"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Wpuść chama do biura to ci atrament wypije czyli ……polska paranoja.

Opublikowano 16 styczeń 2018 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Od pewnego czasu obserwuję to, co dzieje się w naszym kraju i z przerażeniem dochodzę do wniosku, że nasze niesamowicie aktywne grupy polityczne zaczyna opanowywać jakiś amok. Walka o głosy wyborców, o zaistnienie za wszelką cenę w mediach i na arenie politycznej niejako wymusza na nich zupełnie paranoidalne pociągnięcia. W programie „Co z tą Polską?” prowadzonym przez T. Lisa nie wytrzymał nerwowo nawet tak bardzo opanowany prof. Bartoszewski i użył domyślnie w stosunku do jednego z czołowych, naszych polityków takich określeń jak: nabzdyczony, nadęty i jeszcze kilku innych niemniej dosadnych. To już zmusza do myślenia. Zacząłem więc analizować zdarzenia z ostatniego okresu i nie powiem, że miałem jakiekolwiek powody do uspokojenia swoich podejrzeń. Wręcz przeciwnie. Weźmy na przykład wkręcanie religii do polityki.

Od dawna wiadomo, że polityka jest jednym z największych bagien w którym aby przeżyć, trzeba być niezłym dyplomatą. A tych u nas niestety dzisiaj brak. Religia zaś i jej zasady, to sprawa sumienia każdego z nas, sprawa naszej wiary. Dostaliśmy od Stwórcy wolną wolę i rozum po to, aby rozróżniać co jest dobre a co złe by potem korygować nasze zachowania, poglądy, podejmowane decyzje. I oto nagle zjawia się „ Silna Grupa pod Wezwaniem”, która chce nas ubezwłasnowolnić i zmusić do takiego postępowania jak chcą oni, twierdząc, że opierają się na słowach głów kościoła, na kanonach prawd wiary i że w ten sposób wszystkich nas hurtem uszczęśliwią, bo jesteśmy ślepymi i głupimi jawnogrzesznikami. Poza tym nie zwracają wcale uwagi na to, że w naszym kraju żyją również ludzie innych wiar. Nie spytam już o demokrację, bo to temat do zupełnie innych rozważań.

Swego czasu w trakcie rozmowy o ochronie życia od momentu poczęcia jeden z polityków przed kamerą telewizyjną na zadane mu pytanie:   - "U kobiety w ciąży, z tego powodu nastąpiło nagłe zagrożenie życia. Jak powinien postąpić lekarz, kogo według pana powinien ratować?" odpowiedział bez chwili zastanowienia: -  " powinien ratować płód" - koniec cytatu. 


 

Od pewnego czasu obserwuję to, co dzieje się w naszym kraju i z przerażeniem dochodzę do wniosku, że nasze niesamowicie aktywne grupy polityczne zaczyna opanowywać jakiś amok. Walka o głosy wyborców, o zaistnienie za wszelką cenę w mediach i na arenie politycznej niejako wymusza na nich zupełnie paranoidalne pociągnięcia. W programie „Co z tą Polską?” prowadzonym przez T. Lisa nie wytrzymał nerwowo nawet tak bardzo opanowany prof. Bartoszewski i użył domyślnie w stosunku do jednego z czołowych, naszych polityków takich określeń jak: nabzdyczony, nadęty i jeszcze kilku innych niemniej dosadnych. To już zmusza do myślenia. Zacząłem więc analizować zdarzenia z ostatniego okresu i nie powiem, że miałem jakiekolwiek powody do uspokojenia swoich podejrzeń. Wręcz przeciwnie. Weźmy na przykład wkręcanie religii do polityki.

Od dawna wiadomo, że polityka jest jednym z największych bagien w którym aby przeżyć, trzeba być niezłym dyplomatą. A tych u nas niestety dzisiaj brak. Religia zaś i jej zasady, to sprawa sumienia każdego z nas, sprawa naszej wiary. Dostaliśmy od Stwórcy wolną wolę i rozum po to, aby rozróżniać co jest dobre a co złe by potem korygować nasze zachowania, poglądy, podejmowane decyzje. I oto nagle zjawia się „ Silna Grupa pod Wezwaniem”, która chce nas ubezwłasnowolnić i zmusić do takiego postępowania jak chcą oni, twierdząc, że opierają się na słowach głów kościoła, na kanonach prawd wiary i że w ten sposób wszystkich nas hurtem uszczęśliwią, bo jesteśmy ślepymi i głupimi jawnogrzesznikami. Poza tym nie zwracają wcale uwagi na to, że w naszym kraju żyją również ludzie innych wiar. Nie spytam już o demokrację, bo to temat do zupełnie innych rozważań.

