"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Prawo i …..coś jeszcze, czyli jak to zjawisko wygląda w tzw. ”demokratycznym krzywym zwierciadle”.

Opublikowano 16 luty 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Obserwując to co dzieje się wokół nas, gdy rzucane są wielkie, wręcz rewolucyjne hasła i obietnice bez pokrycia, spróbowałem zastanowić się nad znaczeniem jednego ze sztandarowych w polityce określeń, a mianowicie słowa ...sprawiedliwość. Używamy go na co dzień i wydaje się nam, że potrafimy go określić. Ale przecież każdy z nas rozumie je, troszeczkę albo i nie tylko troszeczkę, inaczej. Co innego prawo. Tu przynajmniej wiadomo o co chodzi i np. jedna z Encyklopedii Powszechnych PWN precyzuje to określenie tak, cytuję: „ Prawo - ogół usankcjonowanych przymusem państwowym norm (przepisów), które regulują stosunki między ludźmi w sposób odpowiadający interesom klasy panującej w danym państwie” – koniec cytatu. Podkreśliłbym tu zwrot .... odpowiadający interesom klasy panującej.... No cóż, komuny już nie ma, a więc nie dotyczy to już nas wszystkich. Reszta jest czytelna i jasna. Nic dodać nic ująć, to przynajmniej jest powiedziane wprost, co, komu i dlaczego. Jak jednak do tego ma się sprawiedliwość? Przy takim określeniu prawa muszę powiedzieć, że co najmniej dziwnie, bo ta rozumiana przez nas i ta dyktowana prawem mają się do siebie nijak. A przecież przed prawem powinniśmy być równi, przynajmniej zgodnie z głoszonymi hasłami i co jakiś czas zmienianą konstytucją. A czy tak jest? Czy wszyscy jesteśmy tak samo traktowani? O niespójnych, nieżyciowych, nie sprawdzających się na co dzień normach naszego prawa opierających się właśnie na źle rozumianej wolności demokratycznej, na tym że przestępca ma tyle samo praw ile ma jego ofiara, o tym że jest to określane jako humanitarne, nie będę pisał. Bo zaraz znajdzie się ktoś z elementarnym pytaniem, a skąd wiem że ten ktoś jest przestępcą? Przecież zgodnie z prawem aby to stwierdzić należy najpierw mu to udowodnić. Pragnę więc zaznaczyć, że używając określenia przestępca mam na myśli takiego, o którym bezspornie wiemy że nim jest, zanim któryś z adwokatów, wykorzystując luki prawne, udowodni po raz nie wiem który, że właśnie ofiara jest przestępcą. No bo jak nazwać kogoś kto włamuje się do naszego domu, czy też napada na nas na ulicy? Prawo interpretowane nie powinno być prawem obowiązującym. 

Obraz niezawisłego sądownictwa składającego się z zupełnie przeciętnych ludzi, ulegających tak jak my wszyscy emocjom, często podatnych na wszelkie dobra jak inni, w dzisiejszej demokracji to już zupełnie inny temat do dyskusji. Dodam tylko, że moim zdaniem, absolutnie i bezdyskusyjnie winni są tutaj twórcy prawa, tworząc je tak liberalnym wobec przestępców  i tak restrykcyjnym wobec pozostałych obywateli. Równą odpowiedzialnością obciążam tych, którzy widzą to, mogą ale nie próbują tego zmienić. Prawo tworzą wybrani i to jest logiczne, tylko tyle, że robią to tak, aby bardzo szybko można było ukarać za drobne wykroczenia natomiast długo nie, albo też i wcale, nie można było pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy dopuścili się wielkich przestępstw. Skąd się to bierze? Prawo pozwalające na jego interpretację jest prawem manipulowanym a to już wiele wyjaśnia. Niby jest wszystko w porządku, a jednak niezupełnie. Bo w ten oto sposób tylko jest wilk syty i ... wilk syty. Poza tym małe przestępstwa i wykroczenia są z natury rzeczy proste i nieskomplikowane natomiast przestępstwa wielkowymiarowe wymagają pewnego wysiłku zakwalifikowania i zebrania odpowiednich dowodów z których nie potrafi wybronić się dobry adwokat posługujący się często nadmierną interpretacją litery prawa a to często jest już powodem aby sprawy były rozpatrywane latami. Już samo postawienie w wątpliwość któregokolwiek z użytych w oskarżeniu określeń często podważa cały dowód. I niech mi nikt zaraz tu nie mówi, że nie prawa doskonałego, bo to jest nawet prawdą z tą tylko różnicą, że nasze (przepraszam) koślawe prawo pomimo widocznych wielkich dziur w swojej literze nie jest poprawiane od lat, nie jest uszczelniane. No, może z małymi, naprawdę nieistotnymi wyjątkami. A przecież jest ono organizmem żywym, zmieniającym się zależnie od okoliczności i czasów, których dotyczy i zdecydowanie wpływa tak na poczucie bezpieczeństwa jak również i jakość życia tych, których dotyczy. Wyraźny jest jednak brak dobrej woli, albo też zwykła ochrona własnych interesów, takie przynajmniej wnioski można wysnuć obserwując to co dzieje się wokół nas.

