"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Jak się szybko nie zestarzeć?....

Opublikowano 01 lipiec 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane

Ostatnio wiele rozmawiałem na tematy młodości i starzenia się. Poznałem wiele różnych racji, wiele punktów widzenia i odczuwania tego zjawiska. Muszę powiedzieć, że namieszało mi to nieźle w głowie. No bo albo się jest młodym, albo się jest starym. No może jeszcze coś tam po środku. Tym niemniej już samo przejście w tzw. dorosłość, przyjmowanie pewnych kanonów że coś nam już nie wypada, jest też formą starzenia się. W takim razie kiedy kończy się młodość a zaczyna się powolny proces starzenia? Nie mogąc rozwiązać tego problemu zwróciłem się z tym pytaniem do mojej szarej komóreczki. I wiecie co? Lepiej żebym tego nigdy nie robił. Nawtykała mi od idiotów, imbecyli i były to te łagodniejsze określenia, bo innych tu już z powodów cenzury administratora, nie przytoczę. I na koniec podsumowała to wszystko w ten sposób:

-Czy ty /tu wypikane/ nie masz innych problemów? Jeżeli tak to chyba jesteś najszczęśliwszym, co jest zupełnie niemożliwe, albo też najgłupszym człowiekiem na świecie. Najszczęśliwszym, bo oprócz tego nie masz nic co mogłoby przykuć twoją uwagę, co mogłoby ciebie zdołować, w co nie wierzę bo wiem, ewentualnie najgłupszym, bo poddajesz się niczym nie uzasadnionej dominacji błahego problemu nie zauważając wokół większych, ważniejszych. I to mi do ciebie pasuje.

Muszę powiedzieć, że nie tego po niej się spodziewałem. Jednak po chwili gdy zauważyłem jej dziwnie niesymetryczną z jednej strony buzię, zrozumiałem. Ból zęba tłumaczy wszystko. Poszukałem więc czegoś, co kiedyś kupiłem w aptece na usunięcie takiej dolegliwości i z naparstkiem wody podałem cierpiącej.

Aby spokojnie odczekać na zadziałanie położyłem się i zatopiłem w myślach. Po jakimś czasie poczułem lekkie szturchnięcie. Otworzyłem oczy. Przede mną stał mój mały szary potworek ale tym razem już się uśmiechał. Wyglądało to tak dziwnie, że parsknąłem śmiechem. Uważacie ze nie powinienem? No dobrze, to wyobraźcie sobie tego stworka na krótkich, krzywych, chudziutkich nóżkach z niewielkim tułowiem za to dużą główką i odstającymi nienaturalnie uszkami pomiędzy którymi zamiast dwóch oczek było tylko jedno, bo drugie znikło pod wielką opuchlizną. I toto wytrąca was z ciepłych marzeń i jeszcze się krzywo uśmiecha. Wiem, to nieładnie śmiać się z cudzego nieszczęścia, ale chyba rozumiecie, taki widok może albo przerazić, albo rozśmieszyć. U mnie było właśnie to drugie.

-Co tak ciebie ubawiło? – zapytała nie zmieszana. I nie czekając na moją odpowiedź ciągnęła dalej:

