"Możesz przyprowadzić konia do wody, ale dopiero jeśli przekonasz go, aby popływał na plecach - coś osiągnąłeś"


Próbuję znaleźć odpowiedzi na pytania dlaczego... i co jest tego przyczyną. Mówić o tym jest łatwo ale.... Znacie to z autopsji. Najlepsze rozwiązania znajdują się w nas samych, spróbujmy tylko popatrzeć na siebie z boku, bez emocji. Przeczytajcie a potem ........... Powodzenia

Samo życie czyli .....

Opublikowano 22 kwiecień 2017 Autor: Opublikowano w: Mój punkt widzenia ... z życia brane
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jakże często patrzymy na ludzi posługując się utartymi stereotypami. Jeżeli uczuciowy związek kobiety z mężczyzną to oparty na prawdziwej, szczerej miłości, w której to uczucie jest oczywiście prawdziwe i szczere a jakichkolwiek poświęceń po prostu nie ma. Bo w miłości nikt się nie poświęca tylko wszystko co robi czyni z prawdziwą radością dawania tego kochanej osobie, uszczęśliwiania jej. Takie, w naszych wyobrażeniach, są dłuższe lub krótsze, okresy spełniania naszych uczuć. Oczywiście kiedyś one przemijają a my dojrzewamy. Wtedy coś się kończy i zaczyna się mniej lub bardziej smutna codzienność.

Moim zdaniem nie można tego tak ujmować. Człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną, bardziej niż to by się mogło nam wydawać. Charaktery, a w nich wszelkie zachowania i odruchy, w każdym z nas, różnią się bardzo. To co nas fizycznie bardzo często zbliża do siebie to przede wszystkim biologiczny odruch przetrwania gatunku. I nie należy tego mylić z prawdziwą, bezinteresowną miłością. W tym okresie organizm nasz zostaje pobudzany hormonami a w nich testosteronem /u mężczyzn/ i endorfinami zwanymi inaczej hormonami szczęścia. Ten euforyczny okres w naszym życiu najczęściej nazywamy błędnie właśnie miłością. Uważam, że tak wcale nie jest. Miłość przychodzi dopiero dużo później, gdy zaczynamy wspólnie zmagać się z życiem, z jego problemami. Dopiero wtedy możemy sprawdzić nasze charaktery, ich ewentualne toksyczności. 

Jest takie porzekadło, nie wszystko złoto co się świeci. Jest w nim wiele prawdy. Bo to, czym usiłujemy zwrócić na siebie czyjąś uwagę jest przede wszystkim tylko naszą fizycznością, naszym kulturowym „fałszem”, a więc tym, czym „dopasowujemy” się do napotykanych sytuacji. Słabości naszych charakterów, ich inność chowamy przed światem głęboko w sobie. Oczywiście, gdy po jakimś czasie jesteśmy już pewni siebie zaczynamy je powoli uwalniać. Jest to już tylko kwestią czasu.

Gwoli sprawiedliwości dodam, że takie podejście u mężczyzn jest raczej normą. Co wcale nie znaczy, że kobietom ten odruch jest zupełnie obcy. Jednak nie takim nasileniu. Olbrzymia większość mężczyzn to, powiedziałbym przysłowiowe „trutnie”, co pewien czas szukające nowych kwiatków do zapylenia. Niektórzy z nich jednak potrafią panować nad tym odruchem a niektórzy niestety nie.

Kobiety podchodzą do tego inaczej. Wynika to z odmienności ich charakterów a również z zupełnie innego uczucia, jakim darzą one wybranych przez siebie partnerów. Jest to bowiem zauroczenie, fascynacja wyglądem, osobowością, intelektem. U mężczyzn zaś, w olbrzymiej większości, jest to przede wszystkim najzwyklejsze, biologiczne pożądanie.  

Popatrzmy z tej strony na te związki. Ile w nich wzajemnego zrozumienia, którego unikali przez całe lata? Podejrzewam, że dotąd „konsumowali” oni ów związek, który w pewnym momencie im się po prostu znudził, spowszedniał. I dodaj tu teraz kolorytu i smaku do tej szarej i kwaśnej potrawy dnia codziennego.

