"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Politycy i .... litera tzw. prawa.

Opublikowano 27 maj 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane

Dużo się dzieje w ostatnich czasach, a głównie dużo zła. I to przede wszystkim ze strony sfer politycznych, w czym każda frakcja ma swój bardzo czytelny, olbrzymi udział. Spróbujmy więc przeanalizować, co mogłoby temu narodowemu armagedonowi, przynajmniej w jakiejś części, zaradzić? Chociaż nie jest to najszczęśliwsze określenie, bo jak znam życie, to chyba nie da się tak łatwo tego zrobić. Jednak pogdybać i pomarzyć można. No cóż, zacznijmy więc od konkretnego przykładu.

Ostatnio często słyszymy na przykład takie stwierdzenie, a dokładniej płomienne wyzwanie, do biednego narodu wprowadzanego w niepodważalną euforię partyjnych racji, wygłaszane przez premiera czy też innych polityków (tu cytuję po literkach) –„ musimy zacisnąć pasa”.

Tu nasuwa się na usta pytanie. My, to znaczy kto? My zwykłe „mrówki”, „robole” z tego mrowiska czy również oni, a więc ci, którzy nami kierują? Bo w tej sytuacji „my” – oznacza dla mnie wszyscy, w odpowiednim, proporcjonalnym stopniu ( czytaj procencie zależnym od uzyskiwanych dochodów) a nie od ponoszenia takich samych materialnych kosztów jakie ponoszą i ci najbiedniejsi usiłujący jakoś przeżyć przy konkretnym wzroście cen i ci, bawiący się polityką, zarabiający w porównaniu do całej reszty narodu, krocie. Nie oszukujmy się. Pan polityk rzucający hasło „musimy” konsekwencje tego odczuwa inaczej niż reszta jego wyborców. Brzmi niby tak samo, ale jest zupełnie czymś innym, bo w tym konkretnym przypadku jest to tylko marnym ułamkiem tego, co przeżywa zwykły „śmieć” zatrudniony na tak właśnie określanej umowie.

A teraz drugi przykład. Otóż, nie wchodząc w wiele nawet dość istotnych szczegółów, powiem tak. Jak powszechnie wiadomo każdy z nas za wyrządzenie krzywdy innym czy też za przyczynienie się do śmierci kogoś, nie ważne czy umyślnie czy też nie, będzie sądzony i otrzyma w świetle istniejącego prawa odpowiedni wyrok. I to bez względu na to czy to jest lekarz, który często musi bardzo szybko podejmować bardzo ryzykowne decyzje dotyczące sposobu ratowania życia pacjenta, czy też policjant, który swoje działanie w ochronie czyjegoś życia niejednokrotnie musi również postawić ryzykownie na jedną kartę.

Każdy z nich musi się bowiem liczyć z konsekwencjami podejmowanych decyzji, do których, nomen omen, wielokrotnie jest zobligowany z racji uprawianego zawodu. Rodzi się teraz pytanie i to dość istotne. Jeżeli więc tak jest, to dlaczego żaden polityk, powtarzam, absolutnie żaden z nich, podejmujący z racji pełnionego stanowiska złe, często wręcz szkodliwe dla społeczeństwa decyzje (ostatnim żywym przykładem jest traktowanie służby zdrowia, przedłużenie wieku emerytalnego bez zabezpieczenia możliwości przetrwania do tego okresu ...itd., itd.), nie ponosi żadnych, powtarzam żadnych konsekwencji karno-prawnych, jeżeli przynoszą one wymierne szkody dotyczące spraw zdrowia i życia ludzi, że o kwestiach finansowych już nie wspomnę? Najgorsze co może go spotkać, to odsunięcie od profitów a do tego jeszcze z odpowiednią, gratyfikacyjną odprawą.

Za jednostkowe wypadki losowe, odpowiada każdy z nas, zaś za wypadki przynoszące wielką szkodę dla całego społeczeństwa, absurdalnie karnie nie odpowiada nikt. Powiem tak, dopóki pod tym kątem nie wymusimy na rządzących zmiany przepisów karnych, dopóki kodeks karny nie położy się cieniem na ich świetlanych przyszłościach, dopóty polityczne opcje u sterów będą się zmieniały, a my będziemy ponosili wszelkie konsekwencje bezkarności i głupoty tych, którzy decydują o naszym życiu i zdrowiu, czy też o naszym bezpieczeństwie.

Jak widać jednymi bezkarnymi za popełniane błędy wobec narodu a jednocześnie ciągnącymi z tego określone niemałe profity, są wybierani przez nas tzw. „politycy”. Piszę tak zwani, bo z założeniami tego „zawodu” nie mają oni nic wspólnego, podobnie zresztą jak niegdysiejsze partie komunistyczne z założeniami głoszonych idei. Jak się więc okazuje nie trzeba tu być mądrym i uczciwym. W tych sferach odbierane jest to jako romantyczny banał. Wystarczy mieć tylko tupet, brak poczucia uczciwości i być członkiem właściwej (oczywiście w odpowiednim czasie) partii aby zostać wpływowym, dobrze zarabiającym „politykiem”. Przykładów nie chcę tu podawać, bo właściwie w przytłaczającej większości dotyczy to prawie wszystkich. O tych innych, uczciwych dziwnym trafem, jak dotąd, jeszcze nie słyszałem.