 

Tak ma też stanowić prawo. Życie poczęte ma być ważniejsze od życia matki. Nasuwa się tu mała, złośliwa trochę konkluzja. Szkoda, że to nie mężczyźni rodzą dzieci, przynajmniej w Polsce a dokładniej nie ci, którzy tworzą takie średniowieczne prawa. Z tego wynika już prosty wniosek, że ta grupa skrajnych "nowomyślicieli" traktuje kobiety przedmiotowo a nie podmiotowo. Bo podmiotem są oczywiście oni. Według nich mężczyzna daje plemnik i teraz musi wszelkimi sposobami i za wszelką cenę zabezpieczyć go w łonie kobiety aż do narodzin, bez względu na wszystko. Mówiąc prościej, kobiety według nich, nie powinny mieć w tym temacie głosu, nie powinny od momentu zapłodnienia móc decydować o tym, co dotyczy ich życia, ich zdrowia, bo jak ziemia, która po zasilaniu nie ma już nic do powiedzenia, tak i one są tylko narzędziem do rodzenia dzieci, maszynką do produkcji nowych obywateli szczęśliwej i sprawiedliwej IV RP, pomijając już wstydliwie rolę uciech, bo to się po prostu wie. Skąd my to znamy?

Chyba nawet powoli zaczynam to rozumieć, bo przecież kobiet mamy ci dostatek czego nie można powiedzieć o zmniejszającej się drastycznie liczbie narodzin. Rzucam więc hasło: - W myśl zasady zdrowy plemnik to zdrowy potomek, chrońmy życie już w plemnikach. I to koniecznie ustawowo, pod groźbą surowej kary za nieuzasadnione prawnie ich nadużywanie. A co by się stało gdyby potraktowano tę wizję poważnie i pociągnięto do odpowiedzialności prawnej wszystkich którzy grzeszą zaspokajając swoje rządze w sposób, nazwijmy to, "własny"?  

A co do miejsca religii w naszej polityce, to zamiast robić podchody, najlepiej od razu wpisać do konstytucji dziesięć przykazań boskich i pięć kościelnych. Zawarować przestrzeganie ich w ustawach konsekwencjami karnymi, które powinny być niesamowicie dotkliwe, do tego stopnia aby wszystkich ogarniało przerażenie na samą myśl ich złamania. I koniecznie zamiast sądów uruchomić Państwową Świętą Inkwizycję. Pełny sukces i na pewno duża przewaga w kolejnych wyborach. Chociaż tego nie byłbym już tak do końca pewny. Zupełna paranoja.

Nie wiem jak to się skończy, ale już teraz jeży mi się włos na głowie. W myśl przysłowia, że ryba psuje się od głowy nie postrzegam naszej przyszłości w zbyt różowych kolorach. Rola Kościoła zejdzie wkrótce na drugi plan a wykładnię zasad wiary dyktować będą politycy używając Pisma Świętego tylko posiłkowo.

Teraz trochę poważniej. Moim zdaniem Kościół to jedno, a śmietnik polityczny to drugie. Przy każdym normalnym domu śmietnik musi być, tylko nie starajmy się wprowadzić go do wnętrz naszych mieszkań, bo może niektórym będzie i prościej i wygodniej ale na pewno będzie również dużo smrodu.

Tłumaczenie, że powodem takiego postępowania jest fakt, iż jesteśmy państwem chrześcijańskim, moim zdaniem, jest karygodnym nadużyciem, bo Polska pomimo olbrzymiej większości chrześcijan, jest krajem, w którym jak pisałem wcześniej, żyją również ludzie innych wiar i nikomu z nich nie można narzucać siłą swoich przekonań, swoich zasad. Większość to jeszcze nie wszyscy. A i nawet wtedy zgodnie z wolą Stwórcy, każdy powinien wykorzystać dane mu możliwości i według własnego sumienia decydować za siebie, a nie za innych. I właśnie tego prawa boskiego przede wszystkim nie można łamać.

I jeszcze jedno. W imię walki o głosy wyborców nie powinno się mieszać Kościoła i polityki. Uważam, że jest to bardzo krzywdzące tak dla Kościoła, który powinien być niezależny, jak i dla wiernych. Ogłupianie ludzi przez polityków jest praktykowane od zawsze, jednak powinny być jakieś granice przyzwoitości, których pod żadnym pozorem nie powinno się przekraczać. A tych, na razie, nie widać.

