"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Za wszystko w życiu musimy płacić – czy jest to prawda ???

Opublikowano 11 marzec 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wstałem bardziej zmęczony niż gdy się kładłem. Przyczyna była prozaiczna. Przez prawie pół nocy kłębiły się we mnie różne dziwne myśli. Można je było jednak tak ogólnie zamknąć w próbie zrozumienia otaczającego nas dobra i zła. Były one jednak dość chaotyczne. Trudno je było pozbierać i uporządkować. Postanowiłem więc pójść po pomoc do mojej serdecznej przyjaciółki, szarej komórki.

Łatwo powiedzieć, ale zrobić już dużo trudniej, szczególnie w przypadku tego małego śpiocha. Szukałem jej wszędzie gdzie tylko mogłaby się wcisnąć. A więc wśród książek, w szafie, na tarasie i w wielu, wielu innych miejscach. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. W pewnym jednak momencie, gdy miałem już zrezygnować, moje maleństwo wyjrzało zza komputera i przeciągając się i przecierając jednocześnie zaspane oczka spytało:

- co się stało, czego się tak awanturujesz i nie dajesz mi odespać trudów ciężkiej nocy?

W pierwszej chwili zaniemówiłem jednak za moment, gdy doszedłem do siebie, odparłem spokojnie:

- nie gorączkuj się, mam problem. Nie mogę pozbierać do gromady myśli, które nie dawały mi w nocy spać. A mianowicie … i tu wyłuszczyłem to co dręczyło mnie w nocy. Gdy skończyłem, maleństwo podrapało się w główkę, na moment zamknęło wielkie oczka a potem zaczęło.

- widzisz, nie wiem jak ci to powiedzieć- zaczęło jak prawie zawsze niewinnie - ale są to myśli z którymi męczyłam się prawie pół nocy. Być może robiłam to zbyt emocjonalnie i dlatego nie mogłeś spać. No cóż, przepraszam. Sam temat poruszałam już wielokrotnie wcześniej z naszym starym przyjacielem leniwym filozofem. On mi wiele wyjaśnił, co wcale nie znaczy, że wyjaśnił mi wszystko. No dobrze, ale zacznijmy od początku.

Widzisz – ciągnęła dalej – dobro i zło tworzymy w naszym życiu sami. W przewarzającym stopniu sami je do siebie przyciągamy i obdarzamy nim nasze otoczenia. Nieźle musimy się jednak natrudzić aby stworzyć coś dobrego i przyjaznego. Ono smakuje najbardziej, wycisza nas, daje nam radość istnienia. Zło również tworzymy sami tak dla siebie jak również, a właściwie chyba przede wszystkim, dla innych. I tu i tu musimy się sprężyć i pobudzić w sobie ukryte w nas zasoby odpowiednich uczuć. Zauważ, jak byśmy na to nie patrzyli to nasze życie jest bardzo emocjonalnie. Mam tu na myśli nie tylko ciebie i siebie, ale nas wszystkich, ogólnie. I tu się koło zamyka. Emocje budzą w nas tworzenie odruchów dobra i zła. Bez emocji trudno żyć. Tak zostaliśmy stworzeni. One są integralną częścią naszego życia. I tylko od nas zależy w jaki sposób i w jakim stopniu je wykorzystamy. I to my później ponosimy wszelkie tego konsekwencje.

-Widzisz – poprawiła się – mówię my, bo i ja nie jestem wolna od takich emocji. Może trochę bardziej nad nimi panuję niż wy, ludzie, ale takie wirusy siedzą również we mnie. Dopiero jednak dzisiaj, po wcześniejszych rozmowach z leniwym filozofem i dzisiejszym zawirowaniem nocnym, zdałam sobie z tego sprawę – zakończyła ze smutkiem.

- Powiem ci jeszcze coś - dodała po chwili - Nie wiem dlaczego tak dziwnie jest, że wielu z nas tworząc zło odczuwa większą przyjemność niż tworząc dobro. Ciekawe z czego to wynika? Tylko nie mów że ze złego wychowania, bo to tylko część prawdy. Każdy z was ma swoje szare komórki. Fakt, niektóre z nich są bardziej podobne do piekących pokrzyw niż do pięknych, pachnących kwiatów. Tym niemniej każdy je ma. Od was tylko zależy jak nas ukształtujecie - dodała po chwili ze smutną miną.

