"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Zauroczenie a miłość czyli .... jak to w życiu z nami bywa ...

Opublikowano 07 luty 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Miłość, w potocznym rozumieniu tego słowa, w dużym skrócie, jest wynikiem naszego zauroczenia kimś. Jest emocjonalną reakcją na obraz który utworzyliśmy w naszej wyobraźni. Obraz zbudowany nie na faktach, bo ich jeszcze nie znamy, ale na tym, czym chcielibyśmy aby był. Jednym słowem na barwnej uczuciowo wizji tego co do tworzonego wizerunku w naszej wyobraźni dokładamy. A więc widzimy przede wszystkim ciało budzące w nas w mniejszym lub większym stopniu pożądanie i zachowanie, będące najczęściej wynikiem tego co wypada, co robi duże wrażenie na innych, co prowadzi do zamierzonego celu, celu realizacji naszego pożądania. O charakterze nie wiemy nic, a przecież to właśnie on jest tu najważniejszy. Będąc głodnym uczucia „miłości” i dążąc do zrealizowania tego stanu za wszelką cenę, dajemy ponieść się emocjom i usypiamy nasz rozsądek, który w różnych sytuacjach próbuje  nieśmiało przestrzec nas przed niewiadomym. W końcu nie bacząc na nic wchodzimy w inny, nieznany zupełnie nam świat. Wchodzimy na krę, o której wiemy tylko tyle, że ma jakąś powierzchnię i pływa. Jednak czy nas uniesie, to już pozostaje w sferze naszych pobożnych życzeń.

Nie wiemy co nas czeka. Jednak ufni, że wszystko będzie jak najlepiej skaczemy z mostu do wody głową w dół. Pogrążamy się wierząc w nasze niespotykane szczęście. Potem budzimy się z bólem serca, łzami w oczach i pytaniem, dlaczego? Dlaczego tak się stało, przecież byliśmy tacy zakochani w sobie nawzajem? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. W tak delikatnej materii jaką jest w szerokim znaczeniu miłość, nie można postępować pochopnie, nieodpowiedzialnie. Powinniśmy umieć odróżnić zauroczenie od miłości. A jakże często przeceniając je mylimy owo zauroczenie twierdząc że to właśnie jest nasza wielka miłość. A przecież to zauroczenie jest niczym innym jak  mijającym z czasem naszym pożądaniem. 

Oczywiście często bywa ono przedsionkiem prawdziwej miłości i jest ono potrzebne chociażby po to, aby mieć przedsmak tego co może nastąpić, patrząc z tej pozytywnej strony.  W miarę możliwości powinniśmy zacząć spokojnie rozgryzać zachowanie tej osoby w różnych, budzących odruchowe emocje, sytuacjach. Taka obserwacja jest bardzo dobrym papierkiem lakmusowym. I jeżeli potem nałożymy korektę, na powoli rozgryzany charakter, to dopiero wtedy możemy w miarę spokojnie, pozwolić sobie na zapomnienie się w kimś lub też na powiedzenie do mu widzenia, niestety nie jesteśmy z tej samej bajki. Każdy człowiek, który się do nas zbliża bardziej niż koleżeńsko, powinien być traktowany właśnie tak. Musimy, niestety, wcześniej dobrze poznać się od tych gorszych stron, a takie przecież mamy wszyscy, tyle że ich toksyczność jest w bardzo różnym stopniu zróżnicowana. Są bowiem wady do zaakceptowania, dające szansę na ich z czasem eliminację, ale są również takie, często bardzo groźne, które tylko drzemią i uaktywniają się gdy cel został już osiągnięty. Pożądanie jest czymś co nas oślepia nadając często nieżyciową, często bajkową treść naszej wizji przyszłości. A życie wprowadzając swoją korektę zmusza nas później do przewartościowania naszych marzeń, naszych oczekiwań.

Komentarze: 7

  • Nie wiem kto kogo stawia w złym świetle? O ile znam Latoję, a znam ją naprawdę bardzo dobrze, to nie mogła opisać Ciebie jako neurotyczki. To nie jest w jej stylu. Zastanów się dobrze czy jesteś tego pewna? Być może że niebacznie stało się to w emailowej wymianie myśli bo inaczej łatwo to udowodnić na stronie koszmarkowej. Wybacz za wtrącenie się w Waszą dyskusję ale według mnie zabrzmiało to dość przykro, a nie o to chodzi Koszmarowi. Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za włączenie się w życie Koszmarka który tkwi jeszcze cały czas na granicy niebytu. Sama Latoja nie ożywi go niestety. Wyrok na nim jeszcze się nie zmienił. Biedak dostał na razie tylko zawieszenie go do wyjaśnienia. Ściskam serdecznie

  • Trochę trudno mi odpowiedzieć na Twój wpis. Nie przypominam sobie bym Cię kiedykolwiek nazwała neurotyczką, nie pozwoliłabym sobie na podobną diagnozę w stosunku do kogokolwiek. Nie jestem psychologiem i jeśli coś sugeruję, to wyłącznie w oparciu o instynktowny odbiór tego, co ktoś pisze. Jeśli poczułaś się dotknięta bardzo przepraszam, nie było moim zamiarem ani ocenianie, ani dokonywanie analizy Twojego życia. Widocznie mój instynkt nie jest tak dobry jak sądziłam. Pozdrawiam serdecznie.

