"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Konflikt pokoleniowy... spojrzenie z boku

Opublikowano 21 styczeń 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Spotykamy się na co dzień z określeniem specyficznego zachowania młodzieży  określanym mianem buntu pokoleniowego. Jest to zjawisko cykliczne, powtarzające się w każdym kolejnym pokoleniu, które było, jest i będzie, czy to się nam podoba czy też nie. Zawsze podchodziłem do tego dość obojętnie. Tłumaczyłem to sobie kolejnym dopustem bożym polegającym na konflikcie skostniałych stereotypów zbudowanych na podstawie doświadczenia nabytego, odpowiednio zaklasyfikowanego przez tzw. pokolenie ludzi dojrzałych z beztroskimi szaleństwami wieku młodości, dla którego każdy powód do tego jest dobry, które wszystko ma, jak to mówią, gdziesik. I nawet chyba coś w tym jest na rzeczy, tylko oczywiście nie koniecznie z takich powodów, bo zauważcie sami. Każde następne pokolenie coś zmienia, usprawnia, modyfikuje, niektóre sprawy przewraca do góry nogami, tworzy nowe poglądy i normy zachowań. Nie można jednak tego zrobić bez przeprowadzenia generalnych porządków. Dzięki temu to co jeszcze kilkadziesiąt a nawet kilkanaście lat temu było normą dzisiaj może stać się anachronicznym zabytkiem mającym wartość tylko emocjonalną, muzealną ale nie praktyczną. Zacząłem zastanawiać się skąd się to bierze, co jest tego przyczyną? Popatrzmy na to z boku.

Aby nie trwać w stagnacji trzeba co jakiś czas łamać ustalone stereotypy, budować i wchodzić na nowe tory, sprawdzając czy nie da się czegoś zamienić czymś nowszym, lepszym, co pozostawi nasz ślad w kolejnej zmiennej rzeczywistości i wniesie coś świeżego zanim, z czasem oczywiście, stanie się kolejnym stereotypem, kolejną zaszłością. W ten sposób zamyka się koło małej historii. Pozostaje bliźniacza powtarzalność sytuacji. Jakie to dziwne, bo najpierw ktoś się buntuje, aby po jakimś czasie będąc już po drugiej stronie barykady przeżywać to znowu jeszcze raz, tym razem jednak już z własnymi dziećmi jako przeciwnikami.

Aby jednak to się stało potrzebne jest kolejne młode pokolenie, które buntując się przeciw zastanym normom najpierw je odrzuci, by potem tworząc nowe rozwiązania niektóre z nich uznać za słuszne, niektóre zaś wcześniej skorygować, zanim je zaakceptuje na nowo. Do tego wszystkiego doda jeszcze własne, na tę chwilę rewolucyjnie innowacyjne. To jest właśnie, bardzo ogólnie ujmując, klasyczny mechanizm postępu w pełnym tego słowa znaczeniu. I dotyczy to każdej dziedziny życia. 

Przyszedł mi na myśl taki przykład. Młodzi ludzie którzy otrzymują mieszkanie rodziców najczęściej zaczynają od dostosowania go do własnych potrzeb. Najpierw więc sprawdzają co jest im zupełnie niepotrzebne, co z tego ma tylko wartość emocjonalną. Potem całą resztę wywalają na przysłowiowy środek i ustawiają po swojemu. Część urządzeń i mebli zmieniają na nowe, tworzą inny wystrój, często awangardowy, nie mieszczący się w kryteriach dobrego smaku i pojęciu praktyczności ich rodziców. Takie zachowanie jest normą, ale jakoś nikt nie nazywa tego buntem. W życiu jest podobnie, z tą jednak różnicą, że podważanie i buntowanie się młodych przeciw normom zastanym jest zjawiskiem odruchowym, spontanicznym, występującym pod hasłem - złe no bo tak i już - co już budzi w nas słuszny sprzeciw. Taka argumentacja nie jest dobrym punktem wyjścia do dyskusji, a już na pewno nie do przeprowadzania w sobie jakichkolwiek zmian. Natomiast przemeblowywanie mieszkania jest czynnością spokojną, przemyślaną, rozłożoną trochę w czasie i co najważniejsze, przeprowadzane z dużo mniejszą dozą emocji. Chociaż skutek i tu i tu jest podobny, zmienia zastaną rzeczywistość.

Konsekwencją takiego postępowania może być, i w jednym i w drugim przypadku, uszkodzenie albo nawet zniszczenie „czegoś" bardzo cennego, brak czego z uzasadnioną nostalgią i żalem zauważymy dopiero po jakimś czasie. Taka jest jednak cena, którą musimy w tych sytuacjach ponieść. Zastanawiam się teraz co tworzy nas takimi, szczególnie gdy chodzi o wojownicze nastawienie w najpiękniejszym okresie naszego życia? Co nami wtedy kieruje? Przecież nie spokojny rozsądek? Na ile jest to wpisane w nasze geny? Bo inaczej nie potrafię logicznie wytłumaczyć sobie tak precyzyjnej cykliczności tego niesamowitego zjawiska. Oczywiście nie jest to jedyny powód takiego stanu rzeczy, bo jest ich oczywiście więcej, ale chyba jednak główny, tworzący niejako dobry grunt dla pozostałych. Narzuca mi się teraz absurdalne pytanie. Czy nie powinniśmy w takim razie podejść bardziej spolegliwie do buntu młodości i doceniając cel nie zaakceptować samego konfliktu pokoleniowego jako zjawiska z natury pozytywnego? A może właśnie tak nie można tego traktować, aby nie stało się kolejnym rewolucyjnym zrywem niszczącym wszystko bez wyjątku? Kurcze, ale niedorzeczne refleksje. Chociaż czy na pewno takie zupełnie bezsensowne? Muszę się chyba napić, bo jak mój dziadek kiedyś mawiał - bez kielicha tołku nie dojdziesz. A może ktoś z Was mi wytłumaczy co to jest ten tołk? Tylko nie piszcie że jest to właśnie to, czego w tym tekście brak.