Może trochę przesadziłem, ale jeżeli nie czują oni do siebie nic poza mniejszym lub większym przyzwyczajeniem i poczuciem obowiązku, to raczej „ ...daremne żale, próżny trud...” jak pisał A. Asnyk. Można też oczywiście w końcu dojrzeć i zacząć mozolnie budować ów związek od początku, jak po przeżytym ciężkim zawale. Trzeba jednak chcieć robić to wspólnie i jeszcze raz, chociaż inaczej, odnaleźć siebie nawzajem. Wtedy może być o wiele łatwiej na obudzenie prawdziwej i szczerej miłości.

Komentarze: 3

  • Trudno odróżnić zakochanie tj. miłość w początkowej jej fazie, miłość połączoną z jej fizyczną konsumpcją z miłością dojrzałą, pełną zespolenia dwojga osób którą wielu, a może tylko i niewielu z nas przeżywa po upływie lat wspólnego pożycia pełnego wzajemnego zrozumienia wzajemnych słabości. Ktoś kiedyś powiedział:" dom miłości codziennie budujemy od fundamentów" . Tak się dzieje ponieważ nasze charaktery są stale zmienne i poprawki z tego wynikające mocno rzutują na nasze do nich nastawienie, na wzajemnie zrozumienie.
    Dopiero w momencie gdy zaczynamy żyć tym co czują nasi partnerzy w związku, a nasze własne odczucia podporządkowujemy im i nasi partnerzy postępują podobnie, dopiero wtedy zaczyna się rodzić prawdziwa miłość. Prawdziwa miłość jest bowiem bezwarunkowa. Zaczynamy wtedy żyć jednym wspólnym oddechem. Powoli przestajemy mówić JA, a zaczynamy mówić MY. Na to niestety musimy wspólnie przeżyć trochę lat. Prawdziwa, pełna miłość jest wzajemnym przeżywaniem swoich problemów, pomaganiem w rozwiązywaniu ich, wzajemnym podtrzymywaniem się w ich rozwiązywaniu. Wtedy dużo rzadziej zdarzają się złe chwile w związkach. Jesteśmy wtedy bardziej odporni na ataki atakujących nas uroków życia, na jego pułapki. Budujemy nasze szczęście na tym co posiadamy, doceniając to i ciesząc się tym.

  • Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Zauroczenie jest punktem wyjścia do narodzenia się miłości. Zauroczenie, czy jak kto woli fascynacja, jest wstępną formą rodzenia się dojrzałej miłości. Jest to najwyższy poziom tego uczucia. Nie tak wielu ma szczęście je poznać. Jeżeli jednak jest jednostronna to staje się miłością nieszczęśliwą, niespełnioną. Jeżeli zaś odwzajemniona to staje się miłością pełną, w której obie strony tworzą jedność. To jednak wymaga czasu i wzajemnego zrozumienia. Tu jednak przysłowiowe dwie połówki jabłka dosłownie są dwiema połówkami tego samego jabłka i łącząc się tworzą się znowu jedną całość?

  •   Latoja

    Masz rację, że nie można mylić miłości z zauroczeniem ale gdyby nie to początkowe zauroczenie, miłość nie miałaby szans zaistnieć. Zdarza się oczywiście, że uczucie rodzi się wolno między osobami, które znają się od dawna, jednak nie zdarza się to często.
    Sądziłam, że poznałam już wszystkie odcienie miłości a jednak w ostatnich latach poznaję jej nowy wymiar, wymiar czysto duchowy. Jest to miłość, która nie opiera się na fizis, dostrzega wady charakteru, rozumie ograniczenia i trwa. Bywa raniona, odrzucona, niedoceniona a jednak trwa. Jej trwanie wzbudza we mnie samej zdziwienie, złość nawet ale nie mam na to wpływu. Rozmyślając nad tym przedziwnym zjawiskiem stwierdziłam, że to nie ja, to moja dusza jest zakochana. To moja dusza spotkała duszę swojego życia i choćbym nie wiem jak protestowała nie jestem w stanie tego zmienić. Jeśli moja dusza kocha to niech sobie kocha, byle tylko nie wymagała ode mnie więcej niż jestem w stanie znieść.

Skomentuj

*
*
*