"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Demokracja, wolność słowa a kultura...

Opublikowano 02 listopad 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Z pewnego punktu widzenia mamy ciekawe czasy. No bo jak można nazwać wszystkie sprzeczności którymi nas dzisiaj się karmi? Jak daleko możemy posunąć się szermując wolnością słowa i przekazu? Przecież wolność słowa jest jednym ze składników demokracji. Gdzie w takim razie leży jej granica? Jak ma się do tego przykładowo, publikowanie karykatur Mahometa czy też Papieża? Czy jest to  wolność konstytucyjna, należna wszystkim jak psu kość, czy też zwykły brak kultury i poszanowania cudzych przekonań i wierzeń, depcząc ich świętości religijne? Mnóstwo pytań ciśnie się na usta. Powie zaraz ktoś, że uogólniam. Tak, to prawda, ale robię to po to, abyśmy sami powoli mogli dojść do szczegółów, do wyznaczenia pewnych norm, które powinny nas ograniczać w pędzie do nieograniczonej wolności, aby nie doszło do anarchii obyczajowej, zbyt daleko posuniętej swobody, która zatrze delikatną granicę pomiędzy tym co można, a tym co zaczyna dzielić ludzi na wrogie sobie obozy. Ja mam na ten temat własne zdanie, bynajmniej nie odosobnione i nazwałbym to może mniej delikatnie ale za to dosadniej, niestety, jest to określenie nie parlamentarne w związku z czym przemilczę.

                                      

Ciekawe, że można też w niektórych przypadkach odnaleźć tu również znamiona nie najlepiej  ukrywanego nacjonalizmu i prowokacji. No bo pomyślcie, czy sam fakt istnienia terrorystów zagrażających w jakiś sposób pokojowi na świecie, może tłumaczyć podburzanie do nienawiści wobec wszystkich islamistów nawet jeżeli dotyczy to radykalnych odłamów religijnych? Nie wszyscy z nich są terrorystami, bo jest to przecież tylko mały procent tych ludzi. Fakt, dotykający nas boleśnie, ale czy dlatego można obrażać wszystkich wierzących bez wyjątku? Podkreślam jeszcze raz, chodzi mi o bezkarność swobodnego obrażania tego co jest dla pewnych grup świętością, bo w sytuacjach zagrożenia publicznego pewne restrykcje wobec tych grup są oczywiście bezdyskusyjne. Zaraz usłyszę, że nikt tu nikogo nie podburza, a przynajmniej nie było to wcale jego zamiarem, i że jest to tylko wyrażenie sprzeciwu przeciwko dławieniu wolności należnej. Może i tak, tylko jakie wywołuje to skutki, poza tym jakie są tego konsekwencje polityczne? Czy tak trudno to przewidzieć? Coraz częściej zatracamy subtelną granicę pomiędzy (zakazem) nie mogę, a (kulturą) nie powinienem. I zrozumiałbym nawet to, gdyby nie delikatny problem braku tej małej psychicznej blokady przed przekroczeniem ogólnie uznawanych norm współżycia między ludźmi, poszanowania ich przekonań, zasad i wierzeń. Ciekawe, że sami tego pragniemy, ale niestety, najczęściej tylko w jednym kierunku, do siebie. 

Dyskusje w tym temacie są również jednokierunkowe, bo tkwią one w nas zbyt głęboko, bo podporządkowujemy się im emocjonalnie. Natomiast dziwnie łatwo wypowiadamy publicznie nasze zdanie na tematy bardzo osobiste, wręcz intymne, ale dotyczące innych. Widocznie uważamy, że nam wolno, bo przecież wolność słowa, bo tak chcą inni, bo demokracja. Czy na pewno nasza interpretacja jest właściwa?  Nieposzanowanie symboli religijnych, posługiwanie się religią w walkach politycznych to główne problemy, ale są i inne, mniejszego kalibru ale równie ważne, przynajmniej dla pewnych grup. I właśnie, tu zahaczamy o inny temat, tzw. ruchu gejów i lesbijek. Są przecież tacy ludzie między nami i nie powinno to nikogo dziwić, drażnić ani spędzać snu z powiek. Przecież poza inną orientacją seksualną, są to ludzie bardzo przyjaźnie nastawieni do świata i niejednokrotnie pokrzywdzeni na starcie już przez samo życie. Teraz pytanie, czy właśnie z powodów swojej orientacji muszą ukrywać się wstydliwie? Moim zdaniem oczywiście nie, powinniśmy zrozumieć i spokojnie zaakceptować istnienie takich grup. Bo przecież być innym, myśleć inaczej, czuć inaczej może każdy, to jego prawo i powinniśmy to uszanować. Jednak demonstracyjne obnoszenie się, wywieranie nacisku na poglądy innych, krusząc wszelkie subtelności kulturowe i łamiąc normy obyczajowe, nie licząc się z nikim i z niczym, nie wystawia im dobrego świadectwa. Czy w ten sposób, wymuszając  akceptację niejako siłowo, mogą coś wygrać? Czy nie widzą tej samej granicy, której nie powinni przekraczać? Co z kulturą i poszanowaniem odczuć już nie tylko religijnych ale, tych obyczajowych, gdy ktoś nie chce aby on sam czy też jego dzieci były niejako zmuszone do oglądania publicznych demonstracji odmienności zachowań? I niech nikt nie mówi teraz, że każdy może przecież przysłowiowo odwrócić się i nie patrzeć, bo czy to wystarczy, gdy ktoś w biały dzień na przystanku tramwajowym będzie załatwiał swoje tzw. potrzeby, czy na pewno wystarczy tylko odwrócić się aby wszystko było w porządku?