Tak ja to widzę i takie jest moje zdanie. Nie spodziewam się tu żadnej dyskusji, bo jest to trudny i dla wielu mocno kontrowersyjny temat, ale co powiedziałem to moje. O innych przejawach naszej polskiej współczesnej  paranoi, jeżeli "przeżyję", może napiszę w innym tekście.

PS. W podsumowaniu nasuwa mi się takie stare polskie powiedzenie, cytuję..." wpuść chama do biura to ci atrament wypije". Koniec cytatu.

Ostatnio edytowany: wtorek, 16, styczeń 2018 10:54

Komentarze: 7

  •   Latoja

    Do NickOKOK - Zrozumiałam, że jesteś osobą głęboko wierzącą i nasze rozważania mogły przyprawić Cię o zawrót głowy. Tak odebrałam Twój wpis, jeśli żle, popraw mnie proszę. Zapewniam, że ja również jestem osobą głęboko wierzącą, jednak nie szukam Boga w kościele. Szukam Go w pięknie natury, czystości ludzkich serc, dobroci i szacunku dla wszystkich stworzeń. Nie podoba mi się to, co dzieje się z ludżmi, jak bardzo jesteśmy podzieleni, jak wielki jest poziom agresji między nami. Pozwalamy politykom aby nas dzielili a KK zamiast przeciwdziałać pogłębia jeszcze te podziały.

    Proszę włącz się w naszą rozmowę i napisz jak Ty to widzisz. Pozdrawiam.

  • Lepiej mnie nie strasz. Co się stało?????????????

  •   NickOKOK
    Link do komentarza NickOKOK 20 styczeń 2018

    W GŁOWI EMI SIE KRĘCI....... GDZI E JESTEM?...????????/////////

  •   Nick
    Link do komentarza Nick 17 styczeń 2018

    Podpisuję listę obecności

  •   Latoja

    No właśnie - rodzi się zasadnicze pytanie- kiedy mamy do czynienia z dzieckiem? Czy jest to moment połączenia komórek w zygotę, czy staje się to w czasie ciąży a może w momencie urodzenia? Nikt tego nie wie, to wyłącznie kwestia poglądów. Kościół Katolicki nie potrafi określić momentu, w którym dusza wnika w ciało, a przecież dla katolików ten moment byłby decydujący. Dla lekarzy decydujący jest trzeci miesiąc ciąży, zanim wykształci się układ nerwowy i płód nie odczuwa bólu. Obie strony, zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy aborcji manipulują faktami, choć te przedstawiane przez przeciwników są bardzo mocno przesadzone. Wszelkie banerowe akcje uliczne w tym temacie uważam, za pogwałcenie naszego prawa do czucia się komfortowo w przestrzeni publicznej.

    Co do decyzji, to również myślę, że nie może być ona narzucana prawnie. Jest to sfera naszej intymności, naszego sumienia, decyzja życiowa, której konsekwencje ponosimy sami. Na pewno nie jest tak, że kobieta nie przeżywa faktu usunięcia ciąży, jednak decyzja ta często podyktowana jest dobrem dziecka, które miałoby się narodzić bardzo niepełnosprawne, uszkodzone, niezdolne do samodzielnego życia. Pomijając kwestię braku pomocy i pieniędzy, która kobieta chciałaby patrzeć resztę życia na cierpienie swojego dziecka, które zdane jest na łaskę społeczeństwa? Nie zmienia to faktu, że każde życie jest wartością, dlatego są to tak trudne i powinny być wyłącznie indywidualne decyzje.

