Dziecko czyli....... początek naszego życia na ziemi. (powtórka z rozrywki)

Opublikowano 30 marzec 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Przeglądając moje wpisy sprzed lat na Koszmarku odnalazłem tekst z 2011 roku o dziecku. Wydał mi się wart uwagi. W związku z tym wstawiam go po raz kolejny na koszmarkową stronkę i pozostawiam do dyskusji.

Co takiego cudownego jest w dziecku, że tak bardzo nas wzrusza, wywołuje tyle pozytywnych emocji, powoduje, że gotowi jesteśmy oddać wszystko w jego obronie, nawet własne życie? Instynkt macierzyński, rodzicielski? Na pewno też, ale jest tu też coś więcej. W skrócie ująłbym to tak, najpierw rodzi się radość a potem wyrasta z tego duży człowiek. Ta żywa iskierka to mały berbeć potykający się o własne nóżki, śmiejący się z różnych nieznanych nam powodów, machający łapkami sprawiając wrażenie, jak gdyby stale od czegoś się odganiał. Co w nim takiego jest, że budzi w nas tak często głęboko skrywane już uczucia? Spróbujmy popatrzeć na to trochę z boku a troszeczkę, w miarę możliwości naszej wyobraźni, z jego punktu widzenia. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę stworzyć tu psychologicznego portretu malucha, nie mam do tego ani podstaw ani predyspozycji, próbuję tylko zastanowić się, co jest w nim tak urokliwego, tak cudownego?

Już jako niemowlę, patrząc na nas swoim zaciekawionym, usiłującym coś zrozumieć, spojrzeniem przyciąga naszą uwagę. Wydaje się wtedy, że chce coś nam przekazać, że czeka na jakieś nasze wyjaśnienia, na przyjazny odruch, znak, który potrafi sam zrozumieć, który do niego dotrze. Na wszystkie nasze wysiłki w tym kierunku, próby kontaktu z naszej strony najczęściej reaguje śmiechem, ale innym, takim radosnym, podejrzewam, że jest to jego pierwsza mowa przekazująca radość, potwierdzenie kontaktu. Zachowuje się tak, jak gdyby coś z tego rozumiał. Patrzy na nas wesołymi, okrągłymi oczkami i wykonując dziwny taniec swoimi rączkami, na swój sposób dyskutuje z nami. Czy dyskutuje? Tu można się sprzeczać, ale na pewno wymienia z nami osobliwe dźwięki i swoiste gesty, może jeszcze nie skoordynowane, przypadkowe ale pełne nieukrywanej radości. To jego gaworzenie, przeplatanie krótkim śmiechem, stwarza właśnie ten dziwny, bardzo bliski kontakt. Jest to spotkanie dwóch światów, naszego, którego on pomimo wielkich w tym kierunku wysiłków, niestety, jeszcze nie rozumie i jego malutkiego, szczerego, ufnego, nie znającego jeszcze pojęcia zła, kierującego się intuicją, odruchami. To zaufanie, tkwi w tym maleństwie jeszcze co najmniej przez kilka lat. By w końcu, wraz nabywanym doświadczeniem, ograniczać się najpierw do znanych mu osób, potem tylko do wybranych, aż w końcu..... tu wolę przerwać, bo nie chcę pisać o przykrych i smutnych stronach życia. Wróćmy jednak do malucha.

Co takiego cudownego jest w dziecku, że tak bardzo nas wzrusza, wywołuje tyle pozytywnych emocji, powoduje, że gotowi jesteśmy oddać wszystko w jego obronie, nawet własne życie? Instynkt macierzyński, rodzicielski? Na pewno też, ale jest tu też coś więcej. W skrócie ująłbym to tak, najpierw rodzi się radość a potem wyrasta z tego duży człowiek. Ta żywa iskierka to mały berbeć potykający się o własne nóżki, śmiejący się z różnych nieznanych nam powodów, machający łapkami sprawiając wrażenie, jak gdyby stale od czegoś się odganiał. Co w nim takiego jest, że budzi w nas tak często głęboko skrywane już uczucia? Spróbujmy popatrzeć na to trochę z boku a troszeczkę, w miarę możliwości naszej wyobraźni, z jego punktu widzenia. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę stworzyć tu psychologicznego portretu malucha, nie mam do tego ani podstaw ani predyspozycji, próbuję tylko zastanowić się, co jest w nim tak urokliwego, tak cudownego?