Dlaczego musimy to oglądać, przecież na pewno nie doprowadzi to do akceptacji a przeciwnie zaostrzy i tak mocno zaognioną sytuację. Stąd już przecież niedaleko do propagowania pożycia seksualnego bezpośrednio w miejscach publicznych. Nikt nie musi przecież przyglądać się temu. Nie chodzi mi tutaj o porównywanie samych problemów, to tylko przykłady może drastyczne ale właśnie dlatego, abyśmy wreszcie zauważyli i nie dopuszczali do przekraczania pewnych powszechnie uznanych norm. Nie, nie przesadzam, bo jeżeli jest to granica płynna to tak, jak gdyby jej w ogóle nie było. Czy to też będzie wyrazem wolności zachowań, przejawem zdrowej demokracji? Moim zdaniem pełna ich akceptacja - tak, ale publiczne demonstrowanie, podkreślanie swojej „inności”, narzucanie większości swoich obyczajów, zdecydowanie – nie. Przydałoby się trochę szacunku do pozostałych, takiego samego jakiego oczekujemy  w stosunku do siebie. I kolejny ewenement, zakaz pracy w niedziele i święta. To już zupełne kuriozum, gdy w tzw. imię poszanowania hasłowych rodzin nie pytanych wcale o zdanie, oraz powołując się na prawa boskie, tworzy się ustawowy zakaz handlu w niedziele i święta. To, że jesteśmy krajem zamieszkałym w większości przez katolików, wcale nie oznacza, że wszyscy powinni stosować się do zakazów i nakazów wynikających z praktykowanej przez ową większość, wiary. Pomijam demokrację, którą tak się szczycimy ale brak samej kultury i szacunku do innych, ich potrzeb, zwyczajów, przekonań i wierzeń świadczy o nas jak najgorzej.  Przecież walczymy o to, aby szanowano nasze poglądy, naszą wiarę, nasze obyczaje. W jaki więc sposób możemy oczekiwać tego w stosunku do siebie jeżeli nie szanujemy innych?

Nie narzucajmy więc tego nikomu, nie zmuszajmy aby myślał i zachowywał się tak jak my. I nie ważne czy jest to tylko mniejszość czy też większość z nas. Ważne, aby każdy mógł decydować za siebie a nie był zmuszany zakazem. No cóż, nam też przydałaby się mała lekcja rozsądnego myślenia. Pozostaje jednak pytanie, czy chcemy to rozumieć? Wydaje mi się, że chcemy ale niestety, bardzo jednostronnie i w tym właśnie tkwi cały problem. No cóż, jak to mówiła matka filmowego Kargula. ”.. sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie..” Ot i cała wykładnia naszej, bez obrazy, kultury. A jeżeli chodzi o granice demokracji, bo przecież wszystko ma swoje jakieś granice, pięknie wpasowuje się tu myśl Williama Faulknera ..” Nie należy przesadzać z demokracją. Nie chciałbym podróżować statkiem, którego kurs byłby określany głosowaniem załogi, przy czym kucharz i chłopiec okrętowy mieliby takie samo prawo głosu jak kapitan i sternik.” Ciekawe, co on chciał przez to powiedzieć?

Ostatnio edytowany: czwartek, 02 listopad 2017 16:13

Komentarze: 5

  •   Nickokok
    Link do komentarza Nickokok 06 styczeń 2018

    tosmy sobie powinszowali..dzieki....tymi zyczeniami dziele sie z Toba...a teraz nie marudz...bierz sie do roboty i pisz...czekam

  • Wielkie dzięki za piękne życzenia. Uczciwie się przyznam że nie spodziewałem się ich. Nie umiem pisać tak pięknie jak Ty. Napiszę więc tak: życzę Ci mnóstwa zdrowia, tego nigdy za wiele, szczęścia na co dzień, wielkiej, spełnionej, odwzajemnionej miłości i oby te życzenia spełniły się już w 2018 roku... Ściskam serdecznie......

  •   Nick???
    Link do komentarza Nick??? 03 styczeń 2018

    ....ok...z Nowym Rokiem 2018 zycze Tobie...by ogromne pokłady ciepła emocjonalnego, ciepła emocjonalnie wirtualnego nigdy sie nie zuzyły.. nie wyczerpały....by ogien zyczliwosci i serdecznosci połaczony z łagodnoscia i uprzejmoscia nigdy nie wygasł.....

  •   Nick Koszmarek
    Link do komentarza Nick Koszmarek 28 grudzień 2017

    Chyba zakończę żywot koszmarka na stronie w internecie. Przez całe miesiące nikt nie pozostawia najmniejszego śladu aż tu nagle wpis dotyczący życzeń świątecznych. Rozumiałbym gdyby przynajmniej co jakiś czas ktoś coś wpisał, to pisałbym wtedy dalej, ale w tym przypadku po tak długim milczeniu? Poza tym nikt również mnie nie złożył życzeń, a to jest tylko potwierdzeniem śmierci fizycznej Koszmarka. Pozdrawiam cieolutko i życzę dużo dobrego zdrowia, szczęścia, mnóstwa przyjaciół i spełnienia najskrytszych marzeń.... Koszmarek

  •   Nick?]
    Link do komentarza Nick?] 23 grudzień 2017

    jutro prawie swieta...a gdzie zyczenia?.....

Skomentuj

*
*
*