-Sam widzisz, czułam się bardzo nieszczęśliwa, bo ból zęba może każdego wykończyć, to przyznasz. Nie chciałam niczego i nikogo rozumieć, bo skupiłam się na sobie. Miałam własny problem i to bardzo bolesny. Nagle ty / popatrzyła na mnie ciepło / dałeś mi jakiś specyfik i po kilku minutach ból jak ręką odjął. To wystarczyło abym poczuła się nagle najszczęśliwszą istotą na świecie. Zobacz, jak mało czasami trzeba, aby ktoś poczuł się bardzo szczęśliwy. Zwróć uwagę, nawet pomimo mojego tragicznego wyglądu, który normalnie przeszkadzałby mi, uśmiecham się do ciebie tak jak tylko potrafię. Masz tu już pierwszą odpowiedź na zadane pytania. Ważniejsze jest jak ja się czujesz, a nie jak ciebie chcą widzieć. Po kilku minutach przyzwyczaisz się do mojego wyglądu, a ja jeżeli nie będę zaglądała do lusterka tez o tym nie będę pamiętać. Na dłuższą metę to jednak nie działa, wiem. Trzeba sobie potem jakoś z tym spokojnie poradzić. Na pewno jednak nie dramatyzować. Wszystko da się jakoś rozwiązać. Lepiej lub gorzej, największym błędem jest trwanie w niemocy przerwania czegoś co boli, usunięcia przyczyny lub jej zaleczenia. Często szczere rozmowy są takim sposobem, takim lekiem, no chyba że boli ząb.
-Teraz popatrz inaczej na swój problem. Co tak naprawdę różni świat człowieka młodego i starego, spróbuj je oba określić? Odszukaj powody dla których ciężko się im porozumieć, zrozumieć? Co ich w sobie nawzajem, tak naprawdę drażni? Przecież wiele z tego codziennie sobie przekazują dosłownie lub w przenośni, w zachowaniu.
Popatrzyła na moją trochę zdziwioną minę.
-Widzę że nie bardzo rozumiesz co ma do siebie jedno i drugie, tzw. konflikt pokoleń i zachowanie w sobie młodości? To proste, poznaj przyczyny prawdziwego starzenia się człowieka a dowiesz się tego, czego szukasz, poznasz odpowiedź na swój problem. Zapamiętaj jedno, liczba lat to tylko mechaniczne odmierzanie czasu, to matematyka która jeszcze nie jest i nie musi być starzeniem się. Przecież u małych dzieci ten czas jest w identyczny sposób mierzony a mówi się, że dzieci po prostu dorastają a nie starzeją się. Mało tego, one tego nie zauważają, nie zwracają na to uwagi. A dlaczego? Bo ich psychika w tym temacie jest wyłączona, działa na zupełnie innych falach. Zachowują się więc tak jak lubią, w sposób jaki dyktuje im ich zapas nagromadzonej energii, ich wyobraźni i potrzeb. To prawda, z czasem ten zapas jest mniejszy a wyobraźnia przestawia się na inne tory, co wcale nie znaczy, że coś się w was drastycznie wyczerpuje, przynajmniej nie w takim stopniu jaki sobie sami pozwalacie narzucić. No dobrze, widzę w twoich oczach pytanie które chcesz zadać a mianowicie... Zjawisko dorastania u dzieci jest odpowiednikiem starzenia się u młodych, więc czym to ma się różnić?..... Masz rację, ale tylko częściowo. Bo różni się to nastawieniem psychicznym, pozwoleniem narzucenia sobie wielu niepotrzebnych ograniczeń typu: w tym wieku to już nie wypada, popatrz ile masz lat, śmiesznie będziesz w tym wyglądać bo / oczywiście tu jedyny argument/, na sportowo? co ty robisz to nie wypada... itd. Oczywiście są pewne normy które was obowiązują, ale to są tylko normy, które co jakiś czas się zmieniają. Zwróć uwagę, przecież to wy sami je tworzycie. Jaki więc z tego wniosek? Są one rzeczą umowną, zrozum to. Nie patrz na to w taki sposób, ze nie możesz wyglądać i zachowywać się inaczej od reszty, niech reszta martwi się tym, że w wyglądzie  i zachowaniu, poza drobnymi szczegółami niczym się od innych nie odróżnia. Bo tak samo, to nudnie, ciężko, bez wyrazu, monotonnie, szaro, bez życia i w ogóle na bocznym jego torze. A jak to można ująć inaczej, prościej? Jest to starzenie się umiejscowione w psychice a nie w samym ciele. Wniosek z tego? To psychika jest tym co się starzeje albo nie a nie ciało. Ono tylko się zmienia, a czy starzeje się czy nie, to już w dużej mierze zależy od ciebie. Oczywiście, może być powodem stresu jednak wcale nim być nie musi. Jasne też, że oceniając swój wygląd zaczynasz zastanawiać się nad pójściem gdzieś czy też nad włożeniem czegoś. Tu kieruj się własnym zdaniem, tym co chcesz zrobić a nie tym co wypada. A więc noś to, w czym czujesz się dobrze, w czym twoim zdaniem dobrze wyglądasz, a nie zawsze tylko to, co wypada.
Co ci będę tu truć - nagle zmieniła ton - prawdziwe źródło starzenia się tkwi w twojej psychice. Jeżeli jej za szybko nie zmienisz, bezkrytycznie nie poddasz obróbce uznawanych norm czy kłopotów życiowych,  to będziesz mógł zawsze porozmawiać z ludźmi młodszymi wiekiem, być na wspólnych imprezach pod jednym warunkiem, że wybierzesz grupę o podobnych zainteresowaniach i będziesz miał w tym wszystkim coś do powiedzenia. Popatrz na zespoły rockowe lub jazzowe. Członkowie wielu z nich są w wieku emerytalnym i co z tego? Trzyma ich pasja i mocna z tej strony psychika pozwalająca na nie zwracanie uwagi na mijający czas i własny wygląd, bo jak się okazuje nie on jest najważniejszy ale to co masz do powiedzenia i jak się czujesz. Chociaż oczywiście, wygląd w życiu też jest ważny i trzeba o niego dbać, jednak nie można bazować tylko na nim, tylko na nim się skupiać.

Skończyła, a ja ucałowałem ją w tę wykrzywioną, piękną mordkę.
No cóż, nagadała, namieszała ale składam to wszystko na karb nieszczęsnego zęba. Teraz muszę to tylko spokojnie przepuścić przez mój własny filtr i uporządkować. Co różni oba światy, czy tak musi być a jeżeli nie musi, to jaki mamy na to wpływ? Bo że mamy, to pewne.

Dopisanie w nocy.
Wiecie co? Ta skubaniutka widocznie przez ten ząb nie mogła spać, bo w środku nocy wyrwała mnie ze smacznego snu, potem kazała usiąść i jak gdyby nic powiedziała spokojnie:
-Wiesz, myślałam jakby to ująć najprościej. No wiesz, to co ci mówiłam wcześniej, no to, o tym starzeniu się. Bo tak naprawdę to najpierw starzeją się nasze charaktery, a potem dopiero my. To wcale nie jest kwestią tylko wieku. Wiek jest tu sprawą drugorzędną.
I na moją zdziwioną takim obrotem sprawy minę dodała:
-Nie dziw się, mówię my, bo to mnie również dotyczy, w tej materii praktycznie nie ma wyjątków.
-Charaktery? - pomyślałem - warto o tym pomyśleć i przyjrzeć się im bliżej. Może to i prawda? To by też wiele wyjaśniało.  No cóż, może tak, może nie? Sam już nie wiem.

Ostatnio edytowany: sobota, 01, lipiec 2017 14:32

Skomentuj

*
*
*