Komentarze: 2

  • Ciekawie piszesz, z przyjemnością przeczytałem Twoją wypowiedź. Jednak jak znaleźć zupełnie obiektywne racje? Jak je później wcielić w życie? Tu właśnie leży cały problem konfliktu pokoleniowego. Młodzi ludzie tworzą własne wizje, niestety nierzadko wręcz utopijne, wizje tego co według nich jest dobre a co ich też zdaniem jest złe. Wprowadzają własny sposób bycia, oceniania wszystkiego wokół. Tego jak zachowują się ludzie, jak się do siebie nawzajem odnoszą, jak siebie traktują? itd. itp. Ich spojrzenie, ocena, inaczej mówiąc utworzony przez nich punkt widzenia jest często, w niemałym stopniu, wręcz nowatorski jednak posiadający mniejsze lub większe wady, błędy. Z czasem usuwają je jednak czynią to wybiórczo, w dużym stopniu mniej lub bardziej subiektywnie, dopasowując je do bardzo zróżnicowanych potrzeb własnych.
    Jak już pisałem, najlepszym sposobem na uporządkowanie tego co dziedziczą oni jest coś co przypomina przejmowanie domu po rodzicach. A więc zebranie całego dobytku na środku mieszkania i przeprowadzenie segregacji tego co jest jeszcze dla nas dobre, co się nam jeszcze przyda a co już na pewno nie, co ma dla nas jakąś wartość użytkową czy sentymentalną. Inaczej mówiąc musimy ustalić co dla nas jest jeszcze ważne a co przestało już tym czymś być. Wiem w tym całym zamieszaniu możemy i niestety popełniamy często wiele błędów, których kiedyś będziemy prawdopodobnie żałować. Ale na tym właśnie polega konkretna zmiana zwyczajów, często już dużo mniejsza zmiana obyczajów czy zasad współżycia. W ten sposób zmieniamy również zasady wynikające z kultury w której wychowaliśmy się. Nierzadko takie zmiany są bolesne, ale niestety konieczne.
    Wyobraźmy sobie jak mają to zrobić ludzie, którzy o życiu praktycznie jeszcze niewiele albo nawet prawie nic nie wiedzą? No cóż, tak to jest. Część z nich tworzy nowy postęp techniczny który odbija się na życiu, postęp do którego całe pokolenia muszą się przystosować. Tworzy się w ten sposób nowy, w różnym stopniu, jednak inny już świat. Z upływem lat pokolenie, które jeszcze niedawno było bardzo młode zaczyna z nostalgią wspominać młode lata a o konflikcie pokoleniowym mówi z przymróżeniem oka. Potem to samo dotyka ich i jest to kolejny etap trwania i tworzenia kulturowego tyle, że już oceniany z innego punktu widzenia.
    Takie pokrótce jest moje bardzo osobiste spojrzenie i ocena zjawiska konfliktu pokoleniowego?. Oczywiście użyłem tu potężnego skrótu, ale nie chciałem za bardzo się rozpisywać w poruszanym temacie?

  •   Latoja

    Sądzę, że sam konflikt pokoleniowy jest swego rodzaju normą, obserwujemy go w każdym pokoleniu, zazwyczaj przebiega podobnie. Nie ma w nim nic złego, jeśli młody człowiek na skutek swojego buntu nie popełni jakiegoś przestępstwa lub nie wpadnie w zgubny nałóg. Rodzice zazwyczaj stawiają na przeczekanie, interweniując tylko wtedy, gdy młody buntownik przekracza pewne granice.
    Bunt nastolatków jest przede wszystkim wynikiem nadczynności hormonów, wysoki poziom aktywności i agresji trzeba przecież gdzieś wyładować.
    Drugim powodem buntu jest niezgoda na zakłamanie, nepotyzm, przekupność i inne negatywne zjawiska życia społecznego, które młodzi ludzie, pełni wzniosłych idei negują. Nie godzą się na to, że sprawiedliwością rządzi pieniądz, kolesiostwo, na to, że świat kieruje się wyłącznie własnym interesem. Widzą panujące na świecie wojny dla zysków i wynikający z nich głód, cierpienie, śmierć. Młodzi ludzie, nie skażeni jeszcze złem świata chcieliby to zmienić, bezskutecznie oczywiście, choć zdarzają się jednostki, którym udaje się pewne sprawy skierować na inne tory, jednostki bardzo świadome, zaangażowane, zdecydowane w swej walce o lepszy świat. Jedni z nich zostają lekarzami i wyjeżdżają do krajów trzeciego świata, inni politykami. Ci drudzy, jak łatwo się domyślić szybko odrzucają piękne idee na rzecz pieniędzy.
    Każde pokolenie jest inne, ma swój styl, slang, sposób bycia. Zmieniają się jednak głównie na skutek rozwoju technologii. Dziś młodzi ludzie nie spotykają się paczkami w ulubionym miejscu, spotykają się na czatach, skypie, forach internetowych. I nadal nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że nie ma to wpływu na podstawowe wartości, takie jak poszanowanie godności i praw drugiego człowieka, zachowanie zasad współżycia społecznego, szacunku dla starszych, pomoc słabszym czy dbanie o zwierzęta. Postępu nie da się zatrzymać ale postęp z zachowaniem tego co dobre jest podstawą mądrości społecznej.

Skomentuj

*
*
*