Podsumowując. Jakie z tych przykładów ( bo są to oczywiście tylko nieliczne przykłady niefrasobliwości i nieudolności naszych elit politycznych) wynikają wnioski? Ano, podchodząc do tego uczciwie, to powinniśmy przede wszystkim zmienić podstawy prawne w kierunku uwzględnienia w nim również polityków. Oni nie mogą być ponad prawem. Oczywiście pod kątem ponoszenia pełnej odpowiedzialności za popełnione złe czyny. Nasze prawo nie jest chrome, jest ono bowiem zalegalizowanym prawnie bezprawiem wołającym o pomstę do nieba.

Dlatego też, przede wszystkim powinniśmy najpierw wymusić wspomnianą już zmianę przepisów prawa karnego w opisywanej kwestii, a dopiero potem myśleć o wyborze odpowiedniej opcji politycznej, czy też o problemowych kwestiach poszczególnych zawodów. Jakoś dziwnie jestem pewien, że nagle chętnych do ponoszenia ciężarów władzy będzie dużo mniej, a ci co się znajdą będą bardziej stonowani, uczciwsi i logiczniej myślący.

I jeżeli do tego nie doprowadzimy to grozi nam szybkie wyniszczenie narodu. Oczywiście wszystko to w pełnym majestacie istniejącego prawa.

A teraz drugi przykład. Otóż, nie wchodząc w wiele nawet dość istotnych szczegółów, powiem tak. Jak powszechnie wiadomo każdy z nas za wyrządzenie krzywdy innym czy też za przyczynienie się do śmierci kogoś, nie ważne czy umyślnie czy też nie, będzie sądzony i otrzyma w świetle istniejącego prawa odpowiedni wyrok. I to bez względu na to czy to jest lekarz, który często musi bardzo szybko podejmować bardzo ryzykowne decyzje dotyczące sposobu ratowania życia pacjenta, czy też policjant, który swoje działanie w ochronie czyjegoś życia niejednokrotnie musi również postawić ryzykownie na jedną kartę.

Każdy z nich musi się bowiem liczyć z konsekwencjami podejmowanych decyzji, do których, nomen omen, wielokrotnie jest zobligowany z racji uprawianego zawodu. Rodzi się teraz pytanie i to dość istotne. Jeżeli więc tak jest, to dlaczego żaden polityk, powtarzam, absolutnie żaden z nich, podejmujący z racji pełnionego stanowiska złe, często wręcz szkodliwe dla społeczeństwa decyzje (ostatnim żywym przykładem jest traktowanie służby zdrowia, przedłużenie wieku emerytalnego bez zabezpieczenia możliwości przetrwania do tego okresu ...itd., itd.), nie ponosi żadnych, powtarzam żadnych konsekwencji karno-prawnych, jeżeli przynoszą one wymierne szkody dotyczące spraw zdrowia i życia ludzi, że o kwestiach finansowych już nie wspomnę? Najgorsze co może go spotkać, to odsunięcie od profitów a do tego jeszcze z odpowiednią, gratyfikacyjną odprawą.

Za jednostkowe wypadki losowe, odpowiada każdy z nas, zaś za wypadki przynoszące wielką szkodę dla całego społeczeństwa, absurdalnie karnie nie odpowiada nikt. Powiem tak, dopóki pod tym kątem nie wymusimy na rządzących zmiany przepisów karnych, dopóki kodeks karny nie położy się cieniem na ich świetlanych przyszłościach, dopóty polityczne opcje u sterów będą się zmieniały, a my będziemy ponosili wszelkie konsekwencje bezkarności i głupoty tych, którzy decydują o naszym życiu i zdrowiu, czy też o naszym bezpieczeństwie.

Jak widać jednymi bezkarnymi za popełniane błędy wobec narodu a jednocześnie ciągnącymi z tego określone niemałe profity, są wybierani przez nas tzw. „politycy”. Piszę tak zwani, bo z założeniami tego „zawodu” nie mają oni nic wspólnego, podobnie zresztą jak niegdysiejsze partie komunistyczne z założeniami głoszonych idei. Jak się więc okazuje nie trzeba tu być mądrym i uczciwym. W tych sferach odbierane jest to jako romantyczny banał. Wystarczy mieć tylko tupet, brak poczucia uczciwości i być członkiem właściwej (oczywiście w odpowiednim czasie) partii aby zostać wpływowym, dobrze zarabiającym „politykiem”. Przykładów nie chcę tu podawać, bo właściwie w przytłaczającej większości dotyczy to prawie wszystkich. O tych innych, uczciwych dziwnym trafem, jak dotąd, jeszcze nie słyszałem.

Podsumowując. Jakie z tych przykładów ( bo są to oczywiście tylko nieliczne przykłady niefrasobliwości i nieudolności naszych elit politycznych) wynikają wnioski? Ano, podchodząc do tego uczciwie, to powinniśmy przede wszystkim zmienić podstawy prawne w kierunku uwzględnienia w nim również polityków. Oni nie mogą być ponad prawem. Oczywiście pod kątem ponoszenia pełnej odpowiedzialności za popełnione złe czyny. Nasze prawo nie jest chrome, jest ono bowiem zalegalizowanym prawnie bezprawiem wołającym o pomstę do nieba.

Dlatego też, przede wszystkim powinniśmy najpierw wymusić wspomnianą już zmianę przepisów prawa karnego w opisywanej kwestii, a dopiero potem myśleć o wyborze odpowiedniej opcji politycznej, czy też o problemowych kwestiach poszczególnych zawodów. Jakoś dziwnie jestem pewien, że nagle chętnych do ponoszenia ciężarów władzy będzie dużo mniej, a ci co się znajdą będą bardziej stonowani, uczciwsi i logiczniej myślący.

I jeżeli do tego nie doprowadzimy to grozi nam szybkie wyniszczenie narodu. Oczywiście wszystko to w pełnym majestacie istniejącego prawa.

Skomentuj

*
*
*