  • O religii i kościele nie będę się wypowiadać. Niech każdy to zrobi we własnym sumieniu. Bardziej boli mnie dzisiejsze podejście do kobiet oraz traktowania przez wielu cudu narodzin, który jest nim bezdyskusyjnie. Podstawowe pytanie to czym są plemniki i jajeczka i w którym momencie stają się człowiekiem o którego życie powinno się walczyć? I już tutaj popadamy ( może nie wszyscy ale wielu z nas) w jakąś paranoję. To tak jakby winić zgwałconą dziewczynę że pozwoliła się zgwałcić czy też szklankę że pozwoliła nalać do siebie wódki za dużo na nasze możliwości.
    Plemniki i jajeczka, oczywiście moim zdaniem, w żadnym przypadku nie są jeszcze człowiekiem o którego życie powinniśmy walczyć chroniąc je, bo wtedy powinno się skazać za mordowanie wszystkich, którzy "zaspokajają się" sami. A podejrzewam że jeżeli nie wszyscy to prawie wszyscy na świecie byliby ewidentnymi mordercami. Przecież to chore. Tak uważających powinno się leczyć w szpitalach psychiatrycznych.
    O tym czy usuwać niechciane ciąże czy nie, powinni decydować rodzice. Większy wpływ na to powinny mieć jednak kobiety. Kwestią które ciąże są nie chcianymi a które nie, to jeszcze inna sprawa. Państwo nie powinno w tych sprawach ingerować ani niczego nakazywać czy też zabraniać, bo jeżeli tak miałoby to wyglądać, to nie kto inny ale właśnie ono powinno w konsekwencji zmuszania kobiet aby rodziły dzieci z gwałtu, czy ciężko chorych, otoczyć pełną opieką przez całe ich życie. Ciekawe jak wtedy wyglądałby budżet państwa. Łatwo jest bowiem decydować o innych gdy nie dotyczy to bezpośrednio nas samych.
    Tylko czy można godzić się z tym zwalając wszystko na głupotę rządzących? Ich, delikatnie mówiąc, ignorancja ich jest bezdenna.
    Nie bawię się w politykę, ponieważ jest ona brudną kałużą w której siedzą wszyscy, no może prawie wszyscy, powiedzmy większość, ale nie mogę milczeć gdy dzieją się takie rzeczy. To źle świadczy o nas i o naszych sumieniach. Ale jeżeli już ktoś, w tej sytuacji, ma decydować o tym czy rodzić czy też nie, to pozostawmy to kobietom. To na nich leży cały ciężar i odpowiedzialność cudu dawania życia.

  •   Latoja

    Temat bardzo na czasie, szczególnie dla ludzi wierzących, którzy nie tolerują obecnego zachowania polskiego Kościoła Katolickiego. Do takich osób należę i ja, a jednak myślę o apostazji. Nie chcę należeć do instytucji, która legitymizuje takie działania jak kibolskie "modły" na Jasnej Górze, rasizm, odradzanie się faszyzmu, dyskryminacja kobiet czy wszelkiej inności. Rządzi tym wszystkim pomieszanie władzy i pieniądza. My wam poparcie, wy nam pieniądze, ziemię, majątki.Miejsca dla Boga w tym nie ma. Podobnie jak nie ma miejsce dla ks. Bonieckiego, Lemańskiego, za chwilę kłopoty będzie miał biskup Pieronek. To tak, jakby w Polsce były dwa kościoły- ten od Rydzyka i ten od Bonieckiego, ten podział widoczny jest coraz bardziej każdego dnia. Dla mnie to duża strata, nie widzę dla siebie miejsca w KK, nie bywam tam i nie czuję takiej potrzeby, z miejsca wspólnoty zrobiono wiec polityczny.

    W kwestii kobiet wina ciąży niestety na mężczyznach. Kościół ma obowiązek ochrony życia i nakazuje to swoim wyznawcom. Politycy jednak takiego obowiązku nie mają, nie mają nawet takiego prawa, a jednak to oni, głównie mężczyzni domagają się zaostrzenia prawa aborcyjnego. Kobiety wprawdzie też, lecz głównie te pod wpływem ojca Rydzyka. Zwróć uwagę na kwestie antykoncepcji. Kobietom ma być ona niemal zabroniona, podczas kiedy mężczyżni bez ograniczeń mogą kupić najróżniejsze środki, żeby "konar zapłonął". Może kiedy nie płonie trzeba zgodzić się z faktem, że taka jest boża wola? Do tego reklamy tych środków skonstruowane są w ten sposób, że to kobiety są odpowiedzialne za przyjmowanie ich przez swoich partnerów. Takiej przewrotności sam diabeł by nie wymyślił. Faktem jest, że to dla mężczyzn ta sfera życia jest szczególnie ważna i to przez całe życie, miewają dzieci w bardzo póżnym wieku. Seks jest dla nich wartością samą w sobie, kobieta spełnia rolę przedmiotu, naczynia.

    Nie odważę się ocenić czy kobieta ma prawo decydować o swoim ciele - nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nie stałam przed wyborem czy urodzić niepełnosprawne dziecko czy nie, czy urodzić dziecko gwałciciela czy nie. Nie wiem jaką decyzję podjęłabym w takich sytuacjach dlatego każda kobieta musi rozstrzygnąć to w swoim własnym sumieniu. Daleka też jestem od jakiegokolwiek oceniania decyzji kobiet w róznych sytuacjach, to sprawa osobista każdego człowieka. Nie rozumiem tylko dlaczego karze podlegać ma sama kobieta, przecież sama w tę ciążę nie zaszła.

Skomentuj

*
*
*