odkładanych, o ironio, z dnia na dzień, zajęło ci wiele cennego czasu. Wracasz do domu zmęczona. Wchodzisz, zdejmujesz kurtkę i   odruchowo zaglądasz do lodówki. Wyjmujesz  z niej coś leżącego tam od kilku dni na zmrożonym talerzyku. Stawiasz na stole. Próbując połapać rozbiegane jeszcze myśli, siadasz ciężko na krześle i trzymając w ręku to coś, co nawet nie przypomina niczego zjadliwego, próbujesz zaspokoić swój głód. Woda na herbatę w czajniku z gwizdkiem dopiero się grzeje. Odkładasz więc nadgryziony kawałek i zatapiasz się w myślach. Coś jak sen wkrada się w ciebie i zaczyna unosić gdzieś w przestrzeni. Stajesz się dziwnie lekka.  Znika zmęczenie. Najpierw bardzo chaotycznie pojawiają się różne wspomnienia. Wybierasz z nich to jedno, które często wraca do ciebie jak powracająca fala. Wspomnienie z nad jeziora, we wczesnojesiennej oprawie zachodzącego słońca.

Jest cicho, tylko ty i lekko poruszający liście drzew wiatr. Słońce zaczyna chylić się nad horyzontem. Wokół otacza ciebie, dobiegający z różnych stron, jeszcze trwający, ale cichnący coraz bardziej, leśny gwar. Słyszysz go wewnętrznie całą sobą. Narkotyczny, delikatny zapach dopełnia obrazu. Jesteś lekko oszołomiona, odurzona. Stoisz nad brzegiem jeziora. Fale delikatnie muskają twoje bose stopy lekko łaskocząc. Rozmarzyłaś się. Jest tak spokojnie. Wydaje się, że świat poza tobą nie istnieje, że jest w tobie, a ty w nim. Wyciszasz się, zapominasz o wszystkim, co pozostało gdzieś tam daleko. To wszystko teraz tak naprawdę nie istnieje. Jesteś tylko ty i ten niesamowity, monumentalny spokój wokół, wypełniający i zespalający ze sobą. 

Czujesz się jakbyś płynęła wysoko w chmurach, gdzieś tam w górze. Jesteś bardzo lekka i naprawdę bardzo, bardzo szczęśliwa.  Powoli wszystko cichnie. Pozostaje tylko szum drzew i fal, i ty zagubiona, a może właśnie odnaleziona w sobie. Gdzieś, od czasu do czasu, odzywa się ptak. Drzewa powoli zaczynają zmieniać swoją barwę. Robi się trochę ciemniej, bardziej tajemniczo. Słońce jest już daleko i osuwa się pod swoim ciężarem coraz niżej i niżej, gdzieś nad kraniec ziemi. Poddajesz się magii misterium zasypiania. Patrzysz jak zaczarowana na chylące się nad wodą gałęzie drzew, zmieniające swój kolor z pełnej zieleni na łagodny, coraz bardziej, szary z przebłyskami zachodzącego słońca. Jego złocisto pomarańczowy blask dominuje w przestrzeni pojawiając się naprzemiennie na grzbietach tysiąca drobnych fal, tworząc jednocześnie niesamowity gwiezdny dywan. Jak tysiące świeczek, przed ołtarzem zasypiającego dnia, lśnią na powierzchni wody. Widok ten jest zniewalający i jednocześnie hipnotyzujący. Słońce staje się  coraz intensywniejsze w swojej barwie, ciemniejsze. Jest już daleko i osuwa się pod swoim ciężarem coraz niżej i niżej, gdzieś nad kraniec ziemi. Szybko traci swoją jasną barwę, stając się coraz bardziej i bardziej czerwone. Niewiarygodne, ale ta bardzo intensywna, czerwona barwa wcale nie drażni. Wręcz odwrotnie, nostalgicznie uspokaja.