-Dotarło d mnie jeszcze jedno – dodała – a mianowicie to, że w prawach równowagi panującej w świecie, aby jej nie zburzyć powinniśmy tworzyć minimum tyle dobra ile wcześniej zrobiliśmy zła. I nie jest to żadna utopia, chociaż tak mogłoby wyglądać. Oczywiście coś takiego jest ideałem niemożliwym do osiągnięcia, ale każde zbliżenie się do niego diametralnie zmieni nas i nasze otoczenie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czy więc warto pomagać innym? Ja uważam, że warto. Moim zdaniem - odczujemy to bowiem dość szybko.

 

Ostatnio edytowany: niedziela, 11 marzec 2018 12:20

Komentarze: 2

  • Zło i dobro jest produktem, który tworzymy sami tak jak obiad w kuchni domowej. Jaki ma mieć smak, jaką konsystencję i temperaturę strawną lub nie zależy tylko od nas. I tu masz absolutną rację. Skłonności do ich tworzenia wynosimy z rodzinnego domu, z doświadczenia z wyniesionego z atmosfery domowej. Oczywiście niemały wpływ na skumulowanie tego w naszych charakterach ma również otoczenie w jakim się obracamy, jakim nasiąkamy w okresie dojrzewania. W naszym życiu dobro nawet niewielkie jest ziarnem z którego po zasianiu może i powoli ale wyrasta dobro zmieniające się najpierw w małe, kolorowe cieszące innych, a potem rozszerza się swoim działaniem na innych. Ze złem jest podobnie, o tyle, że skutek oddziałowujący na otoczenie jest odwrotny, bolesny.
    Na postawione pytanie ? czy warto pomagać innym odpowiem krótko. Tak, warto pomagać , bo jeżeli nawet nie wróci to do nas to pomoże innym którym my nie możemy pomóc. A to już odbije się na radości w otaczającym nas świecie.

  • Myślę, że kwestii dobra i zła nie można rozpatrywać w kategoriach emocji. Są oczywiście przypadki gdy ktoś pod wpływem emocji zrobi coś złego , skrzywdzi innego człowieka czy zwierzę, jednak nie definiuje to całego pojęcia zła.
    Usadowiłabym kwestie dobra i zła raczej w sferze świadomości. Z małymi wyjątkami, wszyscy wiemy czym jest dobro i czym jest zło, potrafimy je nazwać i odróżnić od siebie. Wskazują nam to religie, rodzice, społeczność, w której funkcjonujemy. Każdy ma jakiś system wartości, które jako kategorie moralne są świadomym wyborem. Jeśli więc czynimy dobro lub zło, czynimy to świadomie, choć nie zawsze w oderwaniu od emocji. Emocje są raczej efektem naszych działań, czujemy się dobrze pomagając innym, jest nam żle, gdy zrozumiemy, że postapiliśmy żle.
    Chciałabym wierzyć, że w świecie jest jednak więcej dobra, szczególnie na poziomie pojedynczego, zwykłego człowieka. Jest w nim więcej dobra i potrzeby czynienia dobra, niż zła. Ludzie w zwykłych codziennych relacjach dążą do porozumienia, starają się być uprzejmi, pomagają innym ludziom, troszczą się o zwierzęta. Nie brakuje oczywiście zwyrodnialców ale na szczęście jest ich mniej i doskonale wiedzą co robią.
    Bardziej martwi mnie ogrom zła w skali globalnej. Masowe niszczenie natury i zwierząt, wojny, głód, choroby ? to wszystko działania człowieka na całej ziemi. Działanie to napędzane jest chciwością, prowadzone przez ogromne konsorcja czy wręcz całe państwa. Na te działania świat patrzy nic nie robiąc, ludzie, którzy chcą temu przeciwdziałać giną w dziwnych okolicznościach lub są po prostu zbyt słabi by móc coś zmienić.
    Uważam, że każdy z nas musi starać się być dobrym, nawet jeśli to bywa męczące, wygodniej byłoby nie widzieć, zamknąć się w swoim małym świecie. Ale wtedy jest to zło zaniechania, obojętności, braku empatii. Starajmy się krzewić dobro przede wszystkim w swoich dzieciach, w swoim najbliższym otoczeniu, wspierajmy tych, którzy dobro czynią. Jest tak jak napisałeś, dobro przyciąga dobro, zło przyciąga zło. To od nas zależy co do siebie przyciągniemy.

Skomentuj

*
*
*