My i nasze ... EGO

Opublikowano 10 maj 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Każdy ma własne życie za które kiedyś los go rozliczy. To fakt, i nic mi do tego co robią inni i dlaczego, ale gdy poruszamy temat na forum publicznym to uważam, że mam prawo wypowiedzieć również własne zdanie. Jakże często mylimy to, co podsuwa nam nasza wyobraźnia budując wirtualnie mniej lub bardziej cudowne wizje, z fizycznymi realiami naszego życia. I to, co jest wspaniałym wirtualnym przeżyciem przy późniejszym spotkaniu w realu, w zderzeniu ze smutną rzeczywistością, z naszą często bardzo upierdliwą fizycznością, nagle się nie sprawdza, staje w bolesnym wręcz konflikcie. Potem mówimy, że ten czy też ta, z internetu to cudowne objawienie w przeciwieństwie do naszego partnera czy partnerki. Błąd polega na tym, że obraz naszego życia, w olbrzymiej większości, budujemy na emocjach a nie na spokojnych, obiektywnych faktach. Jakby do tego nie podchodzić to wszystkie napotykane fakty przepuszczamy przez naszą emocjonalną maszynkę wyolbrzymiając w jedną lub w drugą stronę.

Podobne zdarzenie spotkało kiedyś również mnie i tak jak wielu z was, osobiście to przeżyłem. A więc na początku okres pełnej euforii, później naturalną koleją rzeczy zacząłem mylić fikcję z prawdą i własną fantazję porównywać z realiami codziennego życia oczywiście na niekorzyść tego ostatniego. Skutek wiadomy. Mogę więc teraz pisać, co prawda tylko subiektywnie, jednak opierając się na jakichś konkretach i skutkach. Oczywiście, że nie wszystko musi tak samo się rozwijać i podobnie kończyć. Jednak istnieje bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że właśnie tak będzie.

Bardzo uogólniając, to moim zdaniem zabarwione podtekstowym erotyzmem spotkania w necie charakteryzują się przede wszystkim dawaniem i braniem chwilowych przyjemności powodujących „zwariowane zawroty głowy” i przyśpieszone bicie serca. Są one odskocznią od codzienności. Efekt tego porównywałbym do działania narkotyków. Tłumaczymy się, że to nic złego ani groźnego, bo panujemy nad tym (absolutna nieprawda), bo przecież nie znamy się fizycznie, bo dostajemy nareszcie to, czego nasi partnerzy nam nigdy nie dali a przynajmniej o tym już nie pamiętamy ...itd. Otwieramy się przed kimś obcym bazując na tym, że przecież jest to ktoś wirtualny, prawie wymyślony i spełniamy w ten sposób nasze najskrytsze fantazje. W życiu wcześniej lub później kończy się to jednak wielkim, przysłowiowym małżeńskim zgrzytem. A to wszystko dlatego, że zaczynamy w naszych prawdziwych związkach być coraz częściej rozdrażnieni, rozgoryczeni, coraz bardziej czujemy się niedowartościowani i niespełnieni, bo skupiamy się przede wszystkim na własnym, wybujałym EGO.

Wydaje mi się, że się z tego już wyleczyłem. Jednak czas dopiero pokaże czy podobnie jak w wielu innych sprawach, przypadkiem się nie mylę. To zjawisko można oceniać bardzo różnie, jednak jakby na to nie patrzeć, to biorąc pod uwagę ułomność ludzką, jest ono czymś bardzo groźnym, szczególnie dla małżeństw walczących z codziennymi kłopotami i wynikającymi z tego denerwującymi humorami lub psującymi atmosferę rodzinną humorkami.

Koszmarek

Ostatnie wpisy autora Koszmarek

do góry