"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Matematyka i ....... życie

Opublikowano 07 czerwiec 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

O moim wykształceniu wolę nie pisać, zresztą jest to nieistotne. Z zamiłowania jestem „matematykiem” z wielkim szacunkiem do języka polskiego. W dzieciństwie interesowała mnie bardzo logiczność wywodów starych filozofów. Właśnie to później odnalazłem w matematyce. Moja stara, kochana nauczycielka tego przedmiotu w technikum, która zasypiała spokojnie na klasówkach i pozwalała posługiwać się w trakcie pisania książkami twierdziła, że nie warto zaśmiecać wszystkimi formułkami i wzorami sobie głowy. Powinno się jednak wiedzieć gdzie i w jakich w książkach można je odnaleźć. Przekładając to na język dzisiejszy i porównując do komputera, to według Jej teorii, w naszych głowach powinny znajdować się, oprócz najczęściej używanych mądrości, przede wszystkim skróty, linki do informacji zamkniętych w odpowiednich wydawnictwach. Oczywiście wszystkich tych informacji powinno się wcześniej pilnie uczyć, aby wiedzieć w jaki sposób je, w odpowiednim momencie w życiu, wykorzystać. Wszystkiego i tak nie da się zapamiętać, a więc zaśmiecanie pamięci próbą skomasowania ich wszystkich w naszej głowie jest bezsensowne.

Jestem Jej wdzięczny za to, że nauczyła mnie logiki analitycznego, matematycznego myślenia. Każdy problem w życiu można rozłożyć na czynniki pierwsze, wyeliminować rzeczy nie istotne i odnaleźć jego słaby punkt. Takie podejście do tematu pozwala na ominięcie naszych negatywnych emocji i ustalenie słabych punktów, które należy usunąć. Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie nauczymy się podchodzić do naszego życia jak lekarz do chorego pacjenta, który aby usunąć skutek stara się odnaleźć przyczynę choroby i zlikwidować ją. On nie chodzi wściekły z tego powodu spisując nas na straty. Sięga do swojej pamięci, nierzadko też do książek i analizując objawy szuka przyczyn.

Nauczmy się tego opanowania i spokojnej eliminacji punktów zapalnych. Ja staram się to właśnie robić. Muszę powiedzieć, że daje to niesamowite efekty. Naprawdę dużo problemów udało się mi rozwiązać bez niepotrzebnych emocji, łącznie z poznawaniem samego siebie i z dobrej strony i tej drugiej, ciemnej. Oczywiście nie wszystko mi się udaje. Popełniam też wiele błędów. Jednak staram się nie powielać ich. Zauważyłem, że wielkie nasze potknięcia w życiu, wielkie problemy najczęściej mają naprawdę błahe powody, które stają się naszymi dramatami dopiero wtedy, gdy zlekceważone, niezauważone na samym początku i poddane efektowi kuli śniegowej stają się w pewnym momencie dramatem boleśnie nas przygniatającym. Człowiek cyklicznie atakowany przez drobne stresy, których nie rozwiązywał systematycznie od razu, po pewnym czasie staje się nadwrażliwy, nerwowy. Wybucha z byle powodu odpychając nawet, wyciągniętą do niego przyjazną dłoń. Przyczyną tego jest kumulacja nie rozładowanych wcześniej małych problemów. Taka zmiana objawia się najczęściej wielką negatywną emocją w postaci rzeki łez, wybuchu złości, wulkanu przemocy psychicznej lub fizycznej.

Pisząc o mojej nauczycielce matematyki użyłem dużej litery w zaimku. To nie pomyłka. Jest to wynikiem naprawdę wielkiego szacunku i wdzięczności do Niej. A z drugiej strony, jakie to dziwne. Stara nauczycielka matematyki, ciekawie ucząca swojego przedmiotu, zupełnie bezwiednie ustawia podejście do życia, swojego ucznia, w pionie. Stary człowiek, matematyka i kształtowanie osobowości młodego człowieka. A może to nie takie dziwne?

..... pozdrawiam serdecznie ...

Komentarze: 2

  • Zgadza się, masz rację. Jednak zwróć uwagę na fakt, że każdy problem ma przynajmniej dwie twarze. Trzeba je spokojnie rozważyć. Jak to wygląda z punktów widzenia stron których on dotyczy. Każdego boli coś na co jest bardziej wrażliwy. W efekcie właśnie tę wrażliwość powinniśmy w sobie zmieniać. Powoli, delikatnie tak aby nas to za bardzo nie bolało, ale zmieniać . Potocznie nazywamy to kompromisem. Powinniśmy zmieniać nie tylko własne rozumienie naszego małego świata, ale także nauczyć tego naszych bliskich. Wiem że jest to niesamowicie trudne, ale bez tego nigdy nie stworzymy wspólnych światów. A o to nam przecież chyba głównie chodzi?

  •   Latoja

    Zgadzam się z Tobą, że kumulujące się, nie rozwiązane problemy skutkują efektem śnieżnej kuli. To prawda, że powinniśmy starać się docierać do sedna, przyczyn pewnych stanów rzeczy i najczęściej przy odrobinie wysiłku intelektualnego udaje nam się tego dokonać. Pod jednym wszakże warunkiem, że rozpatrując problem, analizując go, kierujemy się prawidłowymi przesłankami. Nie zawsze tak się dzieje. Bywa, że nie znamy faktów, intencji, emocji innych ludzi, a przecież właśnie to inni ludzie są najczęściej żródłem stresujących sytuacji. Możemy je rozpatrywać wyłącznie z własnego punktu widzenia a taki obraz nigdy nie będzie obiektywny, no chyba, że dociekamy powodów naszych własnych, nie inspirowanych przez innych ludzi działań.

Skomentuj

*
*
*