Już jako niemowlę, patrząc na nas swoim zaciekawionym, usiłującym coś zrozumieć, spojrzeniem przyciąga naszą uwagę. Wydaje się wtedy, że chce coś nam przekazać, że czeka na jakieś nasze wyjaśnienia, na przyjazny odruch, znak, który potrafi sam zrozumieć, który do niego dotrze. Na wszystkie nasze wysiłki w tym kierunku, próby kontaktu z naszej strony najczęściej reaguje śmiechem, ale innym, takim radosnym, podejrzewam, że jest to jego pierwsza mowa przekazująca radość, potwierdzenie kontaktu. Zachowuje się tak, jak gdyby coś z tego rozumiał. Patrzy na nas wesołymi, okrągłymi oczkami i wykonując dziwny taniec swoimi rączkami, na swój sposób dyskutuje z nami. Czy dyskutuje? Tu można się sprzeczać, ale na pewno wymienia z nami osobliwe dźwięki i swoiste gesty, może jeszcze nie skoordynowane, przypadkowe ale pełne nieukrywanej radości. To jego gaworzenie, przeplatanie krótkim śmiechem, stwarza właśnie ten dziwny, bardzo bliski kontakt. Jest to spotkanie dwóch światów, naszego, którego on pomimo wielkich w tym kierunku wysiłków, niestety, jeszcze nie rozumie i jego malutkiego, szczerego, ufnego, nie znającego jeszcze pojęcia zła, kierującego się intuicją, odruchami. To zaufanie, tkwi w tym maleństwie jeszcze co najmniej przez kilka lat. By w końcu, wraz nabywanym doświadczeniem, ograniczać się najpierw do znanych mu osób, potem tylko do wybranych, aż w końcu..... tu wolę przerwać, bo nie chcę pisać o przykrych i smutnych stronach życia. Wróćmy jednak do malucha.

Z wielką dumą obserwujemy jak zaczyna stawiać pierwsze nieudolne kroki trzymając się całą łapką za nasz palec, a drugą wykreślając niesprecyzowane, nerwowe figury w powietrzu i zataczając się przy tym jakby chciał ominąć wszystkie wyimaginowane przeszkody na swojej drodze. Plącze nóżki, w niesamowity dla nas sposób, ale tupta i to najważniejsze. Zadziwia nas jego upór z jakim usiłuje odnaleźć się w tym dziwnym dla niego tańcu, nierzadko denerwując się tym, że coś mu nie wychodzi tak dobrze jakby chciał. Potem, gdy mu się to już uda i klapnie na podłogę, patrzy z dumą na nas czy zauważyliśmy i klaszcze razem z nami swoimi malutkimi, pulchnymi łapkami. Albo popatrzmy na niego gdy bawi się swoimi zabawkami. Przekłada je z miejsca na miejsce z sobie tylko znaną logiką, coś mówi, coś poprawia, czasami rzuca lub też burzy to wszystko, co wcześniej z takim uporem układał, odwracając co pewien czas do nas główkę z oczekiwaniem na naszą aprobatę.

Nawet nie zauważamy, gdy zaczyna już samodzielnie chodzić. Włazi wtedy dosłownie wszędzie, próbując dosięgnąć wszystkiego, co przed nim staramy się tak wymyślnie schować. Budzi się i zasypia prawie zawsze z jakimś pytaniem, dlaczego coś tam, a dlaczego może coś innego? Dlaczego nie, lub dlaczego tak i jeżeli tak to dlaczego? Ciekawość jego jest nieograniczona i niestety, niezaspokojona. Trudno ukryć się przed jego pytaniami. Nikt nie potrafi wymyślić ich tylu, co ten ciekawski wszystkiego berbeć. Najcudowniejszy jest jednak jego radosny śmiech gdy ucieka przed nami lub też gdy biegnie do nas z rozłożonymi szeroko rączkami, jakby chciał po drodze zabrać ze sobą cały świat i przytulić razem z nami do siebie. Popatrzmy wtedy na jego szczęśliwe, roześmiane, wesołe oczka. Takiej radości i takiej ufności do nas, tyle niekłamanego szczęścia już nigdy później nie odnajdziemy w żadnych oczach. Całe swoje zaufanie pokłada w nas, wierząc święcie, że nie pozwolimy nigdy zrobić mu krzywdy. To wszystko wypisane jest na jego okrągłej malutkiej twarzy, w jego oczach i gestach.

I chociaż dzisiaj wiem już dużo więcej, staram się zawsze to pamiętać i uczyć od nich ciepła i tego czegoś co jest nieuchwytne, ale pozwala mi na inne spojrzenie na ludzi, na dostrzeganie w nich schowanych gdzieś głęboko właśnie takich małych dzieci i pojmowanie ich problemów trochę inaczej, niż to się na pozór wydaje. Bo przecież w każdym z nas gdzieś głęboko wciąż tkwi taki maluch. Najczęściej widać to, gdy załamani zupełnie nie wiemy, co mamy ze sobą zrobić. Patrzymy wtedy bezradnie wokół, oczekując, aż ktoś wyciągnie do nas rękę.

Może częściej powinniśmy zastanawiać się nad tym, może wtedy odnajdziemy w sobie nawzajem więcej ciepła i zrozumienia? Może naprawdę warto spróbować?

Ostatnio edytowany: piątek, 30, marzec 2018 13:09
Koszmarek

Ostatnie wpisy autora Koszmarek

do góry