 No cóż, demokracja, każdemu wolno. Przepraszam za sarkazm i pewne uproszczenia w przedstawieniu sprawy, ale wiem, że w odpowiedzi ktoś może zaraz spokojnie wszystko tak zagmatwać i skomplikować, że pozostanie nam tylko bierne potakiwanie jak w wielu przypadkach dotąd i dziwna świadomość, że to my jesteśmy źli, bo prawo jest zupełnie dobre a co więcej, zgodne z unijnymi normami (czytaj dyrektywami). Nasuwa się teraz pytanie, czy zgodnie z konstytucją coś takiego może być prawem? Jak widać jest to zupełnie możliwe. Można mieć tu tylko różne zdania na temat nazwy klasy, której to służy i użyć określenia np. klasy rządzącej a nie panującej, przynajmniej ładniej brzmi. A zresztą, jak go zwał tak go zwał, mnie i tak to prawo nie chroni, przynajmniej nie na tyle na ile są składane deklaracje mówiące o uczciwym traktowaniu i ochronie obywateli. Po pierwsze wcale nie uczciwym traktowaniu no i na pewno nie ochronie, a przynajmniej nie nas, bo wyraźnie dotyczy to ochrony przede wszystkim interesów tejże klasy, co życie w zupełności potwierdza. A zauważmy też, że jest to grupa ludzi wcale nie utożsamiająca się z nami, traktująca nas przedmiotowo, jak potrzebne okresowo narzędzia, którymi można manipulować dowoli nie zwracając uwagi na podstawowe potrzeby, a może nawet zwracając uwagę na to, tylko nie przywiązując do niej większej wagi.

Nie pytajcie o przykłady, bo w odpowiedzi usłyszelibyśmy, że niektórym czasami zdarza się pobłądzić i że przecież jesteśmy w okresie transformacji i przejściowych kłopotów, które dziwnym trafem jednak zupełnie ich nie dotyczą. Hasłowo, dla porządku mogę jednak przytoczyć kilka z nich, a więc bezkarność Urzędów Skarbowych które przy pomocy niejednoznacznych przepisów prawnych pozwalających na manipulowanie nimi niszczą często dorobek czyjegoś życia, czy też chociażby tych znęcających się nad innymi, wymuszających okupy, haracze, nie chcę mówić już o pladze młodocianych przestępców. To już woła o pomstę do nieba. Owszem karze się ich, ale nieskutecznie gdyż szybko wychodzą na wolność i robią dalej to samo. A brak skutecznej ochrony prawnej rodzin maltretowanych przez rodzimych sadystów, chociaż oni sami są skutecznie chronieni prawem? Takich przykładów można mnożyć wiele, tylko po co? Przecież znamy i spotykamy się z tym na co dzień. Zmieniają się u sterów różne opcje polityczne, przed wyborami spływają wielkie obietnice a dobrego ani prawa ani sprawiedliwości jak nie było tak nie ma. No cóż, Dura Lex Let Lex jak mówi  stare porzekadło i że twarde, tu nie dyskutuję, zastanawiam się tylko czy na pewno można nazwać to prawem, bo mnie na usta ciśnie się zupełnie inne, mniej parlamentarne określenie. A co ze sprawiedliwością? Różne bajki pisano na świecie, teraz życie pisze nam nową i obawiam się  że z mniej optymistycznym zakończeniem niż byśmy tego oczekiwali. Chciałbym się jednak mylić i dożyć czasów gdy jasne w treści prawo będzie znaczyło Prawo a sprawiedliwość - Sprawiedliwość. No cóż, pożyjemy i zobaczymy?