  •   NickOKOK
    Link do komentarza NickOKOK 09 luty 2018

    jjjeeeeeeeeejkuuuuuuuuuuuuuuuuuu
    znowu mi uciekło..........................protestuję..Latoja wielkie dzięki....wiesz.... kiedys....ale ni epamietam tych haseł do nicków....chciałam..ale los widac chcial inaczej...miło mi było zobaczyc..znaczy przeczytac radoś c Koszmarka ,z eozywiłas jego blog...j atez sie ucieszyłam....żeby ni ebyło...,z e..nie...choc kiedys wkurzyłas mnie z ta diagnoza neurotyczki....ale to jest to cos...na temat poruszony przez K ni ebede sie wypowiadac ...bo u mnie zauroczenie trwa i trwa....głupi ajestem i tyle...i jeszce jedn aprosba ..L atoja proszę...nie wmawiaj mi nic.. nikt mni enie skrzywdził ..co najwyzej ja sama..pozdrawiam

  • Zgadzam się z Tobą całkowicie. Zwróć jednak uwagę że to co napisałem dotyczy w równej mierze obu stron. Trudno bowiem starać się naprawić czyjś charakter nie zmieniając własnych, ukrytych nawyków. Tu nie można cytować powiedzenia ? Jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz?. To jednak jest nasza własna akceptacja mająca wielki wpływ na fundamenty budowanego związku. I taką będzie budowa jakie będą jej fundamenty. Mam takie powiedzenie ? Kto kocha ten nie krzywdzi? To, moim zdaniem powinno tkwić w świadomości każdego z nas. Wiem, że praca nad sobą jest czymś bardzo trudnym ale kto powiedział że w życiu ma być łatwo. Im więcej włożymy w to pracy nad sobą tym piękniejsze będzie później nasze życie. Z nim jest jak z pięknym, zadbanym ogrodem, im bardziej go pielęgnujemy, podlewamy, dbamy o niego tym piękniejsze potem rodzą się na nim kwiaty i smaczniejsze owoce na drzewach. Ja również nie byłem święty, jednak może późno ale poszedłem po rozum do głowy. Rozumu może i nie za dużo ale jakieś wnioski udało się mi wyciągnąć. Między innymi dlatego pozwoliłem zaistnieć Koszmarkowi, który swoimi subiektywnymi wypowiedziami prowokuje odwiedzających do komentowania. Pozdrawiam cieplutko.

  • Pozwolisz, że rozwinę swoją myśl. We wszystkich rozmyślaniach o miłości dominuje przekonanie, że powinniśmy dobrze przyjrzeć się obiektowi naszych uczuć, poznać jego wady, postępować rozważnie, żeby się póżniej nie zawieść. A co z nami, naszymi wadami, ograniczeniami, lękami, które przeniesiemy na związek? Myślę, że powinniśmy przede wszystkim samym sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy na ten związek gotowi, czy podołamy, czy nasze demony nie zniszczą prawdziwego uczucia z drugiej strony? Na takie pytania jesteśmy gotowi dopiero wtedy, kiedy uświadomimy sobie kim na prawdę jesteśmy, jakie motywy kierują nami w życiu, czy potrafimy okiełznać własny egoizm i swoje ego. Z wielu cech nawet nie zdajemy sobie sprawy, mając na przykład zbyt niskie poczucie własnej wartości, czujemy się żle w każdym związku, każdy zniszczymy zazdrością, podejrzliwością, potrzebą kontroli wszystkiego. Każdy ciągnie za sobą jakieś demony, bądż to nabyte w dzieciństwie, bądż odziedziczone, a także nabyte w skutek różnych doświadczeń. Rzadko kiedy zastanawiamy się czy własnie one nie odbiją się naszym zachowaniem na relacji z drugim człowiekiem. Najczęściej jest tak, że kiedy związek się rozpadnie, winy za ten stan szukamy poza sobą, sądzimy, że partner nas zawiódł, że nie potrafił się do nas dostosować, że jego wcześniej skrywane wady uniemożliwiły nam bycie razem. Ja po wielu latach wiem, że wina leżała niestety po mojej stronie. Nie miałam dość odwagi aby pójść drogą swojego partnera, drogą, która była dla nas obojga prawdopodobnie najlepsza. Sprowadziłam go na swoją drogę, która niestety była najgorszą z możliwych dla niego i naszego związku. Ta decyzja lawinowo już pociągnęła za sobą kolejne i ich nieuchronne konsekwencje. Czasem myślę, że byłby może dziś szczęśliwym człowiekiem, gdyby nie spotkał na swojej drodze mnie z moją destrukcyjną osobowością. Nie dowiem się tego nigdy, już go nie ma wśród żywych.

    Tu mój apel - pomyślmy najpierw czy jesteśmy w stanie dać innej osobie szczęście, czy nie lepiej, znając prawdę o sobie, usunąć się i dać szansę na spotkanie innej, odpowiedniejszej osoby.

  • Masz rację, nie pytamy siebie samych, bo i tak odpowiemy tylko tyle ile chcemy sami usłyszeć. Tym niemniej warto nad tym się zastanowić. W ten sposób możemy dać sobie jakąś, może małą ale jednak szansę. Warto więc zdawać sobie z tego sprawę.

  • Tak, wszystko to prawda. Ja jednak zrozumiałam jakiś czas temu, że nie pytamy siebie samych: Czy ja jestem w stanie tę miłość udżwignąć, mając świadomość własnej niedoskonałości i ograniczeń, jakie ona na mnie nakłada?

Skomentuj

*
*
*