O dziwo, czujesz jego delikatny chłód, a nie gorący żar, jak w dzień i kolor nie ten sam. Tylko ono to samo. Wielkie, patrzące jeszcze na ciebie swoim przymykającym się okiem. Ptaki zaczynają śpiewać swój hymn pochwalny na cześć tej mistycznej, wieczornej mszy. Jest to ich udział w całym misterium zasypiania natury, przemiany która w niej od wieków codziennie zachodzi.

 Słońce zaszło. Zrobiło się dziwnie szaro i cicho. Stoisz zafascynowana, zauroczona spektaklem światła, dźwięków i kolorów. Wydaje ci się, że nadal unosisz się lekko nad ziemią. 

 

Nagle ostry, wibrujący dźwięk przywraca ciebie do rzeczywistości. To czajnik, jak zawsze informuje, że woda już się zagotowała. Wstajesz, robisz herbatę i próbujesz poprawić nią smak nieco przywiędłej, zimnej kanapki, którą wcześniej wyjęłaś z lodówki. A zmęczenie? Niestety, pozostało ale już nie tak bardzo denerwujące a i myśli trochę bardziej uporządkowane, uspokojone.


Ostatnio edytowany: niedziela, 17 czerwiec 2018 12:00

Komentarze: 7

  • A tak dokładniej to nie wiąże się on z nikim prywatnie. Zwracam się w nim do czytających usiłując rozbudzić w nich jakieś ciepłe, relaksujące uczucia. W czasach dzisiejszych są one, prznajmniej moim zdaniem, czymś co powinno poprawić w ludziach nastroje smutnej codzienności. A rok pierwszego zamieszczenia go na Koszmarku to kwiecień 2005.

  • Tak, racja jest to tekst chyba z 2012 roku. Dlatego w tytule dodałem że jest traktowany przeze mnie wspomnieniowo w domyśle wspomnienie dawnej wstawionego tekstu. Czy jest to zabronione? Kto zechce to go przeczyta a kto nie to już jego sprawa. Nic na to nie poradzę. Nie chciałbym tylko aby mi przypisywano jakieś zdarzenia, których nie było. Pisałem go jak większość z nich kierując się własną wolną wyobraźnią. Chyba mam do tego prawo? Pozdrawiam serdecznie..

  •   Nickokipo
    Link do komentarza Nickokipo 21 czerwiec 2018

    troche mi brakuje rymowanek,,,, i koszmarka i latoji....która pozdrawiam bardzo ciepło

  •   okipo
    Link do komentarza okipo 21 czerwiec 2018

    tak miałam,,,,kilka razy.....miedzy innymi tez..odwiedzając ten blog...

  •   Latoja

    Przepraszam, z 2014 roku. Być może się mylę, to nie znaczy, że należy mojej wyobrażni odmawiać logicznych skojarzeń. Tekst dotyczy przecież chyba Ciebie, piszesz w pierwszej osobie, jakbyś opisywał własne przeżycie. Nie wyobrażnia tylko znajomość pewnych faktów podsunęła mi taką własnie interpretację tego tekstu. Cóż, uchodzenie za wariatkę to ostatnio moja specjalność.....

  • Wspomnieniowo, ponieważ niestety dotyczy to tylko dawnych wspomnień tekstów blogowych niestety, nie mających żadnych wspomnień związanych z kimkolwiek. Przykro mi, ale Twoja wyobraźnia przekracza granice logicznych skojarzeń. Tym niemniej miło mi że w ogóle odezwałaś się, bo Koszmarek po kilku jeszcze ewentualnych wpisach przestanie istnieć. Taka jest kolej rzeczy, takie jest życie. Pozdrawiam jeszcze raz Ciebie cieplutko?. (Piszę otwartym tekstem )

  •   Latoja

    Piękne wspomnienie z roku 2012, trochę zmienione ale wtedy pięknie opisywało Waszą miłość na tle zachodzącego słońca. Myślę, że wciąż aktualne.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

*
*
*