Ostatnio edytowany: piątek, 16 luty 2018 07:24

Komentarze: 2

  • Masz rację. Powinno tak być, ale wiadomo że tak nie jest, że prawo wcale nie znaczy sprawiedliwość nawet wśród ludzi oficjalnie tak głoszących. Dlatego też samo stwierdzenie, że cytuję ?gdzie jest społeczeństwo istnieje również prawo? mówi tylko o konieczności takiego związku a nie o tym że z automatu jest tym samym. Najczęściej dopasowuje się je zgodnie z własnymi potrzebami do sytuacji, redagując odpowiednie przepisy dla manipulacji polityków ,adwokatów oraz wielu sędziów. A gdzie tu jest sprawiedliwość, bo prawo zgodnie z wymogami oczywiście jest. Zresztą tak jak piszesz, gdzie społeczeństwo tam prawo, tyle że z tego wynika jakie ono jest. W najważniejszych punktach jest bowiem na usługach chroniących, rządzących polityków. Moim zdaniem prawo poddające się interpretacji nie powinno nim być. Wymaga ono bowiem poprawki, podobnie jak prawo amerykańskie. I tu się zgadzamy. Moim zdaniem również podstawą do stanowienia jego jest nasza osobista wolność i dobro każdego z nas. Gorzej jest gdy trzeba określić co oba określenia dla nas znaczą, ale do tego potrzebni są już odpowiedni ludzie, których możemy nazwać politykami, prawnikami wielu z nich ze znamionami wręcz filozofów. Prawo nie powinno zostawiać żadnych znaków zapytania, żadnej wątpliwości. Wtedy dopiero będzie miało szansę zostać prawdziwą sprawiedliwością a nie pozostawać nią tylko z nazwy. Wystarczy wtedy jedno określenie Prawo nie wymagające szumnego dodatku Sprawiedliwość.

  • Poruszyłeś temat, z którym nie radzą sobie mędrcy od niepamiętnych czasów. Bo czymże jest prawo? Definicja przytoczona przez Ciebie, jest leninowsko-marksistowską wizją prawa, które ma przede wszystkim zabezpieczać interesy władzy.
    W prawdziwym pojęciu prawo powinno być zbiorem norm postępowania ustanowionych w związku z istnieniem uporządkowanego organizmu społecznego / państwa /, uznawanych przez członków tego organizmu i właściwe mu organy władzy oraz przez te organy władzy stosowane, w tym z użyciem przymusu. Gdybyśmy na chwilę odeszli od pojęcia państwa to moglibyśmy określić to tak - prawo to zbiór norm postępowania, ustanowionych w jakiejś grupie społecznej, która w celu pilnowania egzekwowania tych norm powołuje sobie jakąś radę i daje jej instrumenty do skutecznego działania. Prawo obowiązuje oczywiście jednako wszystkich członków grupy, łącznie z radą i jest od wszystkich w sposób jednaki egzekwowane, a odstępstwa podlegają jednakowej karze. Tak skonstruowane prawo, nie przewidujące żadnych odstępstw i egzekwowane w zależności od stopnia przewinienia mogłoby chyba prawidłowo spełniać swoją funkcję. Tak jednak nigdy nie było i nie będzie. Zawsze jest jakaś władza, jakaś grupa interesów, która uwalnia samą siebie spod jurysdykcji i stawia się ponad resztą społeczeństwa. Kodeks Hammurabiego stanowił oko za oko wyłącznie w obrębie tej samej kasty społecznej, ale już w przypadku niewolnika za oko można było zapłacić jego właścicielowi.
    Jedynie sprawiedliwym społecznie można by uznać prawo naturalne, zgodnie z którym człowiek posiadający rozum i wolną wolę, z natury przeznaczony jest i powinien czynić dobro. Prawo to nie przewiduje jednak sytuacji, gdy człowiek nie tylko nie chce czynić dobra, wręcz przeciwnie, chce i czyni zło. Stąd powstanie prawa stanowionego bo "ubi societas, ibi ius" gdzie społeczeństwo tam prawo. A to zawsze dostosowane będzie do ustroju społ, epoki, stopnia rozwoju cywilizacyjnego człowieka. Zakładając, że ludzie nie mieliby woli czynienia zła a jedynym wyznacznikiem byłoby dobro drugiego człowieka, wystarczyłby nam do zgodnego życia Dekalog, no może z pominięciem pierwszego przykazania, które jest przymusem czczenia tego samego, jednego Boga. Prawo naturalne daje bowiem człowiekowi wolność wyznawanej religii.

    To co obserwujemy w dzisiejszych czasach to całkowity upadek prawa. Nie jest ono zbiorem norm, które jednakowo obowiązują wszystkich ludzi, stało się ono środkiem nacisku i represji nad tą częścią społeczeństwa, która sprzeciwia się postępowaniu rządów, grup trzymających władzę, konsorcjów i wielkich koncernów. Prawo, które w imię interesów tych grup ogranicza wolność osobistą człowieka, zezwala na np. przymus szczepień, jest wypaczone i nastawione na szkodę zwykłego, szarego obywatela.

Skomentuj

*
*
*